Zgwałcić Bałwanka

Patrzę, a śniegu dużo. Postanawiam ulepić bałwana, bo wezbrało we mnie dziecko. Poczuć się jak dawniej, kiedy byłem malutki, a białe kule ogromne.

Właśnie umęczony i szczęśliwy, odchodzę kilka kroków wstecz, by obejrzeć swoje dzieło i pochwalić siebie, gdy nagle uderzam plecami o czyjeś ciało, które wydaje odgłos:

 

– Proszę w tej chwili zdemontować bałwana. W przeciwnym wypadku, zapłaci pan grzywnę w stosownej wysokości do zła, jakie pan popełnił.

 

Póki co nie zerkam do tyłu, tylko myślę. Nie chcę łapać dwóch srok za jeden ogon.

W końcu pytam jeszcze nie odwrócony:

 

– A czemu? Kim pan jest?

– Proszę nie zadawać dwóch pytań naraz, bo jestem tylko: jeden.

 

Co tu począć? Taki fajowy bałwan, tylko nie wiem, który ciekawszy: ten z przodu, czy ten z tyłu. Powtórnie słyszę głos:

 

– Pan mówi sam do siebie. To nota bene objaw niezgodny z prawem. A zatem wyłapałem sens. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu, bo tylko wykonuję swoje obowiązki a pan mnie obraża.

 

Odwracam się, myśląc, że zobaczę co najmniej: lodowego kosmitę, a tu banał stoi w kapeluszu. Postanawiam wziąć sprawy w swoje ręce. Zdejmuję nakrycie z jego elokwentnej głowy i rzucam na śnieg. Następnie patrzę, co uczyni. A on nic. Myślę sobie: licho wie, co to za jeden. Szkoda mojego trudu. Zadaję jedno pytanie:

 

– A pan kto?

– Służby Równowagi. A co? Nie widać?

– A gdzie reszta?

– Jaka reszta? Ja stanowię Prawo i Służby.

 

Nagle sobie przypominam, że przecież chodzi o ukochanego bałwanka. Symbol mojego dzieciństwa. Na pewno zaraz wspomniane służby zaczną swoje. Nie mylę się. Zaczynają:

 

– Proszę w tej chwili zdemontować: marchewkę.

– To znaczy: nos?

– Tak.

– A czemu?

– Po pierwsze: obraża pan rolników. Nie miejsce marchewki w bałwanie, tylko na rodzinnym stole, wsród przyjaciół i bliskich, ewentualnie w ojczystej ziemi. Po drugie: no jak tak można. Czerwień na bieli w takim miejscu. To profanacja flagi państwowej. Po trzecie...

– Przepraszam... przecież w tyłek mu nie wetknąłem.

– Zamilcz pan. Zakłóca pan Równowagę, gdzie wszystko ma swoje miejsce. Niezdrowe skojarzenia, są jak... najgorsza plaga.

– Ależ...

– Proszę natychmiast wydłubać wszystkie węgielki.

– Chyba nie oczy? Oślepię go. Nie będzie mógł oglądać: służb. Co za strata. Roztopi się z rozpaczy.

– Pan raczy żartować. Monitoring działa a kara może być dotkliwa, jak przymarznięty język do pionowej rury.

– Takiej jak w...

– Proszę mnie nie gorszyć... chyba pan nie rozumie, że jedni chcą, żeby kopalnie były, drudzy nie chcą... na dodatek: smog, rasizm czarno na białym, długo by wymieniać. Dla pana dobra mówię. Żadnych węgielków.

– A miotła może zostać, że nieśmiało zapytam?

– Czy pan kobiet nie szanuję?

– Ależ skąd. Sam mam kilka. Tylko nie wiem, o co panu chodzi.

– Nie wie pan. Czy pan głupka udaje?

– Szczerze powiedziawszy: nie zawsze muszę. Czasami taki luz napawa optymizmem. Człowiek nie myśli o... służbach.

– Czyli o mnie?

– Taa... dochodzi do siebie, po nadmiarze pychy... lub dochodzi...

– Jaja pan ze mnie robi. I to w biały dzień. Bez grzędy? A ja dla pana dobra jak do człowieka mówię. Wyciągaj pan miotłę z prawej strony.

– Dla mnie jest: lewą.

– To bez znaczenia. No wyciągaj pan.

– Czemu, że zapytam znowu?

– Kobiety tu chodzą. Jeszcze która pomyśli, że jest czarownicą i ma na nią wsiąść, bo pan ją zaprasza. No jak tak można. Nie wstyd panu?

– Ale jedna rzeczywiście jest brzydka. Pasowała by jak ulał.

– Dowcip się panu nie zamyka. Pan też ma gębę, jak przechodzona podeszwa. Ale cóż... taki się pan urodził. Nie pana wina. Przyznaję, że moja sąsiadka... ale nie o to biega. Rozumie pan?

 

Czynię jak każe. W końcu dosyć się na bałwanka ubranego napatrzyłem. Zostanie we mnie jako wspomnienie. Taki goły smutny i zmarznięty. Niestety. To nie koniec.

 

– Czy pan nie widzi, że trzy kule są nierówne. Największa, duża, mała. Pan chce szerzyć: nierówność i niezdrowe instynkty społeczne. Maluczkich ugruntować w przekonaniu, że są mali, a dużych, że są duzi i mogą spocząć na liściach bobkowych. Pragnie pan zakłócić rozwój społeczeństwa. Już nie wspomnę o innych sprawach, z czym się mogą kojarzyć.

– To ustawię z równych.

– Jak to z równych? Wszyscy równi? Jest pan zwolennikiem stagnacji? Wrogiem postępu? Zdrowego współzawodnictwa? Żadnych igrzysk, a jeżeli już, to jedno długie podium na tym samym poziomie. O to panu chodzi?

– Alę ja lubię babrać w śniegu. To co mi w końcu wolno? Na co zezwalają służby?

– Najpierw proszę mu wsadzić...

– Wsadzić? Mam zgwałcić bałwanka? Mróz jak cholera a służby chcą, żeby mi odpadł i żebym więcej nie grzebał w wyżu demograficznym. Przecież służbom powinno zależeć na tym, żeby mieli komu służyć.

– Proszę w dziurkę od miotły, wsadzić laskę dynamitu. Będzie łatwiej.

– Pragnie pan, żebym projekcję moich wspomnieć, wybuchnął w mroźne powietrze?

– Chciałem tylko pomóc.

– Dziękuję. Własnym rękami biedaka rozbiorę. Z należytą miłością i z zamarzniętą łezką w oku.

 

Też tak czynię, wewnętrzne rozedrgany. Po czym zabieram głos:

 

– Powtarzam jeszcze raz: lubię babrać w śniegu... szukać w białym puchu dziecka.

– No cóż... może pan coś usypać.

– I nie zapłacę kary?

– Nie.

– Tak przyrzekają: służby.

– Tak.

– Wielkie dzięki. To chociaż coś.

– Tylko proszę pamiętać: kupa przez pana usypana, nie może mieć żadnego kształtu. Najmniejszego. Dosyć już pan nabroił! Rozumiemy się?

– Chwilę! To wokół tyle kształtów i różnych fałd śniegu, a pan mi mówi... wariata chce pan ze mnie lepić?

– A muszę?

– Co?

– Nic. A pan chce dołożyć nieszczęścia naszemu społeczeństwu, lepiąc znowu co popadnie? Z pana nieprzystosowany do norm społecznych obywatel. Panu się widocznie marzy, żeby rzekę miodem i mlekiem płynąca, lód ściął. Tak?

– Lud?

– Nie! Lód. Takie zimne coś z fokami.

– No nie... jakbym wpadał w przerębel!

– Proszę posłuchać.Wyróżniamy cztery podstawowe kształty: przydatny, obojętny, nieprzydatny i destrukcyjny. Czy to jasne?

– Jak śnieg... ale mam pytanie. Do którego ja należę?

– Do obojętnego. Lecz pana uczynek, to jawna destrukcja.

– Ą pan do którego należy?

– No wie pan! Co za pytanie! Do przydatnego! A pan co myślał?

– A czemu?

– Co czemu? Pan myślał? A umie pan?

– Nie. Czemu pan przydatny?

– Ja jestem: Służby. Sprawuję pieczę nad Wielkim Całokształtem.

– A jak panu przywalę w nos, to jakim pan będzie?

– No... hmm... nieprzydatnym raczej...

– I pójdzie pan na chorobowe albo nawet na rentę inwalidzką, by odpoczywać jak normalny obywatel, a ja w tym czasie, będę mógł lepić swoje ukochane bałwanki, bo służby nie będą mi zawracać dupy. Tak?

– To pan powiedział. Po prawdzie...

– Męcząca służba, co? Ile w końcu człowiek może wytrzymać. Dobrze chociaż płacą?

– To pan...

– Wiem. To ja powiedziałem.

– Nie narzucam się... w zasadzie z tym: monitoringiem... pusto tu jakoś...

– Rozumiem. Proszę bardzo.

 

Chrupiący odgłos łamanej marchewki, odbija się głośnym echem od kupy śniegu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 3 miesiące temu
    To zabić czy zgwałcić?
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Canulasie. Tytuł to: metafora. Pozdrawiam.
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Mam skojarzenie z Tuszą Rithy i Canulasa.
    Absurd, ale za pomocą innej formy i kategorii estetycznej podany.
    Są świetne momenty w dialogu.

    BTW, rzadko można zobaczyć w realu dorosłego lepiącego bałwanka. Ino z dzieckiem/dziećmi. To też efekt niepisanych norm.
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Wrotycz. Napadły mnie dwa pierwsze zdania. A zaś... jakoś poszło. Pozdrawiam
  • Karawan 3 miesiące temu
    cztery podstawowe kształty: przydatny, obojętny, nieprzydatny i destrukcyjny. - O to to!! Idealna konstatacja. Dziękuję za uśmiech i znakomita obserwację. Duuuze pięć ! ;)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Karawanie. Fajnie, że siadło. Pozdrawiam
  • Angela 3 miesiące temu
    Jakiż ten tekst stosowny w moim odczuciu. Jestem mega na TAK : )
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Angela. Za ''mega Tak'' Pozdrawiam
  • Marian 3 miesiące temu
    To było bardzo bliskie spotkanie z tym co "stanowi Prawo i Służby".
    Bardzo dobry tekst.
    Dwie uwagi:
    1. Rozleciały Ci się linijki.
    2. "Czynię jak każę." -> To chyba miało być: "Czynię jak każe."
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Marianie. Lubię tak luźno pisać. Dzięki też za wyłapanie błędu. Pizdrawiam
  • Aisak 3 miesiące temu
    Tytuł niewątpliwie nawiązuje do Bogumiła.
    Jakby go miał Biedroń zgwałcić.
    *
    Wydawałoby się, że demokracja niesie ze sobą wolność, i prawo do wypowiadania swojego zdania, a tu gucio prawda. Za czasów komuny negowanie czekogolwiek było jawne i oczywiste, za demokracji negację zastąpiły miliardy przepisów wiążących obywatelską swobodę.

    Tekst bardzo polityczny i dobrze napisany.
    Brawo DeDuś!
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Aisaczku. Fajne nawiązanie:) Pozdrawiam
  • pkropka 3 miesiące temu
    Biedny bałwanek - tyle problemów narobił.
    Tekst niedorzecznie prawdziwy. I sympatycznie napisany - 5.
    Pozdrawiam, Panie DD :)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki pkropko. Pozdrawiam:)
  • Zaciekawiony 3 miesiące temu
    Bałwanek obraża władzę, bo przez podobieństwo stanowi wobec niej afront.
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Dzięki Zaciekawiony Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania