Ona Część 59

Stefan przespał spokojnie cała noc. W przeciwieństwie do Laury, która niemal nie zmrużyła oka. Po wyjeździe Kajetana razem z Anką przeniosły śpiącego chłopca do sypialni na górze. Była dopiero dziewiętnasta, ale Laura położyła się obok i z trwogą wsłuchiwała w miarowy oddech malca. Drżała na myśl, że Stefek obudzi się w środku nocy, a ona nie będzie umieć go utulić z powrotem do snu. Jednak zmęczona czuwaniem zasnęła nad ranem. Obudził ją szelest pościeli oraz lekkie poklepywanie po policzku. Z trudem otworzyła ciężkie powieki i ujrzała przed sobą uśmiechniętą twarzyczkę dziecka. Stefan siedział na niej okrakiem, ściskając pana Tulisia. Nie wyglądał na zaskoczonego ani tym bardziej przestraszonego.

— Znasz pana Tulisia? — spytał. — Mikołaj mi przyniósł.

Laura uśmiechnęła się i odparła:

— Twój tata mi go wczoraj przedstawił. Musiałeś być bardzo grzeczny, skoro dostałeś taki świetny prezent.

— No — potwierdził ochoczo malec. — A gdzie tata?

Dopiero teraz Stefan rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu Kajetana.

— Wczoraj tak dobrze się bawiłeś z Julkiem, że obaj zasnęłyście na podłodze. Tata musiał pojechać do domu, ale nie chciał cię budzić. Dziś po ciebie przyjedzie.

Maluch zasmucił się i opadł z powrotem na poduszkę. Przez chwilę intensywnie wpatrywał się w pana Tulisia, tak jakby chciał przewiercić go wzrokiem. Po chwili przytulił pluszaka, spojrzał na Laurę i wyszeptał:

— Mama tu była.

— Tak? — spytała, próbując zachować beztroski ton.

Założyła, że Stefan mógł mieć jakiś sen z Agnieszką. Nie chciała wpędzać go w ponury nastrój ani tęsknotę za matką, zważywszy na fakt, że był daleko od domu. Postanowiła szybko zmienić temat i odwrócić jego uwagę.

— Idziemy sprawdzić, czy dzieci już wstały? — zapytała, podnosząc się z łóżka.

Jednak Stefan zdawał się nie słyszeć jej radosnego szczebiotania. Nadal leżał w łóżku i wtulał twarz w maskotkę.

— Mama tu była, jak spałaś — oznajmił nagle. — Mówiła, że musi iść…

Laura poczuła ścisk w żołądku. Chłopiec usiadł na łóżku i patrzył smutno przed siebie. Podeszła do niego i usiadłszy obok, przytuliła małe, ciepłe ciałko.

— Stefciu… — zaczęła. — To był tylko sen…

— Nie — zaprzeczył. — Mama poszła do aniołków. Mówiła mi pa pa. I dała buziaka. O tutaj.

Mówiąc to, wskazał na prawy policzek. Stefan opowiadał o wszystkim z takim przekonaniem, że Laura postanowiła nie drążyć tematu. Kiedy zejdą na dół, zacznie się bawić i o wszystkim zapomni. Już mieli wychodzić, kiedy usłyszała dzwonek telefonu. Podeszła do szafki nocnej i sięgnęła po aparat. Wciąż zerkając na chłopca, odczytała wiadomość od Kajetana. Poczuła, że robi się jej ciemno przed oczami. Wzięła głęboki wdech i przysiadła na brzegu łóżka, by nie upaść. Spojrzała przerażona na Stefana, który odzyskał już humor i starał wygramolić się z łóżka. Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jego melancholijny nastrój gdzieś wyparował. Laura jeszcze raz spojrzała na wyświetlacz, gdzie widniała krótka wiadomość od Kajetana: Agnieszka zmarła nad ranem. Czy mogłabyś odwieźć Stefana do domu?

 

— Co się stało? — zawołała Anka, kiedy po kilku minutach Laura pojawiła się ze Stefanem na dole. — Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczyła!

— Agnieszka nie żyje — szepnęła, kiedy upewniła się, że chłopiec zniknął w pokoju dzieciaków.

— Jezu… — jęknęła młodsza z sióstr. — I co teraz?

Laura opadła ciężko na najbliższe krzesło i ukryła twarz w dłoniach. Wiedziała, że czeka ją ciężki dzień, ale nie mogła zostawić Kajetana bez pomocy. On pomógł jej już tyle razy. Nigdy nie żądał niczego w zamian. Teraz przyszła pora, by to ona zrobiła coś dla niego.

— Nie wiem — westchnęła. — Kajetan prosił, żebym odwiozła Stefka do domu. Pewnie musi teraz dużo spraw pozałatwiać.

— Jasne. — Anka zabrała się za przygotowywanie śniadania. — Zaraz coś wam naszykuję i pojedziecie.

— Anka…

— Co? — spytała, krojąc chleb. — Nie chcesz śniadania? Nie ma mowy! Nie puszczę was na głodniaka!

— Ja się boję tam jechać… — wydukała w końcu Laura. — Wiesz, o co mi chodzi… Aga dopiero, co zmarła, a ja…

— Przestań! — zganiła siostrę Ania. — Nie jedziesz tam, żeby tańczyć na jej grobie! Uspokój się! Jedź przebrać się do domu, a ja zrobię maluchom śniadanie.

 

Laura wstała i bez słowa wyszła z kuchni. Anka miała rację. To nie był czas na rozmyślania i osobiste obawy. Musiała skupić się na zadaniu, jakie powierzył jej Kajetan. Po dziesięciu minutach zatrzymała auto przed domem matki. Wysiadła i popędziła do środka. W korytarzu niemal zderzyła się z Zofią.

— A ty coś tak wpadła jak po ogień? — wykrzyknęła zaskoczona matka. — Stało się co?

Laura rzuciła jej przepraszające spojrzenie i zniknęła w łazience. Szybki prysznic przywrócił kobiecie jasność myślenia. W pośpiechu wysuszyła włosy i związała w niedbały kok na czubku głowy, po czym udała się do pokoju. Z szafy wyjęła ciemne jeansy i bordowy sweter. Przejrzała się w lustrze. Nie wyglądała na żałobniczkę, ale przecież nią nie była. Śmierć Agnieszki bardzo ją zmartwiła, choć głównie ze względu na Stefana i Kajetana. Cierpiała na myśl o małym chłopcu, stojącym nad trumną własnej matki.

— Idziesz już? — Głos matki wyrwał ją z rozmyślań. — Laura!

— Mamo, nie mam czasu — rzuciła w biegu. — Wieczorem wszystko ci wyjaśnię. Pa!

 

Kiedy dotarła z powrotem do agroturystki siostry, dzieciaki były już po śniadaniu. Radosne krzyki dało się słyszeć już przed domem. W środku panował prawdziwy harmider. Bliźnięta biegały wokół stołu z drewnianymi mieczami w dłoniach, a Julek ze Stefanem gonili ich, próbując odebrać im oręże. Po dwóch rundach wokół jadalni Sonia i Rafał schronili się w pokoju, a Julek ze Stefanem zakradali się na czworakach, by z zaskoczenia wtargnąć do kryjówki wroga. Anka doglądała dzieci, co jakiś czas wychylając się z kuchni, gdzie marynowała schab na pieczeń.

— Gotowa? — zagadnęła, gdy spostrzegła Laurę. — Dasz radę jechać? Może Marek was zawiezie?

— Dam radę — zapewniła. — Pójdę zawołać Stefana.

Chłopiec nie był zachwycony wizją powrotu do domu, ale posłusznie wsiadł do samochodu. Laura zapięła Stefka w foteliku pożyczonym od Julka i ruszyli w drogę. Mam nadzieję, że dobrze znosisz podróże Stefciu — pomyślała Laura, kiedy wyjeżdżali na wylotówkę z krainy wilków.

 

— To tu — zawołał Stefan. — Mój dom!

Po trzech godzinach jazdy dojechali do miasteczka. Laura podała dokładny adres, ale nawigacja jakoś nie specjalnie chciała współpracować. Sunęli wolno wzdłuż ulicy, a Laura usiłowała wypatrzeć dom z numerem dwadzieścia osiem.

— Na pewno? — spytała.

— Tak! Auto taty! — zawołał jeszcze raz chłopiec.

Dopiero teraz dostrzegła Land Rovera zaparkowanego na podjeździe. Kiedy zatrzymali się przed wjazdem, z domu wyłonił się Kajetan. Podszedł do bramy i otworzył ją na oścież. Laura wjechała na podwórko. Rapacki wyciągnął Stefana z fotelika. Chłopiec przywarł do niego całym ciałem i objął za szyję. Nie odezwał się ani jednym słowem, ale ten drobny gest starczył za tysiąc słów. W tamtym momencie Laura zdała sobie sprawę, że to mały Stefek dodaje otuchy ojcu, bo przecież chłopiec już wiedział, że nie zastanie matki w domu. Powiedział jej o tym rano. Kiedy to do niej dotarło, poczuła, że zbiera się jej na płacz. Oczy z sekundy na sekundę robiły się nieznośnie wilgotne. Z całych sił starała się nie uronić ani jednej łzy. Odwróciła się gwałtownie i wsiadła do samochodu.

— A ty dokąd? — spytał Kajetan, otwierając drzwi. — Nie uciekaj. Wszystko w porządku. Chodź.

Laura niechętnie wysiadła z auta i pozwoliła się przytulić. Czuła się nieswojo. Zupełnie, jakby robiła coś złego. Miała wrażenie, że zaraz zobaczy Agnieszkę, stojącą w jednym z okien.

— Stefan był grzeczny? Nie sprawiał wam kłopotów?

— Był bardzo grzeczny — odpowiedziała. — Nie mógł się rozstać z dzieciakami…

— Mhm…

— A ty? — Podniosła na niego wzrok. — Jak się czujesz?

— Nie wiem… Naprawdę nie wiem — wyznał stłumionym głosem, ale zaraz, dodał. — Zapraszam na kawę. Może usiądziemy w ogrodzie?

Kiedy minęli werandę i Kajetan poprowadził ją w stronę ogrodu, Laura stanęła jak wryta. Jej oczom ukazał się wspaniale zaprojektowany, dopieszczony w każdym calu ogród w stylu francuskim. Sieć ścieżek wysypanych śnieżnobiałymi kamyczkami wiła się pomiędzy geometrycznymi rabatami i młodymi krzewami. Wyjątkowo ciepły kwiecień przyśpieszył nieco wegetację, tak, że wzdłuż głównej alejki pyszniły się już błękitne szafirki i przetaczniki. Całość otoczona była sporym trawnikiem porośniętym gęstą, soczysto zieloną trawą.

— Ogród w stylu francuskim — szepnęła zachwycona. — Tak właśnie go sobie wyobrażałam.

— Pamiętasz, jak napisałem ci, że nie znam się na ogrodach? — spytał, spoglądając na nią ukradkiem. — Nadal nic o nich nie wiem, ale ten wyjątkowo dobrze mi się kojarzy…

Poczuła, że się czerwieni. Dobrze pamiętała ten dzień, gdy dostała od niego pierwszą wiadomość. Teraz wydawało się jej, jakby od tamtego czasu minęła cała wieczność.

— Pamiętam — odparła, siadając na ławce w altanie. — Jest piękny. Brak mi słów.

— Przekaże mamie twoje zachwyty — uśmiechnął się. — Pójdę po kawę. Zaraz wracam.

Laura skinęła głową i znów zanurzyła się w ogrodzie. Matka Kajetana zadbała o każdy szczegół. Sposób oświetlenia, nawodnienie, kształt rabat — nic nie było tutaj dziełem przypadku. Dobór roślin, pogrupowanie ich według terminu kwitnienia i kolorystki dawało niesamowite wrażenie, że wszystko znajduje się na właściwym miejscu. Laura wiedziała, że w lecie ogród będzie jeszcze piękniejszy. Kiedy wszystkie byliny i rabaty rozkwitną cała powierzchnia skąpie się w błękitno-fioletowych barwach.

— Proszę, twoja kawa — Pojawienie się Kajetana, przywołało ją do rzeczywistości. — Mam jeszcze coś dla ciebie.

Laura spojrzała na niego niepewnie i dostrzegła kopertę, którą podsunął w jej stronę.

— Co to jest?

— Nie wiem. Chyba list. Znalazłem go rano w szafce nocnej Agnieszki. Jest twoje imię, więc zapewne chciała, żeby do ciebie dotarł…

— Ale…

— Laura, nie wiem — westchnął. — Przeczytaj albo wyrzuć. Muszę iść na chwilę do Stefana. Mama trochę słabo radzi sobie z tą sytuacją.

Kiedy Kajetan zniknął za rzędem tuj, drżącymi dłońmi wzięła do ręki kopertę. Rozerwała papier i wyjęła złożoną na czworo kartkę. Chwiejny charakter pisma świadczył, że autorka listu pisała go z wielkim trudem. Laura spojrzała z przejęciem na rzędy liter i zaczęła czytać.

 

Lauro!

Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że mnie już nie ma. Chciałabym Cię przeprosić, że zabrałam Ci Kajetana. Nie mogłam inaczej. Wybacz! Zrobiłam to dla Stefana, żeby nie został sam na świecie, kiedy mnie już nie będzie. Wiedziałam, że Kajtek mnie nie kocha, a mimo wszystko zgodziłam się na jego propozycję. Dla mnie i Stefcia wyrzekł się uczucia do Ciebie. Naiwnie myślałam, że przeleje je na mnie, ale niestety tak się nie stało.

Kiedyś bardzo go zraniłam. Może ta choroba to moja kara? Teraz to już nie ma znaczenia.

Zaopiekuj się moimi mężczyznami.

Bądź dla Stefana matką, którą ja być nie zdążyłam.

Agnieszka

Następne częściOna Część 60 Epilog

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Trzy Cztery 5 miesięcy temu
    Podoba mi się, jak pokazałaś rozstanie Stefana z Agnieszką. Dzieciom łatwiej pogodzić się ze śmiercią rodzica, gdy są małe. W dziecięcej głowie mieszają się takie światy, jak świat baśni, snu, wiary w słowa dorosłych. Stefan miał wokół osoby, które z nim rozmawiały, traktowały go poważnie, czyli - nie przeganiały, nie odsuwały, a odpowiadały na pytania, tłumaczyły. Czuł się bezpiecznie w swoim małym życiu. I to mu pomogło. Czuł się nawet odpowiedzialny za swojego przybranego tatę. Łatwiej jest znieść trudne chwile, wiedząc, że trzeba pomóc komuś, kogo też dotyczą. Dzieci są mądrzejsze, niż myślą dorośli.
    Agnieszka z kolei, obwiniając się w liście pokazała swoje troszkę zabobonne oblicze, i OK. Czemu nie? Zdarza się jeszcze taka metoda widzenia świata: był grzech, to jest i kara za grzechy. I taka była Aga - niby nowoczesna, a jednak pogrążona w wiejskich tradycjach, przesądach.
    Wzruszające sceny.
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    To prawda, Stefan dość dobrze poukładał sobie sytuację, w której się znalazł, głównie za sprawą ludzi, którzy go otaczali. Małe dzieci rzeczywiście rozumieją więcej niż się nam wydaje.
    Kiedyś na początku napisałaś mi, że tworzenie nowego ogrodu to jak tworzenie nowego życia. Ostatnia scena w budzącym się do życia ogrodzie francuskim jest trochę symboliczną. To on stał się powodem internetowej znajomości, a teraz stał się świadkiem nowego rozdania w życiu głównych bohaterów. Miałaś rację z tym początkiem nowego życia 😊
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichoszka nieznośna jest.O!↔Żeby już za chwilę zakończyć. I to w taki spójny sposób, w sensie całości serii. A poza tym wiele tu ciekawych przemyśleń, chociaż może nie bezpośrednio podanych→ w odczuciu mym. Naprawdę, cała seria mnie się podobała. Nie ma w niej ani trochę sztuczności. Tak jakby całość faktycznie się wydarzyła. Epilog przeczytałem.
    Tak napisany, że mogłabyś kiedyś zacząć↔Ona - 2:))↔Pozdrawiam:)↔%%
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    DeDo, pisałam ostatnio, że poprzednia część obfitowała w wydarzenia nie bez powodu 😉 Tak krążyłam i odlatywałam na kolejne kręgi, aż w końcu udało mi się wylądować 😁
    I wiesz co jest dziwne? Wcale nie czuję ekscytacji... 😝

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania