Ona Część 34

W kuchni zaległa cisza. Tylko powolne tykanie zegara świdrowało powietrze, które jakby zatrzymało się na chwilę w oczekiwaniu. Za oknem słychać było wesołe ćwierkanie wróbli i żałosne gdakanie pozbawianych koguta kur. Kajetan dopiero teraz podniósł wzrok znad kubka z kawą. Powiedział jej wszystko. Wyznał, że to on był tajemniczym K. z forum i, że to właśnie z nim spędziła kilka bezsennych nocy, kiedy nie mogli się nagadać. Opowiedział o swojej wyprowadzce z miasta i o tym, dlaczego tak nagle przestał się odzywać. Opisał wypadek i jak rozpoznał ją po tatuażu, który widział na filmikach z forum.

— Pojechałem do szpitala, ale spotkałem tam twojego męża.

— Adama?

— Tak. A wiesz, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze?

— Co?

— Twój mąż był wtedy moim adwokatem. Znałem go. Dlatego rozpoznałem go w szpitalu i kiedy powiedział, że jego żona miała wypadek na pasach i nazywa się Laura, poskładałem klocki i wyszło mi, że obaj przyjechaliśmy tam z powodu tej samej kobiety.

— Naprawdę byłeś w szpitalu?

— Tak. Nie mogłem uwierzyć, że to byłaś ty. Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności. Chciałem sprawdzić. A potem po prawie czterech miesiącach spotkałem cię tutaj…

Laura kręciła z niedowierzaniem głową. Wpatrywała się w niego i uśmiechała coraz szerzej, aż w końcu wybuchła śmiechem. Gdy w końcu się uspokoiła, odparła:

— Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Kto by się spodziewał… Ale właściwie, dlaczego mi to mówisz?

— Nie lubię tajemnic. Źle się z tym czułem, bo … Właściwie sam nie wiem dlaczego…

Laura zamyśliła się. Oparła łokieć na stole i podparła się na ręce. Kajetan wyglądał tak bezradnie, że miała ochotę go przytulić. Wyciągnęła rękę i pogładziła po ramieniu.

— Cieszę się, że mi o wszystkim powiedziałeś — powiedziała cicho. — Też nie lubię tajemnic. Tylko nie bardzo wiem, co mam teraz z tą wiedzą zrobić…

Kajetan spojrzał na nią i z bólem odkrył, że Laura nie podzielała jego fascynacji. Nie była nawet zainteresowana skorzystaniem z okazji. Równie dobrze mógł jej nic nie mówić. Właściwie, czego się spodziewał?

— Nic nie musisz robić. Po prostu wiesz. I tyle. Będę leciał. Zrobiło się późno.

— Tak, już późno. — Laura wstała i zebrała brudne kubki ze stołu. Kajetan stał przez chwilę w drzwiach i czekał na jakiś ruch z jej strony. Ona jednak zajęła się myciem naczyń.

— To idę. Cześć.

— Cześć — odparła Laura, nawet nie podnosząc wzroku. Głowa nagle zaczęła jej ciążyć od natłoku myśli. Kajetan i K. to tam sama osoba? To, dlatego tak dobrze czuła się w jego towarzystwie? Potrafił ją rozbawić tak samo, jak niegdyś K. Opowiedziała mu o swojej życiowej porażce, ot tak, zwyczajnie, jakby znali się od zawsze. Nie była głupia, widziała, jak przyglądał się jej, kiedy wpadał do Anki, a ona też tam była. Był zawsze miły, uprzejmy, pomocny. I nawet zabił tego przeklętego koguta, choć nigdy wcześniej tego nie robił.

— Kajetan! — Laura wybiegła na werandę. — Zaczekaj!

Zaskoczony mężczyzna odwrócił się i spojrzał na Laurę. Wybiegła w samym dresie, choć kwietniowy wieczór był jeszcze chłodny. Podszedł bliżej i zobaczył jej zaróżowione z emocji policzki.

— Przepraszam cię — zaczęła. — Zaskoczyłeś mnie, nie chciałam, żebyś poczuł… że dla mnie to nic nie znaczy… Kiedy nie wiem, jak się zachować to zazwyczaj jestem taka… obojętna. Ludzie myślą, że ich olewam, a to nie jest prawda. I teraz też tak było… Pomogłeś mi już kilka razy i dzisiaj z tym kogutem. A ja tak głupio zareagowałam… — Laura wpadła w szaleńczy słowotok, próbując wytłumaczyć się ze swojej reakcji na prawdę, którą wyznał Kajetan. Stała przed nim rozemocjonowana, gestykulując i przepraszając. — Uratowałeś mnie na tych pasach. Gdyby nie ty… To nie wiem, co by się ze mną stało. Teraz jestem potrzebna mamie, znalazłam nowy cel. Chcę pozamykać stare sprawy… Przepraszam cię…

Kajetan podszedł bliżej i spojrzał na drobniutką istotkę o wielkich brązowych oczach. Schylił się i powoli zbliżył twarz do jej twarzy. Laura drgnęła, ale nie odsunęła się. Kiedy dotknął ustami jej zimnych warg, poddała mu się bez słowa protestu. Przymknęła oczy i rozkoszowała się ciepłem jego ust. Kajetan nie śpieszył się, przeciągał tę chwilę, najdłużej jak się tylko dało.

— Chodź tu do mnie złośnico — zamruczał, przyciągając ją do siebie. — Nie gniewam się na ciebie. Już przestań mnie przepraszać. — Laura wtuliła twarz w miękką bluzę i podnosząc głowę, szepnęła:

— I co teraz?

— Nic. Jutro przyjeżdżam na rosół. — uśmiechnął się, całując ją w czubek nosa.

— No tak. Nagroda dla dzielnego rycerza — zaśmiała się.

— Do jutra. — Kajetan odsunął się niechętnie i wsiadł do samochodu.

— Do jutra.

Odjeżdżając, widział ją we wstecznym lusterku. Stała na werandzie i obserwowała, jak znika za zakrętem. Do mieszkania dotarł koło dwudziestej drugiej. Nie dochodziło do niego, co stało się kilkanaście minut temu, ale smak jej ust, który czuł do tej pory, był namacalnym dowodem na prawdziwość całej sytuacji. Wyznanie prawdy sprawiło, że odczuł niesamowitą ulgę.

Nazajutrz z samego rana pojechał na działkę, gdzie ekipa kontynuowała rozbiórkę domu. Wszystko szło zgodnie z planem. Pogoda dopisywała, a robotnicy sprawnie usuwali kolejne elementy budynku. Ostatnie spróchniałe deski i belki lądowały na wywrotce. Ciężka łyżka koparki ładowała gruz i kamienie z podmurówki. W międzyczasie Kajetan zadzwonił do biura projektowego i ustalił spotkanie w sprawie finalizacji projektu. Jednak jego myśli wciąż krążyły wokół Laury. Nie mógł się doczekać, kiedy znów będą razem. Kiedy ekipa odjechała, wskoczył do samochodu i pojechał do mieszkania. Wziął szybki prysznic, przebrał się i popędził na umówiony obiad. Na podwórku stał samochód. Kajetan nigdy go tu wcześniej nie widział. Wysiadł z auta i ruszył w kierunku drzwi. Nie zdążył zapukać, gdyż drzwi otworzyła mu Laura.

— Cześć — zaszczebiotała. — Jaki punktualny.

Kajetan pochylił się, żeby ją pocałować, ale Laura odsunęła się nieznacznie i wpuszczając go do środka, szepnęła:

— Mam gościa.

— Przy gościu nie mogę cię całować? — wyszeptał, składając delikatny pocałunek tuż za jej uchem. Laura oblała się rumieńcem i spojrzała na niego z udawaną naganą.

— Żartowniś. — Mówiąc to, poprowadziła go do jadalni. Za stołem siedział mężczyzna.

— Poznajcie się: to mój przyjaciel z dzieciństwa Wojtek Lasoń. Spotkaliśmy się w szpitalu. Był lekarzem mamy. Wpadł z wizytą, by zobaczyć jak się czuje — wyjaśniła. — A to mój…

— Znajomy — dokończył Kajetan. — Kajetan Rapacki.

Mężczyźni podali sobie ręce i zmierzyli się wzrokiem. Atmosfera w jadalni momentalnie zgęstniała i zawisła ciężkim obłokiem nad stołem. Niczego nieświadoma Laura, udała się do kuchni, by przygotować talerze.

— Przyjaciel z dzieciństwa? — zapytał Kajetan, siląc się na obojętny ton.

— Tak — zaśmiał się Wojtek. — Spędzałem wakacje u dziadków. Razem z Laurą i Anią byliśmy postrachem okolicznych płazów i gadów.

— Chyba ty — zawołała z kuchni Laura.

— O nie, moja droga. Ty też nie byłaś lepsza — odpowiedział, kładąc nacisk na „moja droga”. Kajetan przełknął ślinę i uśmiechnął się do Lasonia. Co za rudy pierdzielec — pomyślał, ale na głos dodał:

— Laura opowiadała mi o gotowaniu zupy z żab.

— To słynne historie. Przyjechałem ze Śląska na straż w tutejszym szpitalu. Mieszkam niedaleko w domu po dziadkach. — Tym razem akcent padł na słowo „niedaleko”.

Kajetan musiałby być ślepy i głuchy, by nie zauważyć, że przyjaciel z dzieciństwa miał bardzo konkretne plany wobec Laury. Jednak postanowił nie dać się sprowokować i resztę obiadu spędził na słuchaniu opowieści o tym, jak podczas wakacji Laura, Ania i Wojtek wiedli wspólnie szczęśliwe dzieciństwo wśród pól, gór i lasów. Kiedy Wojtek pożegnał się i wyszedł Kajetan odetchnął z ulgą. Pomógł pozbierać brudne talerze i zaniósł je do kuchni.

— Lubisz go?

— Kogo?

— Tego rudego doktorka. — Kajetan starał się brzmieć naturalnie, ale w głosie dało się wyczuć nutkę irytacji.

Laura spojrzała na niego uważnie. W kąciku jej ust błądził ironiczny uśmieszek.

— Jesteś zazdrosny?

— Nie. Pytam tylko.

— Jesteś! — Szturchnęła go w bok. — Widziałam, jak na niego patrzyłeś cały obiad! Gdyby wzrok mógł zabijać, to teraz mielibyśmy problem z ukryciem ciała. — Zaśmiała się serdecznie i obejmując go w pasie wtuliła twarz w jego jasnoniebieską koszulę. — Nie martw się. Wojtek nie jest w moim typie.

— A kto jest? — zamruczał, gładząc jej włosy.

— Stary Boćko! — zawołała, zachodząc się ze śmiechu.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • rozwiazanie 7 miesięcy temu
    'Laura, Ania i Wojtek wiedli wspólnie szczęśliwe dzieciństwo wśród /pół/, gór i lasów.' Fajnie się zapowiada:-)
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Dzięki. Postanowiłam nieco przyspieszyć sprawy, bo ileż można krążyć wokół tematu, który wisiał w powietrzu niemalże od początku historii 😊
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichoniu🤗
    No, nie spodziewałam się, że K. tak od razu 'wypuści serię, jak z pepeszy'... co prawda nie wierzę, że teraz będzie już 'całkiem z górki', ale czas pokaże... wszystko/póki co/ zmierza w dobrym kierunku🙂
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Szufi, jak już kraść to miliony, no nie? 😁 Widać prawda podziałała na Laurę pobudzająco 😂
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    A jak Cichoniu❗No tylko miliony hahaha, a jak spadać, to z rasowego rumaka, a nie z byle kłapouszka😁
    I niech się odpowiednio pobudzają/rozbudzają😂😂😂... czekam i nie odpuszczam.
  • rozwiazanie 7 miesięcy temu
    Cicho_sza, masz literówkę 'wśród /pół/, gór i lasów.' Możesz całość pociągnąć w telenowelę, będzie co czytać 🤗 Pozdrawiam.
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    O, dzięki za czujność. Poprawię zaraz. Nie wiem czy mi mocy starczy na telenowelę. Zresztą, nawet najdłuższa telenowela kiedyś się kończy, haha.
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Cichonianko↔Hmm... rzeknę. Co tu dużo pisać mam, skoro tyle wyczytałem😁
    Nadal naturalnie, choć literki, coraz "bardziej klejące się do strony"
    To seria z tych, co to zawsze za szybko się skończy. Przy tulu wątkach, tyle się może dziać, ze normalnie:szok. Bo Cichoszek ma smykałkę do takich snuć😁
    Na pewno nie nudno:)↔Pozdrawiam:)↔%

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania