Pokaż listęUkryj listę

Wieeersz <*> Królewna, Rycerz i Wieża

Jeden z pierwszych tekstów, jakie tu wrzuciłem.

Teraz trochę zmieniłem.

----------------------------

 

Żyła kiedyś na przecudnej wieży, przecudna, nawet bardziej niż wieża oraz okoliczne słupy, Królewna. Nie marudziła za bardzo, gdyż mogła chodzić gdzie chciała, a że dalej biegać też ochoty nie miała, to miała to co chciała i na pysk w przepaść nie spadła. Kiedyś wychylona biustem poza kamienną balustradę, wrzasnęła pytanie:

 

–– Hej rycerzu dołowy, co tam smęcisz u stóp mojej wieży – hej !!!. I kruchą rączką białą chusteczkę złapawszy, pomachała zwiewnie, by zupełnie bajki nie zamotać, a jednocześnie rycerza zmylić.

–– Oj Królewno ma. Źle mi tutaj w cholerę lub gorzej. Pomóż, oj pomóż z tej wolności mnie ocalić. Po diabła sterczę jak ten głupi, a Ty rozsądnie na wieży też?

–– A po co ty z wieży zlazłeś, zostawiając mnie szczęśliwą samą. Mogłeś być tak samo radosny jak ja… ha ha ha.

–– Co tam kwilisz Królewno?

–– Ha ha ha

–– Aha. A tak a propos przecudna, z niczego nie złaziłem. To ty wlazłaś na wieżę, mówiąc mi, obiecując nawet, że za chwilę na spadochronie skoczysz w objęcia me. Jeżeli oczywiście bym stał we właściwym miejscu, robiąc za poduszkę.

–– Widziałeś jakiś spadochron ? A może go wysłuchałeś, bo się otworzył przed tobą?

–– Nie.

–– Ja też nie

–– Tylko myślałem...

–– A to ci nowina

–– … że prawdę rzekłaś, mając w kieszeni taki malutki składany, ale z wielką wypornością, bo z ciebie kawał kobiety, a nawet cały.

–– Z jaką złością? Wnerwiony na mnie tyś? A po co na wieżę nie wlazłeś hej. Po stokroć usta rozwieram na temat ten.

–– To już od tak dawna krąży nasza konwersacja, góra – dół, góra – jeszcze wyżej, bo akurat wpadłem w dołek.

–– Czego tam brzęczysz rycerzu?

–– Nic nic. Nawet nie wiem, co mówiłem z tej zgryzoty.

–– Boś mądryś inaczej. Mimo wszystko rzucę ci linę.

–– Byle szybko, bo mi kończyny ścierpły.

–– Pobiegaj trochę. Dlaczego stoisz tak wolno?

–– Nie mogę. Tłoczno tutaj. Pełno rycerzy. Całe tłumy. I tłumiki, bo niektórzy z dziećmi.

–– Co ty prawisz? Poczekaj chwilę, wychylę się {tu powinien nastąpić koniec nudnej bajki, ale jednak nie}→Ojej. Naprawdę. A czemu tacy nieruchawi?

–– Bo pomarli

–– A ty co, żyjesz sobie. Nie wstyd ci w takim towarzystwie?

–– Aż tak bardzo za tobą nie tęskniłem. Żywię jednak obawy, że też pomrę.

–– To przestań żywić. Spokojniejszy będziesz. Oni chociaż nieruchawi, to nie jęczą nad swoim losem. A tyś byś jeno ciągle smęcił. Widzisz linę?

–– Nie. A co, mam widzieć?

–– Gdzie?

–– Co gdzie? Zakłócasz zasady dialogu. Niegrzeczna tyś. Ach tak, widzę. Cały kłębek przy mnie leży. Tak sobie myślę, że każdy kij ma dwa końce… albo cztery, gdyby go złamać.

–– Nie rzuciłam załamanego kija. No dobra. Żartowałam z tą liną. Na poły.

–– Cała Ty.

–– Jeszcze nie spadłam. Lepiej właź do windy. Tak bezpieczniej.

–– Do diabła Królewno. Gdy usłyszeli o transporcie, to ożyli. Widocznie im się drapać nie

chciało po królewskich zwyżkach.

–– Żartowałam z tą windą. No i co. Ma poczucie humoru?

–– Kto?

–– Winda.

–– Nie ma żadnej windy. Mówiłaś przecie.

–– A ten bajzel to skąd?

–– Stąd, że uwierzyli w jej istnienie. Pchają się wszyscy do drzwi.

–– Do jakich drzwi, do diabła?

–– Nie do diabła tylko...

–– Domyślam się, że od windy której nie ma.

–– Ale oni drzwi przynieśli, gdy usłyszeli...

–– Ciekawe o czym?

–– Królewno. Ty sobie sarkazmem wyjeżdżasz, a im wszystko jedno, czy wjadą windą która jest, czy windą której nie ma. Byle była na chodzie. Chcą cię prosić o rękę.

–– Pogłupieli! Mam tylko dwie. Biedna jestem. Wszystkich nie obdzielę. A nóg nie oddam. Tańcować lubię. Ojej rycerzu!Spozieraj jak ja! Oni przełażą przez wirtualny próg. Co tam robią na pustym polu, biedaczki ?

–– Tupią nóżkami swymi.

–– Dlaczegóż?

–– Bo się niecierpliwią.

–– Dlaczegóż?

–– Dlaczegóż! Dlaczegóż! Bo się nie wznoszą!

–– Żartowałam, że żartuję z tą windą. Winda jest… wejście obok… takie niewidoczne.

–– Rzeczywiście. Tym się wyróżnia. Trafię. No to jadę… królewno oni za mną… wszyscy jak jeden mąż. Ratuj mnie… wychyl się z wieży… postrasz ich.

–– Co ja biedna pocznę. Tu zgrozą zaleciało. Te wrzaski medialne. Wycie, strzały, płacz, tumult, drgająca wieża i ta rozbita szopa narzędziowa, polnego dziadka. I biedny kochany rycerz, który wreszcie zauważył… a figę, nie powiem co! Chociaż z drugiej strony, gdyby się pomylić i wziąć za myślenie, to muszę być bardzo atrakcyjną kobietą.

–– My też nie szkarady jakieś!? –– zagrzmieli rycerze z czeluści pozostałości szopy i polny dziadek, który straciwszy swój dobytek, poszedł precz obrażony, w asyście brzęczących blach.

 

A niby na kogo boczy się on? – zapytała roztropnie Królewna.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • JamCi 4 miesiące temu
    Hahhahah czytałam już chyba kiedyś :-)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    JamCiówna→Dzięki:)↔No pewnie, że czytałaś. Wrzuciłem ów tekst 3 lata temu.
    Gdybyś miała teraz 7 lat, to byś mogła wtedy nie czytać:)
    To w ogóle jeden z pierwszych, jaki napisałem:)→Pozdrawiam:)
  • JamCi 4 miesiące temu
    :-) hahhahah noooo...
  • Bajkopisarz 4 miesiące temu
    Bardzo dobre. Jakbym widział i słyszał stary, zacny kabaret Potem i ich program z bajkami dla potłuczonych. Dokładnie ten klimat ?
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Bajkopisarzu→Dzięki:)↔O to właśnie mi chodziło:)↔Pozdrawiam:)
  • Szpilka 4 miesiące temu
    Fajoskie, ale masz wyobraźnię ? ?
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Szpilko↔Dzięki:)↔Czasami bywa uciążliwa:)↔Pozdrawiam:)
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Zabawne i klimatyczne. Czuć kabaretowy nastrój. 5, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P 1988↔Dzięki:)↔No chyba czuć:)↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania