Poprzednie częściSzare istnienie – Prolog

Szare istnienie cz. 35

Zadzwonił telefon, ale Frank nie miał zamiaru ruszać się z łóżka, choć była już ósma rano. Komórka grała dość długo i zamilkła, żeby za chwilę zadzwonić ponownie, ale tym razem rzępoliła już bez przerwy dobrą minutę, w końcu chłopak sięgnął pod łóżko i odebrał połączenie od natręta.

– Nie ma jej! – wrzasnął Travis, nie przywitawszy się nawet.

– Jak to nie ma, gdzie nie ma? – zapytał brunet, który jeszcze nie bardzo kontaktował.

– Kurwa, nie ma! Zajechałem rano do szpitala i jej nie ma. Myślałem, że jest w kiblu, lub gdzieś się błąka, ale nigdzie jej, kurwa, nie ma! Przyjeżdżaj!

Frank natychmiast się obudził i zerwał na łóżku.

– Pytałeś pielęgniarek?

– Pytałem, mówiła, że zaglądała do niej o drugiej w nocy, to spała. Dobra, nie nawijaj, tylko dawaj, trzeba jej szukać. Jeszcze jakaś głupota przyjdzie jej do głowy, nie wiesz? Czekam – rzucił Travis i się rozłączył.

Brunet chciał wziąć ze stołu kluczyki, ale zaraz się opamiętał, chwycił więc kilkadziesiąt dolarów, migiem wyszedł z domu i zaczął wypatrywać transportu. Był prawie w centrum, więc taksówkę dojrzał już po minucie i zaraz był w szpitalu. Travis już czekał na niego przy wejściu, ostro podminowany.

– Uciekła, uwierzysz? Jak to możliwe? przecież ledwo łazi! – rzucił rozgorączkowany ratownik. – I gdzie ona może być? W domu jej nie ma, a tam przecież cały czas chciała. Ty, a może nie uciekła, tylko ktoś jej pomógł? Nie wiem, co robić.

– Chodź – nakazał Frank i ruszył w kierunku sali nastolatki. – Sprawdzałeś szafę?

– Nie.

Po chwili doszli na miejsce i brunet od razu wyskoczył do oddziałowej:

– Gdzie jest dziewczyna spod siódemki?

– Nie wiem, ten pan już pytał – wskazała na Travisa.

– No jak to pani nie wie?! Dziewczyna wyszła sobie ze szpitala ot, tak, do tego w takim stanie?! Przecież musiał to ktoś zauważyć, do cholery! – darł się wkurwiony brunet.

– Proszę pana, nie tylko ją tu na oddziale mamy i nie tylko nią się opiekujemy, mamy także inne obowiązki, więc widocznie skorzystała z okazji, że nikogo nie było i wyszła. Już zawiadomiliśmy policję. I proszę tu nie krzyczeć! – Kobieta się zirytowała.

– Możemy zajrzeć do jej sali?

– Proszę.

Udali się do siódemki i Frank od razu otworzył szafę – koszulka była na miejscu, ale buty i spodnie zniknęły.

– Nie nałożyła koszulki? Czemu? – zapytał Travis.

– Gnaty ją bolą, może nie dała rady, albo już nie miała czasu, nie wiem.

– To co, wyszła tak ubrana?

– Jak się chce koniecznie wyjść, nie patrzysz na to, co masz na sobie. Dobra, jedziemy, nie ma na co czekać – zarządził Frank i zaraz siedzieli w Nissanie.

 

JIMMY

 

Szybko wślizgnął się do sali, cicho podszedł do łóżka i chwycił dziewczynę za rękę.

– Zos... – chciała krzyknąć, ale zaraz zatkał jej usta.

Zaczęła szamotać się na łóżku w napadzie paniki, lecz to też nie trwało długo, bo zaraz została objęta mocnym uściskiem.

– Laura, uspokój się, to ja, Jimmy. Już dobrze – szeptał jej do ucha, ale to nic nie dało, dalej wariowała. – Śliczna, nie bój się, nie poznajesz mnie? Laura... – uspokajał dziewczynę, ale na próżno, nadal wiła się jak w transie, w końcu, chyba ze strachu, zemdlała.

Postał nad nią jeszcze chwilę, chlipiąc delikatnie, po czym ucałował jej policzek, uchylił drzwi sprawdzając, czy ma wolną drogę i zniknął. Gdy wyszedł ze szpitala, w głowie miał tylko jedno: „Zajebię chuja”, ale mimo frustracji i złości czuł jednak lęk, gdyż nie wiedział, czy jest sam, czy z kumplami, naćpany – to pewne – tylko do jakiego stopnia, no i czy jest w domu? Wykręcił numer Billy’ego i gdy ten odebrał, zapytał:

– Masz jakąś broń? Moją mi zajebali.

– Co chcesz zrobić? – wyjechał nerwowo przyjaciel.

– Jeszcze nie wiem. Spotkajmy się w parku za dziesięć minut, możesz? Przy fontannie.

– Zaraz będę.

Rozmowa dobiegła końca i Jimmy wolnym krokiem, nadal czując lekki ból pobitej głowy, ruszył w stronę oddalonego tylko o kilkaset metrów ogródka spacerowego, kupując po drodze dużą flaszkę i paczkę papierosów. Usiadł przy starej, pozieleniałej od mchu fontannie i odkręcił butelkę, z której pociągnął dość sporo. Cały czas miał w oczach obraz pobitej dziewczyny, domyślał się też, że to nie było tylko pobicie, choć pewny nie był. Odpalił papierosa, ręce lekko drżały, ale gdy wypił dwa kolejne łyki, dłonie się uspokoiły. Billy zjawił się po kilku minutach.

– I co chcesz zrobić? – zapytał bruneta.

– Nie wiem, ale mu, kurwa, tego nie daruję. Widziałeś ją, to na pewno nie było tylko pobicie, zresztą wiesz, jaki jest pojebany. – Zastrzelę chuja i tę szmatę, ona też na pewno nie jest tu bez winy. Nie lubi jej i na pewno podbuntowała Jay'a, choć jego nie trzeba zbytnio buntować. Masz tę broń?

– Pojebało cię? – Billy się zdenerwował. – Chcesz ich wystrzelać i pójdziesz pierdzieć? Nie mam!

Jimmy pociągnął z butelki raz i drugi, co skutkowało tym, że był już nieco podcięty i coraz bardziej wkurwiony, a jego mina stanowczo mówiła: „Masz przejebane”.

Zapalił i podniósł się z miejsca.

– Gdzie, kurwa?! – ryknął Billy.

– Jadę na jej osiedle.

– Po co?

– Znajdę Chrisa. Nie mam do niego numeru, telefon jest w domu.

– O drugiej w nocy? Nie znajdziesz go.

– To poczekam, sam się znajdzie.

– Jadę z tobą.

Nie sprzeciwiał się. Będąc już na górze złapali taksówkę i bardzo szybko dojechali pod blok numer dziesięć, a chwilę później Jimmy pukał do mieszkania o tym samym numerze. Otworzyła mu Amber, robiąc natychmiast wielki oczy.

– Chudy? Co ty tu robisz, wszystko ok? – zapytała głupio. – Jak się czujesz?

– Kurwa, dziwko, jeszcze pytasz?! – ryknął Jimmy, któremu w tej chwili puściły nerwy, wepchnął dziewczynę do środka, powalił na ziemię i zaczął tłuc. – Suko, widziałaś tę dziewczynę?! – Bił ją bardzo mocno. – Widziałaś?!

– Jimmy, przestań, to ja zawiozłam cię do szpitala! – podlizywała się Amber, zwinięta w kłębek.

Chwycił j za fraki i uniósł do góry.

– I po co?! Żeby się nad nią znęcać?! Pytam, kurwo! Zajebię ciebie i twojego Jay'a, rozumiesz?! – zagrzmiał i znów zaczął okładać dziewczynę, lecz teraz Billy już zainterweniował, widząc, że brunetowi nieźle odbiło.

– Zostaw, będziesz miał kłopoty, Chris się wkurwi – rzekł, odciągając rozjuszonego przyjaciela.

– Gówno mnie to obchodzi, zajebię ją! – ryczał Jimmy, nie dając się oderwać od Amber, lecz po chwili zdeterminowanemu Billy’emu udało się z trudem odizolować kumpla od dziewczyny i w tej chwili, na lekkie wspomnienie, do mieszkania wszedł Chris.

Spojrzał z setkami pytań w oczach na to całe zbiegowisko, lecz milczał, totalnie zaskoczony cała akcją. Jimmy tylko spojrzał z dołu na kumpla i bez słowa usiadł przy ścianie, odpalając papierosa. Amber powoli podniosła się z podłogi.

– Widziałeś, kurwa?! – ryknęła do brata, który nadal stał jak słup, nie wierząc w to, co się tu wyprawia. – Kurwa, to ja ratuję mu dupę, a on przychodzi tu mnie tłuc?! No co stoisz, nic nie powiesz?! – wyła.

– Jimmy? – Chris spojrzał pytająco na bruneta, który ciężko łapiąc powietrze, zaciągał się raz za razem, jakby nie palił przez pół roku. – Chudy? – powtórzył, czekając na wyjaśnienia.

– Zapytaj jej, za co dostała! Dziwka skrzywdziła Bogu ducha dziewczynę, która nigdy jej nie zaczepiła, zresztą co ja mówię... omijała ją z daleka! Leży teraz w szpitalu, kompletnie zeszmacona, i za co?! Za nic, kurwa, znalazła sobie rozrywkę, upatrzyła sobie bezbronną ofiarę i się zabawia! – wrzasnął wkurwiony brunet. – Na dodatek znalazła sobie kompana – Jay'a, nie daruje jej tego, rozumiesz?! – darł się, lecz dało się już wyczuć jego płaczliwy głos.

Chris nie skomentował, tylko podał chłopakom po piwie i sam też otworzył.

– No i co, nic nie zrobisz?! – ryczała rozczarowana Amber.

– Nie. Naważyłaś sobie piwa, to teraz masz. Żebym wiedział, że to kumpela czy tam laska Chudego, zabrałbym ją stamtąd. Czemu nic mi nie powiedziałaś?

– A co cię to obchodzi, to moja sprawa! Jaka kumpela Chudego, kurwa?! Zna ją kilka dni, zresztą nawet nie wiem! Zabujał się i tyle, jaka kumpela! – darła się Amber, nie wierząc, że brat kompletnie olał fakt, że porządnie oberwała.

– Dobra, młoda, więc jak twoja sprawa, to i twoja, że teraz ponosisz skutki swojego postepowania. A ty... – Chris spojrzał na Jimmy’ego – rozumiem, miałeś powód, ale więcej tego nie rób! – rzekł złowrogo i przypalił kolejną fajkę.

– A idź a pizdu! – rzuciła wściekła Amber, wzięła z torby dwa piwa i wyszła z korytarza, trzymając się za bolącą głowę.

– Masz jakąś klamkę? – zapytał Jimmy, trzęsąc się nadal w natłoku nerwów.

– Po co ci?

– Zastrzelę Jay'a – oświadczył bez jakichkolwiek emocji.

– Co zrobisz? – Chris nie dowierzał.

– To, co słyszysz. Zajebię i wywiozę do lasu, nie znajdą chuja nigdy.

– Ty się uspokój i nie szalej, nikogo nie zajebiesz. Jak ci tak bardzo zależy na wyrównaniu rachunków, pomogę ci, poza tym też mam do niego mały interes – rzekł blondyn, popijając piwko.

– Nie, ja chcę, żeby zdechł, kumasz? Skąd on w ogóle wiedział, że jestem na działkach? – zapytał Jimmy, spojrzawszy na Billy’ego.

– Nie mam pojęcia – Odparł szczerze chłopak.

– Ktoś za tobą łazi, a dlaczego tak myślę? – wtrącił Chris. – Skąd zawsze wie, gdzie jesteś? Daje ci towar za niemałe pieniądze, wie, że nie chcesz sprzedawać, to wysłał za tobą ogonek.

– No chyba jaja sobie robisz?! – Roześmiał się brunet.

Chris milczał, lecz jego mina była bardzo wymowna.

– Dasz mi tę broń – wznowił temat Jimmy.

– Chudy, wyluzuj, jak już powiedziałem – gnój oberwie, gwarantuje ci, i to tak, że poczuje, z kim zaczął tańczyć. Napijmy się lepiej wódki, ochłoniesz trochę i wtedy pogadamy – rzekł blondyn. – Billy, skoczysz? Jak pójdziesz na prawo, niedaleko jest nocny, kup dwie duże wódki, coś dobrego na ząb i dużo fajek. Ja do wódy palę jak smok. – Zaśmiał się Chris i wręczył chłopakowi pieniądze. – Chodź do pokoju – rzekł do bruneta, gdy młodzik wyszedł i Jimmy posłusznie ruszył za nim.

 

LAURA

 

Ocknęła się kwadrans przed trzecią i od razu stanął jej w głowie nieproszony gość. Nadal nie wiedziała, kim był, była święcie przekonana, że to na pewno nikt przyjacielsko nastawiony. Przerażona, nie czując już nawet bólu, wyjęła z ręki kroplówkę i prawie po omacku, gdyż światło dochodziło jedynie z latarni za oknem, ruszyła do szafy w poszukiwaniu ubrań. Koniecznie chciała stąd wyjść, znaleźć się jak najszybciej jak najdalej, w bezpiecznym miejscu. Gdy się tylko pochyliła, stęknęła głośno, żebra bolały jeszcze gorzej, niż świeżo po pobiciu, a skutki zbliżenia szarpały jej ciało. Zacisnęła jednak zęby i znalazła spodnie i buty, lecz koszulki, jak na złość, nie mogła wymacać. Szukała jeszcze chwilę, w końcu dała spokój i bardzo już zmęczona, klapnęła na łóżku.

Nakładanie dolnej części ubioru w mękach i bólach trwało dość długo, lecz większy problem miała z butami, ponieważ musiała się nachylić, a kłucie w boku, do tego bandaż, którym była opasana, uparcie jej tą czynność utrudniały. Gdy skończyła się w końcu ubierać, minęło kolejne kilka minut, w końcu wstała i ślamazarnie udała się do wyjścia, lecz nie mogła zdecydować się na opuszczenie sali, nie wiedząc, czy są tam pielęgniarki, czy też nie. Przyłożyła ucho do drzwi, lecz za nimi była grobowa cisza, a zawsze słyszała stamtąd ciche rozmowy, uchyliła więc je i delikatnie wyjrzała na jasny, błyszczący korytarz, mrużąc od uciążliwego światła zmęczone bolące oczy. Dobra, co będzie, to będzie – pomyślała i najszybciej, jak mogła, przemknęła przez swój oddział, chcąc jak najszybciej opuścić placówkę, aby mieć pewność, że Jay nie odwiedzi jej już ponownie i nie znajdzie. Miała niesamowity fart, gdyż aby wyjść, musiała przejść przed dwa kolejne oddziały, na których także nikogo nie było, najwidoczniej o tej godzinie wszystkie pielęgniarki robiły obchód. Dotelepała się do drzwi po dobrych dziesięciu minutach i gdy stanęła już wielce szczęśliwa przy wyjściu, rozluźniła się nieco, przez co poczuła jeszcze większy ból. Bolało wszystko, co tylko mogło boleć, do tego była bardzo osłabiona, z trudem otworzyła więc drewniane drzwi, które, co wydawałby się dziwne w tym miejscu, było dość ciężkie.

Było kompletnie ciemno, do tego zaczęło kropić, lecz dziewczyna nie zważała na nic, chciała tylko uciec jak najdalej od tego niebezpiecznego szpitala. Na ulicy nie było żywej duszy, ani jednego samochodu. Wyszła na chodnik, szczęśliwa, że udało jej się uciec, lecz szczęście nie trwało długo, gdyż nie miała pojęcia, gdzie jest i gdzie iść, w którą stronę, a przecież była tu setki razy.

Na chybił – trafił skręciła w prawo i lekko pochylona, ruszyła przed siebie. Szła w dobrym kierunku, lecz po pierwsze, jej dom był dobre dziesięć kilometrów stąd, poza tym dziewczyna nie miała o tym pojęcia. Poza gwałtem, pobiciem i nocną wizytą niebezpiecznego intruza nie rozumiała niczego, wszystko jej się wiło i plątało, do tego deszcz zaczynał padać coraz mocniej, ale na to też nie zwracała uwagi. Przeszła już dobre dwieście metrów, ale nie mając sił na dalszą podróż, przysiadła na pierwszej, lepszej ławeczce. W głowie kręciło się jak po kilkugodzinnej libacji i było coraz zimniej, skuliła się więc i nagle usłyszała:

– Hej, mała, chodź na piwo!

Od razu otrzeźwiała, lecz nie ruszała się z miejsca, strach nie pozwolił jej na wykonanie jakiegokolwiek ruchu.

– Ej, co z tobą? – Męski, głos był już przed nią, skuliła się więc jeszcze bardziej, milcząc. – Ty, co z nią? – zapytał głos.

– Nie wiem, pewnie się najebała. – Zaśmiał się inny koleś.

– Ej , wszystko ok? – Ktoś chwycił ją za ramiona i to wystarczyło.

– Zostaw mnie, pomoocyy! – wrzasnęła, zszokowana, wyszarpując się chłopakowi.

– Stary, zostaw, to jakaś świruska. Pewnie ostro przyćpała. – Śmiech spotęgował się do radości kilku osób i zaczął powoli zaczął się oddalać, po czym zniknął gdzieś za zakrętem.

Podniosła głowę – ulica nadal była bez życia, czując się więc nieco bezpieczniej wstała i wznowiła podróż, ale była już tak wykończona, że padła po kilkunastu metrach.

Leżała bardzo krótko, za chwilę się ocknęła, nie pamiętając, co się stało, czuła tylko piekący ból tylnej części głowy. Deszcz już nie padał, tylko lał, przez co zrobiło jej się okropnie zimno. Chciałaby znaleźć się w jakimś ciepłym, przytulnym miejscu, bez żadnych bandziorów. Tkwiła na chodniku jeszcze chwilę, lecz nagle przypomniała sobie „głosy” i najszybciej, jak umiała, podniosła się z ziemi. Była już prawie w samym centrum, lecz nadal nie było tu żywej duszy, od czasu do czasu słyszała tylko przejeżdżający samochód. Ból głowy stawał się coraz większy, położyła więc na nią rękę i udała się w dalszą podróż, nie mając pojęcia, gdzie idzie, szła, aby iść, zupełnie bezsensownie.

Po kilku minutach, przemoknięta do suchej nitki i totalnie zziębnięta przysiadła w końcu na zadaszonym przystanku, podkulając kolana, aby było jej trochę cieplej. Czuła senność, nie miała siły ani ochoty iść dalej, koniecznie chciała odpocząć i czując, że oddaliła się już od szpitala, oparła więc głowę o szybę i zamknęła oczy. Nie patrzyła na to, jak wygląda i czy ktoś jej nie widzi, chciała tylko odpocząć. Tylko odpocząć...

– Hej. – Ktoś jej dotknął, ale jeszcze nie kontaktowała. – Hej, dziewczyno. – Usłyszała damski, miły ciepły głos i mimo że mówiła do niej kobieta, znów się wystraszyła ale tym razem już nie z krzykiem, tylko ze słowami: „Zostaw mnie, proszę cię, nic mi nie rób, daj mi spokój”, ponownie schowała głowę, skręcając się na ławeczce.

– Co ci się stało? – Przybyszka nie ustępowała, lecz nastolatka już nie zareagowała. – Ma szpitalną koszulkę i rozbitą głowę, co ona tu robi? – zapytała „kogoś”.

– Nie wiem, może zadzwońmy po karetkę? – Z męskich ust rozległa się odpowiedź.

– Nie, proszę, nie po karetkę, nie do szpitala, proszę. Zostawcie mnie, nie chcę do szpitala. – Laura natychmiast się rozchodziła i nie podnosząc głowy, uwolniła z siebie płacz przerażenia.

– Jak się nazywasz? – zapytała łagodnie kobieta, a może raczej młoda dziewczyna. – Gdzie mieszkasz?

– Nie wiem – bąknęła brunetka, nie mając pojęcia, co się dzieje i gdzie jest.

– David, co robimy? Powinna jechać do szpitala, ale chyba panicznie się boi, to może wezwij policję?

Laura, słysząc to, wpadła w kolejną histerię, powtarzając notorycznie te same prośby, lecz przez jej szloch przybyli nie do końca zrozumieli, co wykrzykuje, wyłapali tylko:

„Znowu będzie to samo”, „Ja nic nie wiem”, „Chcę do domu, ja nic nie wiem, chcę do domu...”.

– Dziewczyna przeżyła coś złego i być może właśnie w szpitalu, więc odstawienie jej tam z powrotem to nie jest dobry pomysł. Ktoś ją bardzo skrzywdził i wystraszył, a kolejny wstrząs może poważnie wpłynąć na jej późniejsze funkcjonowanie – rzekł chłopak.

– Zabierzmy ją do nas, a jutro pomyślimy, jak znaleźć jej adres i powiadomić rodzinę – rzekła przybyszka i po chwili ktoś uniósł dziewczynę do góry.

– Dobrze. Poobserwuję ją i jutro zobaczymy, co dalej. Być może szpital nie będzie niezbędny, to się okaże w ciągu kilkunastu godzin.

Laura chyba w końcu załapała, że nieznajomi mają przyjacielskie zamiary, bo nie wyrywała się i nie panikowała, poza tym nie miała już siły stawiać oporu. Niósł ją kilka sekund i po chwili poczuła po sobą coś miękkiego. Samochód ruszył.

Siedziała półprzytomna, trzęsąc się z zimna na tylnym siedzeniu i słysząc jednocześnie głosy swoich wybawców, lecz nie rozumiała z nich kompletnie nic, w uszach szumiało, a głowa pękała z każdej możliwej strony. Nie wiedziała, gdzie jedzie, z kim jedzie, ale była szczęśliwa, że nie jest w szpitalu i nawet, jeśli coś jej grozi, nie będzie to Jay.

Auto stanęło i chłopak ponownie wziął nastolatkę na ręce, która cicho stęknęła, lecz gdy tylko wyciągnął ją z wozu, skuliła się z zimna jeszcze bardziej.

– Spokojnie, zaraz będzie ciepło – odezwał się przyjaźnie.

Nie otwierała oczu, bolały i piekły, lecz mimo to po chwili poznała trzask otwieranego zamka. Od razu poczuła cieplejsze powietrze, ładny, lawendowy zapach i usłyszała psa, który podbiegł i sapiąc zabawnie, skakał chyba koło niosącego ją nieznajomego.

– Miko, uspokój się, idź do Jenny! – Chłopak skarcił pupila i zaraz ułożył nastolatkę na łóżku. – Nagrzej zupy, może zje – rzekł do ukochanej.

– Ty nagrzej, a ja poszukam jej jakichś ciuchów. Moje będą za duże, ale zobaczę coś u młodej, są podobnego wzrostu – odparła dziewczyna i zapadła cisza.

Laura ciężko otworzyła oczy i pierwsze, co zobaczyła, to jasnobrązowa tapeta w stylu , ogromy telewizor i czarny stolik stojący przed samym jej nosem. Nie pogapiła się długo, gdyż żółty labrador powrócił, doskoczył do nastolatki i machając zamaszyście ogonem, usilnie starał się dać jej „buziaka”. Zasłoniła twarz, lecz zwierzak nie zamierzał odpuścić, był wyraźnie zadowolony i bardzo przyjazny, ale i natarczywy zarazem.

– Miko! – zagrzmiał gospodarz i natychmiast odciągnął kudłacza, lecz ten i tak dopiął swego i liznął Laurę kilka razy. – Uciekaj stąd! – David otworzył szafkę i rzucił psu biały jadalny gryzak.

Usiadł obok brunetki, lecz ta nie czuła już strachu. Miał dziwną minę, gdyż dopiero teraz zobaczył dokładniej jej posiniaczoną twarz i rozciętą wargę.

– Jestem David, a tamta pani to moja wredna żona, Jenny. – Uśmiechnął się. – Jak masz na imię?

– Nie wiem.

– Obejrzę to, dobrze? – rzekł na oko trzydziestoletni chłopak i zaczął rozchylać jej włosy.

Poruszyła się niespokojnie. Czuła, że nie zrobi jej krzywdy, lecz mimo wszystko był facetem i jego dotyk był dla niej dość nieprzyjemnym doświadczeniem.

– Spokojnie, muszę to obejrzeć. – Davis uspokajał dziewczynę i w salonie właśnie pojawiła się gospodyni.

– Mam dresy, koszulkę i bluzę. I co z nią? – zapytała.

– Rana to tylko draśnięcie, ale być może uderzyła się dość mocno, więc myślę, że tomografia jest wskazana.

Laura natychmiast uderzyła ponownym płaczem, wprawiając w niemałe osłupienie obu małżonków. Była pewna, że tam wróci i znowu ją odwiedzą, pobiją, zgwałcą...

– Spokojnie, na razie nigdzie nie pojedziemy, zaraz to opatrzymy. – Jenny usiadła obok i przytuliła trzęsącą się jak galareta dziewczynę. – Co się stało w szpitalu, ktoś cię tam skrzywdził?

Laura milczała, zalewając się łzami.

– Dobrze, nie nalegam, ale jakbyś chciała mi coś powiedzieć, to pamiętaj, że tu jestem i będę. Przyniosę zupy, musisz coś zjeść – oznajmiła Jenny i zniknęła w kuchni.

Nastolatka ani trochę nie miała ochoty na jedzenie, tylko na ciągłe spanie, plątał jej się w głowie obraz Travisa i domu, lecz nadal nie rozumiała, kto to jest i co to za miejsce, chyba jednak dobrze się rąbnęła. I nie kłamała, nie pamiętała także swojego imienia, lecz wszystkie przykre rzeczy zostały w jej głowie. Pamiętała twarz Amber i Jay'a i to, co jej zrobili, ale ich imiona także gdzieś jej umknęły, tak jak wszystkie inne, lecz było jednak coś, co pałętało się w jej świadomości, a dokładnie jakaś Emma. Ale jaka?

David wrócił i znów zaczął dobierać się do jej głowy, ale już leżała spokojnie, jęknęła tylko nieprzyjemnie, gdy polał na jej ranę jakiś płyn i zaraz przyłożył do niej coś miękkiego.

– Spokojnie, ja wiem, ale niestety to musi trochę zapiec, nic na to nie poradzę. Zaraz przejdzie i krew nie będzie się już sączyć – oświadczył ze stoickim spokojem.

Pies wrócił i zaczął trącać rękę brunetki, która tym razem uniosła dłoń i delikatnie go pogłaskała, więc David nie zareagował.

– Polubił cię, a uwierz mi – mimo że to przyjazna rasa, nie wszystkich akceptuje. – Uśmiechnął się ciemnowłosy chłopak.

– Która godzina? – zapytała, a raczej wyjęczała nagle Laura.

– Po piątej. Wstań, zjesz coś – poprosił i pomógł jej usiąść, gdyż Jenny właśnie postawiła na stoliku niewielką miseczkę parującej zupy.

– Nie chcę jeść. – Dziewczyna spuściła głowę.

– Podjadę do szpitala, spróbuję się czegoś dowiedzieć i zaraz wracam, a ty spróbuj chociaż trochę ją nakarmić. Była najbliżej Golden Park, więc myślę i mam nadzieję, że stamtąd nawiała – rzekł David. – Miko, chodź, dotrzymasz mi towarzystwa! – krzyknął chłopak i zniknął.

– Nie, proszę was! – Laura natychmiast wpadła w popłoch i znów się rozpłakała, choć szczerze mówiąc, już nie miała czym.

– Uspokój się, David jest lekarzem i pracuje w tym szpitalu. Wszystko jest w porządku. – Jenny mocno przytuliła nastolatkę, prawie jak matka córkę.

Poczekała, aż brunetka wywali z siebie cały żal i odsuwając ją delikatnie, chwyciła miskę.

– Zjedz coś, chociaż trochę, ile dasz radę. Musisz nabrać sił – nalegała, podsuwając Laurze pod nos srebrną łyżkę.

Wzięła ją do ust, lecz przełknęła z ciężkim bólem serca, choć ta dziwna, zawierająca kawałki mięsa i masę warzyw zupa była nawet smaczna.

– Spokojnie, powoli, nikt nas nie goni – rzekła Jenny, widząc, że dziewczynie bardzo opornie idzie dziś jedzenie i po chwili dała jej drugą porcję.

Laurze zrobiło się głupio, że są dla niej tacy mili, a ona jeszcze marudzi, przestała więc się stawiać i powoli zjadła wszystko.

– Jeszcze? – zapytała jasnowłosa dziewczyna, wielce zadowolona z tego faktu.

– Nie, dziękuję. Mogę dostać wody?

– Jasne, zaraz przyniosę.

Przyniosła dwie butelki, jedną postawiła na stole, a z drugiej nalała całą szklankę i pomogła brunetce się napić.

– Przydałaby się kąpiel i nowe ciuchy. Te nie są zbyt czyste, no i kompletnie mokre. Zaufaj mi, prysznic dobrze ci zrobi. Pomogę ci – zaproponowała.

– Nie chcę – mruknęła Laura, ponownie spuszczając głowę, było się totalnie wstyd.

– Dlaczego? Nie wstydź się, też jestem kobietą. Musisz doprowadzić się do porządku.

Brunetka milczała. Czuła się bardzo nieswojo, z drugiej strony jednak Jenny miała tak dziwnie przekonująco-nakazujący głos, że głupio jej było zaprotestować.

– Chodź – Gospodyni delikatnie poniosła nastolatkę i obejmując ją w pasie, wolno ruszyła w stronę łazienki.

– Ja sama... – mruknęła w końcu Laura, totalnie zażenowana całą sytuacją.

– Sama? Dziewczyno, przecież ty ledwo stoisz na nogach, poza tym w ogóle się dziwię, jak ty w tym stanie doszłaś prawie do centrum? – Wzburzyła się blondynka i zaraz wprowadziła ją do pięknej, wyłożonej czarnymi kafelkami łazienki.

Nie pytała, nie prosiła, tylko odkręciła prysznic i szybko pomogła Laurze wyskoczyć z ciuchów i pozbyć się bandaża, lecz gdy tylko zobaczyła jej ciało, o mało sama nie upadła z wrażenia. Nogi tylko gdzieniegdzie zmieniły kolor, lecz brzuch był już cały w siniakach, owocach ostrego kopania, lewa stopa lekko spuchła, a w okolicach bioder i pośladków widoczne były niewielkie otarcia skóry od padania na ziemię bez spodni.

Jenny była w szoku, nie mogła uwierzyć, jak można kogoś tak skatować, zwłaszcza tak drobną i niepozorną dziewczynę, jaką jest Laura.

– Dobra, chodź. – Chwyciła dziewczynę pod rękę i zaraz wsadziła do kabiny.

Uwinęła się dość szybko, mocząc przy tym całe swoje ubranie, ale zignorowała to i gdy brunetka była już czysta, pomogła jej wyjść, posadziła na brązowym stołeczku i wręczając jej żółty ręcznik, oznajmiła:

– Trzymaj, zaraz wracam.

Laura była kompletnie zażenowana, czuła się jak niedołężna kaleka, do tego miała świadomość, jak wygląda, co tylko wzmagało konsternację. Po chwili Jenny wróciła i wręczyła dziewczynie czystą bieliznę. Brunetka, w okowach cierpienia, zdążyła się już wytrzeć i ze słowami: „Dziękuję”, wzięła ciuchy, nie patrząc na wybawczynię. Czuła się jak kretynka.

Udały się z powrotem do salonu i tam blondynka ubrała dziewczynę w bawełniane dresy, koszulkę i przytulną bluzę.

– Dziękuję – powtórzyła speszona nastolatka, ponownie spuściwszy głowę.

– Hej, co się dzieje? – Jenny w mig wyłapała jej zagubienie i znów objęła brunetkę, zaglądając jej w oczy z szerokim jak księżyc uśmiechem. – Daj spokój, przecież to nic takiego – dodawała otuchy skrępowanej dziewczynie, masując jej lewe ramię, lecz Laura nadal czuła się bardzo źle. – Zjesz coś jeszcze? Może jakieś mięcho albo owoce? – zapytała.

– Nie, dzięki.

Zazgrzytał zamek i Miko wbiegł jak szalony do salonu, migiem doskakując do nastolatki, a za nim mąż blondynki. Piesek znowu zaczął szturchać nosem brunetkę i ponownie został pogłaskany, Laura dobrze się czuła w towarzystwie zwierzaka, które, notabene, bardzo lubiła.

– No i widzisz? Przekabaciła nam psa. – Zaśmiał się David, stawiając na stole dużą torbę. – O, widzę, że wzięłyście kąpiel, to super. Sprawdziłem ją i już wszystko wiemy. Mamy wszystko, czego mi trzeba, ale zdobycie tego nie było łatwe. Zjadła coś?

– Tak.

– To dobrze. To może się teraz prześpij? – ukucnął przed Laurą.

– Mogę jeszcze chwilę posiedzieć? – wydusiła, po kąpieli senność trochę jej przeszła, no i jak siedziała, żebra bolały nieco mniej.

– Jasne, posiedźmy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Joan Tiger 3 tygodnie temu
    To, że sama zwieje ze szpitala, nie przyszło mi na myśl. Obstawiałam w stronę tego, że Jimmy ją stamtąd zabierze.
    Co do Chrisa, to tak właśnie myślałam, że pomoże chłopakowi i gdyby wiedział, że Jimmy zna Laurę, zabrał by ja wtedy z tamtego bagna. Od razu wydał mi się ciut inny od Amber i reszty. Może jest tym, kim jest, ale myśli innymi kategoriami i nie tylko przemoc zaprząta jego myśli.
    Amber oberwała i brat nie stanął po jej stronie, co było dla niej wielkim zaskoczeniem. Brawo Chris. 😊
    Zielonka, tacy ludzie, jak ci, co pomogli Laurze, w dzisiejszych czasach zdarzają się nadzwyczaj rzadko. 😊 No i teraz będzie ogień i parszywy skurwiel o imieniu Jay zrobi pod siebie ze strachu.
    Przed Frankiem i rodziną Laury kolejne godziny w niepewności, zakrapiane łzami i bólem. 😉
  • ZielonoMi 3 tygodnie temu
    Jay gorzko pożałuje swojego występku, zwłaszcza, że sam narobił sobie wrogów. Szykuj się.🥳 A Chris jest myślący racjonalnie człowiekiem, łobuzowanie nie polega tylko na klepaniu po mordzie i ćpuniu na ławeczce. Lubię Chrisa.
  • Pasja 3 tygodnie temu
    Ucieczka Laury ze szpitala chodziła mi po głowie cały czas. Bo przecież ta dziewczyna jest niereformowalna. Jimmy działa bardzo emocjonalnie i dobrze że Chris powstrzymał go. Ciekawe jako ma plan? Laura pewne rzeczy zapomniała, ale pamięta co jej zrobili. Ma szczęście że ta para zaopiekowała się nią. Myślę, że lekarz wszystko wie.
    Pozdrawiam
  • ZielonoMi 3 tygodnie temu
    Może nie niereformowalna, a zastraszona. Ma słaby charakter, łatwo ją zaszantazować. Jimmy ma plan ostrego wpierdol.🤣
  • Joan Tiger 3 tygodnie temu
    ZielonoMi. Uduszę za ten długi język.:(
  • ZielonoMi 3 tygodnie temu
    Joan Tiger Wiem kochana. Już nie będę.🤣

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania