Ari odcinek 74

Wojsław bardzo niepokoił się zaistniałą sytuacją, a najbardziej niezrozumiałością poczynań Uzurpatora chcącego ich powstrzymać w dotarciu do pradawnej siedziby Rady. Jego zdaniem żeby to osiągnąć wystarczyło uniemożliwić im wejście do tuneli i w ten sposób pozbawić ich możliwości szybkiego dotarcia. Gdyby tak się stało musieliby w drodze na południe pokonać wiele krajów ogarniętych pożogą wojenną, a i tak pod koniec byliby zmuszeni do przepłynięcia arktycznych wód na statku. Innego wyjścia właściwie nie było, ponieważ droga powietrzna ze względu na możliwość łatwego zestrzelenia samolotu odpadała. Nawet gdyby tak się stało, że dotarliby do Antarktydy to wtedy mieliby pod sobą warstwę lodu, często grubości czterech kilometrów, szczelnie zakrywającą wszystkie wejścia do siedziby Rady. Najprawdopodobniej obawiał się interwencji pramatki, która jako jedna mogła ponownie przesunąć płaszcz Ziemi, wywołując przy tym gigantyczne tsunami. Przeogromne fale wody przetoczyłyby się ponownie po powierzchni planety, niszcząc na swojej drodze wysoko rozwiniętą technicznie cywilizację człowieka i jego osiągnięcia. Powstrzymywała ją od tego czynu świadomość kolejnej zagłady miliardów organizm żywych. Natomiast przeciwnicy jej umiłowania tworzenia nie mieli takich skrupułów. Niezmiennie dla nich najważniejsze było ich dobro, a losy innych i byt były mniej ważne niż kopiec termitów. Uzurpator od wieków otaczał się uległymi pochlebcami, którzy w uznaniu za swoje zasługi dostawali przywilej zamieszkiwania w siedzibie Rady i cieszenia się długowiecznością. Zaledwie garstka geniuszy ludzkości, według słów Sasquatek, odmówiła porządkowania się jemu i wybrała śmierć zamiast życia wiecznego w poddaństwie. Zdecydowana większość zadowoliła się kaprysami pana i resztkami z jego stołu. Chętnych do wprowadzenia się do siedziby Rady z każdym rokiem przybywało i dopuszczali się największych okropności by na ten przywilej zasłużyć. Jednego tylko w pełni nie rozumiał dlaczego wywoływali wojny. Jednym z powodów była chęć bogacenia się i przejmowania terenów oraz fortun gromadzonych przez pokolenia. Drugim założeniem była eksterminacja jak największej liczby ludności i do tego służyły również wywoływane epidemie. W tej kategorii mieściły się wielorakie działania mające na celu niszczenie zdrowych organizmów i ubożenie rodzin przez drogie zabiegi, leki oraz terapie. Kolejne pokolenia w myśl założenia, miały być mniej odporne na choroby i coraz mniej inteligentne. Trzecim, prawdopodobnie najważniejszym, był znikomy opór społeczny wydawania ogromnych sum na systemy obronne podczas domniemanego zagrożenia i prowadzonego konfliktu. Był jeszcze czwarty, który jeszcze w pełni się nie ujawnił, lecz jego symptomy powoli stawały się zauważalne i nabierały realnego kształtu.

Trącenie w rękę wyrwało Skorupkę z ponurych myśli.

- Co się stało? – zapytał zaskoczony.

- Nie dam rady dalej iść na tych moich ptasich nogach – powiedział Azyn i zapytał - czy możesz mnie nieść?

Wojsław w duchu skarcił siebie, za brak koncentracji i zagłębienie się w ponurych dla niego myślach. Bez dalszych słów odwrócił się tyłem do Azyna i przykucając umożliwił mu wdrapanie się na jego plecy. Kiedy ruszyli w ślad za pozostałymi, były szczur niesiony na plecach, zapytał.

- O czym tak rozmyślałeś?

- Zastanawiałem się, co skłoniło ludzi do tego konfliktu, skoro na nim nikt nie mógł uzyskać korzyści, jedynie dominację, a to jest zbyt mało, żeby stawiać na szalę aż tak wiele.

Azyn przez chwilę powiercił się na jego plecach, przyjmując wygodniejsza pozycję i zaczął mówić.

- Kiedyś wszystkie ataki były poprzedzane wielogodzinnym biciem w bębny, był to przekaz zrozumiały dla wszystkich, że jest szykowana wyprawa wojenna. Taki rodzaj sygnału dawał czas innym na mobilizację i zorganizowanie obrony, albo dokonanie kontrataku. Wtedy nawet walka była honorowa. Jednak z czasem przeobraziła się z pojedynku w całkowitą zagładę. Obecna wojna miała też swoją zapowiedź i ten co uważnie słuchał potrafił określić w przybliżeniu kiedy nastąpi. Zanim do nas dołączyłeś odebraliśmy razem z Primą ostatni meldunek szczurzych wywiadowców. Zostaliśmy poinformowani o testowaniu przez Rosjan nowoczesnej broni. Poligonowe próby przeszły pomyślnie laserowe systemy niszczące rakiety i samoloty. Wiadomości z wybrzeża rosyjskiego też były niepokojące zwłaszcza o nowoczesnym bezzałogowym okręcie podwodnym uzbrojonym w broń nuklearną oraz w pociski manewrujące o nieograniczonym zasięgu, dzięki napędowi zasilanemu przez mały reaktor jądrowy. Sam okręt swoją budową nie przypominał konstrukcji wcześniejszych i składał się z siedmiu tytanowych modułów wbudowanych w kadłub batyskafu. Takie rozwiązanie umożliwia wpompowanie wody do kadłuba, co pozwalało mu bezpiecznie zejść na głębokość sześciu kilometrów. Mógł pod brzuchem transportować większe od siebie jednostki, a ma sześćdziesiąt metrów długości. Prace nad tą nowoczesną bronią rozpoczęły się znacznie wcześniej, niż przestał obowiązywać drugiego sierpnia dwa tysiące dziewiętnastego roku układ o całkowitej likwidacji pocisków średniego zasięgu, który został podpisany w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym roku przez Waszyngton i Moskwę. Zabraniał on produkcji i posiadania pocisków mających zasięg od pięćset do pięć i pół tysiąca kilometrów. Traktat wypowiedzieli Amerykanie oskarżając Rosję o jego łamanie, lecz sami przez lata wydawali dziesiątki miliardów dolarów na nowe systemy nuklearnego oręża. Dlatego żadnego znawcy tematyki atomowej nie zdziwiła tajemnicza eksplozja na rosyjskiej platformie na Morzu Białym zaledwie sześć dni po zaprzestaniu obowiązywania traktatu. Pięć osób straciło tam życie, a poziom promieniowania zwiększył się szesnastokrotnie. Zaledwie dziesięć dni później marynarka Stanów Zjednoczonych wystrzeliła zmodyfikowany pocisk manewrujący o zasięgu ponad pięćset kilometrów, który może być uzbrojony w lekką taktyczną głowicę atomową o mocy od pięciu do siedmiu kiloton. Innym nowszym nośnikiem dla tych głowic stały się hipersoniczne manewrujące pociski szybujące z prędkością pięciokrotnie większą od dźwięku. Rywalizacja dwóch atomowych mocarstw nie ograniczała się do wyścigu w ilości posiadanego arsenału jądrowego, lecz w pozyskiwaniu innych nowoczesnych systemów obrony powietrznej składających się nie tylko z rakiet. Takie kraje jak Chiny, Izrael, Pakistan czy jego śmiertelny wróg Indie dysponujące bronią nuklearną nie przyglądały się biernie zmaganiom dwóch przeciwników, lecz również w tajemnicy i bez afiszowania się modernizowały własne arsenały jądrowe.

Wojsława przerażały wyliczenia Azyna, które gdyby nie doświadczył ich brzemiennych skutków na własnej skórze prawdopodobnie niewiele by go obchodziły. Jednak stało się zgoła inaczej i teraz razem z pozostałymi pod ochroną powietrzną stworzoną przez kruki zmierzał do wejścia do tuneli w nieznanym mu kierunku. Jak bardzo skrzydlaci przyjaciele zaangażowali się w ich ochronę świadczył, co jakiś czas odgłos uderzającego o ziemie dronu. Ptaki w starciu z maszynami latającymi sterowanymi z oddali przez operatorów, musiały ginąć, ponieważ stale ich ubywało. Zaczynał się niepokoić, czy w niedługim czasie nie zabraknie ich nad nimi i staną się dla dronów samobójców łatwym łupem. Szczęściem dla nich stało się całkiem inaczej, do niedobitków czarnych sprzymierzeńców zaczęły dołączać inne gatunki ptactwa. Nigdy by nie przypuszczał, że szpaki, wrony, gawrony i nieznane mu, a nawet hodowane przez ludzi gołębie dołączą do krążącej chmury ptactwa ciągnącej się wiele kilometrów. Najbardziej niezwykłe w tej przemieszczającej się nad nimi pierzastym obłoku była panująca cisza, zakłócana jedynie szumem skrzydeł.

- Zbliżamy się do wejścia - powiedział niespodziewanie jeden z rogatych stworków stojący na kozich nogach, nazywających siebie dumnie Pan, podczas przedzierania się przez mocno zarośnięty stary las.

Gdyby nie dotarcie wprost do pionowej skały uniemożliwiającej dalsze przejście, stanowiącej naturalny rodzaj pułapki i możliwość oberwania się nawisu skalnego, dobrowolnie nikt by tu nie podchodził. Skorupko stawiając Azyna na nogi w pobliżu dziury wydrążonej w ścianie skalnej obudowanej podobnie, jak starodawny chodnik w kopalni drewnem, miał mieszane uczucia, szczególnie obawiał sie o ich bezpieczeństwo.

- Co dalej? – zapytał.

- Wchodzimy - odpowiedziała Ari i udała się za pierwszym z przewoźników.

Kolejno wchodzili do wnętrza góry. Jako ostatni miał wejść drugi z diabłów. Wojsław zanim skrył się w ciemności zapytał.

- A ty?

- Ja zabezpieczę wejście.

Następne częściAri odcinek 75  Ari odcinek 76  Ari odcinek 77  

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja miesiąc temu
    Ucieczka i strach przed pramatką
    interwencji pramatki, która jako jedna mogła ponownie przesunąć płaszcz Ziemi, wywołując przy tym gigantyczne tsunami... tak bliskie dzisiejszym kataklizmom obrazy
    Wizja wielorakich niszczących działań przeraża. Wojsław coraz częściej myśli o skutkach tej nadchodzącej wojny.

    Wiadomości z wybrzeża rosyjskiego też były niepokojące zwłaszcza o nowoczesnym bezzałogowym okręcie podwodnym uzbrojonym w broń nuklearną oraz w pociski manewrujące o nieograniczonym zasięgu, dzięki napędowi zasilanemu przez mały reaktor jądrowy... Katastrofalna wizja.

    Skrycie się we wnętrzu góry? Czy to dobre wyjście?

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania