Piąta Tajemnica - część 48, 49

Nataniel Senior, Krystian Tatajno, wyprawa ‘86

 

- Czy mógłby pan wyszukać najsilniej zogniskowaną latarkę jaką mamy? – Nataniel Senior wydał polecenie Brylskiemu. Asystent grzebał chwilę w pakunkach, by po chwili podać porządany przedmiot.

- CZM DOGMOS, wojskowa, zdobyłem za pięć resoraków, z Pewexu.

- Dziękuję, jest pan niezastąpiony - Nataniel skierował latarkę ku oczom i odpalił. Produkty wojskowe PRL’u charakteryzowały się nie tylko niezwykłą hardością wykonania, ale jeśli już zadziałały, także niezwykłą precyzją. Słup światła niemal go oślepił. Pomyślał, że nie bez kozery Polska gospodarka była siódmą najsilniejszą na świecie.

- Proszę pogasić wszystkie światła – wydał polecenie, a w obozie zapanowały egipskie ciemności. Podszedł do siedziska Phuntsoga. Jako pierwsze z prawej wydawało się idealne, aby rozpocząć eksperyment.

- Krystian, ustaw się proszę na linii prostej po lewej – zaintonował tubalnie.

- Tylko nie wyskocz z butów! – zbył go równy rangą przyjaciel, jednak zajął pozycję i spojrzał wprost w znajdujący się tam diament Rigzina Chembo.

- Uwaga, odpalam!

Latarka Dogmos oświetliła od dołu twarz Nataniela. Wyglądało to tak, jakby sam król Phuntsog powrócił na swoje siedzisko. Wkrótce zatroczone na tronach diamenty zalśniły menażerią barw.

- Masz coś? – krzyknął Nataniel.

- Daj mi chwilę, coś się wyświetla! Moment, ale to jest niepełne...

Nataniel spojrzał na całość kompozycji.

- Krystek! Źle się ustawiłeś, podejdź do stopy Lhatsuna!

Krystian nie zastawiając się długo pomaszerował we wskazaną stronę, po czym przyklęknął i spojrzał w diament.

- Eureka! – huknął tak doniośle, iż nawet sarna skubiąca trawę tuż za ogrodzeniem ogrodu koronacyjnego podniosła uszy i dała głębokiego susa. – Nie opuszczaj latarki! Robię szkic! – Krystian wyciągnął wcześniej przygotowaną kartkę papieru i odwzorował wizerunek na papierze. – Dobra, mam!

- Co masz psubracie, pokazuj no!.

Obaj podeszli do namiotu, gdzie przy świecach zgromadził się już cały zespół.

- Możecie włączyć główne światła – rzucił Krystian.

- Nie ma konieczności, lubimy dwudzieste stopnie zasilania – palnął Brylski. Cała grupa wybuchnęła śmiechem.

- Docencie, przyświecaj pan zatem – Nataniel podał asystentowi latarkę, po czym wszyscy pochylili się nad schematem.

 

Natan, czasy teraźniejsze

 

Śnieg przysłonił wszystko. Natan widział tylko końcówkę swego nosa. Cały świat składał się teraz tylko z potęgi bieli i tańcujących z nią kryształków lodu. Z trudem łapał oddech przedzierając się przez nawałnicę. W końcu, nie wiadomo skąd, śnieżna skarpa zupełnie odcięła mu kontakt z rzeczywistością. Tony śniegu przykryły go pierzyną puchu. Dopiero teraz pojął co się tak naprawdę wydarzyło. W jednej chwili przed oczami przetoczyło mu się całe życie. Wszystkie wydarzenia, piękne, brzydkie, smutne, tragiczne. Pierwszym zapamiętanym obrazem, były ręce ojca, z dziwną czarną koroną na głowie. Ręce, które domykały inkrustowaną, drewnianą skrzynkę. Później była miłość matki, radości podwórka, piękno pierwszych skrytych doznań. Dorastanie... Piekło uczuć bez odwzajemnienia, studia, miłość! Anna! Seks! Dziecko!? Śmierć, wypadek, nicość, strych, inkrustowana skrzynka, matka, Kanczenconga, Rose, miłość, śnieg...

Z białego odrętwienia wydobył go odgłos drapania. Coś torowało sobie drogę poprzez tony zalegającej zmarzliny. Natan zaczął gorączkowo odgarniać biel blokującą mu drogę. Trwało to może minutę, może godzinę, jednak w końcu udało mu się utorować drogę ku nadziei. Śnieżny tunel raz po raz ulegał pod naporem kopania. Ostatnim nakładem sił odgarnął na bok śnieżną hałdę i znów legł na boku. Szuranie jednak nie ustępowało i zanim wznowił swą działalność w lodowym korytarzyku pojawiło się okienko. Następnie zwiększyło swoją średnicę, aż w końcu mógł dostrzec zarysy rudej łapki. Łapka odrzucała śnieg bez opamiętania. Później były już dwie łapki i nosek na końcu pyszczka. Zaciągał powietrze i rył najgłębiej jak umiał. W końcu przebił się przez ostatnią warstwę i siłą rozpędu wylądował na czole Natana. Zobaczył istotę nie większą od jego dawnego psa. Futro miała rude, z lisią kitą, a pysk serdeczniejszy od kota w butach z bajki o Szreku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja rok temu
    Witam
    Początek bardzo ucieszył moje zmysły. Przypomniałam sobie czasy Peweksu. Wszyscy byliśmy wtedy zdobywcami.

    To prawda, że w tych najgorszych momentach, kiedy tracimy życie przypominamy sobie sceny z naszego życia. Natan żyje, ale co z resztą. Zakończenie bardzo optymistyczne i wesołe. Skąd pies się wziął?


    pozdrawiam serdecznie
  • drohobysz rok temu
    To nie pies. Później się wyjaśni ;) ;p
  • pasja rok temu
    drohobysz O widzisz, jak można się pomylić. Czekam cierpliwie na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam
  • 00.00 rok temu
    Odkopuje stare części. Dużo się wydarzyło.
  • drohobysz rok temu
    i będzie sie działo. Pzdr ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania