Ari odcinek 14

Kiedy ludzie zajęci byli swoimi wyjątkowo ważnymi sprawami w pobliskim lesie wilczy patrol, który w nocy pełnił służbę wartowniczą przed budynkiem, w jakim wypoczywała Wybranka, przyprowadził pojmane kuny do przywódcy watahy. Ten niezwłocznie powołał sąd składający się zgodnie z przyjętym przed prawiekami zasadami z trzech samic w różnym wieku. Taki skład sędziowski stanowił pewność wnikliwego rozpatrzenia sprawy, ponieważ wrodzone cechy wrażliwości charakteru sędzin niezmiennie były tego gwarantem. Oskarżycielem był wilczy dowódca dwu osobowego zwiadu, który przedstawił zwięźle relacje z pojmania złodziejek.

- Zanim przystąpimy do wydania wyroku musicie odpowiedzieć na jedno pytanie – Powiedziała najstarsza pełniąca zarazem funkcję przewodniczącej składu i podeszła blisko do dwóch kun.

- Czy zostaliście wcześniej uprzedzeni, że teren, na którym stoi gospodarstwo z kurnikiem jest naszym terenem łownym i wszelkie próby pozyskiwania na nim posiłku będą karane śmiercią?

- Tak – odpowiedziała dorodna samica i natychmiast dodała – tylko my łowiliśmy tam pierwsze i nie zgadzamy się, żeby nasz kurnik przejmowały wilki.

- Ludziom zostały ostatnie dwie kury i z przyzwoitości powinniście im je zostawić – odezwała się najmłodsza zaledwie tegoroczna wilczyca.

- Nic nie musimy im zostawiać, wszystko jest nasze i przede wszystkim staramy się dobrze wykarmić dzieci – wtrąciła druga z przetrzymywanych.

- Takie niszczycielskie postępowanie zniechęca ludzi do trzymania w obejściach zwierząt hodowlanych i na tym cierpią pozostałe gatunki wolnych istot – zabrała głoś średnia wiekowo wilczyca, wiceprzewodnicząca sądu polowego.

- Na wiosnę kupią sobie nowe pisklęta z wylęgarni – wtrąciła się do mowy wilczycy starsza z kun.

- Wobec takiego postępowania, które nie gwarantuje pokojowej współ egzystencji międzygatunkowej skazuję obie kuny na śmierć. Wyrok strażnicy wykonają natychmiast.

Zanim przebrzmiało ostatnie zdanie pilnujące wilki pochyliły głowy i silnymi zębami prawie jednocześnie zmiażdżyły karki kun. Najbardziej z wyroku cieszyły się lisy, które zgodnie z panującym leśnym prawem przejęły ciała skazańców, jako czyściciele truchła, ponieważ nigdy nie można marnować żywności.

Okoliczni obserwatorzy składający się z różnych gatunków, nie tylko leśnych, lecz również na co dzień towarzyszących człowiekowi, nie znali prawdziwych motywów surowego wyroku. Kuny były najbardziej wścibskim, plotkarskim i złośliwym gatunkiem w całym lesie. Potrafiły tylko dla czystej satysfakcji przegryzać przewody pod napięciem i powodować w ten sposób zwarcia instalacji elektrycznej. Najbardziej cierpieli ludzie gdy rano nie mogli uruchomić samochodów i ci, którym zwarcia powodowały pożary ich domów.

Wilki do czasu przybycia szczurów, musiały chronić Ari pomimo, że same były zagrożone ze strony najniebezpieczniejszych łowczych. Pierwsi myśliwi kilka dni temu zauważyli ślady wilczych łap na śniegu i pomimo zostawiania licznych mylących tropów, powoli lecz systematycznie osaczali watahę przebywającą niedaleko miejsca pobytu Wybranki.

Kiedy ostatnie osobniki z innych gatunków oddaliły się na bezpieczną odległość, przywódca przepytał nocny patrol o szczegóły pojmania kun. Najbardziej niepokoiły go ślady pozostawione w obejściu i na drodze ucieczki.

- Jesteście pewni, że ludzie po śladach nie trafią do nas?

- Śladów łap specjalnie nie zacieraliśmy ogonami, ponieważ chcieliśmy przekonać przypadkowego tropiciela, że ma do czynienia z psami domowymi.

Takie oświadczenie nie tylko zainteresowało, lecz zaintrygowało przywódcę.

- Jestem ciekawy jak tego dokonaliście, skoro nawet niewprawna osoba potrafi rozróżnić tak odmienne ślady łap posiadając jedynie książkowy opis?

- Na śmietniku pod domostwem ludzkim, do którego zwabił nas zapach jedzenia wyrzuconego przez człowieka, przypadkowo znaleźliśmy ubranka z wełny dla pieska. Jakaś kobieta, sądząc po zapachu z włóczki, zrobiła również stopki na łapki pupilka. Pomagając sobie nawzajem założyliśmy szare komplety, początkowo trochę spadały, jednak gdy dostały wilgoci ściśle przyległy do łap. Teraz chodząc po lesie po śladach jesteśmy rozpoznawani jak psy domowe, które przez zapobiegliwych właścicieli zostały wysłane na łowy – odpowiedział mniejszy samiec i na poparcie swoich słów wyciągnął przednią łapę ze śniegu.

Przywódca dokładnie posprawdzał wełniane skarpety na łapach i widok botków na wilczych łapach rozbawił go do łez. Wilczy śmiech rozległ się po lesie i oprócz watahy nikt nie rozpoznał tego niespotykanego dźwięku, który doszedł nawet do uszu Ari.

Dziewczynka została w obcym domu sama nie miała szansy szybko przyzwyczaić się do nieznanej wcześniej rodziny. Pomimo tych trudności miała dużo szczęścia, ponieważ pomimo dalekiego pokrewieństwa jej opiekunowie byli dobrymi ludźmi, którzy nigdy nikomu krzywdy nie wyrządzili.

Wujek był złotą rączką i potrafił naprawiać zwożone z zagranicy rzeczy, tam zakwalifikowane jako nienaprawialne, albo ich naprawa była tam nieopłacalna. Importer szmelcu drobny sprzęt przywoził bezpośrednio do jego domu i zabierał naprawiony. Jednak cięższe i większe klamoty pozostawały w siedzibie firmy mieszczącej się w magazynie zlikwidowanej fabryki aparatury pomiarowej i musiał wtedy dojeżdżać do pracy kilka kilometrów.

Maria szybko polubiła siadać na krzesełku w kącie warsztatu i patrzeć na wujka przy pracy. Jemu to nie przeszkadzało i nawet cieszył się, że ma z kim rozmawiać w czasie pracy. Jego żona nie tolerowała bałaganu jaki panował w jego królestwie, dlatego tam nigdy nie wchodziła bez wyraźnej potrzeby. Natomiast dziecko nie miało wyrobionego zdania i bardziej interesowały ją opowieści wujka, niż to co naprawiał. Wyjątkiem były ogromne kolorowe telewizory i magnetowidy. Dzięki, którym mogła oglądać bajki, a z ciocią wspaniałe zagraniczne filmy.

Podczas świąt była smutna i nie ucieszyło ją nawet ubieranie choinki w piękne stare ozdoby, przywiezione przez rodziców cioci jeszcze z kresów. Kiedy powiesiła ostatnią najładniejszą bombkę w kształcie aniołka, chciała żeby dzięki niej widział ją tatuś mieszkający teraz w niebie. Były to jej pierwsze Boże Narodzenie obchodzone bez rodziców. Miała tylko nadzieję, że mama siedzi przy stole gdzieś z granicą i pisze do niej długi list, a ona niedługo go dostanie. Wtedy będzie miała adres, napisze do mamusi najpiękniejszy list i ozdobi go własnoręcznym rysunkiem.

Gdy nastał nowy rok, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty, ciocia zapisała ją do szkoły. Maria gdy się o tym dowiedziała to się rozpłakała i prosiła

- Ciociu proszę, ja nie chce iść do szkoły, tam znowu dzieci będą mnie bić i wyzywać.

- Dlaczego miałyby tak robić? – zapytała ciocia.

- Nie widzisz, że jestem brzydka – odpowiedziała ze łzami w oczach dziewczynka.

- Jesteś śliczna, tylko dzieci jeszcze nie potrafią tego dostrzec, ponieważ są za małe i nie widzą prawdziwego piękna. Teraz posłuchaj mnie uważnie – powiedział wujek i mówił dalej – przypomnij sobie ten film o karnawale w Wenecji, w którym podobały ci się maski i stroje. Zanim pójdziesz do szkoły zrobię dla ciebie najpiękniejszą maskę, a ciocia uszyje wspaniały strój szkolny podobny do tego, co nosił arlekin, lecz twój będzie piękniejszy. Do szkoły zawsze będę ciebie woził i przywoził SHL-ką, to jest ten czarny motocykl z koszem bocznym.

Tymczasem w pobliże domu po długiej podróży dotarła Prima z Azynem i od pary wilków przejmowali opiekę nad Ari. Wataha zaraz po pozbyciu się obowiązku pospiesznie się oddalała w szeregu z tego miejsca w kierunku głosów dochodzącej nagonki. Przywódca kilka krotnie w swoim życiu wymykał się z pułapek zastawianych przez ludzi i teraz był pewny swojego postępowania. Zawsze łatwiej przebić się całym stadem w miejscy, w którym myśliwi się nie spodziewają, niż pchać się pod lufy strzelb. Zadanie ułatwiali mu sami ludzie, oceniając wilki jako bezrozumne zwierzęta i nie doceniając ich inteligencji.

Następne częściAri odcinek 15  Ari odcinek 16  Ari odcinek 17  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja rok temu
    Witam
    Zwierzęta i ludzie. I biedna Maria która spędzi święta bez mamy. Wieść o szkole przypomniała jej wcześniejsze czasy.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Dzieci potrafią być okrutne, nie dziwię się, że Ari obawiała się pójść do nowej szkoły.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania