Poprzednie częściWłaściwy kolor nieba - rozdział 1
Pokaż listęUkryj listę

Właściwy kolor nieba - rozdział 30

Która mogła być godzina, dwudziesta, dwudziesta pierwsza? Nikka nie miała pojęcia, wciąż nie wypakowała zegara. Było lato, więc słońce niedługo wzejdzie, czy może już zaczynało wschodzić? Hotel otaczało tyle wysokich budynków, że ciężko było powiedzieć. Stwierdziła, że i tak nie zaśnie, ubrała się w zwykłe spodnie i koszulę, po czym postanowiła zrobić to, co robiła w takich sytuacjach w czasie wojny: zastąpić kogoś na warcie.

Pełnił ją starszy marynarz Elewyn, wyraźnie zaskoczony widokiem ambasadorki na korytarzu.

- Możesz odejść, przejmę twoje obowiązki.

- Ale…

- Ale to rozkaz, starszy marynarzu.

Może i chciał dalej protestować, ale zawzięta mina dziewczyny skutecznie go od tego odwiodła. Przytaknął i zaczął się zbierać.

- Wezmę twój karabin - oznajmiła jeszcze Nikka. Oczywiście dysponowała własną bronią i oczywiście zostawiła ją na dnie skrzyni.

- Dobrze, pani ambasadorko. - Niemal westchnął i wręczył jej broń. Nie wyglądał na szczęśliwego, ale i nie okazał niezadowolenia. Amerikanie stojący u wlotu korytarza przyglądali się całej tej scenie z zainteresowaniem. Wymienili między sobą parę słów przyciszonym głosem, po czym jeden, młodszy i szczuplejszy, gdzieś sobie poszedł.

- Byli grzeczni? - spytała wskazując drugiego Amerikanina ruchem głowy.

- Tak, pani ambasadorko. Tylko stali na warcie i czasem ze sobą rozmawiali, ale mało.

- To dobrze. Nie będziemy ich prowokować, ale lepiej, żeby potrafili się zachować.

Pożegnała żołnierza i została sama z Amerikaninem. Nie zwracała na niego większej uwagi, przeszła się powoli od drzwi kwatery Bretiego, aż do rośliny z poszarpanymi liśćmi stojącej w białej donicy pod oknem w końcu korytarza. Karabin plazmowy powiesiła nonszalancko na ramieniu, lufą w dół. Spust miała pod ręką, ale wątpiła, czy będzie jej do czegoś potrzebny.

Nie zawracała sobie głowy staniem na baczność, w końcu nikt od niej tego nie wymagał. Znalazła dobre miejsce pod ścianą, jakieś osiem jardów od Amerikanina. Podejrzewała, że pracował dla tych samych ludzi, co Hill. Naprawdę mogli dać im jakiekolwiek mundury, mieli ich tu tyle rodzajów… Czarne, które nosili strażnicy na hali, wyglądały mało elegancko, ale Margareti i jego żołnierze mieli całkiem porządne stroje, również czarne, ale zdobione złotem. Tylko te śmieszne czapki… Na Erf wszyscy nosili do mundurów jakieś czapki, niezależnie od pogody. Nikka nie przypominała sobie, by w którejkolwiek amarskiej armii był taki zwyczaj. Może tylko u dziwaków z Lytenu i Lytenu Zachodniego, którzy tłukli się między sobą od pokoleń… Tam, zdaje się, regulaminowym elementem stroju oficerskiego wciąż były półpancerz i hełm.

Rozważania o umundurowaniu przerwał jej powrót strażnika. Nie przyszedł sam, towarzyszył mu Samuel Griir zwany Loczkiem. Chłopak wyglądał na świeżego i wyspanego, choć przecież musieli wyciągnąć go z łóżka. Spokojnym krokiem podszedł do Nikki i zagadał z uśmiechem na ustach:

- Kolejna bezsenna noc, pani ambasadorko?

- Jak widać… I mów mi Nikka, jesteśmy sami, no i poniekąd znamy się już dość długo. - Mogła z nim porozmawiać, bo i czemu nie? Loczek zawsze był przyjaźnie nastawiony, może rozgada się i powie coś przydatnego?

- Okej, jak chcesz, Nikka. Pamiętam, jak kiedyś zimą dałaś mi tii i pomogłaś w odśnieżaniu. To było miłe, dziękuję.

- A potem… - Przed oczami stanął jej widok wielkiej śnieżki trafiającej Hilla prosto w potylicę. - Ech, nieważne. Wyglądałeś na zziębniętego, a ja mogłam zaparzyć sobie następny napar. No i trochę mi się nudziło w tamtym pięknym więzieniu, odśnieżanie było miłą odskocznią.

- Więzieniu? - Uniósł brwi, jakby był naprawdę zdziwiony.

- Nie przypominam sobie, żebym mogła wybierać się na długie, samotne spacery po okolicy - warknęła. Nie chciała się kłócić, ale jeśli Samuel będzie udawał idiotę, to nie wytrzyma.

- No tak, jeśli spojrzymy na to w ten sposób, to masz rację - skapitulował. - Szkoda, że wcześniej nie mogliśmy sobie pogadać. Chętnie poznałbym cię lepiej, nie jesteś taka, jak twoi koledzy. - Ruchem głowy wskazał drzwi kwatery sekretarza Brego-Ryfina.

- Bo nie jestem arystokratką. Nie przesadzaj, powinieneś już to rozumieć. Hill nie zatrudniłby głupca, prawda?

- Znów masz rację. Więc dlatego Lin-Werro nazwał mnie chłopcem, bo jest arystokratą?

- Tak, pan Kester Lin-Werro to dobrze urodzony, majętny, poważany mężczyzna na wysokim stanowisku, a ty, Samuelu, jesteś tylko skrzyżowaniem szpiega, służącego i strażnika więziennego - powiedziała poważnym tonem, z przyjemnością obserwując, jak chłopak próbuje zapanować nad twarzą. - A teraz na poważnie, zrobił to dlatego, że wspomniałeś o Kalii, to jego kuzynka. Oboje chcielibyśmy już ją zabrać, ale najpierw obowiązki… Lepiej, żeby nie opowiedziała Kesterowi o tym, co ją tu spotkało. To dobry człowiek, ale nie wiem, do czego jest zdolny, kiedy się wścieknie.

- Przesadzasz Nikka, przecież nic wam się tu nie stało. Wozili was po wywiadach i przyjęciach, to nie mogło być takie straszne. Kłóciłaś się z Ingą, ale to już były wasze sprawy, my nie mieliśmy z tym nic wspólnego.

Nie wiedział. Na bogów, Loczek nie miał o niczym pojęcia. To było… pocieszne.

- Samuelu, czy Hill kiedykolwiek mówił wam, co się z nami działo przed przyjazdem do tego miasta?

Nie odpowiedział, ale nie musiał. Milczenie w oczywisty sposób oznaczało “nie”.

- Przesłuchiwali Kalię przy użyciu leku, który sprawia, że człowiek robi się gadatliwy, jakby wypił mnóstwo wina. Partner Hilla ją wtedy uderzył, nie jakoś mocno, ale Kester może zażądać satysfakcji. Wolałabym nie dopuszczać do pojedynku, ale tu w grę wchodzi honor jego rodziny. Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli to się nie wyda.

- A ty? Co się działo z tobą? Też cię przesłuchiwali?

- Spytaj swoich przełożonych - odpowiedziała mu z niewinnym uśmiechem na ustach. - Dobrze się z tobą gada, ale nie chcę ci przez przypadek zdradzić jakiejś tajemnicy waszego rządu. W każdym razie wiedz, że do ciebie nie mam żadnych pretensji.

- Cieszę się. I dziękuję, dziękuję za szczerość.

- Mogę ci jeszcze szczerze powiedzieć, że miło byłoby, jakbyście przebrali tych strażników w mundury. Świetnie, że dbacie o nasze bezpieczeństwo, ale sam musisz przyznać, że w tych strojach nie wyglądają jak odpowiednia eskorta ambasadorki sojuszniczego państwa.

- Nie przeszkadza ci ich obecność?

- A skąd. Umiem o siebie zadbać - poklepała karabin - ale według ceremoniału powinnam mieć właściwą eskortę i takie tam. - Przewróciła oczami, a Samuel roześmiał się cicho.

- Twoi ludzie mają ładne mundury - zauważył.

- Żałuj, że nie widziałeś mnie w paradnym, z peleryną i cholernymi lampasami.

- Chętnie zobaczę. - Zbliżył się trochę, ledwo pół kroku, ale to wystarczyło, żeby wywołać niepokój Nikki. Opuściła prawą dłoń, by w razie czego mieć bliżej do broni.

- W takim razie zapraszam do Akurii, bo tu jestem ambasadorką, nie komandor.

- Pojadę tam jak tylko mi pozwolą. Słuchaj… Na dachu jest bar, czynny cały dzień i noc… Może poszlibyśmy tam i pogadali przy piwie, czy na co tam masz ochotę?

Starał się, musiała to przyznać. Miał czarujący uśmiech, a kręcone włosy zawadiacko opadały mu na oczy. Poza tym Nikkę bawiła jego niewiedza i zakłopotanie, nawet jeśli były udawane. Dlatego też gdy odpowiadała na to pytanie, mówiła szczerze.

- Nie mogłeś tego zaproponować zanim przejęłam wartę od Doriana? Teraz nie mogę się stąd ruszyć, dopóki ktoś mnie nie zmieni.

- Tylko na godzinkę, Nikka… Ja nikomu nie powiem, obiecuję.

- Niestety, traktuję takie rzeczy bardzo poważnie. Potem musiałabym sama na siebie złożyć skargę Wielkiemu Admirałowi, nie byłby zachwycony… Więc przykro mi, ale jedyne, co mogę ci dziś zaproponować, to pogawędka na tym pięknym korytarzu. Możemy gdzieś wyskoczyć następnym razem.

Oparła się o ścianę, a chłopak podszedł jeszcze bliżej. Chłopak… Czemu znów nazywała tak kogoś, kto był od niej osiem czy nawet dziesięć lat starszy?

- No tak, ty często nie możesz spać… Następnym razem też mogę dotrzymać ci towarzystwa, i to nie tylko dlatego, że jesteś ambasadorką…

Samuel powoli nachylał się nad Nikką, aż w końcu położył dłoń na ścianie tuż obok jej głowy i przysunął się nieprzyzwoicie wręcz blisko. Gdyby był Akuryjczykiem, albo chociaż zwykłym, cywilnym Amerikaninem… Może skorzystałaby z okazji, jeśli nie tej nocy, to następnej. Ale to był człowiek Hilla.

Podniosła karabin, lewą ręką pociągnęła osłonę spustu, a sam język spustowy natychmiast wcisnęła do połowy. Wbiła lufę w brzuch Loczka zmuszając go do odsunięcia. Przez chwilę z niedowierzaniem wpatrywał się w rozjarzoną delikatnym blaskiem gotową do strzału broń, po czym podniósł ręce.

- Przepraszam, ja… Ja nie miałem nic złego na myśli…

- Cofnij się jeszcze o krok i wszystko będzie dobrze - zapewniła go. Wykonał polecenie bez dyskusji, powiedział też coś w inglisz do strażników, którzy jeszcze nie sięgnęli po swoje starożytne pistoleciki, ale niewiele do tego brakowało. Nikka zdjęła palec ze spustu, komora plazmowa zgasła. Powoli opuściła lufę. - Nie wiem, kto uczył cię postępowania z kobietami, ale zrobił to źle. Następnym razem nie próbuj mnie dotykać, dopóki wyraźnie nie dam do zrozumienia, że tego chcę, jasne?

- Czyli będzie następny raz? - spytał, jakby nic się nie stało.

- Przeprosiłeś i nie musiałam robić ci dziury w brzuchu, więc kto wie, może będzie… Chociaż dla pewności powinieneś się jeszcze ukłonić.

- Teraz żartujesz, prawda?

- Może… A może nie, i zaraz wyzwę cię na pojedynek? - powiedziała to tonem, który wyraźnie sugerował, że jednak to tylko żarty. Samuel westchnął, ale zgiął się w niezgrabnym dworskim ukłonie.

- Wszystko dla pani ambasadorki - podsumował ironicznie.

- Panie Griir, to był najbardziej żałosny ukłon, jaki widziałam od… no, od bardzo dawna. - Pokręciła głową z udawaną dezaprobatą. - Ale poważnie, musisz trochę poćwiczyć, jeśli chcesz z nami pracować. Wszyscy wiemy, że nie macie pojęcia o etykiecie, więc nie będziemy wymagać nie wiadomo czego. To powinno wystarczyć.

Na chwilę oparła broń o ścianę i pokazała mu zwykły żołnierski ukłon, dokładnie taki sam, jakim obdarzała oficerów wyższych stopniem. Samuel powtórzył go bez żadnych problemów.

- Wiedziałam, że jak chcesz, to potrafisz. Jeśli jeszcze przyniesiesz mi kubek tii słodzonej miodem, to już w ogóle zapomnę o wszystkich twoich nietaktach.

Uśmiechnął się i poszedł po napój. Trochę mu to zajęło, ale było warto, tii okazała się być dokładnie tym, za czym Nikka tęskniła przez ostatnie dziewięćdziesiąt dni. Rozmawiali o mniej lub bardziej poważnych sprawach - Samuel zachowywał już rozsądną odległość - aż na korytarz nie wyszedł starszy chorąży Breti Liwano, świeżo ogolony, pachnący mydłem i gotowy do przejęcia warty.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (32)

  • Akwadar dwa lata temu
    Czytnąłem i daję znać, że wciąż jestem obecny przy tekście :)
  • Vespera dwa lata temu
    Przyjęłam :)
  • Akwadar dwa lata temu
    Vespera :))
  • Maksimow dwa lata temu
    Jak zwykle świetny tekst ;)
  • Vespera dwa lata temu
    Dziękuję :)
  • Alienator dwa lata temu
    Jakimś dziwnym trafem pokładasz ufność, że czytelnik będzie wiedział, co autor ma na myśli, nawet jeśli autor o tym nie napisze. Obawiam się jednak, że to tak nie działa.
    Z kwestii technicznych:
    - Wezmę twój karabin - oznajmiła jeszcze Nikka. Oczywiście dysponowała własną bronią i oczywiście zostawiła ją na dnie skrzyni.
    - Wezmę twój karabin - To jest wypowiedź bohatera.
    - oznajmiła jeszcze Nikka. - To jest atrybucja dialogowa.
    Oczywiście dysponowała własną bronią i oczywiście zostawiła ją na dnie skrzyni. - To jest mowa pozornie zależna.
    Dlatego:
    - Wezmę twój karabin - oznajmiła jeszcze Nikka.
    Oczywiście dysponowała własną bronią i oczywiście zostawiła ją na dnie skrzyni.
    Również:
    - Dobrze, pani ambasadorko. - Niemal westchnął i wręczył jej broń.
    Nie wyglądał na szczęśliwego, ale i nie okazał niezadowolenia. Amerikanie stojący u wlotu korytarza przyglądali się całej tej scenie z zainteresowaniem. Wymienili między sobą parę słów przyciszonym głosem, po czym jeden, młodszy i szczuplejszy, gdzieś sobie poszedł.
    Widać też pewną nieporadność w budowaniu zdań złożonych.
    Może i chciał dalej protestować, ale zawzięta mina dziewczyny skutecznie go od tego odwiodła. Przytaknął i zaczął się zbierać.
    Użycie czasownika zamiast partykuły pokazuje wpływ literatury anglosaskiej.
    Pewnie chciał dalej protestować, ale zawzięta mina dziewczyny skutecznie go od tego odwiodła, więc tylko przytaknął i zaczął się zbierać.
    Pozdrawiam.
    M.
  • SwanSong dwa lata temu
    Może i chciał dalej protestować, ale zawzięta mina dziewczyny skutecznie go od tego odwiodła. Przytaknął i zaczął się zbierać.
    Użycie czasownika zamiast partykuły pokazuje wpływ literatury anglosaskiej.
    Pewnie chciał dalej protestować, ale zawzięta mina dziewczyny skutecznie go od tego odwiodła, więc tylko przytaknął i zaczął się zbierać.

    W czym twój przykład jest lepszy?
  • Alienator dwa lata temu
    SwanSong Napisałem ciągiem i w oparciu o dobre chęci.
  • SwanSong dwa lata temu
    Alienator
    Widzę, że ciągiem i poprawnie, przecież nie podważam tego. Tylko co jest złego w stylu Vesperu?
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator Dołączę się do pytania SwanSonga, bo też nie wiem, co jest złego w moim stylu. Zmiany, które proponujesz, są kosmetyczne. A i owszem, pokładam ufność w czytelniku. Zwłaszcza że jesteśmy dopiero gdzieś w jednej trzeciej tej opowieści, może nawet nie. Są rzeczy, które się jeszcze wyjaśnią albo wrócą. Nie lubię, kiedy autor tłumaczy mi wszystko jak krowie na rowie, więc i w swoich utworach tego nie robię.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator A i jeszcze co do twojej ostatniej propozycji poprawek, to zmieniłeś mi tam sens zdania. "Pewnie chciał dalej protestować" sugeruje jednak co innego niż "Może i chciał dalej protestować" i nijak mi nie pasuje tam. Bo potem, czy tam się da "więc", czy kropkę i nowe zdanie, to tak naprawdę niczego nie zmienia.
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Nie odpowiedziałem SS, ponieważ to bez sensu, skoro nie wie, że nieprawidłowa składnia nie jest żadnym stylem. Stylem może być ciągłe stosowanie podobnej budowy zdań, ale nie ich błędna konstrukcja.
    A i jeszcze co do twojej ostatniej propozycji poprawek, to zmieniłeś mi tam sens zdania. "Pewnie chciał dalej protestować" sugeruje jednak co innego niż "Może i chciał dalej protestować" i nijak mi nie pasuje tam. Bo potem, czy tam się da "więc", czy kropkę i nowe zdanie, to tak naprawdę niczego nie zmienia.
    Zwróciłem tylko uwagę, że używasz nieprawidłowej dla języka polskiego składni. Czy to zmienisz, zależy od Ciebie. Moim zdaniem warto poznać język na tyle dobrze, żeby warstwa językowa stała się zaledwie tłem.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator To jest dla mnie dziwne, bo nie znam angielskiego aż tak dobrze, nie posługuję się nim na co dzień, więc jeśli są tam jakieś angielskie wpływy, to ja nie wiem skąd. Wychodzi więc na to, że ja też nie wiem, że nieprawidłowa składnia nie jest żadnym stylem.
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Język tłumaczeń to głównie tv, filmy, seriale i literatura powstała w innym niż polski języku. (czyli zdecydowana większość fantastyki). Z tym mamy styczność codziennie i przekłada się to na język potoczny.
    Mogę powtórzyć: Błędna składnia nie jest stylem. Jest błędem.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator No ok, to jakiś jeden przykład konkretny mi możesz podać z wyjaśnieniem, dlaczego jest źle i jak być powinno? Bo zrobienie z dwóch zdań jednego z użyciem "więc" jakoś do mnie nie przemawia...
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Bardziej konkretnego przykładu niż z: "pewnie" nie ma co szukać. Po prostu popatrz sobie na nadużywanie czasowników: był, mógł, chciał w różnych formach. To charakterystyczne dla języka tłumaczeń.
    Co do użycia spójnika "więc", to tam mamy do czynienia ze zdaniem wynikowym, a nie z dwoma odmiennymi zdaniami. Stosowanie naprzemiennie przecinków i kropek wg. własnego widzi mi się, to też błąd, chociaż tu akurat można być elastycznym. Wiele zależy od konsekwencji w zapisie.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator Nie no, stosuję tu narrację personalną i słówko "pewnie" sugerowałoby, że Nikka była pewna, że Samuel chciał coś jeszcze powiedzieć, a nie była, stąd to "może". Treść mam poświęcać dla poprawności? No nie, tu mi się coś nie klei. Miło, że chcesz mi pomóc, ale na razie nic konkretnego z tej pomocy nie wynikło.
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Gdyby napisać:
    Na pewno chciał dalej protestować.
    To wtedy by znaczyło, że Nikka była pewna. Przy użyciu partykuły "pewnie" mamy do czynienia z "być może" i to wynika z treści, bo w końcu nie zaprotestował.
    Precyzja językowa jest ważna i nie rozumiem, co znaczy poświęcanie treści dla poprawnej pisowni? Przecież to się da bez problemu pogodzić.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator "Pewnie" i "może" synonimami? Nie klei mi się to. Weźmy zdania: "Skąd on ma tyle pieniędzy? Pewnie ukradł" i "Skąd on ma tyle pieniędzy? Może ukradł", to po pierwszym ma się ochotę dopisać: "złodziej jebany", a po drugim "a może wygrał w totka". Znaczenie jest inne zamiennie nie pasuje - przynajmniej mi.
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Zawsze możesz sprawdzić w słowniku synonimów. Jestem przekonany, że "pewnie" znaczy tyle samo co "być może".
    Twoje porównanie to wyrwane z kontekstu zdanie, gdzie nie da się jednoznacznie ustalić pochodzenia pieniędzy i każdy może je interpretować, jak chce. W przypadku zdania z tekstu jasno wynika, że nie zaprotestował, co raczej nie pozostawia pola do interpretacji.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator Ok, więc jeśli to są synonimy, to dlaczego powinnam użyć akurat "pewnie", a nie "może"? Jeśli znaczą to samo, to czy nie powinno być wszystko jedno?
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Ponieważ w języku polskim do zabarwienia znaczenia wypowiedzi służy partykuła.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator Którą słowo "może" jest niewątpliwie.
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera W sumie pewnie może ;) Nie zmienia to jednak nawarstwienia czasowników: być, móc, chcieć. Chociaż w zasadzie zmienia, bo jeden likwiduje.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator Do czasowników przyznaję się bez bicia, lubię je aż w nadmiarze.
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Same czasowniki są niezbędne, ale nadużywanie tych samych to błąd taki sam, jak ciągłe powtarzanie tych samych rzeczowników.
  • Vespera dwa lata temu
    Alienator Dobrze, że z zaimkami już się ogarnęłam, bo ciągle byłoby "swój" i "ten"...
  • Alienator dwa lata temu
    Vespera Nie od razu Paryż zbudowano. Zwracam Ci tylko uwagę, co jeszcze możesz poprawić. Czy skorzystasz, czy nie, to już naprawdę nie ma dla mnie znaczenia.
  • Tjeri pół roku temu
    "Powoli opuściła lufę. - Nie wiem, kto uczył cię postępowania z kobietami, ale zrobił to źle. Następnym razem nie próbuj mnie dotykać, dopóki wyraźnie nie dam do zrozumienia, że tego chcę, jasne?"
    Przecież to takie proste... Jakiś czas temu (podczas dyskusji dot. rozszerzenia definicji gwałtu), na jakimś forum dla prawych byczków, przeczytałam, że pytanie o zgodę obniża nastrój... W dalszym ciągu w głowie mi się to nie mieści.
  • Vespera pół roku temu
    A weź, aż mi się ciśnienie podniosło...
  • Tjeri pół roku temu
    A! Przeczytałam (do pewnego momentu) dyskusję o partykule. Albo coś ze mną nie tak albo...
    Przecież partykuła jak byk stoi... Kompletnie nie rozumiem.
  • Vespera pół roku temu
    Nie przejmuj się, ja już też przestałam rozumieć Alienatora...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania