Poprzednie częściMaria część 1 Maria część 2

Maria część 3

Maria, opuszczając Polskę, nie wyjeżdżała tak jak inne kobiety w poszukiwaniu lepszego życia, miłości czy w nadziei na znalezienie szczęścia. Ona zwyczajnie uciekała, przeżyła koszmar, jaki zgotował jej ukochany przez nią mężczyzna. Tylko na początku znajomości czuła się szczęśliwa i pożądana, lecz taki stan szybko uległ zmianie. Jej partner, kiedy z nim zamieszkała zaczął ją traktować niczym maszynkę do zarabiana pieniędzy i posługaczkę, która ma wypełniać jego polecenia. Początkowo tylko prosił, lecz pomimo spełniania jego życzeń, stale był niezadowolony. Długo nie trwało, jak posunął się do gróźb. Później zaczął jej wmawiać, jaka z niej niezdara i niemądra, lecz ma wielkie szczęście, że ma jego. Podporządkował sobie ją całkowicie, do tego stopnia, że sama o sobie myślała, jaka ona jest głupia i bez niego nic nie znaczy, jest nikim. Kolejne pobicie do nieprzytomności, zakończone złamaniem ręki, uświadomiło jej o grożącym niebezpieczeństwie. Każde kolejne wybuchy jego gniewu były dla niej coraz bardziej bolesne i tragiczne w skutkach. Jedynym wyjściem była ucieczka, inaczej w niedługim czasie zginie albo zostanie kaleką i wtedy z pewnością nikt jej nie pomoże. Niestety nie potrafiła tego sama dokonać i szła jak zawsze przygnębiona.

 

- Marysiu zaczekaj, nie poznajesz znajomych? – kobiecy głos wytracił z ponurych myśli Marię.

 

Przypadkiem spotkała na ulicy koleżankę jej ciotki zmierzającą do ratusza, która przyjechała kilka godzin wcześniej z Włoch na ślub swojej siostry. Jeszcze tego samego dnia, zaraz po ceremonii musiała wracać do Menaggio. Niestety na wesele zostać nie mogła, ponieważ nie miała urlopu, a jako opiekunce osoby starszej i niepełnosprawnej należał się jej tylko wolny weekend zgodnie z zawartą umową. Zawsze pracowała nieprzerwanie od niedzieli wieczór do popołudniowych godzin w piątek przez dwanaście miesięcy w roku. Kiedy odpoczywała, starszym panem zajmowała się rodzina, która na ten czas specjalnie przyjeżdżała do apartamentu w Menaggio nad jeziorem Como. Pani Celinie bardzo odpowiadała ta praca, tym bardziej że była traktowana jak członek rodziny i w przeliczeniu na polskie realia zarabiała przynajmniej dwukrotne średnie wynagrodzenie. Wyżywienie, zakwaterowanie i pełną prywatność gwarantował jej pracodawca, syn i synowa starszego pana.

 

- Skarbie źle wyglądasz. Oczy masz przemęczone, a pod jednym jeszcze nie całkiem wygojony siniak – zauważyła pani Cecylia.

 

- To nic, potknęłam się w pracowni i uderzyłam w róg stołu, ponieważ ze mnie taka niezdara.

 

- Ty mi tu nie ściemniaj i nie opowiadaj głupot. Tylko mów prawdę – nie dała za wygraną najlepsza koleżanka jej ciotki.

 

Maria próbowała zbyć ją niczym, tak jak inne osoby, które zainteresowały się jej losem i zadawały pytania. Cecylia była inna i wymusiła na niej powiedzenie całej prawdy. Wysłuchała ją do końca, rezygnując z udziału w ślubie, lecz znała Marysię od dziecka i nie chciała pozwolić, żeby była dalej krzywdzona. Musiała i chciała przerwać ten toksyczny związek. Może dlatego, że sama coś podobnego przeżyła i wiedziała, ile wysiłku kosztowało ją później stanięcie na nogi.

 

Cecylia nie pozwoliła Marii zniknąć w tłumie ludzi anonimowych, tylko do wyjazdu trzymała ją przy sobie i zatroszczyła się o nią. Marysia bała się najbardziej niepewności, która czekała na nią w miejscu, w jakim nigdy nie była. Czuła paniczny strach przed wyprawą w nieznane, najbardziej tego, jak zareaguje jej partner i co powie, zrobi, jak się dowie, że znikła i czy nie pojedzie za nią. Sama myśl ją paraliżowała, a co dopiero, gdyby on się tam pewnego dnia zjawi.

 

Pierwsze dni Marii w Menaggio były najgorsze, pomimo doskonałych warunków mieszkaniowych i smacznych niskokalorycznych włoskich potraw, jakim się mogła objadać bez obaw, że przytyje. Cecylia zadbała o nią, bardziej niż można było się tego spodziewać od osoby, która przyjęła pod swój dach krewną koleżanki. Wsparcie nie ograniczyło się tylko gościny, zadbała o wizyty u fryzjera i kosmetyczki. Dodatkowym psychicznym wsparciem był zakup nowej garderoby, kosmetyków, butów i wszystko, co zadbanej kobiecie do życia jest potrzebne. Pomimo troski i dobrej atmosfery Maria wsłuchiwała się we wszystkie niespodziewane dźwięki. Podskakiwała na najcichsze odgłosy otwieranych drzwi i szum męskich głosów.

 

Kiedyś ktoś powiedział – że czas leczy rany – i miał racje, to mówiąc. Marysia była tego doskonałym przykładem i wraz z pozbywaniem się sterczących pod skórą kości, jej dobre samopoczucie wracało. Jednak momentem przełomowym w jej życiu, była wiadomość od jej dawnej sąsiadki, która wynajmując włamywacza, pomogła odzyskać jej pozostawione pamiątki i dokumenty, wieść ją ucieszyła i zarazem zasmuciła, jej były ma nową partnerkę i na niej testuje psychiczne i fizyczne tortury. Z pewnością był to moment przełomowy i od tego dnia szybko wróciła do równowagi psychicznej. Zaczęła sama wychodzić z domu, robiła zakupy dla Cecylii, jej podopiecznego i zaczęła nawiązywać znajomości z mieszkańcami Menaggio.

 

Pewnego dnia Cecylia już nie miała się kim opiekować, starszy pan odszedł, a ona polecona przez swoich pracodawców znalazła zatrudnienie na południu Włoch. Tam zaczęła opiekować się starszą panią. Początkowo miała problemy z jej złośliwością i nieprzyjemnym, charakterem swojej podopiecznej, lecz gdy się poddała i chciała zrezygnować z pracy, tamta spuściła z tonu w obawie zamknięcia jej w domu spokojnej starości. Dopiero wtedy doszły do porozumienia, a po pewnym czasie nawet zawiązała się między nimi nić sympatii.

 

Artystyczna dusza Marii nie porzuciła ją przy zmianie granic i na początku swojej działalności zaczęła robić na sprzedaż dla turystów niewielkie figurki z masy solnej. Dzięki nim po sezonie kupiła piec do wypalania ceramiki. Zanim nastąpił kolejny szczyt przyjazdów na wypoczynek nad jezioro Como, wypaliła z gliny dziesiątki unikatowych pamiątek. Popyt na nie był duży, ponieważ była to ręczna robota i każdy egzemplarz był inny. Kramik z rękodziełem szybko dostrzegli przyjezdni i nie tylko kupowali gotowe wyroby, lecz składali zamówienia na pożądane przez nich. Dzięki swojej pracy i wytrwałości przez pięć lat pobytu dorobiła się domu z pracownią i niewielkim ogrodem oraz sporej grupy włoskich przyjaciół. Dostała od życia wszystko, o czym marzyła i pielęgnowała z pietyzmem wszystkie swoje nudne dni. Wstawała wcześnie rano, wypijała kawę i szła do pracowni. Pracowała do dziewiątej i wychodziła na miasto. W ulubionej rodzinnej typowo włoskiej restauracji jadła śniadanie i szła na zakupy. Zazwyczaj kupowała produkty do zrobienia obiadu, jakie sobie podczas jedzenia śniadania zaplanowała. Niezwykle rzadko zmieniała zdanie pod wpływem zachęty i niezwykłej okazji łożonej przez sprzedającego. Zdarzały się sporadyczne ustępstwa w jadłospisie, lecz nigdy nie skorzystała z propozycji umówienia się na randkę, postawienia kawy, wina, czy zajęcie wolnego miejsca przy stoliku jakiegoś samotnego mężczyzny. Włoscy znajomi niejednokrotnie próbowali umówić ją z facetami albo z kobietami szukającymi dla siebie partnerów. Tylko ona panicznie bała się nowego związku i konsekwentnie odmawiała. Po pewnym czasie zaakceptowali jej wybór singla i pozwolili jej żyć, tak jak chciała. Maria przy sobie na stałe nie potrzebowała nikogo. Wystarczyło jej, że wokół jej było sporo osób, które sama sobie wybrała, zaakceptowała ich dziwactwa i lubiła przebywać w ich towarzystwie. Spędzała z nimi wieczory w kawiarni, a podczas ciepłych nocy w ogródku należącym do lokalu. Tam czas jej szybko mijał na rozmowach przy winie do późnych godzin. Biesiady zwyczajowo były krótsze przed rozpoczęciem sezonu turystycznego i w trakcie jego trwania. Powodem była intensywna w tym okresie praca i wydłużone godziny pracy. W Menaggio nie tylko ona chciała przygotować się na najazd turystów jak najlepiej. Starała się jak inni połączyć włoski folklor z gustami kupujących, tylko w jej przypadku polska mentalność wymagała od Marii zwiększonego wysiłku, może dlatego, że od tego zależało jej przeżycie do kolejnego sezonu. Jej poukładany i przewidywalny świat nagle przewrócił się do góry nogami za sprawą pary szmaragdowych oczu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • pasja 5 miesięcy temu
    Jak często kobiety nie potrafią się uwolnić od tyrana. Prawo u nas też nie jest za ofiarami, a wręcz przeciwnie. Przypadek sprawił, że Maria odzyskała wiarę w siebie. Ale nie każdy ma tyle szczęścia. Pięć lat to spory szmat czasu, ale nie taki wielki. Jednak asertywność kobiety i napęd przyjaciółki pozwoliły jej stanąć na nogi i to w obcym kraju.
    Bardzo ciekawa historia i taka kobieca. Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania