Ari odcinek 47

Kruk był doskonałym mówcą i widać było po jego postawie jak bardzo się cieszy, że swoim wystąpieniem przyciąga uwagę słuchających. Jednak nie kontynuował omawianego wątku, tylko zadając pytanie, na które nie oczekiwał odpowiedzi, sprawnie przeszedł do nowego tematu.

Dlaczego nie słyszycie śpiewu skowronków? – nastąpiła krótka pauza nie dająca najmniejszej szansy na udzielenie odpowiedzi - Przed globalnym konfliktem żaden człowieczy mieszkaniec tego kontynentu w promieniu kilku dni lotu nie zastanawiał się nad tym, a powinien. Dlatego, że przez pięćdziesiąt ostatnich cykli letnio zimowych na tym obszarze ubyło sześćset milionów ptaków, z tego w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu cykli tylko populacja skowronków, cierniówek, i ortolanów zmniejszyła się o dwie trzecie, a świergotki łąkowe wyginęły prawie całkowicie. Niszczycielska siła człowieka dotknęła na wielką skalę i inne gatunki lądowe. Podobnego spustoszenia ludzie dokonali w jeziorach i rzekach. Nawet przeogromne zbiorniki słonej wody nie uchroniły schronionych w głębinach swoich mieszkańców przed masowym pogromem, jakiego dokonali pływający na metalu ludzie uzbrojeni w urządzenia do wykrywania przemieszczających się w głębinach.

Nieoczekiwanie rozległo się nieopodal bardzo krótkie krakanie.

- Ja się rozgadałem, a do tego miejsca zbliża się zagrożenie ze strony ubranych w barwy przyrody, którzy biją do krwi innych ludzi dźwigających jakieś pakunki.

- W którą stronę mamy się kierować, żeby ich nie spotkać? – zapytał Wojsław.

- Tam – kruk dziobem wskazał kierunek południowy z niewielkim odchyleniem na wschód.

- Dlaczego? – zadał nowe pytanie mężczyzna.

- Tam jest niezniszczony las, który was osłoni – usłyszał w odpowiedzi, a po chwili skrzydlaty sprzymierzeniec dodał.

- Teraz kierujcie się za mną, zachowując ciszę. Moi krewni rozproszeni pojedynczo na dużym obszarze będą w bezpiecznej odległości patrolować okolicę i z wyprzedzeniem poinformują mnie o przeszkodach na naszym szlaku.

- Ludzie potrafią się doskonale maskować – poinformował Skorupko kruka.

Ponownie rozległ się kruczy śmiech, lecz tym razem bardzo cicho.

- Mam nadzieję, że tamci ludzie myślą podobnie jak ty Opiekunie.

Kruk nie czekał na dalsze pytania tylko przeleciał kilka drzew dalej. Była to wystarczająca odległość żeby być widocznym, lecz uniemożliwiała ciche zadawanie pytań. Prawie cała grupa zwartym szykiem wypracowanym poprzedniego dnia poszła za krukiem. W miejscu obozowania pozostała dorodna para, która stanowiła straż tylną i miała za zadanie zatrzeć pozostawione po obozowaniu ślady. Zadanie było bardzo proste i nie wymagało wielkiego wysiłku, ponieważ ludzkość dawno straciła umiejętność tropienia na nieośnieżonym gruncie.

Wilcza para długo nie czekała w ukryciu, jak zobaczyła dwa cicho jadące transportery opancerzone stanowiące czoło kolumny składającej się z ludzi uzbrojonych w groźnie wyglądającą broń. Zaraz za maszynami szli inni zieloni, którzy krzykiem poganiali i bili kolbami młode kobiety obładowane bagażami. Jedna z katowanych pod wpływem silnego ciosu w głowę upadła i nie miała siły sama wstać. Wtedy podeszło do niej dwóch uzbrojonych i kopaniem ciężkimi buciorami zmuszali ją do kontynuowania marszu. Jednak kolejne ciosy powodowały, że dziewczyna znieruchomiała, a nozdrza wilków wypełnił zapach śmierci. Oprawcy popychaniem i biciem zmusili pozostałe pokiereszowane do zabrania z trupa dobytku. Wtedy podjechał samochód przystosowany do pokonywania trudnych terenów, z którego wysiadł jeden mocno uzbrojony i po popatrzeniu na pokiereszowane kobiety powiedział.

- Czarny bierz mój samochód i jedź do Jedliny po nowe muły. Tylko nie przywoź byle czego.

- Tak jest komendancie – odpowiedział jeden z grupy stając wyprostowany.

W szeregach mężczyzn rozległ się śmiech, a bite kobiety przygniecione ciężarem ogarnięte panicznym strachem bez słowa z wysiłkiem maszerowały w nakazanym kierunku. Kolumna przemieszczała się wyjątkowo wolno i zanim dotarła w pobliże kryjówki wilków, powrócił samochód terenowy. Wnętrze pojazdu wypełnione było zlęknionymi, młodymi kobietami nie noszącymi na sobie oznak choroby popromiennej. Jednak dochodzący od nich zapach do wilczej pary oprócz panicznego strachu przyniósł jeszcze smród zbliżającej się śmierci. Gdyby podobny smród dochodził od stada jeleni, wilki szybko zlokalizowaliby takiego osobnika i po odłączeniu go od grupy odłowiły. Tylko tym razem fetor śmierci był nie do zniesienia i rozchodził się od wszystkich wystraszonych ubranych w barwach ludzkich siedzib. Ich oprawcy roztaczali zapach nie znany w przyrodzie, który pochodził od smaru broni i ubrań żołnierzy.

Wilki nie wiedziały jaką nowoczesną techniką posłużono się do uszycia mundurów dla wojska. Zastosowano technologię przypominającą samopiorącą się pralnię, wykorzystującą do powstania materiału zmodyfikowane tkaniny z nano i mikro cząsteczkami, która pozwalała na zmodyfikowanie już istniejących materiałów. W tkaninach zostały umieszczone mikrokapsułki z substancjami pochłaniającymi, lub oddającymi ciepło w zależności od warunków, utrzymującymi przyjazną temperaturę dla ciała człowieka. Dodatkową zaletą mundurów była ich zdolność do zmniejszania oporu wody, powietrza i kontrolującą pracę mięśni. Materiał nie pozwalał na zasiedlenie się roztoczy i potrafił też oprócz regulowania temperatury, oczyszczać się pod wpływem światła, zmieniać kolor, świecić i chronił przed wirusami, . Dezerterzy mieli na sobie mundury zdecydowanie nowocześniejsze od wcześniejszych wykonanych z inteligentnych tkanin potrafiących przepuszczać wilgoć tylko w jedną stronę.

Herszt bandy wybrał z pośród nowo przywiezionych kobiet dwie, które przy głośnym aplauzie jego podkomendnych były najładniejsze i na oczach wszystkich zaczął się z nimi zabawiać. Oprawcy biorąc przykład ze swojego wodza zgodnie z panującą hierarchią rozdzielali kobiety miedzy siebie. Nowo przywiezionych dziewczyn nie starczyło dla wszystkich zielonych i podnieceni zaczęli wykorzystywać wcześniej skatowane. Kilka kobiet pozostawiono w spokoju, a one z tego powodu były zadowolone i cichutko siedziały między tobołami żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie uwagi.

Rasa wilków każde zbliżenie par traktowała jako coś doniosłego, które wcześniej było gruntownie przemyślane, a współżycie podejmowane z poszanowaniem odwiecznych reguł. Dlatego wilcze pary wychowywały potomstwo z największą starannością i w watahach nie było młodych porzuconych przez któregoś z rodziców. Inni mieszkańcy lasów i pól nie przejawiali takiej troski przy zbliżeniach, lecz to co wyprawiali ze sobą na ich oczach ludzie nie mieściło się w jakichkolwiek akceptowalnych kategoriach nawet mocno zdegenerowanych. Istniały gatunki zwierząt dopuszczających się gwałtów, utrzymujących związki homoseksualne, zabijające młode innych samców, lecz to co działo się wśród ludzi było znacznie gorsze.

- Mam dość takiego widoku. Jak to jest możliwe, że pramatka takie szumowiny toleruje na swojej Gai. - Idziemy? – zapytała wilczyca.

- Tak – odpowiedział samiec i dodał - nasi do tej pory powinni oddalić się na bezpieczną odległość. Tym bestiom jeszcze trochę zejdzie na zaspakajaniu swoich perwersji, a my w tym czasie znikniemy im z pola widzenia.

Para odchodziła z pochylonymi głowami zostawiając za sobą miejsce wypełnione bólem, łzami, poniżeniem i z pewnością kolejnymi ofiarami sądząc po sposobie zaspakajania seksualnego chorej psychiki oprawców.

Następne częściAri odcinek 48  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Maurycy Lesniewski tydzień temu
    Zwierzętom nie są obce ludzkie przypadłości jak homoseksualne zachowania, gwałty czy inne... Czyli tak naprawdę bardzo niewiele nas od nich różni.
  • pasja 5 dni temu
    Witam
    Czy taka przyszłość nas czeka? I to wszystko człowiek dokona. Zezwierzęcenie mówią, ale czy tak naprawdę zwierzęta nie są bardziej cywilizowanymi istotami niż ludzie.
    Miłego wieczoru

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania