Maria część 51

Joanna wysiadła pod podmiejskim pensjonatem, w którym na czas pobytu w Menaggio miała zarezerwowany mały apartament. Żegnając się i dziękując za podwiezienie, robiła to śpiesznie, ponieważ chciała jak najszybciej wskoczyć pod prysznic i zmyć z siebie warstwę potu. Zanim zniknęła za drzwiami wejściowymi, samochód już zmierzał do niepozornego magazyny, w jakim zostało urządzone tymczasowe biuro terenowe. Tam zaraz po dostarczeniu rejestratorów i ubioru fałszywej sprzątaczki. Przystąpiono do odczytywania zgromadzonych danych. Ścieżka dźwiękowa pochodziła z urządzeń rejestrujących, a materiał filmowy z guzików uniformu i broszki z opaski. Członkowie zespołu techników jeżeli chcieli mieć czas wolny dla siebie, musieli się spieszyć i wyciągnąć z dostarczonego materiału wszystko. Inaczej dwa dni szybko miną i trzeciego będzie druga, ostatnia podobna akcja, po której wrócą do codziennych czynności.

Chłodny prysznic pozbawiał nie tylko potu, ale wyganiał też zmęczenie z ciała Asi. Kiedy wkładała strój sprzątaczki, dziwiła się jego masywności i grubości. Niestety nie miała wyboru, ponieważ pani Adela była osobą schorowaną, stale jej było zimno i nie można ją było kimś innym zastąpić, bez zwracania uwagi. Najszybciej i najłatwiej jedynie Joannę dało się ucharakteryzować, a nie którąś z koleżanek wywiadowczyń, ze względu na wzrost. Wszystko inne dość łatwo dało się upodobnić, tylko nie wysokość. Podczas przygotowania i przebierania dążono do perfekcji, pilnowano najdrobniejszych szczegóły. Każde wysłanie do akcji, wiązało się z ryzykiem, dlatego nadzorował je Jerzy, lub jeden z jego zaufanych zastępców. Dzięki dbałości o najmniejsze detale odnosili sukcesy, ich działalność pozostawała niezauważona i tylko dlatego nikomu nie przeszkadzała.

Kiedy Asia się ubrała i umalowała, zeszła do baru na dwie lampki białego wina i lekką sałatkę. Prawie natychmiast zmaterializował się przy niej jakiś podstarzały anglosaski playboy, który będąc na wakacjach, zjadł za mało, albo wypił za dużo i ubzdurało mu się, że jest atrakcyjny, a był jak wielu innych, żałosny. Wymiana zdań przebiegała od początku nie po jej myśli. Wszelkie delikatne aluzje i prośby nie zniechęciły jegomościa. Dopiero wiązanka polskich przekleństw, przepłoszyła intruza, lecz jednocześnie wywołała u innego mężczyzny objawy radości. Facet, posiwiały blondyn, prawdopodobnie był Polakiem i w momencie incydentu zwalniał stolik po opłaceniu rachunku. Skarciła siebie za zwracanie uwagi, ponieważ w miejscu wykonywania pracy powinna być niezauważalna w swojej postaci i najmniej rzucać się w oczy, a ona postąpiła nieprofesjonalnie.

Prawie w tym samym czasie w Catanzaro Maria z Kacprem razem z bagażami, zostali wymeldowani z hotelu i przewiezieni do niepozornego apartamentu. Pomieszczenia były własnością włoskiej prokuratury i w nich ukrywano zazwyczaj świadków koronnych. Przeważnie byli to członkowie mafii, którzy w zamian za bezkarność i nową tożsamość obciążali swoich kolegów. Czasami lokatorami były osoby, oskarżane o wyłudzanie podatku VAT, lecz im w zamian za przyznanie się do winy i wskazanie innych uczestników przekrętu, obiecywano tylko zmniejszenie wyroku i rozłożenie kar na raty. Lokal przeznaczony do tego celu znajdował się w skromnym pensjonacie w Copanello Lido.

Rzeźbiarkę i pisarza otoczono ochroną od dwóch dni, ponieważ wraz z rozwojem śledztwa zebrano poszlaki, które nie budziły wątpliwości, że oni są następnym celem Odessy. Nazistowska organizacja, działająca skrycie od zakończenia drugiej wojny światowej, nagle za sprawą tych dwojga, została postawiona w stan najwyższej gotowości i była gotowa ich zgładzić, podobnie jak braci dla zachowania tajemnicy. Działania wywiadowcze wymiaru sprawiedliwości prowadzone z rozmachem nie tylko w granicach kraju, ustaliły prawdopodobne osoby, jakie mogły mieć wiedzę o zrabowanych kosztownościach i bezcennych dziełach sztuki.

Zespół Jerzego w ciągu krótkiego czasu nie tylko stworzył nieprawdopodobną historię o bajecznych skarbach, lecz ją w kilkunastu źródłach uwiarygodnił, a zaczęło się tak skromnie. Pierwszą osobą, jaka wspomniała policjantowi w Stanach o tonach złota i kosztowności była Phyllis. Maria z Kacprem, przyparci do muru, tylko potwierdzili jej wersję. Odnalezione w mieszkaniu Silvestro niezrozumiałe odręczne notatki dotyczyły wysokich kwot. Nikt nie potraktował ich jako stare i nie powiązał z porównywaniem przez niego cen w lirach, jakie istniały przed przyjęciem euro i w nowej walucie, a on szykował się w odwiedziny do krewnych ze starego kraju. Może byłoby inaczej gdyby jego brat Pasquale przed wylotem do Rzymu, nie obiecywał nowej kochance po powrocie drogich prezentów i wspaniałej posiadłości. Niebywałym zbiegiem okoliczności, albo uwieńczeniem przeogromnej pracy aparatu dochodzeniowego, były stare dokumenty znalezione przez spadkobierców w mieszkaniach ich nieżyjących krewnych, które stały się natychmiastowym powodem do waśni i sądowych batalii. Któraś z tych osób albo wszystkie, mogły kontaktować się z Rossim przed swoją śmiercią, z myślą o podjęciu i podziale skarbu. Początkowo wydawało się mało prawdopodobne, że one w krótkich odstępach czasu z nim się porozumiewały, a on nie zorientował się, że nie jest to jedna osoba. Gaspare, gdy dowiedział się o dwóch mężczyznach i kobiecie, był niezwykle zaskoczony i nie wiedział, co powinien powiedzieć. Czemu nie należało się dziwić, ponieważ scenariusz mu narzucony wspominał o jednej, najwyżej o dwóch, lecz nie o trzech. Dlatego po przedstawieniu mu takich wniosków, niczego nie dementował, tylko powstrzymywał swoją niewiedzę, co przychodziło mu z łatwością. Maria od początku zasłaniała się swoją niewiedzą i nic na ten temat nie wiedziała, albo tylko udawała dość przekonująco, a całą jej wiedza ograniczała się do kilku starych kartek maszynopisu.

Powoli, lecz dość powszechnie pojawiały się w różnych częściach świata, nie tylko Europy wojenne i powojenne dokumenty, które dotyczyły złota Wrocławia. Rozproszenie i wchodzenie w ich posiadanie zbyt często w wyniku kradzieży, dodawały im wiarygodności, lecz uniemożliwiały sprawdzenie źródeł pochodzenia. Tajemnice się mnożyły i przybywało znaków zapytania. Nawet wtedy gdy odkrywano je w starych sejfach po wieloletnich bataliach sądowych, albo w ich trakcie o nabycie spadku. W kilku przypadkach kasy pancerne, były na czas procesu zaplombowane i pod ustaloną kuratelą. Wcześniejsze spisy zawartości były pozbawione pewnej części, prawdopodobnie dlatego, że w ocenie sporządzających nie przedstawiały żadnej wartości.

Komisarz doświadczył podobnego zjawiska, zaledwie na drugi dzień po spotkaniu z fałszywą sprzątaczką, lecz tego nie był świadomy, podobnie jak inni. Nie tylko w jego ocenie, osoba utrzymująca czystość gabinecie i sąsiednich pomieszczeniach, od dawna była stale ta sama. Pomimo tego polecił ją ponownie sprawdzić, gdy ze sterty dokumentów, leżącej na jego biurku, wyciągnął niewidzianych wcześniej kilku kartek. Nikt się nie przyznał do ich dostarczenia i dlatego zaczął podejrzewać sprzątaczkę. Szczegółowa kontrola niczego niezwykłego nie ujawniła, ponieważ Joanna była już daleko. Natomiast pani Adela w dniu drugiej wizyty Asi w pomieszczeniach zespołu dochodzeniowego, miała opłaconą przez pracodawcę wizytę u specjalisty. Nikomu nie chwaliła się ze swojego stanu zdrowia, z obawy, paniki, jaką ta wiedza mogłaby wywołać. Sama czuła strach, gdy pewnego dnia podczas wykręcania ścierki od podłogi, wbiła sobie igłę strzykawki w dłoń. Myślała, że zwariuje gdy zanim poczuła, zobaczyła, wtedy mało nie umarła ze strachu. Strasznie panikowała, podczas dzwonienia do opiekunki grupy. Nie miała wyjścia, musiała się jej przyznać, że się spieszyła i zamiast mopa do mycia podłogi, użyła ścierki. Pospiech kosztował ją utratę zdrowia i skazywał na drogie leki. Pracodawca, zgodnie z prawem miał prawo ją zwolnić i to z jej winy. Tylko główny szef pan Jerzy, gdy dowiedział się, co się stało, nie zrobił tego, płacił za jej leki, przeniósł do lżejszej pracy i systematycznie kierował ją na kontrolne wizyty lekarskie. Pani Adela, od początku swojej choroby pilnowała reżimu sanitarnego i w pracy nigdy niczego nie dotykała gołymi rękami i trzymała dystans. Pomimo kuracji choroba powoli postępowała i było tylko kwestią czasu, kiedy przestanie pracować. Jednak dopóki była w stanie, wstawać, iść do pracy i dwie godziny sprzątać. Nikt jej nie przeszkadzał, tylko co jakiś czas pomagał, a ona nikomu się nie zwierzała.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • pasja miesiąc temu
    Ścieżka dźwiękowa pochodziła z urządzeń rejestrujących, a materiał filmowy z guzików uniformu i broszki z opaski... jakie gażdżety. Doskonale zaplanowana akcja.
    Ten odcinek wnosi szereg sytuacji. Joanna przeklinająca po polsku, Maria i Kacper przewiezieni do specjalnego apartamentu. Phyllis informująca o tonach złota i kosztowności. I zmuszenie do potwierdzenia tego.
    No i Jerzy ciągle zaskakujący swoja filantropią.

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania