Ona Część 43

— Jak to od trzech lat nie byłaś na badaniach? — spytał z niedowierzaniem Kajetan. — Masz dziecko. Wiedziałaś, że jesteś w grupie ryzyka!

Agnieszka niechętnie spojrzała na zdenerwowanego mężczyznę. Kiedyś cieszyłaby się z tej atencji. Teraz nie miało to żadnego znaczenia. Głowa ciążyła niemiłosiernie. Nawracające migreny, problemy z utrzymaniem równowagi zdarzały się coraz częściej. Brak apetytu i nudności tłumaczyła stresem związanym z chorobą matki. Samotne macierzyństwo również dało się jej we znaki. Nic nie było takie, jak być powinno. Dwa dni temu będąc ze Stefanem na placu zabaw, straciła przytomność. W przebłysku świadomości poprosiła, by o całym zdarzeniu zawiadomić Bożenę Rapacką. Niedoszła teściowa zajęła się dzieckiem, a ona została zabrana do szpitala. Nie spodziewała się dobrych wiadomości. Od kilku miesięcy przeczuwała, że dzieje się coś niepokojącego. Jednak wstępna diagnoza ścięła ją z nóg.

— Nie miałam do tego głowy — odparła z trudem. — Byłam sama ze Stefciem, mama miała nawrót i to wszystko tak mnie, pochłonęło…

Kobieta przymknęła oczy, by Kajetan nie dojrzał gromadzących się w nich łez. Nie chciała, żeby oglądał ją w takim stanie. Bożena niepotrzebnie go zawiadomiła. Stał tu teraz i patrzył na nią z litością.

— Musiało być ci ciężko… — zaczął niepewnie. — Ale trzy lata? Kiedy byliśmy razem, biegałaś po lekarzach co pół roku.

Agnieszka uśmiechnęła się blado. Świadomość, że były narzeczony wciąż pamiętał takie drobnostki z ich niegdysiejszego życia, sprawiała jej dziwną satysfakcję.

— Masz rację — odezwała się smutno. — Kiedy byliśmy razem, wszystko wyglądało inaczej. Ale teraz jest, jak jest…

— Co mówią lekarze?

— Poza tym, że przyszłam o wiele za późno, to niewiele. Więcej powiedzą, kiedy dostaną wyniki biopsji.

Kajetan usiadł na metalowym taborecie i spojrzał na kobietę, którą niegdyś chciał poślubić. Tamta była pełna życia, zawsze uśmiechnięta z burzą blond loków na głowie. Jej fiołkowo-niebieskie oczy hipnotyzowały, za każdym razem, gdy na niego spojrzała. Teraz Agnieszka straciła swój dawny blask. Szaroziemista cera była niemal przeźroczysta, tak, że bez trudu mógł dojrzeć pod nią plątaninę żył i tętnic. Skrócone włosy przerzedziły się wyraźnie, a oczy przybrały nieokreślony szaro-granatowy kolor.

— Nie patrz tak na mnie — poprosiła. — Wiem, jak wyglądam. Lepiej już idź.

Mężczyzna drgnął nieznacznie wyrwany gwałtownie z własnych rozmyślań. Zaskoczony odkrył, że nie miał już do niej żalu. Tak, jakby historia sprzed prawie trzech lat nigdy się nie wydarzyła.

— Przyjdę jutro — oznajmił. — Stefan potrzebuje więcej ubrań. Muszę chyba do ciebie pojechać.

Agnieszka podniosła się na łóżku i sięgnęła do szuflady szpitalnej szafki. Wyciągnęła klucze.

— Proszę. Tylko otwieraj dolny zamek. Górny się zacina.

— W porządku.

Sięgnął po brzęczący pęk i ruszył do wyjścia.

— Kajetan! — zawołała Aga. — Dziękuję.

Mężczyzna odwrócił się w drzwiach i poczuł coś dziwnego. W jednej chwili zalała go fala spokoju i ulgi. Przystanął zdumiony. Przez moment spoglądał na Agnieszkę, by w końcu zrozumieć, co właśnie się wydarzyło.

— Nie ma sprawy — rzucił. — Do jutra.

 

Prosto ze szpitala pojechał do jej domu. Rzeczywiście górny zamek blokował się i zgrzytał niemiłosiernie przy próbie przekręcenia klucza. Gdy wszedł do środka, od razu przypomniał sobie znajome sprzęty. Kiedyś bywał tu niemal codziennie. Rozejrzał się po niewielkiej kuchni. Na blatach stały nieumyte naczynia i garnek z zupą. Wszystko wyglądało tak, jakby właścicielka wyszła na moment i mała zaraz wrócić. Na podłodze w gościnnym pokoju leżały porozrzucane samochodziki i klocki. Na oparciu krzesła wisiały małe ubranka, zapewne ściągnięte z suszarki i przygotowane do schowania w szafie. Kajetan udał się na górę do pokoju Agnieszki. Tutaj również niewiele się zmieniło. Jedynie białe łóżeczko ustawione w kącie pomieszczenia świadczyło, że Aga nie mieszkała tu sama. Wszedł do środka i szybko przeszukał szafki. W jednej z nich odnalazł równiutko poskładane dziecięce ubranka. Nie miał pojęcia, co powinien zabrać. Do leżącej obok łóżka torby spakował kilka koszulek i spodni, dwie bluzy i na wpół zużytą paczkę jednorazowych pieluch. Dorzucił też parę zabawek, które dosłownie wylewały się z dużego plastikowego pojemnika w auta. Z łóżeczka wyjął jasnoniebieski kocyk i poduszkę w kształcie rybki. Gdzieś słyszał, że znajome zapachy pozwalają uspokoić się dziecku w nieznanym miejscu. Wychodząc, zaważył poustawiane na półce urodzinowe kartki. Największa z nich przedstawiała uśmiechniętego misia, który trzymał niebieski balonik z cyfrą dwa. Z zaciekawieniem wziął ją do ręki. Odręczny napis w środku głosił: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin składa S. Kajetan uśmiechnął się pod nosem. Wszędzie rozpoznałby ten koślawy charakter pisma. Jednak Staszek nie zapomniał o synu — pomyślał z ulgą.

 

Kiedy dotarł do domu, matka karmiła Stefana. Maluch wiercił się i machał rączkami, usiłując przegonić natrętną opiekunkę. Bożena z resztkami marchewki we włosach spojrzała na syna ze zgrozą.

— On nie chce nic jeść! — wyjęczała. — To już trzeci wariant obiadu, a on nadal nic nie je.

Kajetan podszedł do malca i zagadnął:

— Zobacz, co ci przywiozłem — Mówiąc to, podał chłopcu czerwony samochodzik. — Chcesz?

Stefan wyciągnął pulchne rączki i złapał zabawkę.

— Bum bum — wyszczebiotał uradowany.

— My mężczyźni musimy trzymać się razem, no nie? — Mrugnął do niego porozumiewawczo. — Ale musimy też coś jeść.

Chłopiec przyglądał mu się uważnie. Jego jasne, kędzierzawe włoski układały się w niesforne loki i okalały pucołowatą buzię. Był podobny do Staszka, choć geny Agnieszki zdawały się przeważać. Kajetan nałożył sobie chochelkę zupy i usiadł przy stole.

— Jemy? — rzucił od niechcenia. — Bardzo dobra zupa — zamlaskał teatralnie.

Stefan spojrzał na swoją miseczkę i wydął małe usteczka. Nie był zainteresowany zawartością własnego talerza. Za to potrawa Kajetana wyglądała na całkiem smaczną. Niezgrabnym ruchem zanurzył łyżeczkę w naczyniu mężczyzny.

— Rozumiem — zaśmiał się. — Wolisz moją. Nie ma sprawy.

Podsunął mu talerz pod nos. Maluch ochoczo zabrał się za zupę i po kilku minutach wyławiał ostatnie warzywa. Matka w niemałym szoku obserwowała cała sytuację. Kajetan rozbroił Stefana w pięć minut, podczas gdy ona walczyła z nim od przeszło dwóch godzin.

— Jak tyś to zrobił? — spytała zszokowana. — On sam wszystko zjadł!

Wzruszył ramionami.

— Nie wiem — odparł. — Głodny był, to zjadł.

Bożena wyciągnęła chłopca z krzesełka i postawiła na podłodze. Maluch ruszył w kierunku torby, którą przywiózł Kajetan. Po chwili wygrzebał z niej kocyk i poduszkę. Wyraźnie zadowolony podszedł do mężczyzny i wziął go za rękę.

— Aaa, aaa — odezwał się, ciągnąc go do pokoju.

— Mamo, może ty go weźmiesz…

— Przecież ciebie chce — odparła. — Przy mnie znowu się rozpłacze.

— Ale ja nie wiem jak… — usiłował negocjować. — Nie usypiałem nigdy dzieci.

— Aaa, aaa — powtórzył zniecierpliwiony Stefan.

Kajetan pokręcił z niedowierzaniem głową. Wziął chłopca na ręce i zaniósł do salonu. Położył go na sofie i usiadł obok. Stefek umościł się na poduszce i z pomocą opiekuna, nakrył kocykiem. Po kilku minutach zasnął głębokim, spokojnym snem.

Matka krzątała się w kuchni. Pojawienie się Stefana wprowadziło spory zamęt w jej uporządkowane życie. Nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby nie te przykre okoliczności, w jakich chłopiec się tu znalazł.

— Co mówią lekarze? — spytała ściszonym głosem. — Wiadomo już coś?

— Chyba nie jest dobrze — westchnął, siadając przy stole. — Czekają na wyniki biopsji.

— Czyli rak — stwierdziła. — Boże, taka młoda dziewczyna! Całe życie miała przed sobą.

— Nie mów tak. Przecież jeszcze nie ma ostatecznej diagnozy.

Matka podeszła do okna i patrzyła przez chwilę na ogród.

— Musisz teraz przy niej być — odezwała się w końcu. — I zapomnieć o tamtej dziewczynie.

Kajetan poczuł nagły ucisk w żołądku. Nie spodziewał się, że los powtórnie skrzyżuje ich drogi. Agnieszka należała do innego świata. Całkiem niedawno zaczął pisać nowy rozdział, w którym miał być szczęśliwy z Laurą. Jednak ona…

— Nie ma już tamtej dziewczyny, mamo…

Matka odwróciła się i spojrzała uważnie na syna.

— To dobrze. To bardzo dobrze, synu.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cicho_sza↔Kolejny zwrot akcji, chociaż nie za wesoły. I kolejny raz, tak wszystko... naturalnie i prawdziwie przedstawiłaś. Nadal będę czytać następne części:)↔Pozdrawiam:)↔%😊
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Dzięki za naturalne. Jedziemy DD z koksem. Koniec już bliski, tzn zbliża się, tuż tuż za czwartym rogiem 😝
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichsza↔A za czwartym, to ile jeszcze rogów?😝↔Chociaż prawdę powiedziawszy, wcale mnie się nie spieszy, żeby licho co było😝
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Dekaos Dondi pst, jeszcze 10 rogów 😉
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Zupelnie jak w zyciu - gdy masz wrazenie, ze koniec swiata masz juz za sobą, to niespodziewanie w drzwiach stają jezdzcy apokalipsy... :-)
    Podoba mi się!
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Samo życie. Los się chyba uwzial na tego Kajetana.
    Ps. Czytałaś 42 cześć?
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Cicho_sza Oczywiscie. Czytalam 42 i 43 za jednym zamachem, więc tam juz nie zostawiałam komentarza :-)
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    I do tego wszystkiego zainspirowalas mnie do powrotu do Tkaczki. Dłubie w niej od czasu, gdy zobaczylam ze Twoja opowiesc jest naprawde ciekawa i wciagajaca, ale ludzie czytajacy najczesciej nie zostawiaja pozytywnych komentarzy (jak np ja pod 42), za to jest duzo 'konstruktywnej' krytyki. Wiec pomyslalam sobie ze moze moja Tkaczka nie jest denna, tylko problem lezy we mnie - za szybko sie poddalam. Takze - dzieki i za to! :-)
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Baba Szora o to super! Ja nie spodziewałam się jakiegoś szalonego odzewu, ale pojawiają się pod częściami wpisy osób, które do obyczajówki podchodzą jak do jeża (np Ty i DD, który sam od początku twierdził, że taki typ to nie jego bajka, a jednak przeczytał całość i dzielnie trwa na straży kolejnych części 😂).
    Konstruktywna krytyka pozwala spojrzeć na pisanie trochę inaczej, szerzej. I tu nawet nie chodzi o zawracanie kijem Wisły. Tak jak mi pisałaś wcześniej, to ma sprawiać przyjemność, a że przy okazji pojawia się więcej wiedzy i świadomości to tylko działa na korzyść tych opowijskich publikacji.
    Także tego ten... szoruj do pisania Szora 😝
  • D.E.M.O.N 5 miesięcy temu
    z jednej strony można współczuć Kajetanowi, z drugiej, ja np. nie zrozumiałem, co on takiego poczuł gdy go Agnieszka zwróciła dziękując? co oznaczała ta fala spokoju?
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Fajnie, że zagladnales 😊 Żeby to zrozumieć, albo podejrzewać musiałbyś prześledzić historię od początku. A to trochę jest do czytania 😂
    Ale tak w skrócie: Agnieszka to była narzeczona, która zdradziła go z jego najlepszym przyjacielem. Po wielu perypetiach Kajetan odnalazł nową miłość, ale okazała się trudna do zrealizowania. Wraca, by pomóc byłej ukochanej. Pewnie już jej nie kocha, ale w obliczu jej choroby i nieszczęść jakie na nią spadły, odkrywa, że nie żywi już do niej urazy, a nawet jej wybacza (to ta fala spokoju, o której wspomniałeś).
  • D.E.M.O.N 5 miesięcy temu
    Cicho_sza ok, dziękuję!
  • Narrator 5 miesięcy temu
    Każdy temat budzi zainteresowanie, o ile jest świetnie przedstawiony, jak w tym przypadku.

    Czytając mam wrażenie, że oglądam fascynujący serial. Ciekawe ujęcia z różnych stron, kamera długo nie stoi w jednym miejscu, przesuwa się po planie, najeżdża, oddala, jak w dobrym filmie. Wiesz jak wprowadzić w nastrój, zatrzymać w najlepszym miejscu, poruszyć czytelnika go głębi.

    Wiele się można od Ciebie nauczyć :)
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Dziękuję za tyle miłych słów. Nie wiem jak inni piszący, ale ja widzę tekst obrazami. No coś w rodzaj serialu, haha. Części nie są długie, ale zazwyczaj staram się nie przynudzać. Czy mi to wychodzi, czy nie to już trudno mnie samej oceniać.
    Pozdrawiam
  • ... do szuflady 5 miesięcy temu
    DZz PnP🤗
    Hmm, mamuśka nie daje za wygraną, a sytuacja jej sprzyja.
    Piękny gest 'pomocowy' i to się chwali.
    No ale 'se chłoo palnął' = 'nimo tamtej kobity'.
    Mamusia zadowolona i niech tak będzie póki co, a przed K. jazda pod stromą górkę i łatwo nie będzie z pewnością, ale Ty to na pewno odpowiednio rozegrasz🙂
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Mamusia ma cięzki orzech do zgryzienia teraz, haha. Stefanek jej nie trawi, Kajetan, niby twierdzi, że nie ma nikogo, ale chyba jeszcze tak nie do końca. Osiwieje babsko. Jak nic :P

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania