Ona Część 18

Mazury. Wolność, śpiew i wino. Taka była ich dewiza. Studenckie wypady na żagle zawsze się udawały. Bez względu na pogodę. Jednak ten wyjazd był inny. Laura bawiła się doskonale, ale z tyłu głowy wciąż siedziały te same rozterki. Adam. Kiedy parę tygodni temu wróciła z Hajdun, prawie go nie poznała. Z uśmiechem na ustach powitał ją w progu, na stole czekała ciepła kolacja, a w wazonie bukiet róż. Przez chwilę miała wrażenie, że śni. Nie wiedziała jak zareagować. Od paru lat była w wyraźnej defensywie. Umiała się bronić i odpierać ataki, ewentualnie ich unikać, ale teraz zupełnie zgłupiała.

— Świętujemy coś? — zapytała zdumiona. — Zapomniałam o czymś?

— Tak. Świętujemy twój powrót do domu, kochanie — zawołał. — Ależ się za tobą stęskniłem kwiatuszku. — Adam przytulił i pocałował zszokowaną żonę.

Kobieta z niepokojem spojrzała na męża. „Kwiatuszku”? — pomyślała ze zgrozą.

— No co tak stoisz? Siadaj! Spaghetti zaraz wystygnie. Zrobiłem tak, jak lubisz: z bazylią i parmezanem.

— Sam zrobiłeś? — wyjąkała oszołomiona Laura.

— Sam. — Mówiąc to, Adam dumnie wypiął pierś. — I nie chwaląc się, wydaje się całkiem zjadliwe.

Laura już chciała zapytać, czy przypadkiem nie pił, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Lata małżeństwa nauczyły ją, że pewnych rzeczy lepiej nie mówić na głos. Makaron rzeczywiście był smaczny. Ugotowany al dente, odpowiednio przyprawiony. Kobieta była pod wrażeniem. Z niedowierzaniem kręciła głową, gdy na stole pojawił się również deser. Adam twierdził, że sam go przygotował według przepisu znalezionego w sieci.

— Tiramisu? Serio? — Laura spojrzała na męża z nieskrywanym podziwem. — To mój ulubiony deser.

— Wiem. Dlatego się tak postarałem. — Adam uśmiechnął się szeroko i zachęcił. — Spróbuj.

Laura włożyła spory kęs do ust i przymknęła oczy. Delikatny kawowo-likierowy smak rozpłynął się na jej kubkach smakowych.

— O matko! Adam… — zamruczała. — To jest przepyszne.

Po kolacji Laura ziewnęła i stwierdziła, że pada na twarz. Powrót do domu trochę ją zmęczył, a atrakcje, które tam zastała, tylko spotęgowały to uczucie. Adam, słysząc słowa żony, oznajmił:

— Pójdę nalać ci wody do wanny, a ty się rozpakuj. Moje kochanie na pewno jest zmęczone — zaszczebiotał, po czym niemalże w podskokach, pobiegł na górę. „Co jest, kurwa?” — pomyślała Laura. Adam zachowywał się jak wariat. Nawet zaraz po ślubie nie był taki usłużny i przemiły. Chciała, żeby się zmienił, ale to była zdecydowana przesada. Kobieta wzięła walizkę i poszła na górę. Z łazienki dochodził szum wody zakłócany przez radosne podśpiewywanie Adama. Adam nie śpiewał. Nigdy. Laura opadła na łóżko i westchnęła. Coś było nie tak. Tamtej nocy mąż nie dał jej zasnąć. Był czuły i delikatny, zupełnie jakby odkrywał ją na nowo. I to niestety też wzbudziło jej niepokój.

 

— Ale mnie głowa boli — jęknęła Zyta. Zakryła twarz poduszką, chroniąc oczy, przed wpadającym przez bulaj światłem. Wąska koja zaskrzypiała pod wpływem jej nagłych ruchów. Laura czuła się podobnie, choć może nie aż tak tragicznie, jak koleżanka. Zeszłej nocy zabalowały, prawie tak, jak za starych czasów. Po zacumowaniu łodzi razem z Zytą parokrotnie odwiedziły bar przy przystani. Bawiły się przednio.

— Jeśli cię to pocieszy, to ja wcale nie mam się lepiej. — Laura obróciła się w kierunku współtowarzyszki niedoli. — To ostatnie wino, chyba nas dobiło — zaśmiała się.

Zyta spojrzała na przyjaciółkę, wciąż zasłaniając oczy. Jej blada twarz i potargane włosy tworzyły istny obraz nędzy i rozpaczy. Nagle do kajuty wpadł zdyszany Maciek. Ku rozpaczy kobiet wpuścił do środka jeszcze więcej światła. Maciej rześki jak skowronek zaczął stukać garnkami w poszukiwaniu patelni, co wywołało głośny sprzeciw przyjaciółek. Ich żeglarski kompan nie uczestniczył we wczorajszej mocno zakrapianej imprezie, ponieważ był zdeklarowanym przeciwnikiem napojów wyskokowych. Jako aktywny sportowiec nie uznawał tego typu rozrywek. Podczas gdy kobiety odsypiały szaleństwa poprzedniego dnia, on już zdążył zrobić poranną przebieżkę wokół jeziora, zahaczyć o sklep i wykąpać się na pobliskim campingu.

— Maciek! Litości… — wyjęczała Zyta. — Musisz się tak tłuc?

Maciej niewzruszony zawodzeniem byłej dziewczyny kontynuował poszukiwania patelni.

— Byłem w sklepie. Kupiłem jajka. Jajecznica dobrze wam zrobi. — Mężczyzna zabrał się za przyrządzanie śniadania. Mieszając jajka, odezwał się wyraźnie rozbawiony.

— A jak tam twój nowy znajomy, Zytka? Pół nocy mi o nim ględziłaś.

— Jaki znajomy? — zainteresowała się Laura. — Ja nic nie wiem.

— Kochana, to ty nic nie wiesz? Wczoraj jak się tu wtoczyłaś w poszukiwaniu korkociągu, Zytka miała przyjemność obcowania z… jak ty go nazwałaś?

— Ucieleśnienie kobiecych żądz — odpowiedziała rozmarzonym tonem.

Laura, aż zakrztusiła się podaną przez Maćka kawą.

— Że jak? — zapytała, zachodząc się od śmiechu.

— Właśnie tak. Po tym, jak polazłaś po korkociąg, podszedł do mnie wysoki brunet i zapytał, czy nie potrzebuję pomocy z winem. Miał scyzoryk i w pięć sekund uwinął się z korkiem. — Zyta ożywiła się i teatralnym ruchem poprawiła włosy. — Dziewczyno, żebyś ty widziała, jakie on miał dłonie. Normalnie jak pianista…

— Tak było — wtrącił Maciek. — Do ciebie Adam zadzwonił, a ja poszedłem zanieść korkociąg, ale okazało się, że już nie był potrzebny, bo szlachetny nieznajomy wybawił was z opresji — zaśmiał się.

— Co za historia. I co z nim? — dociekała Laura.

— Nic. Ktoś do niego zadzwonił i się zmył. Szkoda. — Zyta zabrała się za jajecznicę, ale po chwili zapytała:

— A mecenas czego chciał?

— W sumie to niczego. Pytał, jak się bawię i czy wszystko w porządku.

— Co on się zrobił taki troskliwy?

— Nie wiem. Jakoś ostatnio dziwnie się zachowuje. Zupełnie jak nie on.

— Co to znaczy: dziwnie? — zaciekawił się Maciek.

— Sama nie wiem. Miły, opiekuńczy. Obiady gotuje…

— Co? — Teraz to Zyta o mały włos nie zakrztusiła się jajecznicą. — Mecenas gotuje obiady? Musiał coś nawywijać. Pewnie cię zdradza.

— Zyta! — Maciek spojrzał na nią z naganą. — Może po prostu dostrzegł, jaki ma skarb w domu. — Mówiąc to, posłał Laurze promienny, pełen wsparcia uśmiech.

— Bzdura — zaperzyła się Zyta. — Takie typy jak on nie zmieniają się ot tak. Do tej pory mam wyrzuty sumienia, że nie odgoniłam go wtedy w klubie.

— Ja bym powiedziała, że nawet go zachęcałaś — zaśmiała się Laura. — Faktycznie szkoda, że nie miałam okazji poznać tego…

— Ucieleśnienia kobiecych żądz — Zyta i Maciek dokończyli jednym głosem.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (17)

  • Garść pół roku temu
    A ja sobie przeczytam całość, czyli czekam na ostatni odcinek, by zacząć od pierwszego.
    Pozdrawiam :D
  • Cicho_sza pół roku temu
    Fabuła jest mniej więcej w połowie 😉 Miejmy nadzieję, że wytrwałości mi starczy, haha. Ale skoro chcesz przeczytać całość to mam dodatkową motywację, żeby doprowadzić historię do końca pomimo przeciwności, o których pisałam niedawno 😝
  • Garść pół roku temu
    Cicho_sza, trzymam za słowo, poczekam.
    Pozdr.
  • Cicho_sza pół roku temu
    Garść skoro taka szlachetna persona czeka, to ja nie mam inszego wyboru tylko siadać i pisać xD
  • Piecuszek pół roku temu
    A jednak się minęli 😉
    Też chcę przeczytać całość.
  • Cicho_sza pół roku temu
    Nie czytasz od pierwszej części?
  • Piecuszek pół roku temu
    Cicho_sza
    Wszystko przeczytałam.
  • Piecuszek pół roku temu
    Pisząc całość, wyrazilam nadzieję, że uda Ci się skończyć mimo przeciwności.
  • Raven18 pół roku temu
    Czyli jednak to były one, intuicja mnie zawiodła. Hm, no cóż, było bardzo blisko zetknięcia, ale jak widać to jeszcze nie czas
  • Cicho_sza pół roku temu
    Było blisko, prawda? 😉
  • Raven18 pół roku temu
    Cicho_sza Było było
  • Raven18 pół roku temu
    Jak przeczytałem o tym spaghetti, to cały dzień ono za mną chodziło i w końcu nie wytrzymałem i przed chwilą postanowiłem zrobić sobie spaghetti xD
  • Cicho_sza pół roku temu
    Raven18, ale takie z bazylią i parmezanem? xD
  • Raven18 pół roku temu
    Cicho_sza Z pomidorkami i parmezanem, także trochę zmodyfikowałem xD
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cała Cichoszka↔Nadal trzyma w niepewności😉↔O czymś innym. Usłużnym nagle, niczym anioł z makaronu, mężu, zaś jakieś tajemne: ucieleśnienie... ?
    I bardzo dobrze tak:)↔No... trza czytać nadal😉↔Pozdrawiam:)↔%
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    P.S↔Chociaż coś mi się snuje, jakieś... tego tam:)
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Myślę, że całkiem dobrze Ci się snuje 😊

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania