Ari odcinek 7

Rodzice dziewczynki w tym czasie smacznie spali w swojej sypialni i nic nie było w stanie ich obudzić. Zostali uśpieni za pomocą gazu przez skrzydlatych przybyszów i poddani wymazaniu wspomnień. Rano, kiedy się obudzą nie będą już pamiętać o córeńce i zapomną jej imię. Pokój dziecka przestanie być widzialny i nic nie zauważą, nic co mogłoby im o niej przypomnieć. Jeżeli kiedykolwiek, ktoś przekroczy próg ich domu, natychmiast zapomni o najmłodszej latorośli nawet, gdy ją znał. Porywacze jedynie nie zaprzątali sobie głowy zwierzętami domowymi, skoro nie umieją mówić, to nikomu nie powiedzą.

Kiedy wynosili Ari, owiniętą w grubą tkaninę izolującą od źródła jej mocy i w największym stopniu wygłuszającą, a przepuszczającą powietrze zachowywali się bardzo ostrożnie. Pomimo uśpienia domowników oraz wyciszenia dźwięków w obejściu, nie oddalili się niezauważeni. Byli uważnie obserwowani od chwili pojawienia się w obrębie gospodarstwa, przez dwie pary oczu. Najmniejszy ich gest i ruch był zapamiętany, by później zostać dokładnie przeanalizowany.

Kot podążający za wabiącym zapachem szczurów wychylił się za narożnika chlewika, zobaczył nieznanych mu przybyszy, z których jeden z nich niósł niewielki pakunek. Błysk jego oczu zaniepokoił ostatniego porywacza, który przykucnął i błyskawicznie wyciągnął miecz w stronę zwierzątka. Zgag nawet nie zdążył przestraszyć się tego gestu, gdy z czubka broni wydobył się złocisty promień oświetlając przy okazji okolice i spalił kotka. W miejscu, gdzie przed chwilą był futrzak zostało tylko trochę sadzy.

Zaraz za zabudowaniami porywacze rozpostarli skrzydła, trzymający Ari intensywnie poruszając, zawisł w powietrzu. Potężne mięśnie jego klatki piersiowej, które umożliwiały mu lot, teraz bardzo przeszkadzały przy trzymaniu w objęciach dziewczynki. Dopiero jak był pewny uchwytu, błyskawicznie wzniósł się w powietrze, a jego towarzysz za nim. Od niedalekich drzew oderwały się trzy nietoperze i udały się za odlatującymi, stale kontrolując swój lot oraz kierunek echolokacją.

- Misja na dobre rozpoczęta – powiedział do Primy, Azyn wychodząc z dziury w ścianie na podwórko.

- Przybyli szybciej niż się spodziewałam - dodała samica.

- Ruszamy za nimi – odpowiedział samiec wydając głośny pisk.

Na zew tego sygnału do obejścia wbiegły dwa dorodne wilki i położyły się na brzuchach przy szczurach. Gryzonie szybko wdrapały się na grzbiety i pazurkami oraz zębami uczepiły się długiej sierści. Drapieżniki wstały i zatrzepali energicznie korpusami, jak po wyjściu z wody i po upewnieniu się, że pasażerowie mocno trzymają się na ich grzbietach szybko oddalali się od domu Ari. Pędzili, nie oszczędzając sił w ślad za odlatującymi porywaczami, a prawidłowy kierunek wskazywały im, co jakiś czas podlatujące w pobliże nietoperze.

Aniołowie wylądowali z porwaną, przed wejściem do jaskini i po złożeniu skrzydeł, weszli do środka. Bijąca od nich poświata spowodowała, że panująca ciemność ustąpiła i została zastąpiona przez półmrok. Ten, który miał wolne ręce podszedł do kamiennej poszarpanej przez naturę ściany znajdującej się po lewej stronie i wcisnął na wysokości własnej głowy, do bloku kamiennego jeden z niewielkich krzemieni. Kamyk podobnie jak przycisk wszedł do środka i wielki blok skalny zaczął się przesuwać, ukazując wejście do podziemia. Tunel początkowo był wąski i wyglądał na naturalny. Porywcze wchodząc do niego zmuszani zostali do pochylenia się oraz do ułożenia skrzydeł wzdłuż ciała. Posuwali się z trudem przez kilkaset metrów, aż do połączenia ze znacznie szerszym i wyższym. Dopiero w nim mogli rozłożyć skrzydła i lecieć bez obawy wzdłuż niego, ponieważ ściany miał gładkie, jak szkło i nic nie mogło uszkodzić ich skrzydeł.

Kiedy kamienne wrota zamknęły wejście do tunelu, do pieczary weszły ostrożnie wilki z jeźdźcami. Zanim poczuły się pewniej sprawdziły węchem i swoimi bystrymi oczami czy przypadkiem porywacze nie zostawili im niebezpiecznych pułapek.

- Nie musicie się obawiać, śpieszyli się i nie chcieli tracić czasu na stawianie zapór, oprócz energetycznej – powiedziała do przybyłych, żmija która ukrywała się pod kamieniami po drugiej stronie pieczary.

- Zauważyłaś może, który kamień wcisnęli, żeby otworzyć wrota? – zapytał Azyn mocno zaniepokojony, ponieważ nie dostrzegł żadnych szczelin, jakie mógłby wykorzystać do przejścia na drugą stronę.

- W tamtym miejscu tylko ja mogłabym się zmieścić w wąskiej szczelinie. Jedyne wejście jest od naszego domu, mój partner was zaprowadzi, lecz przecisną się tylko mali. Niestety więksi muszą pozostać i najwyżej poszukać innego wejścia. Trochę nadrobicie drogi, lecz przy tysiącach kilometrów, jakie was czekają do przejścia to naprawdę niewiele – odpowiedział gad.

Prima stanęła na swoich krótkich łapkach przed wilkami, uniosła głowę, żeby spojrzeć w ich oczy i powiedziała.

- Dziękuję sojusznicy z całego serca za pomoc. Niech pramatka ma w opiece was i wasze potomstwo. Teraz, jeżeli dalej chcecie pomagać w słusznej sprawie, biegnijcie jak najszybciej do sprzymierzonych gatunków, niosąc wici. Wszyscy szlachetni, prawi i obdarzeni mądrością niech udają się tunelami w największej tajemnicy do prastarej siedziby Rady. Tam czeka nas zadanie samobójcze, lecz koniecznie musimy ochronić Wybrankę od najgorszego. Zawczasu uprzedźcie, żeby nikt z przybyłych w razie potrzeby nie wahał się oddać życie za człowieka, który nam tyle krzywdy wyrządził, ponieważ w niej jest jedyna nasza nadzieja.

Kiedy kończyła swoją wypowiedz niewielka jaskinia została wypełniona przez gatunki wchodzące w skład sojuszu. Większość zwierząt uchodziła w ocenie ludzi za niewielkie stworzenia zakwalifikowane do rodzin gadów, płazów i ssaków. Jedno, co ich łączyło na pierwszy rzut oka to zła opinia, rozpowszechniana przez człowieka od tysięcy lat. Każdy myślący dwunożny po zastanowieniu, zauważał, że one podobnie jak te dobre chciały tylko spokojnie żyć i nie służyć za pokarm, czy jako bezmyślne zabawki.

Kolejne dzieci pramatki na przestrzeni tysięcy kilometrów znikały w podziemnych tunelach, zostawiając na powierzchni jedynie własne zbyt małe potomstwo niezdolne do samodzielnej, wyczerpującej wędrówki pod opieką osobników zbyt starych i chorych. Mało, który właścicieli bilionów nóg szorujących po posadce tunelu wiedział, w jakim celu przed milionami lat wytopiono w skałach tunele oplatające całą Ziemię. Okres podziemnych prac budowlanych i rozwoju sieci transportowej przypadał w czasach świetności matriarchatu. Wtedy właśnie wynaleziono odpowiednie technologie i technikę, która pozwalała wykorzystywać i bezprzewodowo przesyłać energię planety. Jak bardzo była ona niezawodna niech świadczy fakt, że po milionach lat wystarczyłoby w tunelach umieścić kapsuły transportujące by one przy każdym skręcie pod kątem prostym nabierały rozpędu i zatrzymywały się na węzłach, gdzie podróżni przesiadali by się na inne kierunki. Czas i świadome niszczenie dorobku minionych pokoleń zatarły nazwiska budowniczych i przeznaczenie tysięcy kilometrów podziemnej budowli łączących najmniejszy skrawek Ziemi.

Tymczasem Aniołowie, jak nazwała ich Ari, dotarli do siedziby Rady. Tam małą dziewczynkę wnieśli do przeogromnej, jak dla niej sali i postawili przed obliczem młodego mężczyzny siedzącego na złotym tronie. Ari długo stała i mrużyła oczy, ponieważ po podróży w ciemności intensywne światło ją drażniło. Chwilę przypatrywała się władcy, a najbardziej koronie na głowie i złotym berle trzymanym w dłoni. W drugiej miał kulę, lecz ona nie była tak interesująca jak tron, na którego patrzenie też szybko się jej znudziło. Wobec tego wzrok przeniosła na ściany z pięknymi ozdobami i obrazami przedstawiającymi nieznane jej widoki. Najbardziej podobały się jej wielkie miasta, z unoszącymi się w powietrzu dziwnymi pojazdami zapełnione ludźmi ubranymi w kolorowe szaty, takimi jak na obrazkach w pięknych bajkach. Jednak dziewczynka nie wyraziła swojego zachwytu nad przepychem, jaki dookoła niej się roztaczał, tylko powiedziała.

- Siku mi się chce i kupę.

Następne częściAri odcinek 8  Ari odcinek 9  Ari odcinek 10  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • NataliaO dwa lata temu
    ciekawa propozycja od Ciebie; interesujący tekst a postacie w nim są bardzo wyraziste ; Podoba mi się, 5 :)
  • Maurycy Lesniewski dwa lata temu
    Widzę, że jest kolejna cześć. Jak zwykle sobie zaznaczę i wrócę pózniej.
  • Maurycy Lesniewski dwa lata temu
    No to jestem. A jednak małą uprowadzili, teraz się szykuje interesująca część. Pozdro :)
  • pasja dwa lata temu
    A jednak uśpienia dziewczynki i porwanie. Bardzo ciekawe efekty zastosowałeś w przemieszczenie się ochroniarza i Primy. A przed jaskinią zawarty sojusz pomiędzy gatunkami jest fantastyczny. Gdyby ludzie tak potrafili?
    Czy uda się im uratować dziewczynkę?
    Puenta na koniec Jest świetna.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania