Właściwy kolor nieba - rozdział 15

Następnego dnia Nikka spotkała się z uczonymi, których przysłał Irri. Byli dociekliwi i zadawali mnóstwo pytań, ale rozmowa przy winie i smakołykach w niczym nie przypominała przesłuchania. Mertin mówił prawdę o dawniejszych przybyszach z tamtego świata, uczeni zdawali się wiedzieć co nieco o technologii Erf, choć wiedza ta nie była już zbytnio aktualna. Komandor Selino starała się być dokładna i przekazać jak najwięcej z zapamiętanych informacji, ale rozmówcy niezbyt jej to ułatwiali. Było ich trzech, często wchodzili w dyskusje, z których Nikka coraz mniej rozumiała, bo przecież nie była ekspertką od maszyn, statków i systemów. Czasem nawet zaczynali się kłócić i musiała przywoływać ich do porządku. Kolejny raz musiała przypomnieć szefowi zespołu, starszemu, bardzo przyjaźnie wyglądającemu mężczyźnie, że nie są tu po to, by rozwiązać zagadkę idealnego utrwalania obrazów na fotos. Hill chyba w podobny sposób gasił entuzjazm uczonych badającego wrak Mewy… Naukowcy na obu światach najwidoczniej byli tacy sami.

Trwało to praktycznie cały dzień, ale wcale nie zmęczyło Nikki. Powolutku popijała cierpkie wino, które w ogóle jej nie smakowało, ale cieszyła się, że wreszcie może jakoś pomóc królestwu. Uczeni powiedzieli, że zarekomendują królowi wysłanie do Ameriki inżynierów i systemowców, by mogli zobaczyć i ocenić ich wynalazki. Nikka zaproponowała kogoś, kto zajmie się kulturą i językiem, i pomysł ten spotkał się z wielką aprobatą. Wszyscy rozumieli, że znajomość ich mowy jest kluczową kwestią.

Ech, gdyby Kamilla mogła zająć się nauczaniem Akuryjczyków… Z nią przyswojenie obcego języka byłoby samą przyjemnością. Nikka postanowiła sobie, że po tamtej stronie poprosi panią Pik o pomoc, a przynajmniej wreszcie dorwie się do jej książki.

Wczesnym wieczorem wreszcie zakończyła spotkanie, dojadła przekąski i kazała Bretiemu zaprowadzić się do świątyni. Słyszała w mesie, że w skrzydle oficerskim znajduje się jedna do dyspozycji wszystkich wojskowych. Okazało się, że to dość przestronna i wysoka sala pod samym dachem, oczywiście nie taka piękna i okazała, jak świątynia króla, ale to nie miało znaczenia. Nikka mogłaby się modlić choćby we własnej kwaterze, bogom nie robiło to żadnej różnicy. Chciała jednak spojrzeć na ich wizerunki, zapalić świece, odetchnąć tą specyficzną, uspokajającą atmosferą. Tego dnia czuła się dobrze, więc szybko zebrała się z powrotem. Miała ambitny plan zacząć pisać raport dla Irriego, w końcu pełnia była już za pięć dni. Opracowała plan i nawet zaczęła, ale w końcu zmorzyła ją senność. Jak rzadko kiedy zasnęła bez żadnych problemów.

A kolejnego dnia, jeszcze przed śniadaniem, odwiedził ją Kester Lin-Werro. Hella wprowadziła go do salonu i na polecenie Nikki zostawiła ich samych. Mężczyzna ukłonił się dwornie i zaczął od pokornych przeprosin:

- Proszę mi wybaczyć tę wczesną porę, pani komandor, lecz przychodzę z ważną prośbą. Teraz to pani jest moją przełożoną, więc to od pani zależy… Jeszcze nie wiem, kiedy wylatujemy na Erf, ale kiedy ruszą przygotowania, już się nie wyrwę. Proszę więc o udzielenie urlopu od dziś do trzeciej kwadry bieżącego miesiąca, chciałbym odwiedzić rodzinę. Oczywiście wrócę wcześniej, jeśli tylko zajdzie taka konieczność.

Arystokrata nie stał na baczność, ale naprawdę niewiele do tego brakowało. Nikka stłumiła ziewnięcie i dopięła ostatni guzik munduru. Było wcześnie i potrzebowała chwili, by słowa Kestera dotarły do niej w całości.

- Urlop, tak, to zrozumiałe… Ale najpierw ważniejsza kwestia: gdy jesteśmy sami, to ja jestem Nikka, a ty Kester, jasne?

Nie odpowiedział, gapił się na nią z dziwnym wyrazem twarzy. Chyba nie spodziewał się, że coś takiego zaproponuje.

- Bo widzisz Kester, ty mnie nie znasz, a ja słyszałam o tobie tyle, że jesteś dla mnie już praktycznie jak rodzina. - Bez skrępowania brnęła w to dalej. Niech myśli sobie co chce, prawda jest taka, że rzeczywiście teraz jest jego przełożoną i to on musi się dostosować. - Kalia opowiadała mi o tobie mnóstwo rzeczy, o twoim górskim pałacyku, w którym bardzo lubiła bywać, o żonie, dwóch synach…

- Teraz mam tylko jednego syna, młodszy zmarł zeszłej zimy. A pałacyk wymaga remontu - oznajmił na pozór spokojnym tonem.

- Bardzo mi przykro. O tym nie wiedziałam - przyznała zgodnie z prawdą. - Proszę, usiądźmy na chwilę i porozmawiajmy.

Zajęli miejsca przy stole. Kester wydawał się rozluźniony, choć wzmianka o synu wyraźnie go zasmuciła. Najwidoczniej nie był typowym zadufanym arystokratą i jakoś się dogadają. Wbrew zapewnieniom w ogóle go nie znała, no bo jak można było poznać kogokolwiek tylko przez opowieści? Poprawił koronki przy mankietach - nosił się tradycyjnie, nie brał przykładu z Mertina - i czekał, aż Nikka raczy kontynuować.

- Będziemy współpracować, więc nie ma sensu ukrywać przed tobą takich rzeczy… Absolutnie nie znam się na dyplomacji. W Americe starałam się jak mogłam, ale powiedzmy sobie szczerze, nikt nie traktował mnie tam poważnie. Prezident chciał pokazać, że się nami zaopiekował i jesteśmy szczęśliwe, więc tak to wyglądało na publicznych spotkaniach. - Urwała na chwilę przypominając sobie zalecenia Wielkiego Admirała. - Czy ktoś pokazał ci mój pełny raport?

- Nie. Przekazano mi jedynie, że reprezentowałaś tam Akurię przed miejscowym władcą i jako jedyna znasz ten kraj.

Kiwnęła głową ze zrozumieniem. Więc nie wiedział i nie było potrzeby informować go o wszystkich bolesnych szczegółach.

- Mogę tylko powiedzieć, że rzeczywistość nie była tak szczęśliwa. Ale spokojnie, nikt nie wyrządził nam krzywdy. - Trwałej krzywdy, doprecyzowała w myślach. - Oni mają się za mądrzejszych, silniejszych. Pogardzali mną, bo jestem tylko młodą, bezbronną kobietą. Owszem, to jest silne państwo, ale nie lepsze od Akurii, a oni wcale nie są lepsi od nas. Ciebie będą słuchać, bo wyglądasz poważnie i wiesz, co mówisz.

- Z całym szacunkiem, ale ty również zdajesz się wiedzieć, co mówisz - przerwał jej Kester. - Poradzisz sobie, nie mam co do tego wątpliwości.

Nikka przyjrzała się dokładnie jego szczupłej twarzy. Nie przypominał Kalii, choć włosy też miał jasne, na skroniach z rzadka przetykane siwizną. W brązowych oczach nie zobaczyła kłamstwa, ale pomyślała, że nieco przesadzał chcąc się przypodobać.

- Bez ciebie sobie nie poradzę - odparła z pewnością w głosie. - Spodziewaj się, że będę cię zadręczać pytaniami i zawalać pracą, będę na wszystko narzekać i mieć dziwne pomysły, czasem mądre, czasem wręcz przeciwnie. I Kester, twoim obowiązkiem będzie pilnowanie, bym nie wcieliła w życie żadnego głupiego pomysłu. Jeśli zrobię coś nie tak, masz mi natychmiast dać znać, to polecenie służbowe.

Rzuciła mu pozornie groźne spojrzenie spod zmarszczonych brwi. Zrozumiał żart i podjął grę.

- Oczywiście, pani ambasador. - Wyprostował się na krześle.

- Masz mnie złapać za ramię, zatrzymać w miejscu, wytłumaczyć co robię nie tak i podsunąć dobre rozwiązanie - mówiła z uśmiechem.

- Jasne. Ale takie rzeczy najlepiej załatwiać na osobności, by nie widzieli, że są między nami różnice zdań - spoważniał.

- Wiem, przecież żartuję… - Komandor przetarła oczy dłońmi. Najchętniej wróciłaby do łóżka. - Ale naprawdę liczę na twoją pomoc. Nie bój się zwracać mi uwagi. Nie słuchaj plotek, nie oceniaj mnie po tym, co ludzie o mnie mówią, proszę… Będziemy razem pracować przez dłuższy czas, musimy sobie ufać.

Patrzyła teraz na swego zastępcę może nieco zbyt błagalnie, ale naprawdę chciała, by traktował ją uczciwie, nie jak tą sławną Selino.

- Słyszałem plotki, ale jestem za stary, by wierzyć we wszystko, co usłyszę. Uratowałaś moją kuzynkę, Nikka. - Pierwszy raz wymówił jej imię. - Jak mógłbym ci nie ufać? I zresztą widzę, że jesteś ze mną szczera, a to według mnie podstawa udanej współpracy.

Przesadzał z tą starością. Nie pamiętała teraz dokładnie słów Kalii, ale nie miał więcej niż czterdzieści pięć lat. Ona miała dwadzieścia dwa, wiosną skończy dwadzieścia trzy… Przez te krótkie pory roku na Erf czuła się znacznie starzej.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że moim zastępcą został ktoś taki jak ty - podsumowała rozmowę. - A teraz idź na ten urlop, nabierz sił, będą ci potrzebne. I nie zawaham się ściągnąć cię wcześniej, jeśli coś się wydarzy.

Wstała z krzesła, Kester również. Słusznie odczytał to jako zakończenie rozmowy.

- Dziękuję, pani komandor. - Znów się ukłonił.

- Bardzo proszę, panie Lin-Werro - odpowiedziała z lekkim skinieniem głowy. Trochę żałowała, że wyjeżdża, ale nie mogła nie pozwolić mu odwiedzić rodziny. To nawet nie było pół miesiąca, tyle wytrzyma udając kompetentną ambasadorkę. Pożegnali się i wreszcie mogła zejść do mesy na śniadanie. Kubek naparu z cierpkimi owocami czarnego bzu powinien postawić ją na nogi.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Charlotte41 3 miesiące temu
    Ciekawe :)
  • Vespera 3 miesiące temu
    Cieszy mnie twoja opinia :)
  • błękitnypłomień 3 miesiące temu
    Vespera Urzekła mnie twoja odpowiedź :)
  • Vespera 3 miesiące temu
    błękitnypłomień Twoja opinia również mnie cieszy, tylko nieco inaczej :)
  • błękitnypłomień 3 miesiące temu
    Vespera Jaka opinia, takie cieszenie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania