Dialog z Trumną

                                                        

                            Kiedy wreszcie wszyscy zasną. Gadają i gadają od rzeczy, jak jakieś tłumoki niewychowane. Czyż nie widzą paskudy jedne, że pragnę z nią w ciszy pogadać. Czy tak trudno zauważyć zgrabną, powabną trumnę, która się pali do rozmowy ze mną. Żeby jeszcze jakaś brzydka, niedorobiona, sękata, to bym się nie dziwił. Przecież ona jest pięknie rzeźbiona zębem czasu. To jej dodaje uroku osobistego. Katafalku tylko nie podłożyli. Musi stać biedna na podłodze. Jeszcze dostanie wilka. Wtedy jej poradzę, żeby zaskarżyła ich do sądu. Wyciągnięto ją z ciepłej ziemi. Chociaż z drugiej strony, nie może mieć żalu. Sama się tego domagała. Tak za mną tęskniła. A właściwie dlaczego… tego nie wiem. Skoro jednak przyszła tutaj, to widocznie chce pogadać. Łasi się do mnie uchwytami i wystającą koronką, to na pewno ze mną. Cicho wreszcie tam być!!! Trumnę mi spłoszycie!!!

           

Mój donośny krzyk skutkuje gremialnie. Stoją wokół i spoglądają dziwnie. Normalnie jakby ich ciszą       zamurowano. Jak takie białe anioły. Tylko skrzydeł brakuje. Ale tak na dobrą sprawę, po co im one.        Przez okna i tak nie wyfruną. Chyba że w prostokątnych kawałkach.

            

Stop. Dosyć tych głupawych myśli, bo się do nich za bardzo przyzwyczaję. Czas rozpocząć rozmowę. Niechybna rozmówczyni, zaczyna się niecierpliwie kiwać na boki, robiąc cztery wgłębienia w podłodze. Jeszcze pogniewana, pójdzie precz i do sądnego dnia nie powróci. Oczywiście obrażona na mnie. Nie mogę jednak narzekać. Przecież pragnę z nią pogadać. Drugiej takiej szansy za mojego życia, już mogę nie dostać. No to zaczynam. Niektórzy usiedli z wrażenia. Z rękami z tyłu.

             

–– Na wstępie, jeżeli Trumna pozwoli, chciałbym zapytać, z jakiego drewna jest zrobione Pani ciało?

–– Nie jestem żadna Pani. Wypraszam sobie na wstępie takie niestosowne insynuacje, żeby było wszystko jasne na przyszłość.

–– Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale o jakiej przyszłości… Trumno mówisz.

–– O przyszłości rozmowy oczywiście. Z dębowego drewna jestem zrobiona. Sęk w tym, żeby Pan w to uwierzył. Bo w przeciwnym przypadku, będzie mi niezmiernie smutno i przykro.

–– O… smutna trumna. Doprawdy. To coś nowego. Nigdy takiej nie widziałem.

–– Co mi tu gadasz głupoty. A ja to co? Nie wyglądam na zmartwioną?

–– Raczej na… powabną… świeżo wstawioną.

–– Gdybym miała oczka, to bym spuściła zażenowana, choć nie ukrywam… dozgonnie podbechtana. Powiedzieć komplement trumnie… to chyba się Panu nie często zdarza, co?

–– No nie… chociaż powiedziałem kiedyś kosie, że jest ostra jak papryczka chili.

–– To jakbyś mnie powiedział, dobry człowieku. Mamy wiele wspólnego ze sobą.

–– Chyba z właścicielką wspomnianego narzędzia?

–– Nie zawsze się zgadzamy, ale chcąc nie chcąc, muszę przyjąć wszystko, co mi włoży… no wie pan…

–– To Trumna nie wyciągnięta z ziemi?

–– Z ziemi? No wiesz! Jak śmiesz tak do mnie mówić. Mam bogate wnętrze. Co rusz to inne. Jestem trumną przechodnią. W czasie imprezy jest we mnie, a później go przekładają do tej innej, co do ziemi idzie. Po prostu należę do wyższej klasy trumien. Dlatego chciałeś ze mną rozmawiać. A nie z jakąś śmierdzącą, nasiąkniętą zapachem… nieprawdaż skarbie?

–– O w mordę. Przypominam sobie. Nogi ciebie nie bolą od wędrówki do mnie? Nie miałaś kłopotów przy wejściu do budynku?

–– Trumnę to każdy przepuści. Byle jak najdalej od niej. Przemieszczałam się pionowo, otwierając i zamykając wieko. Bo trzeba ci wiedzieć, że jest na zawiasach. Waliłam głośnym echem po ścianach… lub w co szło.

–– Rozumiem. Dzięki że przyszłaś. Na leżąco jesteś ładniejsza.

–– No ba… co ty robisz popaprańcu? Łapy precz od moich wystających koronek, srebrzysto czarnych. Jak bum cyk cyk, postraszę duchem wnętrza!

–– A łaj! Przygniotłaś mi wiekiem palec. Chciałem tylko poprawić fałdę. Nie pasowała do twojego nieskazitelnego wyglądu.

–– Ty lepiej o trupy pytaj. W końcu wiesz z kim rozmawiasz. Głupi nie jesteś.

–– Tak się zastanawiam… twój charakter jest dość… zmienny.

–– Tak samo jak moje wnętrza. Chociaż we mnie, w tym krótkim czasie, aż tak się nie zmieniają.

–– Masz takie… podłużne, zgrabne kształty. Tylko twoje nogi są do niczego. Nie dosyć, że cztery, to jeszcze krótkie i prostokątne. Wybacz… ale nie. Nie przekonasz mnie do nich.

–– Człowieku! Co z tobą. Bo jeszcze pomyślę, że jestem w…

–– Tym razem to ja wypraszam sobie... takie insynuacje o przypuszczalnym usytuowaniu jakże interesującej rozmowy…

–– Dlaczego nie chcesz wiedzieć, co odczuwam, kiedy wchodzi we mnie?

–– Wchodzi? Chyba raczej kładą go w ciebie?

–– No przecież mówię. Ja uszów nie mam, ale ty przecież masz. Słuchaj uchem a nie trupem.

–– Zazdrosny jestem. Dlatego nie pytałem, bo miałbym w oczach: łzy z żalu wystrugane.

–– Naprawdę? Niech ucałuję twoją ziemską marność.

                 

                 

–– Cholera co robisz… nie wstawaj… zostaw w tej chwili moją marność... przestań trzaskać wiekiem… to nie są miękkie usta… a łaj moja głowa…

–– Tyś mój… marzyłam o tobie… pragnę cię we mnie…

–– Dlaczego nie pomyślałaś, że z wiekiem ci przejdzie… to miała być tylko rozmowa…

–– A coś rzekł kochanie… zazdrosny jestem… i że cię nie opuszczę aż do śmierci.

–– Oj przepraszam. Aż tyle nie powiedziałem. To była tylko dziennikarska prowokacja.

–– Prowokacja powiadasz… widziałam jak się ślinisz na widok moich dębowych sęków koronkowych i gładkiego lakieru, tudzież zapachu… tyś mój.

–– Puszczaj mnie wreszcie… co robisz… nie zamykaj mnie… ciemno tu… powietrza mi brakuje…

–– Cicho być, bo mosiężnym uchwytem przywalę. Od dzisiaj będziemy razem na zawsze. Już nikomu ciebie nie oddam. Poświęcę się dla nas, w dwumetrowym zasypanym kanionie, bo wilgotno bardzo na cmentarzu. Wyślę mejla do właścicielki kosy. Przypieczętuje naszą miłość. Na wieki wieków.

–– Wydostanę się stąd. Nie powiem: amen. Jeszcze czego. Niedoczekanie. Co mnie podkusiło. Puk puk. Tu jestem. A nie chce być. Puk puk.

                  

                     

                 

–– Dyrektorze. Był pan naocznym świadkiem. Codziennie od trzech dni rozmawia z trumną.

Widzi pan tu jakąś trumnę?

–– Nie. Tylko część ludu, leżącego na posadzce mego zamczyska.

–– Żartowniś z pana… no właśnie… pensjonariusze też nie widzą. Patrzą tylko ciekawie. Plus taki, że nie wariują w tym czasie.

–– Przyznać muszę, że słusznie prawisz.

–– Dyrektorze. To nie wszystko. Nawet jeden zapomniał, że jest królem.

–– Jakim królem? To ja jestem królem. Co to za drewniane hałasy, z mojej komnaty seksualnej powabnie dobiegają?

–– Pozwól panie, że stąd bez zwłoki pospieszymy, mając na uwadze bezpieczeństwo członków naszych.

                   

                    

                      

–– Cholera! Ten facet nie żyje. Coście czubki z nim zrobili. Przyznać się jeden z drugim.

–– Ja nic. Jestem trzecim z czwartym.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Gabu ponad tydzień temu
    Właśnie się obudziłam. Weszłam w Twój tekst, bo zwabił mnie tytuł, a treść wciągnęła, właściwie to nie tylko jej charakter, ale i Twoje lekkie pióro. Ogólnie lubię Cię czytać i widzę, że mam do nadrobienia sporo rozmów, co uczynię z przyjemnością. Rozmowa z trumną. Cóż, w mojej głowie od razu rodzi się obraz rozmowy o przemijaniu, która bardziej dołuje, niż zachwyca czy skłania do refleksji, istne dno, brak perspektyw, mół i wodorosty. I miałam niezłe zdziwko, kiedy zarumieniłam się, czytając Twój tekst, dochodząc do momentu, gdy trumna mówi o posiadaniu kogoś w swoim wnętrzu... Zaraz, zaraz! Ona była niewidzialna? A on odgrywał z nią tyle intereakcji! Jak to musiało komicznie wyglądać, przecież obok stało kilka osób? Muszę przeczytać jeszcze raz i wyobrazić sobie całą akcję z trumną, jeno bez niej. Trochę smutne mi się teraz to zdaje. A tak mnie rozbawiło. Końcówka szczególnie. Bezpieczeństwo członków. No! Zostawiam piąteczkę i w szkole wracam się do wcześniejszych części. To ogółem całość, czy każde z opowiadań żyje własnym życiem i w żaden sposób się ze sobą nie łączy?
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Dzięki →Gabu za obszerny komentarz.
    Chyba jednak przesadzam, z tymi dziwnymi tekstami. Kiedy wreszcie napiszę normalny.))
    Nie łączą się ze sobą:) →Pozdrawiam:)
  • stefanklakson ponad tydzień temu
    Przeczytałem tekst przy muzyce trumiennej, czyli rocku gotyckim, którego lubię bardziej niż dawniej. Tekst trzyma od początku do końca przy sobie i po paru tekstach przeczytanych widzę, że masz swój styl pisania, jak Fanthomas i jeszcze parę innych osób tutaj. Ogólnie temat ciekawy i nie nudziłem się przy czytaniu.
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Stefanieklaksonie. Dzięki. Tofajnie, że się nie nudziłeś:) Pozdrawiam:)
  • JamCi ponad tydzień temu
    Chociaż w mnie - chyba raczej we?
    Super DD. Zwariowane i bardzo dobre. Czy ona może jest wygodna?
  • Justyska ponad tydzień temu
    Tez się zastanawiałam jak z komfortem :))
    W Twoim stylu jak nic i choc troche sie mijam tym razem, to wine biore na siebie. Mało trumnowy humor mam.
    Pozdrawiam!
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    JamCI. Nie wiem,czy wygodna. Nie znam dnia ani godziny, kiedy się przekonam:) Pozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Justyska Dzięki. Mam specyficzny trochę humor:) Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania