Maria część 9

Kacper, zanim ochłonął z szoku, jaki doznał podczas oglądania rzeźby konia, określił jej autorkę – szalona albo wariatka – jednak po zastanowieniu musiał cofnąć ten niesprawiedliwy osąd, ponieważ z własnego doświadczenia wiedział, że tacy ludzie są impulsywni i zazwyczaj nie posiadają gruntownej wiedzy historycznej odtwarzanych przez siebie postaci, a tym bardziej miejsca, w jakich przypadkowo się znajdują. Maria nie tylko znała szczegóły, lecz jeszcze poświeciła dużo własnej pracy, czasu i pieniędzy, by pokazać innym, jakich wizji musiała doświadczyć. Innego wytłumaczenia, tego, o czym się dowiedział od właścicieli, nie znalazł i doceniał, staranność, z jaką zweryfikowali incydent powstały podczas zorganizowanego przez nich przyjęcia. Wtedy jeszcze nie wiedział, jak bardzo jest trudne pozyskanie w Europie informacji nigdzie nieopublikowanych, zapisanych, a stanowiącej jedynie wspomnienie osób w podeszłym wieku, które po serii oszust boją się kogokolwiek wpuścić do swojego domu.

 

Maria zawsze miała mocny sen, nawet w czasach dla siebie trudnych, pełnych cierpienia oraz rozczarowań z zawodu miłosnego. Czasami śniła i przebywała w miejscach pełnych światła, zieleni gdzie było ciepło i pięknie pachniało. Kiedy znalazła się w życiowym dole, z którego jedynym wyjściem okazała się ucieczka tysiące kilometrów od rodzinnego kraju. Miała sny, gdzie było szaro, zimno i wilgotno. Sporadycznie one się sprawdzały, te dobre były zwiastunem czekających ją pozytywnych zmian, a mroczne ostrzegały o niebezpieczeństwie. Tej nocy wyjątkowo cierpiała na bezsenność i taki stan nie tak ją zmęczył, jak zezłościł. Przyczyną mogła być wewnętrzna burza, która powstała w niej w krótkim czasie po rozstaniu z Amerykaninem, na wpół Włochem i Polakiem. Jedno co musiała przyznać, facet był przystojny, elokwentny, troszkę naiwny i gapowaty. Widać było po nim, że nie ma podzielności uwagi i dlatego wszystko, co robi, to poświęca się temu całkowicie. Nawet nie powiedział jej jednego słowa komplementu, chociaż powinien choćby z czystej przyzwoitości. Przyjechał z zamiarem zbierania materiałów do swojej książki i w jej ocenie mogła być to prawda, ponieważ skupiony był na otoczeniu, a nie na wodzeniu wzrokiem za powabnymi panienkami. Zazwyczaj wystarczała jej krótka obserwacja jakiegoś przyjezdnego, by domyślić się jego zamiarów. Najszybciej wyłapywała z tłumu niewiernych mężów i wolnych mężczyzn. Zawsze mieli oni specyficzny chód, zwracający na siebie ubiór i rozbiegane oczka, gdy na horyzoncie dostrzegli jakąś spódniczkę. Zdolność ta nie była jej wrodzoną, lecz oceniania ludzi nauczyła ją Cecylia, która w czasach swojej młodości przeszła specjalistyczny kurs. Jako jedyna z wielotysięcznej grupy studentów ukończyła go, zanim to nastąpiło przeszła, liczne z pozoru wyglądające na nieprzydatne testy i doświadczenia. Dopiero wtedy mogła przystąpić do prawdziwego szkolenia. Nabyła tam umiejętności, które pozwalały jej z odległości albo ze zdjęcia dokonywać trafnej oceny ludzi. Wtedy została zatrudniona w kontrwywiadzie i często w ramach powiązanych służb pracowała dla Służby Bezpieczeństwa. Tylko teoretycznie tam nic nie robiła, ponieważ do jej zadań należało uczestniczenie w różnych przyjęciach i branie udziału w ważnych delegacjach. Zawsze był przy niej ktoś z zespołu operacyjnego albo ona towarzyszyła jakiemuś komunistycznemu dygnitarzowi w roli asystentki. Dzięki swojej pracy miała dostęp do najnowszych kreacji ze świata mody, które dla całej rzeszy społeczeństwa były niedostępne, ponieważ kraje zachodnie znajdowały się za żelazną kurtyną. Czasami występowała w roli chłopki albo fizycznej pracownicy, wtedy charakteryzowano ją na znacznie starszą niż w rzeczywistości była i w towarzystwie obstawy wysyłano ją w skupiska zapalne. Zawsze po zakończeniu zadania, sporządzała pisemny raport, w którym charakteryzowała wszystkich uczestników i demaskowała zakonspirowanych przedstawicieli SB albo milicji. Wszystkie jej akcje kończyły się sukcesem, przez przełożonych była wysoko ceniona i nagradzana. Stanowiła zagrożenie dla każdego obcego agenta, który wcześniej, lub później przy jej udziale był rozpracowywany. Kiedy nastąpił przełom ustrojowy, podobnie jak inni współpracownicy SB, stanęła w stopniu majora przed komisją weryfikującą i w ciągu kilku minut jej niebywałe umiejętności oraz zasługi dla kraju zostały wyrzucone do kosza na śmieci. W jednej chwili obdarto ją z zasług, stopnia i przyszłej emerytury. Została z niczym, jednak w przeciwieństwie do byłych swoich koleżanek i kolegów nie wykorzystała posiadanej wiedzy do zdobycia wpływów i zgromadzenia majątku, tylko wyjechała podobnie jak tysiące innych jej krajanek za granicę jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. Cecylia wybrała Włochy, ponieważ panujący tam klimat jej odpowiadał i śródziemnomorska kuchnia. Dodatkowym jej atutem była doskonała znajomość języka włoskiego, którego nauczyła też Marię.

 

Maria wiele zawdzięczała Cecylii, zwłaszcza tego, kim się stała i w jaki sposób patrzyła na świat. Dzięki niej była inną kobietą, która mocno stąpa po ziemi i potrafi walczyć o swoje, a w dążeniu do celu cechuje się wytrwałością. Mieszkając razem, bardzo się zżyły i polubiły. Nawet rozstanie nic nie zmieniło w ich wzajemnych relacjach. Pomimo czasowej rozłąki utrzymywały z sobą stały kontakt, przynajmniej raz dziennie rozmawiały telefonicznie albo z pomocą Internetu. Maria, kiedy otrząsnęła się po traumie, jaką przeżyła i zaczęła zarabiać, chciała zwrócić swojej mentorce wszystkie poniesione przez nią koszty. Tamta na to się nie zgodziła i poprosiła, żeby do tego tematu nigdy nie wracała. Prawdopodobnie dlatego, że traktowała ją jak córkę, której nigdy nie miała. Systematycznie, choć powoli i z trudem odbudowywała psychikę młodej kobiety i przywróciła jej utraconą pewność siebie oraz poczucie własnej wartości. Stała się dla Marii drugą matką, a przybrane dziecko nigdy nie zapomniało, jak wiele jej zawdzięcza. Nauczyła ją wszystkiego, co sama umiała, wzbogacając wyuczoną wiedzę własnym doświadczeniem i pomogła stanąć skrzywdzonej na nogi. Umiejętności obserwacyjne bardzo przydały się młodej artystce przy tworzeniu sztuki, dzięki nim dostrzegała to, co dla innych już nie było takie oczywiste. Dlatego podczas przypadkowego spotkania Kacpra i po rozstaniu z nim, jedynie co zarejestrowała swoimi zmysłami to burzę, jaką on w niej wzbudził. Akurat tym się nie przejmowała, nie był to pierwszy i pewnie ostatni taki przypadek, od kiedy była samotną kobietą, że jakiś facet często nieświadomie pobudzał jej zmysły. Kiedyś w przypływie złego nastroju postanowiła być do końca życia sama, później z siebie się śmiała, lecz w niezamierzony sposób jakąś barierę we wzajemnych relacjach damsko-męskich postawiła. Konsekwentnie jej przestrzegała, jednak jakiś wyłom w niej powstał, skoro ten przystojniak zakłócił jej spokój.

 

Maria zła na samą siebie wstała z łóżka i nie tracąc czasu na przebieranie, w koszuli nocnej poszła prosto do letniej pracowni pomimo panującego chłodu. Nigdy czegoś podobnego nie zrobiła, lecz nie niepokoiła się, że w ten sposób niszczy ustalony przez nią rytm pracy i tworzenia. Tym razem do koła garncarskiego nawet się nie zbliżała. Wczorajsze zachlapanie gliną nowej sukienki i jej zniszczenie, mocno ostudziły jej zapał do błotnych kąpieli. Cały swój wysiłek skupiła na zaprojektowaniu rzeźby dla nowo powstałej dziecięcej kliniki chorób rzadkich. Miała ona przedstawiać popiersie zmarłego wybitnego profesora, który całe swoje zawodowe życie poświecił dla ratowania najmłodszych pacjentów doświadczonych przez los. Wiele lat zabiegał o powstanie takiej placówki i na niedługo przed jej oficjalnym otwarciem przebywając z misją medyczną w Afryce, zmarł zarażony nieznanym wirusem. Zachorował, niosąc pomoc ludziom przebywającym w ośrodku dla uchodźców, którzy na co dzień byli pozbawieni opieki medycznej. Jego poświęcenie spowodowało, że został uznany za bohatera we własnym kraju i w drodze uznania jego zasług, postanowiono nadać centrum chorób rzadkich, jego imię.

 

Maria zdjęcie zmarłego ustawiła w miejscu dla siebie najwygodniejszym i zaczęła lepić z gliny popiersie profesora. Tworzenie przebiegało sprawnie, do czasu, zanim nie dostrzegła różnic i nie spojrzała na swoje dzieło z oddalenia. Efekt uzyskany i co z niego wynikło, zaskoczył najbardziej ją, ponieważ w niczym nie przypominał profesora, lecz poznanego wczoraj Amerykanina. Wyglądał jak tamten pięknie, a ona nieświadomie dodała mu boskości. Wyglądał teraz doskonale, tak jak w czasach gdy na boisku i w życiu prywatnym świecił trumfy. Gdyby projekt w tym momencie porównać z pewnością zdyskwalifikowałby greckiego Apolla. Zezłoszczona na siebie, zniszczyła popiersie i zaczęła od nowa tworzyć. Kolejna próba wypadła znacznie lepiej i Kacper w niej stał się idealny, a każdy kolejny był bardziej doskonały. Nie zważając na wczesną porę dnia, przedzwoniła do Cecylii i opowiedziała jej o wszystkim. Starsza z kobiet wysłuchała ją do końca i powiedziała.

 

- Wpadłaś mała jak śliwka w kompot, zakochałaś się, lecz tego nie dostrzegasz i walczysz sama z sobą, podaj się nastrojowi, inaczej kiepsko a tobą będzie.

 

Przybrana córka tych słów nie chciała zaakceptować i odepchnęła je od siebie. Zła na cały świat, przerwała połączenie i wróciła do pracy. Spojrzała na zegar w pracowni, który wskazywał ósmą rano, o tej porze jej najbliżsi sąsiedzi już nie spali, więc złapała za młotek i dłuto. Dopadła największy na placu blok granitowy i zaczęła w niego tłucz z zapałem graniczącym z furią.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • pasja 5 miesięcy temu
    Ciekawa część ukazująca różne powody ludzkiej migracji. Służby Bezpieczeństwa miały swoją specyfikę działania i wielu ich agentów przechodziło szkolenie na wschodzie. I tak Cecylia miała szczęście, że wyjechała za granicę. Mogli jej zabronić.
    No i Maria rzeczywiście wpadła. Nawet rzeźbienie popiersia profesora upodabnia się do Kacpra.

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania