Maria część 60

Rodzice niepełnosprawnej córki byli zaskoczeni wiadomością, że fundacja wspomagająca ich rodzinę, chce zabrać ją do Włoch. Gdyby coś takiego zaproponował ktoś nieznajomy, z pewnością nie zgodziliby się na jej wyjazd. Jednak ufali tym ludziom, a jej zachowanie w ostatnim roku od chwili otrzymania laptopa z dostępem do szybkiego Internetu uległo zmianie. Niezmiennie o stałych porach, było słychać prowadzoną przez nią rozmowę. Początkowo słowa wypowiadała lękliwie, jak podczas udzielania odpowiedzi na pytania zadawane przez nieznajomych. Później mówiła dużo, składniej i zachęcana zaczęła pytać rozmówczynię o sprawy kobiece, o których z nikim innym nie chciała rozmawiać. Pokój swój opuszczała tylko do łazienki, kuchni i gdy przychodził rehabilitant. Zaczęła myć się sama, lecz niedokładnie i było im przed obcym z tego powodu wstyd, lecz nie pozwalała sobie w tym pomóc tak jak kiedyś. On w przeciwieństwie do nich, ją zachęcał i z głośnym aplauzem chwalił kolejne małe postępy. Podobnie z posiłkami nastąpiła zmiana, jadła i piła tylko te dostarczone przez fundację. Zadziwiający był sposób ich podgrzewania, który polegał na wysunięciu z metalowej puszki, paska zakończonego kółkiem na palec. Następnie wystarczyło odczekać trzy minuty, by w sposób dość prosty otworzyć i mieć ciepłe danie. Użyta technologia mogła zostać opracowana na potrzeby wojska, wypraw polarnych albo wysokogórskich, tego rodzice nie wiedzieli. Najważniejsze było, że dania smakowały córce, były pożywne i zapewniały komplet witamin potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Wyposażenie ich w gotowe dania, miało na celu odciążenie pani domu od stałego pilnowania diety dziecka, przez dostarczanie do organizmu odpowiedniej ilości mikroelementów i spożywanych kalorii. Fundacja dość szybko reagowała, na wprowadzane zmiany w menu przez lekarza po każdej wizycie.

Lidia, nie była upośledzona psychicznie tylko fizycznie i doskonale zdawała sobie sprawę z własnych ograniczeń. Jej bystry umysł zapamiętywał tysiące szczegółów, które przez innych nie były dostrzegane. Potrafiła z wyjątkową przewidywalnością weryfikować trafność prognoz nie tylko pogodowych. Rynek finansowy nie był dla niej czymś zagmatwanym, nieprzewidywalnym i niemożliwym do ogarnięcia. Końcowe notowania giełdowe danego dnia potrafiła przewidzieć, przynajmniej z dwugodzinnym wyprzedzeniem. Dzięki niej firma Jerzego doskonale sobie radziła z nieprzewidywalnymi dla innych wahnięciami kursów walut. Jakimś tylko sobie znanym sposobem zauważała zamierzone działania grup finansowych, które miały na celu pomnożenie ich fortun kosztem mniej zaradnych, przebojowych, bezwzględnych i pazernych.

Niczym niewyróżniający się wiekowy samochód, tak jak sobie tego życzyła delegowana poza granice kraju pracownica, podjechał pod dom, w którym mieszkała niepełnosprawna dziewczyna. Najbliżsi sąsiedzi byli przyczajeni do jej kalectwa, podobnie jak wcześniej, na jej widok odwrócili głowy, w ten specyficzny sposób okazywali swoje współczucie dla osób niepełnosprawnych i bezdomnych. Rodzice wraz z jej bagażami wsadzili ją do samochodu i zamknęli drzwi. Odjazd pojazdu był bardziej bolesny dla nich niż dla niej. Lidia jechała do miejsca, jakiego nie znała, lecz wiedziała, jak bardzo jej umiejętności w tamtym miejscu są pożądane. Była jedyną osobą dla fundacji, która mogła wypełnić określone zadanie. Jej rodzice mieli znacznie gorzej, ponieważ w jednej chwili ich uporządkowany byt uległ zmianie. Niespodziewanie dziecko, jakie miało być z nimi do końca ich dni, stało się samodzielne i wyjechało podobnie jak inne do pracy. Stało się to, czego pragnęli, lecz jak się okazało, to oni do tego nie byli przygotowani. Cały ich świat runął i musieli się z tym pogodzić, znaleźć dla siebie nowy cel, jednak nie było to takie łatwe, jakby się wydawało.

Cecylia z Jerzykiem podczas spotkania w Martis podjęli też drugą decyzję, która miała na celu zapewnienie Lidii wygodnego, lecz nie rzucającego się w oczy lokum. Baza musiała spełniać jeszcze dodatkowe kryteria, a mianowicie doskonałą łączność, widoczność i być wygodna dla osoby niepełnosprawnej. Komfort miał zapewnić klimatyzowany kompleks z łazienką, niewielką sypialnią i aneksem kuchennym. Posiadać stałe połączenie internetowe, a możliwość widzenia przynajmniej na odległości pięciu kilometrów miał zapewnić wysoki solidny maszt, naszpikowany elektroniką. Idealnym obiektem do ich celów wydawał się przekaźnik telefonii komórkowej, który w obszarze o niewielkim stopniu zaludnienia nie przyciągałby niczyjej uwagi. Tylko musieli znaleźć nieczynny obiekt albo pozyskać plany ze zgodą na wzniesienie nowego. Mogły pomóc im burzliwe pierwsze lata powstawania sieci bezprzewodowej, z towarzyszącymi im konkurencyjnymi walkami, wraz z późniejszym łączeniem, dzieleniem, lub upadkami mniejszych firm.

Jerzy, dysponując zgromadzonymi informacjami w swojej firmie, dość szybko wytypował działające trzy przekaźniki i jeden projekt z jeszcze ważnym pozwoleniem na budowę na terenach go interesujących. Swoją uwagę skupił na najstarszym, który w niedługim czasie będzie wymagał kosztownej modernizacji, powstałej na skutek rozwoju technicznego. Technologie wykorzystywane we wprowadzonych na rynek nowoczesnych smartfonach, wymagały przesyłania znacznie większej ilości danych niż w aparatach pozbawionych aplikacji. Pierwsze telefony komórkowe, dla których został postawiony obiekt, wykorzystywały połączenie głosowe i SMS. Dopiero później wzbogacono urządzenia o zegarek, kalkulator, budzik i notatnik. Każda nowa seria aparatów zwiększała wymagania sprzętowe do jej obsługi, a wprowadzenie na rynek smartfonów, doprowadziło do istnej rewolucji. Spora część operatorów sieciowych nie sprostała wymaganiom i pozostała w tyle. Giganci wchłaniali mniejsze, przejmując ich klientów i likwidując konkurencję.

Dość szybko, zaledwie po dwóch telefonach i zapewnieniu utrzymania mocy sygnału, udało mu się wydzierżawić obiekt. Dopiero wtedy mógł przystąpić do jego rozbudowy. Stary niewielki kontener zawierający akumulatory żelowe i aparaturę pozostawał, lecz do niego miał być dołączony sporych rozmiarów budynek mieszkalny z dwoma niewielkimi sypialniami, łazienką przystosowaną dla osoby niepełnosprawnej i kuchnią. Obiekt miał być użytkowany przez okres przetrzymywania w zrujnowanym gospodarstwie Marii i Kacpra, a zamieszkać miała w nim Lidia z osobą do pomocy. Najbardziej kompetentną do roli opiekunki nadawała się cioteczka i bardzo tego chciała. Jednak Jerzy na takie rozwiązanie nie wyrażał zgody, ponieważ takie rozwiązanie narażało ich misterny plan. Pilnujący Marię i Kacpra dość szybko zauważą zwiększony ruch w pobliżu nadajnika i prowadzone tam pracę. Powiadomią o tym fakcie swoich zwierników, a oni drogą służbowa tych, co zlecili im to zadanie. Prokurator albo jakiś wysoki rangą policjant poleci sprawdzić miejsce i kręcących się tam ludzi. Przybyły patrol wylegitymuje wszystkich, później sporządzi meldunek, jaki znajdzie się w dokumentacji sprawy. Wtedy pełne dane osobowe znajdą się w systemie i już nic nie będzie anonimowe. Pomimo użycia solidnych argumentów, napotkał taki opór, że był zmuszony poprosić Skoczka o pomoc, w przeciwnym razie był skazany na porażkę. Mediacja byłego partnera, przemówiły do rozsądku, roztrzęsionej Cecylii. Dopiero gdy opanowała emocje, oboje mogli przystąpić do ustalania osoby, która najbardziej dla ułomnej fizycznie i dla nich nadawałaby się do roli opiekunki. Osoba taka musiała być znana Lidii, mieć jej zaufane i panować nad swoimi emocjami. Niepełnosprawna dziewczyna nie mogła zauważyć u niej niechęci do siebie, czy strachu powstałego wyglądem jej zdeformowanego ciała. Najbardziej odpowiednią osobą do tego zadania, była Joanna. Planowany czas pozyskiwania danych, wspólnego przebywania powinien trwać najwyżej dwa, trzy tygodnie i ona na to się zgodziła.

Prace budowlane najszybciej można było przeprowadzić, korzystając z gotowych elementów. Domki typu holenderskiego nie nadawały się do tego celu, podobnie jak domy mieszkalne stawiane z elementów. Najbardziej odpowiednimi dla Jerzego, była zabudowa kontenerowa, jaka na placach budów pojawia się jako pierwsza. Wystarczyło spasować ze sobą odpowiednie i wygodny tymczasowy kompleks mógł powstać w przeciągu kilku godzin.

Inwestycja rozbudowy infrastruktury przekaźnika rozpoczęła od przyjazdu kilku samochodów osobowych z kierownikiem budowy, monterami i instalatorami. Zanim wysiedli z pojazdów, z zakrętu wyjechał samojezdny dźwig, a po nim dwa tiry z czterema mieszkalnymi kontenerami. Moduły w ustalonej kolejności były ściągane z platform transportowych i stawiane ze względu na nierówny teren, na wypoziomowanych podporach. Kiedy całość została spięta klamrami łączącymi, przy drzwiach wejściowych ustawiono wygodny podjazd dla wózka inwalidzkiego. Dopiero wtedy można było przystąpić do montażu klimatyzacji i większej ilości ogniw fotowoltaicznych, które miały być dodatkowym źródłem zasilania pochodzącym z ekologicznej energii.

Pojawienie się radiowozu carabinierów, na pewien czas spowolniło tempo prac, z uwagi na legitymowanie wszystkich przebywających na placu budowy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania