Ona Część 4

— Już ci mówiłem mamo, że nie mogę przyjechać. — Kajetan z rezygnacją oparł głowę o wezgłowie łóżka. Poranne godziny nigdy nie były dla niego odpowiednią porą na prowadzenie wymagających myślenia rozmów. Matka, jak zwykle dzwoniła bladym świtem. Niby z troski, żeby nie spóźnił się do pracy. On jednak wiedział, że chciała go kontrolować. Wyprowadził się z rodzinnego domu dobrych dwanaście lat temu, a ona ciągle traktowała go jak smarkacza. Wydzwaniała o różnych porach pod byle pretekstem. A to zepsuł się jej czajnik, a to znowu nie umiała maila do gminy napisać, czy chociażby wczoraj, kiedy oświadczyła, że zaplanowała ogrodową rewolucję i Kajetan koniecznie musi przyjechać, by jej pomóc. Swoją drogą mężczyzna od pewnego czasu trochę się o nią niepokoił. Momentami wydawała się zupełnie nieprzewidywalna. Tak jak z tym ogrodem. Trzydzieści lat trzęsła się nad najmniejszym kwiatkiem, sadziła, pielęgnowała, walczyła z każdym napotkanym robakiem. A tu nagle z dnia na dzień zaorała czteroarowy ogród, nie pozostawiając kamienia na kamieniu. Kajetan przypuszczał, że doskwierała jej samotność i dlatego wyszukiwała sobie ciągle nowe zajęcia. Ojciec zmarł już pięć lat temu. Została sama w wielkim domu. Mogła od tego trochę fiksować, choć gdy o to pytał, zawsze zbywała go pobłażliwym uśmiechem mówiąc, że świetnie sobie radzi. Tak po prawdzie to było mu to nawet na rękę. Nie odwiedzał jej zbyt często. Parę razy w miesiącu wpadał na kilka godzin. Pomagał jej w większych pracach, ale przede wszystkim słuchał, bo matka uwielbiała mówić. Jako emerytowana nauczycielka języka polskiego ciągle miała coś do powiedzenia. Kajetan właściwie udawał, że słucha. Matce wydawało się to nie przeszkadzać i z ogromnym zaangażowaniem opowiadała o wszystkim, co wydarzyło się w miasteczku, kto z kim i dlaczego. Nie była plotkarą! O nie! Mężczyzna swego czasu napomknął, że może za bardzo interesuje się życiem Hanki od Walusiaków i to nie elegancko zaglądać ciągle sąsiadom przez płot. Bożena Rapacka najpierw poczerwieniała, potem zbladła, a na końcu z charakterystyczną dla niej dramaturgią w głosie oświadczyła, że życie obcych ludzi jej absolutnie nie interesuje i, że podobne insynuacje są odrażające. Po czym odwróciła się na pięcie i obraziła na syna na całe trzy dni.

— Ale dlaczego nie możesz? – Rapacka z uporem maniaka drążyła temat.

— Mam dużo pracy. Wiesz, że gdybym mógł, to tym przyjechał… — Kajetan wił się jak piskorz. Nie miał ochoty grzebać się w rozoranym ogródku w czerwcowym skwarze.

— Jasne – powiedziała. – Masz gdzieś starą matkę — zajęczała do słuchawki.

— Mamo… — westchnął. — Aż za dobrze wiedział, co zaraz usłyszy.

— Co mamo? Taka prawda. Jak jesteś potrzebny, to nigdy cię nie ma. Jak i twojego ojca nigdy nie było. Siedział całymi dniami w tym warsztacie. I nawet na obiad nie miał czasu przyjść – rozkręcała się. — Tylko ta robota i robota. Ty to samo! Tylko rąk w smarze nie masz. Boże, jak ja sobie pomyślę o tych stogach prania, co ojciec z warsztatu przynosił. I ja to wszystko we franii prałam! Nie to, co teraz. W automat wsadzi jedna z drugą i myśli, że pranie robi – Matka swoim zwyczajem już dawno zboczyła z głównego tematu.

— Mamo, na litość boską! Jest szósta rano! Co ty mi tu o jakiś stogach prania opowiadasz? — Kajetan czuł się poirytowany. – Powiedziałem, że nie przyjadę w czwartek. Mam spotkanie z nowym klientem i jako właściciel warsztatu muszę być obecny. Kiedy przychodzi ten ogrodnik? — zapytał.

— W piątek po południu – odpowiedziała już dużo spokojniej rodzicielka. Podskórnie czuła, że syn zaraz się złamie.

— Dobrze. Więc umówmy się tak, że postaram się przyjechać w piątek. Nie obiecuję. Pamiętaj – zaznaczył.

— Dziękuję ci. Bedzie mi raźniej. No i dopilnujesz, żeby mnie nie oskubał do ostatniego grosza — trajkotała zadowolona. – Wymarzyłam sobie ogród w stylu francuskim. Wiesz, taki elegancki, prowansalski. Już widzę to oczami wyobraźni. Będzie cudownie. Na końcu ogrodu ustawię taką dużą, drewnianą huśtawkę – Rapacka rozmarzyła się. – I w letnie gorące dni będę huśtać na niej swoje wnuki.

— Ty nie masz wnuków – przypomniał oschle Kajetan.

— No właśnie, bo wyobraź sobie, że spotkałam ostatnio Agnieszkę i …— zaczęła.

— Do widzenia mamo. – Kajetan rozłączył się gwałtownie.

Matka bardzo przeżyła jego rozstanie z Agnieszką. Byli nierozłączni już od liceum. Wszyscy wróżyli im ślub i gromadkę dzieci. W głębi serca Kajetan też miał taki plan. Po maturze razem wyjechali do miasta. Ona zaczęła studiować psychologię, a on imał się różnych zajęć. Podświadome chciał oszukać przeznaczenie i nie iść w ślady ojca. Jednak dzieciństwo i młodość spędzone w warsztacie samochodowym nie dały o sobie zapomnieć. Po dwóch latach pracy jako kurier spotkał Staszka. Stanisław Pająk okazał się żywym przykładem na to, że chcieć to móc. Podobnie jak Kajetan wychował się w warsztacie wuja i zawsze marzył o swoim własnym biznesie w branży samochodowej. Podczas jednej z zakrapianych imprez obaj doszli do wniosku, że oto przyszedł właściwy czas na realizację młodzieńczego marzenia. I tak dziesięć lat temu otworzyli swój pierwszy warsztat. Pracowali od świtu do nocy, nawet w weekendy. Brali udział w każdym możliwym szkoleniu. Inwestowali wszystkie zarobione pieniądze w nowoczesny sprzęt i narzędzia. Po kolejnych trzech latach mieli trzy świetnie prosperujące warsztaty. Zatrudniali dwunastu mechaników i sami nie musieli już brudzić rąk smarem. Zajęli się zarządzaniem i pozyskiwaniem nowych klientów. Z biegiem czasu Kajetan i Staszek stali się najlepszymi przyjaciółmi. Wszystko układało się po jego myśli. Firma prosperowała bez zarzutu, przynosząc coraz większe zyski. Wynajmowane mieszkanie zamienił na własne. Pamiętał minę Agnieszki, kiedy zawiózł ją na strzeżone osiedle i zaprowadził do mieszkania na parterze. Była zdziwiona, co tam robią. Niespodzianka udała się bez pudła. Kiedy otworzył drzwi do zupełnie pustego lokum, spojrzała na niego tymi fiołkowymi oczami i zapytała:

— Co to za miejsce?

— Witaj w domu kochanie – odpowiedział jej z uśmiechem.

Przez moment Agnieszka stała jak rażona piorunem. Patrzyła na puste ściany to znowu na niego. Gdy w końcu odzyskała głos, odezwała się:

— Kupiłeś je? Dla nas?

— Tak. Dla nas i naszych dzieci – Kajetan spojrzał na nią z czułością i odgarnął niesforny kosmyk z jej twarzy. – Jest jeszcze coś – zaczął niepewnie.

— Coś jeszcze? Co może być lepszego od własnego mieszkania? – Roześmiana zaczęła chodzić po pustych pokojach.

— Mam nadzieję, że to – wyszeptał Kajetan. Kiedy Agnieszka odwróciła się w jego stronę, zobaczyła klęczącego przed nią mężczyznę. W prawej dłoni trzymał małe, czerwone pudełeczko.

— Zostaniesz moją żoną? – spytał. – Wiem, że pewnie inaczej to sobie wyobrażałaś, ale czuję, że to dobry moment. – Kajetan wstał i spojrzał Agnieszce w oczy.

— Zaskoczyłeś mnie. Tyle niespodzianek jednego dnia? – zaśmiała się nerwowo. – Tak – odpowiedziała cicho. – Kocham cię. Zawsze będę, przecież wiesz – szepnęła.

 

„Zawsze będę.”— pomyślał ponuro Kajetan, po czym powoli ruszył do łazienki. „Kurwa, cały dzień mi spierdoliłaś mamo”— zaklął w myślach, odkręcając kurek z zimną wodą.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • Pan Buczybór 8 miesięcy temu
    "Jak jesteś potrzeby" - potrzebny

    I wracamy do Kajetana... Dosyć szybko przeszłaś przez jego życie, ale taki skrót całkiem nieźle obrazuje jakim jest człowiekiem i przez co przeszedł. I końcówka zachęca i zaciekawia, bo tego najważniejszego jeszcze nie ujawniłaś.
    A błędów pewnie jeszcze trochę jest, ale nie rzucają się w oczy, przynajmniej gdy się czyta na telefonie :)
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Dzięki za powrót 😉 Kajetan faktycznie trochę oberwał od życia, choć trzyma się całkiem nieźle. A przynajmniej tak mu się wydaje... Pozdrawiam
  • Raven18 8 miesięcy temu
    Ależ irytująca mamusia...
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Mamusia z piekła rodem, haha.
  • Justyska 8 miesięcy temu
    Relacja mamta - syn świetnie przedstawiona. Taka prawdziwa:)
    Brakuje przecinków, wiesz myślę, że dobrym sposobem jest wrzucić tekst przed publikacją np. na ortograf,pl Oczywiście trzeba być uważnym, bo to tylko program, ale wskazuje podstawowe błędy interpunkcyjne. Polecam:)
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Dzięki za podpowiedź, sprawdzę przed następną publikacją. No i dzięki za powrót 😉
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Puenta jest najlepsza :-)))
  • Akwadar 7 miesięcy temu
    "...interesuje i, że podobne..." - nie, nie, nie!
    Trochę interpunkcji szwankuje: "„Zawsze będę.”— pomyślał"
    "Jest jeszcze coś – zaczął niepewnie." - należałoby dać wielokropek, gdyż nie ciągniesz dalej dialogu.
    Jest lepiej :)
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Cichobyć:)↔Nie wiem jak to ująć, ale stosujesz ciekawą "zagrywkę" w pozytywnym sensie. Zaczynasz temat, przerywasz w ciekawym momencie i snujesz inną część akcji. Niech sobie czytelnik, czeka, do powrotu.
    To wywołuje większe zaciekawienie. ( Np:Czy kobieta z wypadku, jest tą? ) niż snucie ciurkiem, o tym samym temacie.
    Nie wiem, czy się zrozumiale wyraziłem.
    P.S↔Znasz pisanie dawnej bardzo autorki↔Dephne du Mauriel?→"Rebekę" np.
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    DD, nie znam tej autorki, ale z ciekawości sprawdzę. Główna myśl jaka przyświecała mi w trakcie pisania to pokazanie dwóch oddzielnych losów ludzi, którzy w zasadzie nie mieli prawa się ze sobą spotkać. Zarządzenie losu, fatum czy jak to nazwać sprawiło, że dwie historie nagle spotykają się w pewnym momencie, ale czytelnik nadal nie jest pewny czy wszystko zakończy się happy endem.
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Cicho_sza→Daphne→miało być:)
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Cicho_sza↔I dlatego, Twój tekst mnie zainteresował:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania