... cyrk to mamy tutaj cały czas.

   

–– Panie… czy pan zgłupiałeś?

–– A co… chyba widać, po tym gdzie jestem?

–– W rzeczy samej widać. A powiedz pan, czy to fajnie być głupim?

–– Przy odrobinie samokontroli, to owszem.

–– No i co u was słychać nowego?

–– Jak to co? Szum słychać i rżenie koni. Nie widzisz pan. Wesołe Miasteczko przyjechało.

–– O kurdę, faktycznie. Nie rozglądałem się na boki.

–– Boki to tu można zrywać.

–– Panie, co pan gadasz. Tu?

–– Tym bardziej tu. Spójrz pan. Nawet Niedźwiadka i Ptaszka przywieźli.

–– Ale Ptaszek to chyba sam przyfrunął?

–– A skąd mi to wiedzieć. Nie patrzyłem na niebo, jeno na ziemię. By się nie potknąć.

–– Panie, co pan chrzanisz? Niby o co?

–– O klauna.

–– To znaczy się… cyrk przejechał?

–– Nie, nie… chwila. Cyrk to mamy tutaj cały czas. Wesołe Miasteczko to taki… rozumiesz pan… kulturalny bonus.

–– Aaa… na tak. Cholera zamieszanie tu.

–– Ba… dziwisz się pan. Może oprowadzę, co?

–– No to idziemy.

–– Cholera, znowu te klauny.

–– Ależ panie. On nieżywy. Nawet się nie rusza.

–– Nie boją się zimna. Pozdejmowali.

–– Co? Nie kumam.

–– Strzelają z wiatrówek do TO – siów. Profilaktycznie. Kapujesz pan?

–– Do błaznów też?

–– No wie pan co. Do swoich się nie strzela. To znaczy… tego tam...

–– Rozumiem… ale tu wszyscy chodzą bez wiatrówek. Aż starach.

–– Dlatego trzeba kluczyć.

–– A nie lepiej niektórych zakluczyć?

–– No co pan. Wymarłe miasto chcesz pan zrobić?

–– Cholera… a co robi Ptak na głowie Niedźwiadka. Nie zjedzą się?

–– To takie papużki nierozłączki.

–– To misie też fruwają a ptaszki mają futro?

–– Panie, pan nic nie kumasz. U nas wszystko możliwe.

–– To czy w końcu przyjechało, czy cały czas jest.

–– A co za różnica. I tak jeden cyrk.

–– Kabaretu jeszcze wam brakuje.

–– Bez przesady. Żeby umrzeć ze śmiechu. Kto się będzie… śmiał?

–– Chociażby turyści. Tacy jak ja.

–– Jak pan? Pan już jak swój chłop. Zakorzeniony w glebie przodków, skoro tle rozmowy i bodźców pan wytrzymałeś.

–– A tam na czubku karuzeli, to co się wiewa?

–– To nasza Wróżka Ukochana. Baczy na nas z góry. Bo ona wie pan… ma poezje za uszami.

–– Niby co ma? Czy to jakaś nowa odmiana?

–– Odmiana? Co pan gadasz?

–– Zwierzęcia.

–– Durnyś pan. Kulturę literacką ma. Bez niej świat by zszedł. A zresztą, sam pan zapytaj, skoroś pan taki odważny.

–– Przecież nie będę się wydzierał, jak stado mew. Na miotle siedzi. Tyle widzę. Nie odleci nam?

–– Ależ skąd. Dobrze jej tu z nami. Czasami tylko krąży i konwersuje z należytą gracją.

–– Wie pan co. Jednak ten Niedźwiedź niebezpiecznie się wierci. Nie zaatakuje nas?

–– Wierci się, bo mu Ptak na łeb nasrał. Dlatego niespokojny. Pan też byś się wiercił, gdyby panu ptak…

–– Ja nie mam ptaka…

–– To już pana problem. Współczuje. A ja mam. Dlatego tylu dziatwy biega.

–– Nie może go strącić łapą.

–– A po co. Sami swoi. Żeby się nudził przed występem.

–– Mimo wszystko groźnie wygląda. Zobacz pan jak pysk otworzył. Może go miodem przekupić?

–– Miodem? Panie… to już nie te czasy, gdzie się misie miodem przekupiło.

–– A czym można?

–– Zapytaj pan. Dzisiaj wigilia.

–– To już wolę Ptaszka zapytać. Jak łapą trzaśnie, to da się przeżyć. Cholera jasna… ciemno się robi. Co się dzieje?

–– Idzie na burze.

–– Gówno rozumiem, z tego co pan powiedział. Mam dosyć .

–– Coś pan nagle tak spoważniał. Choryś pan?

–– Spadam stąd.

–– Panie… ale my na równinie wesoło egzystujemy. Nie da się.

–– To najpierw wejdę na czubek karuzeli.

–– Czubek zajęty.

–– Ale nie wasze rozumy. Wszyscy jesteście czubki.

–– Proszę nie być takim bezczelnym i się nie zapominać. Jeszcze wariaci, kretyni, idioci…

–– I… ja!

–– Ooo… wróciłeś pan z dalekiej podróży jako swój. Cieszy mnie to niezmiernie.

–– A temu co odbiło?

–– To wieszcz.

–– Wesz?

–– Cicho pan. Posłuchajmy.

 

Won czy nie won

chyba jednak won

o ludy niechciane

jam jeno człek

rozważny roztropny

a z wami skaranie

 

przeto służę wam miłości wygnaniem

na poziomy gdzie miejsce wasze

lecz przyrzekam

że po was stęskniony zapłaczę

łezki uronię

zanim pomrę

i będzie koniec

 

–– Co on gada za pierdoły? I to po naszemu – pyta się Niedźwiadek.

–– Nie możesz się dziwić. To człowiek – odpowiada Ptaszek.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    To najlepsze, mimo całego przekazu:
    –– Kabaretu jeszcze wam brakuje.
    –– Bez przesady. Żeby umrzeć ze śmiechu. Kto się będzie… śmiał?

    Bardzo dobre!

    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Antoniuszu→Dzięki:)→Pozdrawiam:)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Witaj DD,
    Lubię Twoje dialogi. Ich absurd ma swój urok, a potrafisz też wpleść w nie mądre rzeczy.
    "A powiedz pan, czy to fajnie być głupim?
    –– Przy odrobinie samokontroli, to owszem" - póki nie robi sobie z głupoty krzywdy - bardzo fanie :D
    "ma poezje za uszami." - poezję?
    Bardzo udanie oprowadzasz po znajomym grajdołku :)

    DD, jak masz chęć, podrzuć mi swoje ulubione opowiadanie (swojego autorstwa).
    Ciekawa jestem, do którego masz sentyment. Szczególnie przy tym, jak płodny jesteś.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Ojej. Tu też Pkropka!→Fajnie!→Dzięki:)→Poezje poprawię:)
    Gdybym miał wybrać to hmm... trudne to bardzo... chyba raczej... jeszcze raz... hmm...    
          http://www.opowi.pl/obiecaj-ze-a36581/ ;

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania