Maria część 10

Kacper po śniadaniu opuścił pensjonat, w którym znalazł zakwaterowanie i gdzie oglądał niesamowitą rzeźbę umęczonego konia. Nie znając miasta, szedł bez wyraźnego celu. Zaledwie przez chwile zastanawiał się, czy iść prosto. Gdyby tak postąpił, doszedłby do miejsca, w którym był wczoraj. Postanowił poznać część miasta, w jakiej jeszcze nie był, dlatego skręcił w pierwszą ulicę na prawo. Idąc w ciszy, do jakiej nie był przyczajony przez mieszkanie w aglomeracji, gdzie było zawsze głośno i gwarno, usłyszał jakieś odgłosy prac budowlanych. Ktoś coś kół z zapałem, z uporem godnym pozazdroszczenia. Robotnik nawet na moment nie przewał, podczas jego kilkunastominutowej wędrówki. Powodowany jakimś ciekawskim odruchem, gdy zbliżył się do tego miejsca, gdzie było najgłośniej, spojrzał w kierunku dobiegających odgłosów. Widok, jaki ujrzał, zaskoczył go, ponieważ zamiast spodziewanego umięśnionego pracownika budowlanego zobaczył poznaną wczoraj Marię. Kobieta ubrana jedynie w przykrótką koszulę nocną waliła młotkiem w dłuto niczym młotkowy w fabryce stali, tylko ona w wielki blok skalny. Niewielkie okruchy odłupanego kamienia śmigały na boki niczym kule karabinowe. Najbardziej płaskie dolatywały nawet do niego, stojącego przynajmniej trzydzieści metrów dalej na chodniku. Rzeźbiarka nie dostrzegała niszczenia bloku granitu i przerabianie go na tysiące malutkich odłamków skalnych, więc z zapałem tłukła. Kiedy podniosła ręce wysoko, jej krótka koszulka unosiła się prawie do pośladków. Zgrabne nogi, szczupła sylwetka, niczym kotwy przytwierdziły męskie stopy do chodnika. Zafascynowany ruchami mięśni i ciałem pozbawionym nadmiaru tłuszczu, patrzył na nią i jedynie duszą zobaczył jej jasne, przymrużone, niewidoczne z tyłu głowy oczy.

 

Maria w pewnym momencie poczuła na sobie czyjś wzrok, spojrzała w lustro wiszące na ścianie, które z założenia pokazywało drugą stronę obrabianego materiału, a z tej perspektywy, w jakiej była, miała doskonały widok na ulicę. Dostrzegła w nim, parzącego na nią Kacpra. Zaledwie na krótką chwilę zapomniała, co robi i to wystarczyło, młotek zamiast na dłucie znalazł się na jej dłoni. Ból po uderzeniu był niesamowity i chcąc się go pozbyć, odruchowo odrzuciła narzędzia od siebie. Niespodziewanie poczuła na sobie fontannę zimnej wody, wypływającej z przeciętego dłutem ogrodowego węża. Zaskoczona bólem, wodą, stała jak słup soli i nie była w stanie, uciec od mokrego prysznica. Zaledwie po chwili jej koszula nocna namokła i przykleiła się do ciała. Kobieta nic nie miała pod spodem i cienki materiał doskonale uwidocznił jej anatomię.

 

Kacper nigdy nie widział czegoś podobnego i w porę nie zapanował nad odruchami swojego ciała. Doznał niesamowitej erekcji, graniczącej z fizycznym bólem, który uniemożliwiał szybkie przyjście z pomocą kobiecie. Najprawdopodobniej byłoby inaczej gdyby był w stałym związku i uprawiał seks. Tylko w jego przypadku tak nie było, z Phyllis nic go nie łączyło, oprócz chorego układu. Fizycznie była ładną kobietą, lecz jej wygląd był sztuczny jak u lalki, a jej zachowanie, charakter i sposób bycia skutecznie trzymał go na dystans. Potrafił przy niej doskonale się kontrolować i nie stanowiło to dla niego większego wysiłku. Jednak widząc Marię w przylegającej do jej ciała nocnej koszuli, było ponad wszystkim tym, co do tej pory w życiu doświadczył. W takim stanie w jaskim się znalazł, wystarczyło jej jedno skinienie, by wyskoczył z ubrania i goły pognał do niej. Koniecznie musiał się opanować, jeżeli chciał podejść i zakręcić wodę, czy załamać węża, albo chociaż zmienić kierunek tryskania.

 

Kobieta dość szybko ochłonęła z szoku spowodowanego bólem, wodą i pomyślała o domu, gdzie były suche rzeczy do przebrania. Już zamierzała wyjść spod prowizorycznego zimnego prysznica, lecz zobaczyła, w jakim napięciu patrzy na nią Kacper i nieporadnie w jej stronę rusza. Mężczyzna ze wszystkich swoich sił starał się nie spoglądać w jej kierunku, było to takie dziecinne i jednocześnie teatralne. Zbyt mocno skupił swój wzrok na uszkodzonym wężu ogrodowym. Widok był komiczny i rozbawił Marię. Może dlatego, że nie spodziewała się, by dorosły facet zachowywał się w taki sposób i uciekał wzrokiem od prawie gołej kobiety. Może on jest gejem — pomyślała i zbyt bezpośrednio spojrzała na jego krocze, uśmiechnęła się do siebie, po tym, co zobaczyła — jednak nie.

 

Kacper dostrzegł wzrok Marii, a zwłaszcza na miejsce, na które patrzyła. Zaczerwienił się jak nastolatek, jeszcze bardziej się skulił i mocniej pochylił. Prawie złamany w połowie, dobrnął do uszkodzonego elastycznego przewodu. Starał się nie patrzeć na powabną kobietę, prawdopodobnie, gdyby ona na sobie nic nie miała, szybciej opanowałby się, lecz ten widok pobudzał jego zmysły i zniewolił jego siłę charakteru. Kilkakrotnie się potknął, ponieważ na skraju pola widzenia dostrzegał to, co było od szyi w dół. Kiedy dobrnął do uszkodzonego ogrodniczego węża, nie zagiął go, tylko nadzwyczajnie w świecie zmiażdżył.

 

Rzeźbiarka swoim powabnym widokiem dłużej nie męczyła Kacpra, a przede wszystkim bardzo chciała, żeby jej odwlekanie wejścia do domu, wyglądało na naturalne. Dlatego po chwili odwrócony tyłem do domu mężczyzna, usłyszał odgłos otwieranych i trzask zamykanych drzwi. Dopiero wtedy był w stanie rozglądnąć się za kranem, do jakiego podłączony był wąż i go zakręcić. Starał się, nie spoglądać w kierunku domu, ponieważ nie chciał pokazać kobiecie, jakie z jej powodu silne emocje nim targają, więc postanowił, oddalić się z posesji Marii. Odchodząc był przekonany, że kobieta pobiegła przebrać się w suche rzeczy i o nim zapomniała. Nim doszedł do chodnika, usłyszał wołanie.

 

- Kacper zaczekaj!

 

Kiedy się odwrócił, zobaczył stojącą w oknie Marię, która zdążyła przebrać się w suchy szlafrok, i trzymając jedną ręką okno a drugą firankę, patrzyła na niego.

 

- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci iść w mokrym ubraniu.

 

- Nic mi nie będzie, tylko troszeczkę zmokłem i niedaleko jest do pokoju gdzie mam ubranie na zmianę – odpowiedział, odwracając się ponownie w stronę ulicy.

 

- Zapraszam do mnie do domu. Przynajmniej wysuszenie ubrania i ciepła herbata za ratowanie mnie, tobie się należy.

 

Maria nie czekała, na odpowiedz, tylko zamknęła okno i zasłoniła firankę. Zrobiła dwa kroki w tył, by nie być niewidoczną z zewnątrz i patrzyła na Kacpra. Mężczyzna dość długo stał w miejscu, w którym zatrzymały go słowa rzeźbiarki i wyraźnie wahał, co w takiej sytuacji powinien zrobić. Kiedy podjął decyzje, powrotu do pensjonatu, zdążył wykonać zaledwie półobrotu, gdy z nieba lunął deszcz. Opad był niezwykle intensywny i niespodziewany, najbardziej dla Marii, która zazwyczaj kilka razy dziennie łączy się z aplikacją pogodową. Wczoraj przed snem sprawdzała i w Menaggio oraz najbliższej okolicy miało być pogodnie z zachmurzeniem częściowym. Chciała się upewnić, czy przypadkiem to ona czegoś nie namieszała w prognozie i zapamiętała z innego dnia. Sięgnęła po smartfona i kilkoma ruchami palca dłoni, błyskawicznie odwiedziła stronę. Zaledwie jeszcze przez sekundę widziała chmury i słońce by w mgnieniu oka pojawiła się informacja o intensywnych opadach. Zanim wygasiła ekran, drzwi wejściowe jej domu otwarły się z impetem i przez nie wbiegł przemoczony Kacper. Ślizgając się z powodu mokrych butów, uczepiony klamki wykonał obrót. Przymykając drzwi, uniemożliwił deszczowi, na dłuższe wtargniecie do środka.

 

- Takie ulewy są tutaj czymś normalnym, czy wyjątkowym? – zapytał, siłując się z mokrą klamką.

 

- Nigdy takiej tutaj nie widziałam, lecz w Polsce przeżyłam kilka podobnych i jeszcze większych, mówiliśmy na nie oberwanie chmury – odpowiedziała i dodała, wskazując ręką – tam jest łazienka, a w niej suszarka.

 

- Przynajmniej masz kawałek Polski – podsumował Kacper, kierując się w stronę łazienki.

 

Wyposażenie pomieszczenia łazienki sugerowało, że jedynym użytkownikiem jej jest kobieta. Mogła być w domu inna łazienka dla gości i po wyjęciu z niej zamierzał się tego dowiedzieć, ponieważ suszenie jego przemoczonej odzieży trochę potrwa, a niezręcznie byłoby mu z niej korzystać. Niczym cebula ściągał z siebie kolejne warstwy ubrania. Materiały przylegały mocno do siebie i ciężko było je oddzielać. Kolejno wkładał do suszarki i nic nie wskazywało, żeby miał problem z upchaniem wszystkiego do bębna, w taki sposób dotarł do mokrych spodenek. Gdyby były suche, wyszedłby w nich z łazienki i nieczuły się przy kobiecie skrępowany. Jednak tak nie było, musiał je ściągnąć i wysuszyć. Owinąć w pasie mógł się ręcznikiem kąpielowym i w domu tak zazwyczaj robił, gdy był jeszcze wilgotny albo wychodził goły i szedł prosto do garderoby. Teraz z osłoną wykonaną z bawełny powinien postąpić tak samo, lecz pod ręką nie miał czystego, a wiszący, choć suchy pachniał Marią. Biorąc go w dłonie i robiąc z niego prowizoryczną spódnicę, poczuł się, jakby przekraczał intymną granicę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    Chyba niedługo nastąpi czas zerwania z Phyllis. Ciekawie prowadzisz akcję. Pozdrowienia!
  • pasja 4 miesiące temu
    No, no Kacper wypadł jak śliwka w kompot. Maria górą. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania