Wierszee <*> Ulica
wiecznie poniżane kostki brukowe
spocone od wilgotnych kawałków deszczu
w nieustannym wzajemnym przytuleniu
malowane przymglonym światłem zardzewiałych latarni
już dawno zwątpiły w zmianę swego przeznaczenia
na chociaż trochę znośniejsze
niskie kamienice przyczajone po obu stronach błyszczącej wstęgi
niczym szare kamienne koty z żółtymi plamkami prostokątnych oczu
miauczą raz po raz skrzypiącymi okiennicami
szeleszcząca cicha ciemność
pochłania zewnętrzny świat
odarty z jaskrawego światła dnia
przeciska błogi całun snu
sączy go poprzez szpary zmęczonych ścian
gdzie z wolna przenika do komnat umysłów
zanurzając sen w kołysanym zbawczym opływaniu
samotne przymglone światło
omiata powłóczystą poświatą
pęknięcia łuszczącej się farby
nie widać źródła ukrytego za narożnikiem domu
skryte w przezroczystej tajemnicy niewidocznej latarni
cicho liczy wspomnienia brzasku
czarny kot przebiega bezszelestnie drogę
ciemne mokre futro błyszczy srebrzyście iskierkami drapieżcy
dopiero teraz księżyc zdejmuje płaszcz upleciony z gęstej chmury
wiesza go na rzeźbie czasu wyciosanej z przestrzeni
żółta kula wisi nisko podparta na wstędze z nicości
niby na wyciągnięcie ręki a jednocześnie tak daleko
płynie z niej krew ścieka na dachy budynków
a stamtąd w powolnym konaniu
wolno kapie na chodnik
budząc ledwo słyszalne skrzyżowane echa
liczy czerwonymi krwinkami dołującą kwadraturę chropowatych płytek
widząc na horyzoncie kratkę ściekową
szczur zlizuje z żeliwnych przęseł
czarne lepkie krople
od czasu do czasu
gorzkie chwile miodu
Komentarze (15)
Pobudza wyobraźnię do maximum. Niemal mozna poczuc na skorze powietrze tej nocy. I tyle roznuch skojarzeń, z przemijaniem i ciepieniem, kołem życia i szaroscia dnia. Bardzo na tak.
Pozdrawiam!
Justysko. Dzięki. Jak wiesz, lubię różnie pisać. Ty też zresztą nie siedzisz... w ''ramce''. Pozdrawiam:)
Nic z tego nie skumałem, oprócz samego klimatu. Mimo iż pisanie nie wprost, to czuje się tę noc.
Pozdrawiam.
Antoni Grycuk→To jest wstęp do tekstu, którego kiedyś wrzuciłem. Później były dialogi:) Pozdrawiam
Nie wiem, do mnie jakoś nie przemawia. Za dużo patosu, górnolotnych dookreśleń... gdyby to odchudzić i zmienić trzeba koniecznie tytuł, bo to kawa na ławę.
Betti. Dzięki serdeczne za subiektywny komentarz. Pozdrawiam:)
Liryka opisowa, najważniejsze, że generalnie nieckliwa tej uliczki:) Są świetne fragmenty np. w obrazowaniu kostki brukowej.
Wszystkie powłóczyste nicości, całuny snu... do kosza. Lokują tekst w III lidze:)
Pozdr. Dedusiu.
Czwóreczka z minusem.
Dzięki Wrotuniu. No wreszcie jakaś odmiana w ocenie. Aż się ucieszyłem:) Już raz kiedyś skomentowałaś tekst. z tym początkiem→Dzięki:))
Tak? :) Na pewno bruk mi się spodobał.
Wrotyś→O bruku tam nie wspomniałaś, tylko o ''kawłkach deszczu''. A później była niby... rozprawa sądowa i misz masz pokręcony:))
Faktycznie, kawałki deszczu wydawały mi się nadużyciem, chyba to była jedno z pierwszych moich ględzeń u Ciebie. :)
Ta wersja, tzn. inny wiersz, ale ze wspólnym początkiem, lepsza.
Nie moje klimaty, bo uważam, że słowa trzeba szanować i oszczędzać.
Niemniej doceniam atmosferę i wizjonerstwo.
I dobry warsztat.
Tylko właśnie dlatego nie lubię nadwymiarowości, bo gubi się sens.
Robi się za dużo wątków, a przymiotnikoza nie sprzyja ich rozszyfrowaniu.
Ale czyta się dobrze.
Puszczyku. Dzięki. Tak jakoś nie lubię tkwić w ''ramce''. Pozdrawiam:)
Kraina łagodności - coś na dobry sen po jednej z bitew w wojnie, na literackim portalu.
Dzięki Woyu Y. Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania