Maria część 28

Kacper był zaskoczony wiedzą Marii o tajnej organizacji nazistowskiej noszącej nazwę Odessa. Nigdy o niej nie słyszał, podobnie jak o mieście w nieznanym mu państwie. Jego mama kiedyś wspominała o wschodnich terenach Drugiej Rzeczypospolitej i w nich sąsiadami rodziny jej ojca byli Ukraińcy. Podczas wojny trzy mocarstwa uzgodniły przesunięcie granic i ta część przypadła sowietom. Później doszło tam do masowych zbrodni, wtedy jej ojciec stracił najbliższych i już po wojnie nie miał do kogo wracać. W Polsce Ludowej też nie mógł zostać, ponieważ jako cichociemnemu groziło mu więzienie, nie tylko za przynależność do Armii Krajowej. Dlatego uciekł z Polski, zagarniętej przez komunistów i wyjechał do Stanów, gdzie założył drugą rodzinę. Tylko on nie wiedział, co jego dziadka łączyło z nazistami i nigdy go nie poznał, ponieważ kiedy mama miała czternaście lat, dziadkowie zginęli w wypadku samochodowym, a ona wychowywała się u dalekich krewnych swojej matki. Teraz miał nadzieję, że pękata teczka wiele mu wyjaśni.

 

Detektyw nie spuszczał z oczu Kacpra, podczas jego zapoznawania się z archiwalnymi dokumentami. Każde przerzucenie strony wiązało się dla niego z ryzykiem, ponieważ to on na własną odpowiedzialność wziął oryginały, a nie kserokopie. Dlatego po zobaczeniu reakcji i upewnieniu się o stanie wiedzy Amerykanina o jego rodzinie, powiedział.

 

- Pan dostanie z tych dokumentów kserokopie, a oryginały wrócą do archiwów. Przyniosłem je, ponieważ obawiałem się, że kopie nie będą wystarczająco przekonywające, do tego, co mam do powiedzenia. Początkowo odmówiłem podjęcia się zadania odnalezienia przodków, ponieważ zdecydowana większość takich spraw wiąże się z poszukiwaniem spadku i późniejsze często zawiłe postępowania sądowe zabierają naszemu biuru zbyt dużo czasu i generują koszty. Natomiast pan przyjechał do naszego kraju, w poszukiwaniu ukrytych zrabowanych kosztowności na szlakach przerzutowych. Jeżeli mamy w tym pomóc, to podział znaleźnego musi wynosić dokładnie po połowie.

 

Maria patrzyła na swojego wybranka, jakby go zobaczyła pierwszy raz w życiu. Czuła się w tym momencie zawiedziona, ponieważ nie spodziewała po swoim ukochanym takiej dwulicowości. Zanim ochłonęła i zareagowała na usłyszane rewelacje. Detektyw zwrócił się do niej.

 

- Pani, też ma w tym udział.

 

- Ja! – odpowiedziała zaskoczona.

 

Gość, widocznie spodziewał się takiej reakcji i nierażony wyciągnął z aktówki trzymanej na kolanach kilka niezwykle cienkich stron maszynopisu. Podając je kobiecie, powiedział.

 

- Proszę się z nimi zapoznać i wtedy próbować przekonać mnie, że pani nic o tym nie wiedziała.

 

Maria spojrzała na kartki, podobnie do tych wręczonych Kacprowi, równie pożółkłe przez czas, były to meldunki napływające do Wrocławskiego Urzędu Bezpieczeństwa i dotyczyły grup Werwolfu operujących na terenie Dolnego Śląska po zakończeniu działań wojennych. We wszystkich dokumentach pojawiało się nazwisko porucznika, w Polsce występujące niezwykle rzadko, a było to jej panieńskie, dlatego nie mogło być wątpliwości po dodaniu imienia, że chodzi o jej przodka. Pośród kartek znajdowało się zestawienie kosztowności przejętych od zatrzymanej jedynej z wielu uzbrojonych grup, jakie licznie wynosiły z Polski przez zieloną granicę, poukrywane w skrytkach, zrabowane w całej europie kosztowności, dolary oraz funty. Wielkość tylko tej jednej fortuny robiła wrażenie nawet po latach, a co dopiero, gdyby tak zliczyć całość. Mała skuteczność w przechwytywaniu grup kurierskich Werwolfu, doprowadziła do podejrzeń o współpracę z nazistami całego pionu powołanego do jego zwalczania i w trakcie wewnętrznego śledztwa ujawniono winnego, na podstawie przesłuchań innych oficerów bezpieki. Oskarżono i skazano na długoletnie więzienie przodka Marii. Pamiętała mgliście schorowanego, niepełnosprawnego staruszka i nie mogła uwierzyć, że na dołączonym zdjęciu jest to ta sama osoba.

 

- Nic na ten temat nie wiem, nawet nie wiedziałam, że ktoś z rodziny był w bezpiece i pomagał komunistom – odpowiedziała, oddając detektywowi stare kartki.

 

Marię bardzo interesowały szczegóły, w jaki sposób biuro detektywistyczne weszło w posiadanie archiwalnych z pewnością jeszcze nieodtajnionych dokumentów, tylko nie zapytała o to, ponieważ nie spodziewała się usłyszenia szczerej odpowiedzi. W jej ocenie nie odbyło się to w sposób legalny, dlatego w podświadomości obawiała się jakiegoś świństwa.

 

- W mojej pracy trzeba umieć dodać dwa do dwóch i wyciągnąć wnioski. Dlatego wiem, że nie istnieje coś takiego jak przypadek, więc pozwolę sobie na przedstawienie przebiegu wydarzeń z mojego punktu widzenia. Pewnego dnia spotyka pani, byłą pracownicę Urzędu Bezpieczeństwa, która w kartotekach naszego kontrwywiadu figuruje pod kryptonimem Hostessa. Kobieta ta ma zdolność czytania z ruchu warg w kilku językach. Wykorzystywana była na przyjęciach dyplomatycznych do pozyskiwania informacji, ponieważ tam zgodnie z przyjętymi zasadami, nie można było wykorzystywać mikrofonów kierunkowych. Niedługo przed zmianami ustrojowymi w Polsce zostaje delegowana do pracy w centralnym archiwum służby bezpieczeństwa. Tam natrafia na dokumenty związane z poszukiwaniami ukrytych skarbów nazistów i z nich dowiaduje się, kto współpracował z Werwolfem powiązanym ściśle z Odessą. Natychmiast po wydaleniu ze służby wyjeżdża do Włoch jako opiekunka osób starszych. Niepokojona przez nikogo, prowadzi poszukiwania i gdy natrafia na pewien ślad, wraca do Polski. Wtedy przekonuje panią do porzucenia męża i wyjechania z nią. Ucieka pani od niego i zamieszkujecie razem w Menaggio. Przez rok nic widowiskowego się nie dzieje, przez ten czas odnajdujecie kryjówki i nawiązujecie kontakty z Odessą. Następnie zawieracie z nimi przymierze albo decydujecie się na współpracę i ustalacie procentowy podział zysków oraz kanały przerzutowe. Dość gwałtownie odnosi pani komercyjne sukcesy artystyczne, a prace wysyła często do egzotycznych krajów. Kilka osób, do jakich dotarły rzeźby, śmiało można, nazwać spadkobiercami esesmanów. Dlatego podejrzewam, że w pani dziełach sztuki były ukryte zrabowane kosztowności i zrolowane obrazy, w ten sposób bez zbudzania podejrzeń służ celnych i straży granicznej zostały wywożone poza granice kraju.

 

Podczas przedstawiania nieprawdziwej i krzywdzącej historii wyssanej z palca i wyjątkowo krzywdzącej je obie. W Marii następowała burza uczuć, poczynając od wybuchowej, przechodzącą w stan zwątpienia w zdrowie psychiczne mówiącego, poprzez kończący będący zwątpieniem i rezygnacją walki o swoje dobre imię. Kacper w tym czasie przerwał zapoznawanie się z otrzymaną teczką i czekał na zakończenie bajki, w którą od samego początku nie wierzył.

 

- Przypuszczam, że nikt oprócz pana nie uwierzy w prawdziwość tego opowiadania z pogranicza urojeń i fantastyki – powiedział do detektywa, gdy ten przestał mówić.

 

- Skoro pan tak twierdzi, to pozwolę sobie na przedstawienie drugiej części – powiedział gość z uśmiechem pełnym sarkazmu i nie zwracając uwagi na miny obojga, niezrażony kontynuował – zaraz po zakończeniu wojny, nowo powstałe włoskie władze przystąpiły do reorganizacji służb granicznych. Zweryfikowano wszystkich i wydalono ze służby zwolenników i członków partii faszystowskiej. W ich miejsce zatrudniono doświadczonych partyzantów, wsławionych w walkach z dyktaturą Mussoliniego. Pana przodkowie, pradziadek i jego ojciec byli cenionymi funkcjonariuszami ze względu za zasługi i znajomość górzystych terenów rozciągających się od okolic Menaggio poprzez przygraniczne tereny Szwajcarii. Podczas jednego z patroli w tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym roku obaj nie wrócili z niego. Pomimo podjętej na szeroką skalę akcji poszukiwawczej i ratunkowej nie udało się ustalić, co się z nimi stało. Pragnę zaznaczyć, że w tamtym okresie Odessa przejawiała wzmożoną aktywność i przez Szwajcarię na półwysep apeniński uciekali od sprawiedliwości najwięksi zbrodniarze. Następnie pana dziadek w podzięce za pomoc aliantom podczas drugiej wojny światowej, dostaje zgodę na wyjazd do Ameryki i obywatelstwo. Tam żeni się i żyje bardzo skromnie, podobnie jak jego syn, lecz swojemu wnukowi powierza sekret, gdzie zostały ukryte skarby zrabowane przez nazistów.

 

- To nie prawda, dziadek mi mówił, że zaginęli w akcji. On został sam, więc pojechał do Ameryki za swoją ukochaną, która uległa fascynacji amerykańskim żołnierzem i wyjechała jeszcze jako niepełnoletnia, na fałszywe dokumenty z nim po zakończeniu wojny do Stanów. Romans nie trwał długo, ponieważ okazało się, że on ma żonę i dzieci. Kiedy się rozstali, napisała do dziadka, a on najszybciej jak mógł, dołączył do niej. Przeżyli razem czterdzieści lat i dopiero śmierć ich rozłączyła, lecz nie na długo. Wkrótce oboje spotkali się po drugiej stronie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bożena Joanna 2 miesiące temu
    Opowiadanie przyjmuje nieoczekiwany kierunek. Wkraczamy w afery szpiegowskie, Maria wydaje mi się tylko pionkiem w grze, ale co do Krystyny czuję, że jest w tym pewien procent prawdy. Śledzimy teraz wątek sensacyjny, budzi moją wątpliwość fakt, że detektywowi udało się wypożyczyć tajne materiały i sporządzić kopie. Wygląda to raczej na prowokację włoskiego wywiadu, może nie tylko chodzi o stronę włoską. Ciekawe, jak dalej rozwinie się akcja. Serdecznie pozdrawiam!
  • pasja 2 miesiące temu
    Niespodziewany obrót sprawy i wejście w rejony już siatki wywiadowczej. Maria nieświadoma i pewnie mówi prawdę, natomiast Celina jest tutaj najbardziej adekwatna do prawdy. Czy od początku poznania Marii nie miała swoich celów. Mocny argument detektywa to kopie dokumentów. Czy ma w tym udział obcy wywiad. Bardzo ciekawa część pozbawiona wątku miłosnego. co dalej?

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania