Golonka  i  Ja

 

 

                                                                                           ¿  ¿  ¿  ¿  ¿  ¿  ¿

Dzisiaj o mało co, a bym się na śmierć udławił przy spożywaniu posiłku. Normalnie morda mi się zatrzęsła ze zdziwienia, przez co malusi kawałek niebezpiecznie zakołysał metaforyczną kosą, w czeluściach zachłannego przełyku.

Między jednym kęsem a drugim, golonka do mnie przemówiła ludzkim głosem, mimo, że do wigilii, było jeszcze daleko. Trochę niewyraźnie mamrotała, zamotana w kapuście, ale zrozumieć – na moje nieszczęście – można było bez problemu. Polska biała, leżała obok i smacznie spała zwinięta w kłębek parki. Może i dobrze. Nie musiała się parzyć, na widok tak podniecającego zjawiska.

¿ ¿ ¿ ¿

 

–– Czy musisz mnie tak szybko wpierdalać? Opanuj się chłopie! Chcę jeszcze trochę pobyć na tym świecie. Zobaczyć rozkoszne widoki. Widzisz białą?

–– Ty mówisz?

–– Gdybym nie mówiła, to byś się o to nie pytał... palancie jeden.

–– Tylko nie palancie, bo wnet skończę z tobą.

–– Akurat! Ciekawość ciebie żdżera.

–– Póki co, ja ciebie żdżeram.

–– Wcale nie. Miło się tobie ze mną rozmawia. Przyznasz mi racje po czasie, chwaląc się przed rodziną, że konwersowałeś z golonką.

–– Żebym później szukał klamek, a famuła świętego spokoju? Czyś ty z byka spadłaś.

–– Z byka? Ty mnie obrażasz.

 

Chyba coś ze mną nie tak. Musiało mi jakieś inne żarcie zaszkodzić. Przecież nic nie brałem i nie piłem na sto procent. No ale cóż. Skoro mam okazje pogadać z przedstawicielką części trzody, to najwyższy czas odrzucić wszelkie uprzedzenia gastronomiczne. Jednym słowem, nie wpierdzielać dialogu, tylko smakować słuchem.

 

–– Wiesz co. Mam wielki na ciebie apetyt. Zaraz cię zjem, tak jak leżysz.

–– Droczysz się ze mną? To miłe. Aż mi krople tłuszczu kłaki zaszkliły ze wzruszenia. Jak jeszcze spojrzę na tą białą... taka kształtna

–– Ty też przy kości. Przyznać muszę... ale mnie do wszelkiej cholery, przy jedzeniu mziamzianiem nie bałamuć. Zachować życie pragniesz po prostu.

–– A co to: mziamzianie, bom ciekawa?

–– To takie gadanie z ustami, pełnymi kapusty.

–– Jam nie mam ust.

–– Metaforyczne masz.

–– Jasne.

–– Raczej tłuste. Widzisz widelec. Zaraz cię nadzieję...

–– Mam nadzieję, że nie, bo już nigdy nie zobaczę białej.

–– Przestań wreszcie o tej białej, bo zaczynam się robić zazdrosny. Za karę, szybko cię popołykam. Chcesz się z nią parzyć, czy jak?

–– No cóż. W takich okolicznościach, skoro rozmowa kieruje się na niebezpieczne dla mnie tory, jestem zmuszona coś tobie powiedzieć. To cię skutecznie zniechęci... prawda?

–– A skąd mam wiedzieć. Kapusta chce coś powiedzieć.

–– Phi... te obrzydlistwo... to szambo którą obsrały motyle... w którym muszę się mościć. Nie ma za głąb przyzwoitości. Jam golonka, to mogę tak mówić.

–– Twoja skromność mnie niezmiernie wzruszyła. Jeszcze większy mam apetyt.

–– Spójrz na białą. Cudo. Aż ma kość twarda bardziej.

–– Taa... miałaś mnie czymś zniechęcić. To zniechęcaj pókim dobry,

–– To ja jestem dobra. Ty jesteś człowiekiem.

–– Golonka filozofka. Jestem doprawdy pod wrażeniem. No powiedz wreszcie, w czy rzecz.

                                                                                                 ¿  ¿  ¿

 

Widzę w arkanach imaginacji, białe kaftany tańczące z klamkami. Materace stoją samotne pod ścianą. Smutne bardzo, nie zapraszane do hulanek i swawoli. Są od czuwania nad bezpieczeństwem, a nie od zabawy. Mogą sobie jedynie sprężynkami to taktu brzdękać.

 

–– Słuchaj uważnie... ludziu. Jestem częścią świni...

–– Dobrze, że o tym wspomniałaś, bo bym nie wiedział.

–– Zamilcz, pókim niezjedzona! Wrednej świni, którą ktoś kiedyś podłożył bliźniemu swemu. A ty żresz mnie jak świnia. I gówno z tego będziesz miał. Dotarło?

–– Fakt. Słusznie prawisz. Ze mną było podobnie... ale mięsko masz dobre. Pychota.

–– Jak to? Jaja sobie ze mnie robisz?

–– Nie muszę. Już mam. Jam chłop. Nie o to chodzi.

–– Jestem częścią wrednej świni, to i mięso muszę mieć wredne.

–– No przecież sama się nie podłożyłaś. Nieprawdaż?

–– Co z tego? Nie protestowałam.

–– No cóż. Skoro tak... to zjem cię do końca, bo mi smakujesz,,, ale kość zostawię. Jeszcze by mi stanęła kością w gardle. Ciebie strawię, będzie z takiej pożytek.

–– A moja kość?

–– Zostanie na talerzu.

–– Sama i smutna? Cóż ona biedna winna? Litości nad nią nie masz.

–– Nad nią nie!

–– Jam na niej wyrosła. Wychowała się. A tyś taki... co z nią zrobisz? Mów, zanim mnie zjesz... niegrzeczny ty.

–– Rzucę świniom na pożarcie.

♪   

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • yanko wojownik 2 miesiące temu
    Zasadniczo nie zaleca się rozmów z posiłkiem, ale czasem nie da się ich obejść.
    Z drugiej strony, jeśli występują, to może to być oznaka spożycia napoju wyskokowego w ramach tzw. ciągu (wielo-dniowo). Świnie na pewno zjedzą kość, ale wprawny pies zrobi to lepiej, za to kot nie zmorze - chyba że jest z tych większych - nie dachowców. Od rysia w wzwyż.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Dzięki Woyu. Słusznie prawisz... lub raczej prawiłeś. Dzisiaj jadłem golonkę,
    A zatem, tekst jest oparty na faktach. Pozdrawiam:)
  • A. Hope.S 2 miesiące temu
    Nie dość rzeźnik to jeszcze z jajami. Podoba. :)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Dzięki A Hope → Dzisiaj jadłem golonkę. Nie sprawdzałem, jakie substancje zaierała:))
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    A Hpoe S ×
  • A. Hope.S 2 miesiące temu
    z pwenością mucha siadła i nasra*** :) *****
  • A. Hope.S 2 miesiące temu
    co to znaczy x? jam przecież " blondynka " jest
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
     ×→nic nie znaczy:) żeby nie było do znudzenia→gwiazdki:))
  • A. Hope.S 2 miesiące temu
    v rzymskie dałam :)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Dzięki za rzymskie:)Ta mucha, chodziła slalonem po golące,   Mogłem odgonić:)
    Idę a a kotki trzy.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania