Ari odcinek 100

Drużyna składająca się z ratowników, którzy wyglądem najbardziej przypominali ludzi, sprawnie dotarła w pobliże poszukiwanego miejsca. Humanoidalny dobór nie wynikał z uprzedzeń gatunkowych, lecz z łatwiejszego przemieszczania się po niestabilnym podłożu, z jednoczesną zdolnością odsuwania zagrażających fragmentów pozostałych z zapadnięcia kondygnacji. Chwytne dwie lub cztery ręce w takich przypadkach były bardzo przydatne i częste ich wykorzystanie było często widoczne. Natomiast długie nogi umożliwiały omijanie ostrych krawędzi i zaokrąglonych odłamków. Pospiech w jak najszybszym opuszczeniu zagrożonego wnętrza był wskazany i wszyscy nawzajem sobie o tym przypominali.

Naznaczona i jej towarzyszki oraz rogaci przewodnicy byli obsypani dookoła wysoką stertą gruzu. Spiętrzenie było znacznie wyższe niż w pozostałych miejscach, wyglądało to jakby, spadające fragmenty sufitu obsypywały się po jakieś kopule. Jakiekolwiek próba szybkiego uwolnienia górą, mogła spowodować niebezpieczną lawinę, która uwięziłaby ich jeszcze bardziej. Wszelkie loty nad pozostałością zerwanego sufitu unosiły chmury kurzu, dlatego już na wstępie ten pomysł nie był brany pod uwagę. Najlepszym sposobem wydawało się obniżenie hałdy jednocześnie ze wszystkich stron. Następnie dokonanie ewakuacji w miejscu najlepszym. W tym celu zaangażowano wszystkich zdolnych do dźwigania kamieni, byli nawet ci, co mogli swoim wyglądem zatrzymać pracę ludzkiego serca.

Bogactwo i różnorodność biologicznych form istot rozumnych przybyłych z najdalszych zakamarków kosmosu, biorących udział w akcji uwolnienia Naznaczonej i jej świty oszałamiała. Nawet tlenowa atmosfera Ziemi nie stanowiła dla chętnych chcących wziąć udział w misji, bariery nie do pokonania. Niczym zgrane i wyszkolone zespoły ratunkowe dzieci pramatki działali zgodnie na podstawie wzajemnej wymianie doświadczeń i niczym malutkie mrówki przenosili gruz. Każdy dźwigał w miarę swoich sił, a praca zespołowa przebiegała sprawnie. W niedługim czasie po oczyszczeniu drogi przez ratowników medycy bezzwłocznie przystąpili do oceny stanu zdrowia uwięzionych. Badania nie wykazały złamań i groźnych obrażeń, jedynie niewielkie rany. Drobne skaleczenia pochodziły z podejmowanych prób wdrapania się na gruzowisko, pełne ostrych pozostałości po ceramicznych zdobieniach. Nikomu z ewakuowanych nie pozwolono na samodzielne opuszczenie zagrożonej zawaleniem spękanej siedziby Rady Naznaczonych. Wszystkich umieszczono na elastycznych noszach zamykających się niczym kokon, przenoszonych przez istoty inteligentne, których budowa była pająkopodobna.

Ewakuacja Naznaczonej i jej świty przebiegła sprawnie. Żaden z ratowników nie zbliżył się do miejsca, gdzie wcześniej przebywał Uzurpator ze swoimi poplecznikami. Pomimo ze stamtąd dochodziły odgłosy nawoływania i stukania. Nikt nie chciał ryzykować własnego zdrowia dla ratowania winnych sprowadzenia na Ziemię katastrofy. Pozostawiono uwięzionych pod gruzami własnemu losowi, ponieważ wszystkie ich uczynki były dla innych złe, aż dopuścili się ostatecznej zbrodni.

Uszkodzona siedziba Rady Naznaczonych prezentowała swoją wspaniałą antyczną architekturę do czasu całkowitego odmrożenia gruntu. Kiedy lody puściły, Antarktyczna gleba była nasiąknięta wodą podobnie jak gąbka. Wtedy fundamenty powoli zaczęły zapadać się coraz głębiej, pęknięcia stawały się bardziej widoczne i większe. Systematyczne niszczenie i zawalenie było transmitowane nawet na odległe galaktyki. Prawie w całym kosmosie wszystkie inteligentne gatunki miały możliwość usłyszeć i zobaczyć, w jaki sposób ludzie sprowadzili katastrofę na samych siebie. Nikt nie miał wątpliwości, że konieczna jest rewalidacja zasad ustanowionych przez pramatkę.

Odbudowa planety Ziemia w układzie słonecznym za sprawą międzygwiezdnych misji kosmicznych postępowała zgodnie z uzgodnionym przez siebie planem. Każda większa ekspedycja otrzymała odrębne zadanie, które była w stanie samodzielnie wykonać. Niejednokrotnie ogrom prac wymagał wsparcia przy realizacji innych albo problem do rozwiązania przerastał słabo wyposażonych wolontariuszy. Wtedy na krótko jednoczono siły i przezwyciężano problem. Jedynie naprawa nadwyrężonej przez człowieka biosfery była dziełem wspólnym, ponieważ zniszczenia okazały się zbyt poważne, aby można było oczekiwać samo naprawy i regeneracji.

Dobre i prawe dzieci pramatki nie szczędziły sił, nakładów, by jedną z wielu jej planet zdolnej do wydawania życia zachować. Determinacja, z jaką prowadzono pracę, była uzasadniona, ponieważ zbyt wiele podobnych Ziemi, przez miliardy lat swojego istnienia uległy zniszczeniu za sprawą swoich mieszkańców, lub obcych najazdów.

- Ciekawy jestem jaki stan zerowy dla niej ustalą? – takie pytanie usłyszał niespodziewanie za swoimi plecami Wojsław, gdy wpatrzony w ekran oglądał relację z Ziemi. Równie dobrze mógł patrzeć na dokumentalny film poświęcony jakieś katastrofie, ponieważ aż tak bardzo zniszczenia to przypominały. Jedynie skala ich była znacznie większa i obejmowała wszystkie kontynenty, a one swoim kształtem nie przypominały tych, jakie znał. Niektóre stały się większe, inne mniejsze, większości wysp nie było, albo połączyły się z lądem. Każdego dnia od przybycia tutaj zastanawiał się, czy chociaż jakiś malutki fragment pozostał w nienaruszonym stanie. Początkowo ocalałe zwierzęta biegały jak oszalałe, lecz dość szybko powróciły do swojego sposobu życia. Nawet domowe wcześniej pozbawione umiejętności zdobywania pożywienia dawały sobie radę. Przyroda również leczyła swoje rany, a rośliny wracały na swoje miejsca, z których zostały wyparte przez monokulturowe uprawy.

W pełni nie zrozumiał sensu wypowiedzi i chcąc wiedzieć, co przybysz miał na myśli, odwrócił się twarzą do niego i zapytał.

- Komu i kto?

- Kolejny raz Regentki sprawujące władze w imieniu pramatki, wyznaczą początek nie tylko życia na Ziemi – odpowiedział mężczyzna w średnim wieku, ubrany w biały strój używany w starożytnej Grecji. Gdyby tylko stał i się nie ruszał, równie dobrze można by było wziąć go za posąg.

- Ile ich było?

- Tyle ile okresów wymierania zwierząt i wszystkie były dziełem człowieka.

- Ludzie aż tacy długowieczni nie są i nie było ich, gdy dinozaury wymierały – powiedział Wojsław.

- Czego ciebie na tej Ziemi uczyli, że wygadujesz takie rzeczy. Tylko pomyśl ptaki, krokodyle, warany, jaszczurki istnieją, a inne nie. Chociaż było ich liczebnie znacznie więcej i żadne nie przeżyło. Pierwsza cywilizacja człowieka istniała na Ziemi wiele milionów lat temu, tylko jej wpływ antropogeniczny na przyrodę był niezauważalny. Dopiero jak prowokowali zmiany środowiska i inwazyjnie adoptowali tereny oraz niszczyli pradawne lasy, zostawiali liczne ślady, które były zacierane przez kolejne pokolenia.

Wojsław chciał zadać kolejne pytanie, lecz rozmówca przez uniesienie ręki, przerwał je w pół słowa i powiedział.

- Przestań już gadać i szykuj się do długiej jazdy. Podczas podróży będziemy mieli sporo czasu na rozmowę i jak zawsze mnie o wszystko zdążysz wypytać, zanim dotrzemy na miejsce.

Skorupko, już chciał zasypać swojego rozmówcę pytaniami, lecz ten kolejny raz mu to uniemożliwił. Chcąc dowiedzieć się od niego więcej, musiał przystać na jego warunki. Dlatego bez dalszej dyskusji i prób dowiedzenie się więcej, poszedł zabrać swój skromny dobytek, jaki zdążył na tej planecie zgromadzić. Kiedy się pożegnał z inteligentnymi istotami, które poznał, gdy wyszedł, przed budynkiem zobaczył trzy konie. Dwa były osiodłane, trzeci niósł spory pakunek bagażu, zapytał stojącego przed nimi swojego wcześniejszego rozmówcę.

- To tutaj są konie?

- Tak są konie, owce, baranie.

O więcej się nie pytał, nie chcąc słyszeć podobnej odpowiedzi. Jedynie miał nadzieje, że podczas podróży dowie się znacznie więcej. Jednocześnie nie obawiał się o swoje bezpieczeństwo, ponieważ ufał swoim dotychczasowym opiekunom.

Następne częściAri odcinek 101 ostatni  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja tydzień temu
    Akcja ratowania Naznaczonej i jej współtowarzyszy zadziwiała. Logistyka była bardzo dobrze zaplanowana. Natomiast rejon gdzie przebywał Uzurpator i jego ludzie była pomijana. Ziemia tak byla zniszczona, że sama nie potrafila się zregenerować. Potrzebna była pomoc Pramatki i jej dzieci. Ciekawa koncepcja wyznaczenia stanu zerowegoczyli początku życia i ziemii. Zapytania Skorupko były tak dociekliwe, że rozmówca nakazał mu spakować sie do podrózy. Gdzie będzie czas na jego watpliwości.
    Pozdr

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania