Właściwy kolor nieba - rozdział 23

Do wylotu na Erf zostało ledwo dziesięć dni. Wersja oficjalna była już przygotowana, tak samo jak pełen zestaw instrukcji dla Nikki i Kestera. Wiedzieli co mówić, co obiecać, a na co w żadnym przypadku się nie godzić. Ambasador Majers zapewniał, że zostaną przyjęci równie życzliwie, jak on na królewskim dworze Akurii. Wszystko miało pójść dobrze, choć Nikka Selino nie miała co do tego stuprocentowej pewności. Wolała jednak zachować wątpliwości dla siebie i nie siać defetyzmu. Jej obawy na pewno były wyolbrzymione. Na pewno.

Po urodzeniu dziecka królowa Malena czuła się znacznie lepiej i znajdowała czas, by co kilka dni wpaść do komandor Selino i skutecznie zdezorganizować jej wszystkie plany. Nikka z jednej strony zżymała się, że znów musi odwoływać spotkania i prosić Kestera, aby zajął się Amerikanami w jej imieniu, ale z drugiej strony niezmiernie cieszyła się, że przyjaciółka poświęca jej uwagę. I jeszcze te osobiste odwiedziny… Mogła ją po prostu wezwać, lecz przecież to była Malena, rzadko kiedy przejmowała się konwenansami. Raz przyszła z mężem, co wywołało poruszenie w skrzydle oficerskim, ale nie licząc małej sprzeczki pomiędzy adiutantką Nikki a żołnierzami gwardii, która strasznie ubawiła królową, to był bardzo udany wieczór.

W pałacu pojawiało się coraz więcej naukowców. Rozmawiali głównie z Hillem, a wiodącym tematem było przejście. Raz po raz analizowali dostarczone przez Amerikanów dokumenty i twierdzili, że być może będą w stanie otworzyć przejście - czy, jak też zaczęli je nazywać, portal - przy następnym wylocie z Amaru. W jednym z wielu języków planety Erf słowo portal oznaczało drzwi, czy też bardziej ogólnie, wejście. Według Nikki była to trafna, ładnie brzmiąca nazwa i sama zaczęła jej używać. Uczeni odczytali dane nawigacyjne z systemu Płaszczki 14, na ich podstawie precyzyjnie określili położenie portalu i w porozumieniu z Wielkim Admirałem wysłali tam dwa okręty naszpikowane sonarami i sprzętem naukowym, by można było dokładnie zbadać moment przejścia. Całe szczęście portal znajdował się nad wodami należącymi do Akurii i nie musieli się nim dzielić z żadnym sąsiadem, nawet z sojuszniczym królestwem Tellarii.

Tym razem odlot miał się odbyć tak, jak zaplanowali to Amerikanie, z otwarciem portalu z ich strony. Przed wyznaczonym terminem Nikka musiała uporządkować swoje sprawy. Któregoś wieczoru odwiedziła matkę i siostrę, a następnego dnia wezwała do biura adiutantów. Nie kazała im spocząć ani usiąść, stali więc na baczność z nieco zaskoczonymi minami, bo zwykle zachowywała się wobec nich w znacznie bardziej przyjacielsko.

- Starszy chorąży Liwano, lecisz na Erf i obejmujesz dowództwo nad moją strażą. Na razie będziesz miał pod komendą jedynie dwóch żołnierzy, ale ściągnę na tamtą stronę większe siły, kiedy tylko będzie to możliwe - oświadczyła.

- Tak jest, pani komandor. To dla mnie zaszczyt.

- Bosman Tiro-Sabal, zostajesz tutaj, poprowadzisz moje biuro i będziesz odpisywać na korespondencję. Ładne podziękowania, miłe, bezpieczne formułki, na pewno wiesz, o co chodzi. - Ostatnimi czasy Nikka dostawała dużo listów. Malena widziała kilka z nich i śmiała się, że ma fanów, zupełnie jak najbardziej znane aktorki czy piosenkarki.

- Tak jest - odpowiedziała dziewczyna bez entuzjazmu.

- Świetnie. Teraz możecie spocząć i omówimy sobie te rozkazy na spokojnie. - Nikka wskazała na dwa wygodne krzesła stojące teraz przed jej biurkiem. Te krzesła oraz duże lustro w prostej ramie były na razie jedynymi sprzętami, które kazała zakupić do swojej kwatery. Nie miała głowy do szukania obrazów, wazonów czy dekoracyjnych poduszek, wnętrza były więc wciąż dość surowe.

- Dlaczego Breti leci? Bo nie jest arystokratą, tak? - oskarżycielsko spytała Hella zanim Nikka zdążyła cokolwiek wyjaśnić.

- Bo jest starszy stopniem i większy od ciebie - odrzekła powoli komandor. Nie była zła na Hellę. Dziewczyna jeszcze czasem tak wybuchała, ale generalnie rzecz biorąc zachowywała się już całkiem przyzwoicie. - Politycy na Erf mnie nie szanowali, nie sądzisz, że będą mnie traktować poważniej, gdy będę mieć Bretiego za plecami?

Bosman rzuciła koledze oceniające spojrzenie, po czym spuściła głowę, co oznaczało, że argumenty Nikki dotarły. Breti Liwano miał dobre sześć stóp i cztery cale wzrostu, jego postura budziła respekt.

- I akurat w tym przypadku szkoda, że nie jest arystokratą, oni całkiem dobrze tam sobie radzą… - kontynuowała Nikka mając na myśli uwielbianą przez zwykłych Amerikanów Kalię. - Ciebie też zabiorę, w późniejszym terminie. Wiem, że prowadzenie mojej kancelarii nie jest wymarzoną pracą, ale dasz radę, Hella. Byłaś tego wszystkiego uczona, to na pewno będzie dla ciebie o wiele łatwiejsze niż dla mnie. Masz, zobacz co tam ludzie wypisują. - Wyjęła z szuflady kilka nieotwartych kopert i podała je adiutantce. - Jeśli trafi się coś ważnego albo osobistego, schowaj mi to z powrotem do biurka, zwykłe listy możesz wrzucać do jakiegoś kufra.

Hella rozerwała pierwszą kopertę, przebiegła wzrokiem po literach. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

- No dobrze, to nie będzie takie złe - wymamrotała.

- Breti, chcę, byś pobrał pistolety dla nowych, niech zawsze mają je przy sobie. Wielki Admirał ma przysłać ich jutro, proszę byście się zapoznali, spędzicie ze sobą sporo czasu. Specjalnie dał mi szeregowych marynarzy, żeby nie było potrzeby awansowania cię - skrzywiła się odrobinę. - Nie martw się, Breti, jeszcze zrobię z ciebie oficera, zobaczysz.

- Ale…zwykli marynarze nie noszą pistoletów… - Głos chłopaka nie brzmiał pewnie.

- To tylko zwyczaj, nie przepis - uspokoiła go Nikka. - Oczywiście weźmiecie karabiny, ale chciałabym, żebyście mieli też broń boczną, tak na wszelki wypadek. Nie spodziewam się żadnych kłopotów, ale dobrze wiesz, że lepiej być przygotowanym.

Breti kiwnął głową. Wiedział o co chodzi jego komandor.

- Jedziemy tam na trzy miesiące, tamtejsze miesiące, czyli… jakieś dziewięćdziesiąt dni, mniej więcej - oświadczyła Nikka. Ciągle miała problemy z kalendarzem na Erf. Chyba będzie musiała poprosić uczonych, by zaprogramowali w systemie funkcję pozwalającą na wygodne przeliczanie dat. - Jeśli Amerikanie potraktują nas jak partnerów i sojuszników, będziemy przez cały czas mocno zajęci. Jeśli nie… No cóż, ja osobiście będę wściekła. Proszę, nie powtarzajcie tego nikomu - uśmiechnęła się do adiutantów. Skłaniała się raczej ku pierwszej opcji, widziała jak bardzo Majers jest zainteresowany handlem tellarium, ale dobrze pamiętała wcześniejsze postępowanie prezidenta Busza. Tresowany piesek, tym właśnie dla nich była.

- Jesteśmy twoimi adiutantami, nic nie powiemy, nawet jeśli będzie nas pytał sam Wielki Admirał - powiedziała Hella z wielką pewnością. Ta deklaracja ubawiła Nikkę, ale to przemilczała. Biedna dziewczyna, jeszcze nie miała okazji dobrze poznać Irriego.

- Cieszy mnie wasza lojalność - powiedziała zamiast tego. - Mówiłam już, że jesteście świetni? A teraz idźcie, odpocznijcie, póki jeszcze możecie, a ja postaram się zrobić to samo. Nikka zakończyła małe spotkanie i naprawdę miała nadzieję na dłuższą chwilę spokoju, lecz niestety nie było jej to dane. Niecałą godzinę później Hella wprowadziła do salonu gościa: starszego, łysiejącego mężczyznę w zwyczajnym mundurze z trzema gwiazdkami na pagonach. Wyglądał bardziej jak sprzedawca ryb niż komandor, niewysoki, niepozorny, ogólnie niezbyt imponujący. Nikka nigdy wcześniej nie widziała go w skrzydle oficerskim.

- Komandor Romero do pani, podobno przychodzi od samego Wielkiego Admirała - zapowiedziała go Hella z przekąsem, jakby była niezadowolona, że ktoś śmie zakłócać Nikce odpoczynek. Potrafiła być bardzo niemiła, jak na arystokratkę.

- Komandor Kyron Romero, Wydział Wewnętrzny. - Gość postanowił przedstawić się sam.

- Możesz odejść, bosman - Nikka rzuciła do Helli nawet na nią nie patrząc. Dziewczyna może i później będzie się dąsać, ale teraz zachowała się jak trzeba, wykonała krótki ukłon i szybko wyszła dokładnie zamykając za sobą drzwi.

- Komandor Nikka Selino, ale to już pan przecież wie, panie komandorze. Proszę usiądźmy. - Wskazała stół i zasiedli naprzeciw siebie. Z tyłu przez otwarte drzwi do sypialni było widać mały bałagan, gdyż Nikka zaczęła się już pakować i wyrzuciła z szafy trochę ubrań, w tym nowe, niedawno odebrane od krawcowej suknie.

Pomyślała, że w Wydziale Wewnętrznym pracują mądrzy ludzie. Przysłali kogoś równego stopniem i pochodzącego z ludu, by nie czuła się zbytnio onieśmielona ani zastraszona. Nie miała sobie nic do zarzucenia, lecz mimo wszystko odrobinę się niepokoiła, czarna legenda tego wydziału nie wzięła się znikąd.

- Może pan zaczynać, panie komandorze. Z chęcią odpowiem na wszystkie pytania - zadeklarowała na wstępie. Położyła dłonie na blacie i przyjęła dość otwartą, swobodną postawę, by wiedział, że zamierza współpracować.

- Dlaczego zakłada pani, że będę o coś pytać? - odparł z delikatnym, wieloznacznym uśmieszkiem.

- A nie będzie pan? - odpowiedziała robiąc podobną minę. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, Romero pierwszy odwrócił wzrok.

- Będę - zgodził się komandor. - Widzę, że ma pani wprawę, w końcu to nie jest pani pierwsze przesłuchanie. Chociaż nie, przesłuchanie to złe słowo, nazwijmy to kurtuazyjną wizytą.

Nikka tylko podniosła brwi, co miało wyrażać uprzejme zdziwienie. Niech Romero mówi dalej, nie miała zamiaru się wtrącać.

- Jak pani zapewne doskonale wie, zgodnie z przepisami musieliśmy przeprowadzić śledztwo w pani sprawie, choć nagrania i raporty, a przede wszystkim wypowiedziana przez panią przysięga nie pozostawiają wątpliwości, że nie popełniła pani żadnego przestępstwa.

No ja myślę - nie powiedziała tego głośno.

- Tak więc dosłownie przed chwilą zamknąłem dochodzenie i przedstawiłem raport Wielkiemu Admirałowi. Mogło mnie tu nie być, lecz przyszedłem, można powiedzieć, wiedziony zawodową ciekawością. Rzeczywiście chciałbym zadać kilka pytań, lecz nie ma pani obowiązku na nie odpowiadać. Liczę jednak, iż zechce pani wyświadczyć grzeczność staremu człowiekowi i podzielić się posiadaną wiedzą.

Musiał chodzić do jakiejś dobrej szkoły, albo to po prostu lata praktyki. Kyron Romero wypowiadał się z wdziękiem i lekkością arystokraty. Kto wie, może nawet nim był, a teraz przedstawił się fałszywym nazwiskiem? Poza tym mogła nie odpowiadać, dobre sobie… Wolała nie myśleć jak potoczyłaby się jej kariera, gdyby teraz kazała komandorowi się wynosić. Z Wydziałem Wewnętrznym lepiej nie zadzierać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania