Maria część 47

Obserwujący Marię i Kacpra policjanci zaraz przy pierwszym dostarczanym do pokoju posiłku, zaalarmowali bezpośredniego przełożonego o młodym kelnerze pochodzącym z Polski. Sprawa wydawała mu się na tyle podejrzana, że powiadomił swoich szefów. Forma informowania kolejnych policyjnych szczebli szybko przekroczyła granice miasta Catanzaro i dotarła do Inspektora w Menaggio. Ten zawiadomił prokuratora i obaj doszli do wniosku, że to nie może być zwykły przypadek. Rozpoczęło się na ich wniosek małe dochodzenie, które miało ujawnić tego, co się za tym kryje. Pomimo zaangażowania sporej liczby funkcjonariuszy, żaden z nich nie mógł się pochwalić odkryciem planowego działania. Wszystkie przypadki łączyły się ze sobą w logiczną całość, lecz nie udowodniono czegokolwiek poza zwykłymi zbiegami okoliczności. Pracownicy hotelu ze zmiany wcześniejszej odmówili pozostania dłużej w pracy, ponieważ przedstawiciele związków zawodowych od kilku miesięcy toczyli bój o podwyższenie wynagrodzenia i pozostanie po godzinach w pracy, zniweczyłyby dotychczasowe wysiłki.

Natomiast tych, co nie wstawili się do pracy, oprócz awarii rury wodnej, spotkała wygrana w loterii sklepowej. Inny spowodował stłuczkę w drodze do pracy i próbował winą obarczyć starszą panią. Kobieta kategorycznie zaprzeczała oskarżeniom o jazdę z nadmierną prędkością i zajechanie drogi. Brak kamer na podmiejskiej ulicy wymusił na interweniujących policjantach przeprowadzenie dochodzenia, z uwagi na najechanie na pojazd poprzedzający, w wyniku którego prowadzącą musiano odwieźć do szpitala. Ustalenie stanu zdrowia starszej pani przeciągnęło się z kilku minut do trzech godzin. Ostatecznie mężczyznę ukarano wysokim mandatem, za stworzenie zagrożenia w ruchu lądowym. Ostatniego z męskiej listy nieobecnych żona zostawiła, ponieważ dowiedziała się o jego zdradzie. Zanim to zrobiła, wcześniej odwiedziła jego kochanicę, którą dotkliwie pobiła, a ona była też pracownicą hotelu i miała iść do pracy.

- Ale się porobiło – powiedział inspektor po wysłuchaniu raportującego podwładnego.

Poprosił o sporządzenie jego w formie pisemnej, ponieważ coś mu w tej sprawie się nie podobało. Jego policyjna intuicja sprzeciwiła się kolejny raz w czasie tego śledztwa, na przyjęcie bez zastrzeżeń niesamowitych faktów za naturalne. Poświęciłby jeszcze sporo czasu, po odprawieniu podwładnego, lecz do jego biura bezceremonialnie wpakowała się sprzątaczka, pchająca przed sobą wózek pełen klamotów, wykorzystywanych do utrzymania porządku. Zaraz po wejściu i pozdrowienia pana inspektora, ostro wzięła się do pracy, zaczynając od ścierania kurzy.

Początkowo chciał wyprosić kobietę, lecz gdy spojrzał na nią, powstrzymał się, ponieważ dostrzegł z kim ma do czynienia. Włosy blond i jasna karnacja skojarzyły mu się ze słowiańskim pochodzeniem.

- Kolejna zarobkowa emigrantka – było to jego pierwsze skojarzenie, a dość młody wiek i nietuzinkowa uroda tylko utwierdziły go w tym przekonaniu.

Wszelkie próby nakłonienia jej by opuściła jego gabinet i posprzątała dopiero po jego wyjściu, mogły się okazać bezowocne, jeżeli nie znała języka włoskiego. Dlatego wolał uniknąć niepotrzebnej rozmowy i wyjść na czas sprzątania.

Joanna po otrzymaniu dyplomu, z tytułem magistra, próbowała podobnie jak wiele osób z wyższym wykształceniem, znaleźć dla siebie pracę. Niestety jej rodzina nie miała znajomość wśród ważnych i wpływowych rządzących w kraju, więc mogła liczyć najwyżej na posadę ekspedientki w jakimś sklepie. Prawie wszystkie jej koleżanki o podobnym życiorysie, schowały dyplomy do szuflad i zatrudniły się w zakładach produkcyjnych, działających w strefach ekonomicznych. Pewnego dnia niedługo po obronie pracy magisterskiej, pomógł jej zwykły przypadek, który odmienił los, a przygoda życia rozpoczęła się na betonowych schodach, gdy ze schorowanym ojcem opuszczała szpital.

Zaraz za drzwiami wyjściowymi, zaczynały się strome schody. Mogli je ominąć i pójść podjazdem przeznaczonym na wózki. Droga dla niepełnosprawnych, była wąska i pełna zakrętów, w tej plątaninie nie było szansy na minięcie się przemieszczających się w przeciwnych kierunkach. Kiedy dostrzegła starszą kobietę pchająca z całych sił wózek z dość otyłym mężczyzną, w pierwszym odruchu chciała jej pomóc, lecz w pobliżu nie było nawet jednego miejsca siedzącego. Ojciec jej nie był w stanie samodzielnie ustać i potrzebował w tym celu pomocy. Ona szczupła dziewczyna z całych sił powstrzymywała czterdziestosiedmiolatka. Dopóki szli po równym, jeszcze jej się jakoś udawało utrzymać spory ciężar. Dlatego zdawała sobie sprawę z konieczności zbliżenia się do poręczy. Już przy pierwszym stopniu jedną ręką, w której trzymała niewielką torbę, złapała metalową zbyt grubą rurę, żeby objąć ją całą dłonią. Drugą obejmowała tatę w pasie. Nawet nie zauważyła, jak przy schodach zatrzymała się taksówka, z której z tylnego miejsca wysiadł około czterdziestoletni mężczyzna i po obejściu auta otworzył drzwi auta. Właśnie w tym momencie ojciec jej potknął się i szarpnął mocno do przodu. Słaba dziewczyna nie była w stanie utrzymać ciężaru i pomimo nadludzkiego wysiłku, czuła jak oboje spadają. Nieznajomy wykazał się niebywałą spostrzegawczością, refleksem i w niewiarygodnie szybkim czasie pokonał przynajmniej pięć stopni, dobieg do nich. Nawet nie zauważyła, kiedy ojciec i ona znaleźli się w jego ramionach. Wyrażenie poczuła moment, w którym jej nogi były wyżej od głowy. Nagle oboje zostali uniesieni i postawieni na stopniu, z którego rozpoczęli wędrówkę ku otchłani. Nieznajomy musiał być bardzo silny, skoro jedną ręką trzymał ich oboje, a drugą starał się podnieść torbę, upuszczoną przez nią. Część zawartości w tym wypis ojca został na schodach, tylko tym się nie przejmował, swój wysiłek poświecił na bezpiecznym sprowadzeniem ich na sam dół. Chwile się rozglądał za miejscem, na jakim można by było spocząć, lecz gdy go nie znalazł, wolną dłonią wezwał taksówkę.

- My nie mamy pieniędzy, żeby za nią zapłacić – powiedziała Joanna.

- Proszę tym się nie przejmować, zanim odjedziecie, ja za kurs zapłacę.

Wymówił te słowa melodyjnym głosem. Brzmiały one, jakby śpiewał cudowną melodię. Wywarł nimi na Joannie niesamowite wrażenie, a ona wtedy pierwszy raz spojrzała w jego oczy. Może i był z jej strony to błąd, ponieważ w jednej chwili zatopiła się w tym szmaragdowym spojrzeniu. Może i utonęłaby w nich, lecz ze wszystkich sił starała się odzyskać kontrolę nad sobą. Sporo wysiłku w to włożyła, nim uwolniła się i mogła spojrzeć z dalszej perspektywy. Mężczyzna, na którego patrzyła, nie był piękny, miał zbyt duży nos, spore zakola i był przynajmniej dziesięć centymetrów od niej niższy. Zbyt masywna sylwetka przy jego metrze siedemdziesięciu czyniła jego postać groteskową, lecz z wnętrza jego emanowała niesamowita siła i w połączeniu z całością, emanowała jego zwierzęcą osobowością.

Joanna nie była w stanie oderwać od niego oczu, fascynował i przyciągał niczym magnes. Bała się tego uczucia i ze wszystkich sił starała się odzyskać kontrole nad swoimi zmysłami i ciałem. Kiedy odwrócił wzrok, czuła jak krępująca ją siła opuszcza jej zmysły, ponownie była sobą. Nieznajomy, delikatnie niczym porcelanową lalkę, lokował jej ojca na tylnym siedzeniu taksówki. Ona poganiana zmysłami, zapomniała o rzeczach pozostawionych na schodach, nie czekała na jego pomoc i zajęła miejsce z tyłu taksówki z drugiej strony pojazdu. Dopiero po chwili, we wnętrzu auta poczuła się bezpieczna i była pewna, że kontroluje swoje ciało. Pomagający im mężczyzna, pamiętał o pozostawionej na schodach zawartości torby, którą za rączki trzymał w swojej wielkiej dłoni. Zanim pozwolił taksówce ruszyć, poszedł i pozbierał rozrzucone drobiazgi. Najwięcej czasu mu zajęło pozbieranie rozrzuconych kartek. Starannie zbierał je i układał. Poświecił tej czynności wiele czasu i w pewnym momencie nad jedną z nich zatrzymał się znacznie dłużej niż nad pozostałymi. Dokładnie czytał treść. Joannie wydawało się, że kilka razy i trzymając ją w dłoni, podszedł do samochodu.

- Lucek, to ty? – zadał pytanie w taki sposób, jakby sam nie mógł uwierzyć w to, co mówi.

Wtedy Joannę dopadło masę pytań, a najważniejszym było, skąd on zna jej ojca. Jakby było za mało znaków zapytania, ojciec jej nagle na dźwięk jego słów obudził się z letargu i powiedział, patrząc na przybysza.

- Jerzyk, cieszę się, że żyjesz.

Wtedy czekała ją kolejna niespodzianka, szmaragdowe oczy pełne niesamowitej siły, wypełniły się łzami, a ona zapragnęła ukoić ich ból.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Nowy wątek z Joanną, wprawdzie poprzednio pojawiła się już atrakcyjna blondynka, ale wiele o niej nie było wiadomo. Przypomniała mi się historia, jak z dyplomem w kieszeni trudno znaleźć pracę w wyuczonym zawodzie.

    Pozdrowienia!
  • pasja miesiąc temu
    Poruszenie w szeregach policji na wieść nowego kelnera z Polski. Roszada pośród załogi wydala im się nie przypadkowa. No i pojawienie się pani sprzątającej? Joanna i jej ojciec i sytuacja przy wyjściu ze szpitala doskonale mówi o przypadku, jakie się zdarzają. I mamy odpowiedź skąd się wziął Jerzy.

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania