Wracajmy do Domu

To dawny tekst z NSzO

≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈•≈

 

Dziewczynka obudziła się zapłakana. Śniła o matce, która opuściła ją niespodziewanie, bez słowa pożegnania i jakichkolwiek wyjaśnień. Dlaczego tak nagle? – rozmyślała leżąc nadal w łóżku. – Czyżby była aż tak niegrzeczną, że matka miała po prostu dość.To przecież niemożliwe, zawsze starła się być kochającą córką, chociaż nie zawsze robiła wszystko jak trzeba. Od tych wszystkich rozmyślań, znowu zasypia i znowu jest z nią. Siedzą na łące, na zielonym kocu w kratkę, jedząc dużo różnych pyszności, przyniesionych z domu. Nagle obraz znika i widzi zupełnie inny. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że powtórnie się obudziła. Na brzegu łóżka, siedzi dziwna postać w białej sukni, przyozdobionej stokrotkami. Dziewczynka zaczyna się nawet trochę bać. Kto to może być i czego chce, gdyż przypuszcza, że przyszła w jakimś określonym celu.

 

– Wiem, że tęsknisz za matką – mówi kobieta, spoglądając na leżącą. – Powiem ci jak było, a ty zdecydujesz, jak postąpić – dodaje po chwili, jakby zamyślona. – Możesz ją odzyskać, jeżeli z całego serca tego pragniesz.

– Przecież, wiesz, że pragnę – powiedziała ze łzami w oczach. – Jak mogła mnie zostawić samą. Powiedz proszę, co się stało i co mam zrobić, by powróciła.

– Matka wyszła na chwilę do ogrodu. Trochę wcześniej musiała tam być, ta straszna wiedźma...

– Wiedźma? Ta o której wszyscy mówią? – zatrwożyła się dziewczynka.

– Niestety, właśnie ta. Zapewne niektóre rośliny zatruła swoimi niecnymi myślami, pełnymi najgorszego zła. Matka musiała je zjeść i stała się bardzo złą kobietą. Nie chciała cię znać. Słyszałam też, jak mówi sama do siebie, że z takim bachorem, nie chce mieć nic wspólnego. Nie mogłam nic na to poradzić. Nie wtedy, gdy czar był świeży.

– Jak chleb? To straszne co mówisz.

– Jest jednak pewna nadzieja. W tym samym ogrodzie, znalazła złote naczynie. Podejrzewam, że to sprawka tej samej wiedźmy. Zachwyciła się tym blaskiem tak bardzo, że ciągle trzyma przy sobie. Wiem jednak, że gdyby ktoś sprawił, że mu to naczynie odda, to wtedy czar przestanie działać.

– Czy wiesz, gdzie teraz jest? Daleko ode mnie?

– No cóż. Może nie tak daleko, jak jej serce od ciebie, ale blisko też nie. Teraz przesiaduje blisko przepaści. Na dnie płonie wieczny ogień. Ona bardzo lubi tam spoglądać. To jeszcze bardziej wzmaga zło. Jeżeli chcesz ją odzyskać, to musisz tam się udać.

– Tak, wiem, ale jestem małą dziewczynką. Bardzo bym chciała, ale strasznie się boję, takiej samotnej wędrówki.

– Niestety, to jedyny sposób. Musisz sprawić, by tobie złote naczynie dobrowolnie oddała. Wtedy wrzucisz do przepaści, by spłonęło. Odzyskasz w ten sposób matkę.

– A wiesz chociaż, w którą stronę mam pójść – zapytała, chociaż było jej smutno, po tym wszystkim co usłyszała.

– Tak. Wiem. Wskażę ci drogę.

 

Wędrowała dość długo wśród wielu przeciwności, które musiała pokonać. Odczuwała jednak pewną niewidzialną opiekę nad sobą. Owa kobieta powiedziała, że trochę jej pomoże, chociaż nie może z nią pójść. Zadanie musi wykonać sama. Wiele nocy nie spała, słysząc różne odgłosy, a niektóre były bardzo blisko, lecz po ciemku nie widziała, do jakich zwierząt należą. Nie rezygnowała jednak z wędrówki, gdyż trzymała ją na drodze wiara w to, że wszystko zakończy się pomyślnie.

 

Wtem dostrzegła białą wiewiórkę, siedzącą wśród różnorodnych kwiatów. Nie zdziwił ją kolor, ale pomyślała, żeby kwiatów nazbierać. Wiewiórka biegała wokół niej, jakby ją to tego zachęcając.

 

Gdy już miała tyle, że ledwo mogła unieść, wyruszyła w dalszą drogę. Miała wrażenie, że białe zwierzątko kiwa do niej jasną łapką na pożegnanie.

 

Na miejsce przybyła zupełnie niespodziewanie, jakby nagle obudziła się ze snu. Po prawej stronie zobaczyła krawędź przepaści i dziwną łunę unoszącą się dość nisko. Słońce właśnie zaczęło zachodzić, ciesząc wzrok pięknym widokiem, lecz ona nie bardzo to piękno dostrzegała, gdyż miała oczy pełne łez, w których, jakby na przekór, wirowały nieliczne iskierki nadziei. Myślała intensywnie, co by tu zrobić, gdy wreszcie ją ujrzy. Przecież naczynia dobrowolnie nie odda.

 

Wtem jakby coś ją tknęło, gdy tuliła kwiaty, które nadal trzymała.

Spojrzała przed siebie. Zobaczyła matkę, której w pierwszej chwili nie poznała. Zło odcisnęło piętno na twarzy.

 

– Czego chcesz wstrętny bachorze? Przyszłaś mi przeszkadzać? Nie widzisz, jaka jestem piękna. Naczynie nie kłamie. Jest złote. Widzę w nim swoją twarz. Nie chce przestawać patrzeć, ciesząc się swoim pięknem. Idź stąd, bo tak cię stłukę, że własna matka ciebie nie pozna. A teraz zejdź mi z oczu, przebrzydła dziewucho. Moje piękne oczy patrzą gdzie indziej. Przybłędy w postrzępionej sukience nie chcą oglądać.

– Jesteś moją matką – musiała to wreszcie wykrztusić z siebie..

– Co? Kim jestem? Jak śmiesz tak do mnie mówić. Mam być matką takiej chodzącej szmaty, jaką ty jesteś. Do prawdy moja cierpliwość się kończy. Odejdź pókim dobra.

– Proszę, najpierw spójrz na te kwiaty. Musisz przyznać, że są piękne. Czyżbyś ich nie widziała?

– Kwiaty? No faktycznie, są piękne. Ty coś kombinujesz. Przyznaj się łajzo jedna.

– Nic nie kombinuję. Przysięgam. Pomyślałam tylko, że gdybyś się tymi kwiatami cała ozdobiła, to byłabyś jeszcze piękniejsza. Przecież ci na tym zależy, żeby taką być.

– Cholera. Dawaj. Przyozdobię się. Chyba masz pokrako racje. Tylko naczynia nie mogę położyć na ziemi, bo się zapaskudzi.

– Chętnie potrzymam. Przysięgam, że ręce mam czyste. Jak widzisz kwiatów nie pobrudziłam.

– No dobrze. Widzę. Zabieram kwiaty, a ty trzymaj. Tylko uważaj, bo jak ci wyleci z rąk, to będziesz je miała połamane na drobne kosteczki.

– Będę uważać.

 

Kobieta zaczyna zdobić śliczne ciało. Nie zauważa, że dziewczynka biegnie w kierunku przepaści. Nagle kobiecie coś podpadło. Ozdobiona kwiatami, zaczyna ją gonić. Uciekinierka, czuje za sobą woń kwiatów. Teraz wstrętną i obrzydliwą. Jest coraz bliżej krawędzi. Paskudny zapach się nasila. Jakby chłonął w siebie, całe zło. Wie, że matka ją prawie dogania. W ostatniej chwili rzuca naczynie, na dno przepaści, prosto w ogień.

 

W tym samym momencie, czuje za plecami intensywny zapach kwiatów. Teraz zupełnie inny. Nieziemsko cudowny, dla spoconego nosa. Wie już, że nie przyszła w to miejsce na próżno. Obraca się w kierunku odzyskanej miłości. Nie odczuwa lęku. Matka ślicznie wygląda taka przyozdobiona. Jak dobra wróżka. Przytula swoją córkę, a ta słyszy tylko trzy słowa, ale jakże wspaniałe;

– Wracajmy do domu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Akwadar miesiąc temu
    "Dziewczynka obudziła się cała zapłakana." - DD co myślisz o tym zdaniu?
    Ostro przyprawiasz potrawkę zaimkami... :)
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Akwadorze→Dzięki:)→Zważam na zaimki, ale u siebie, nie zawsze zauważę, te niepotrzebne.
    Trochę jeszcze ich wykasowałem.
  • Antoni Grycuk 3 tygodnie temu
    Dekoś,

    bardzo ładna metafora. Właśnie dzięki Tobie mam pomysł. Dzięki.
    Tekst naprawdę zacny.

    Zobaczyła matkę, którą w pierwszej chwili nie poznała
    którEJ

    Tylko naczynie nie mogę położyć na ziemi, bo się zapaskudzi.
    naczyniA

    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 3 tygodnie temu
    Antoniuszu→Dzięki:)↔Błędy poprawiłem. Czasami mnie napadnie nostalgia, by jakiś tekst powtórzyć:)↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania