Ona Część 8

Kajetan dotarł do rodzinnego domu w piątek późnym popołudniem. Od razu dostrzegł, że cały ogród wyglądał jak istne pobojowisko. Liczne rabaty i krzewy zrównano z ziemią. Teraz otoczenie wokół ich niewielkiego domu przypominało raczej krajobraz księżycowy, aniżeli przydomowe zacisze. Matka pozbyła się nawet starych jabłonek i klonu, który posadził razem z ojcem. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach. „Mogła chociaż ten biedny klon oszczędzić” — pomyślał ponuro. Spoglądając w miejsce, gdzie do niedawna rosło drzewo, momentalnie przypomniał sobie dzień, kiedy ojciec przyniósł sadzonkę do domu. Dostał ją od klienta. Z dumą postawił małe zawiniątko w korytarzu i oświadczył, że zamierza spełnić ostatnią z powinności prawdziwego mężczyzny, a mianowicie, posadzić drzewo. Matka swoim zwyczajem nie była zachwycona. Nie ze względu na maleńką sadzonkę, a ze względu na okruchy ziemi, które ojciec niechcący zostawił na podłodze. Z szybkością błyskawicy pojawiła się ze zmiotką i gderając pod nosem zabrała się za zamiatanie. Kajetan stał w progu i obserwował całą sytuację. Był tylko dzieckiem, ale zdołał zauważyć, że początkowy entuzjazm ojca ulotnił się z niego niczym powietrze z przebitego balonu. Bez słowa spuścił głowę i wyszedł z sadzonką do ogrodu. Mały Kajtek pobiegł za nim. Nie pamiętał dokładnie ile mógł mieć lat. Może sześć, albo siedem. Zastał ojca w ogrodzie ze szpadlem w dłoni.

— Co robisz? — zaciekawił się malec.

— Chciałbym posadzić drzewko. Pomożesz mi? — Ojciec rozglądał się po ogrodzie w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca.

— Tak! Mogę wykopać dziurę? O tu? — Kajetan zapiszczał z radości i wskazał miejsce przy płocie.

— Doskonały wybór – pochwalił go ojciec. — To co? Kopiemy?

— Kopiemy — zawołał chłopiec.

— Dasz radę? To ciężka praca, Kajtuś. — Mówiąc to ojciec podał mu szpadel. Jego duże, umorusane smarem dłonie sprawnym ruchem wyrwały rosnące przy ogrodzeniu chwasty, tak by syn bez problemu mógł wbić sztych w ziemię.

— Gotowe. Zaczynaj — zachęcił.

Kajetan z całych sił dźwignął ciężką łopatę i nakierował we wskazane miejsce. Narzędzie z łoskotem wbiło się w ziemię. Niestety, zaraz potem rozległ się głuchy brzdęk i łopata wypadła chłopcu z rąk.

— To kamień. Daj, pomogę ci. — Ojciec podniósł łopatę i jednym, mocnym pchnięciem podważył kamień. Kajetan zafascynowany patrzył jak mężczyzna wykopuje spory dołek.

— Podasz mi sadzonkę?

Kajtek kiwnął głową i pobiegł po zawiniątko.

— Zobacz jaka jest mała – zaczął ojciec. — Ale jeśli będziesz o nią dbać to wyrośnie z niej potężne drzewo. O takie! — Ruchem ręki wskazał na niebo.

— Naprawdę? Takie ogromne? — dopytywał z niedowierzaniem malec.

— Tak. Takie ogromne – odpowiedział z uśmiechem ojciec.

Od tamtej pory, Kajetan codziennie doglądał swojego drzewka. Podlewał w czasie letnich upałów i opatulał słomą by ochronić jego wątłe ciałko przed mrozem. Z czasem wyrosło na wspaniałe rozłożyste drzewo, które dawało cień i kołysało szumem liści. Teraz pozostała po nim tylko dziura w ziemi.

Kajetan zgasił silnik i wyszedł z samochodu. Z bagażnika wyciągnął pakunki z roślinami. W myślach dziękował nieznajomej kobiecie z forum, która wybawiła go z opresji. Dwa ostatnie dni spędził na przeczesywaniu sklepów ogrodniczych. Koniecznie chciał kupić glicynię. Nieznajoma polecała ją z całego serca. Coś mu mówiło, że zna się na ogrodach, choć w zasadzie nie odpowiedziała mu na ostatnią wiadomość. A może odpisała, tylko w ferworze roślinnych zakupów zapomniał sprawdzić? Postanowił, że zrobi to wieczorem. Obładowany torbami wszedł na werandę. Z mozołem pozbył się pakunków, otworzył drzwi i zawołał:

— Mamo! Jesteś?— Kajetan rozejrzał się po domu. Nikogo nie było. Na stole w kuchni stała jeszcze ciepła herbata i nadgryziony kawałek jabłecznika. Wszystko wskazywało, że Bożena Rapacka wyszła przed chwilą. Tylko dlaczego zostawiła otwarty dom? To było zupełnie nie w jej stylu. Mężczyzna wyszedł na werandę i rozglądnął się uważnie. Obszedł dom dookoła, zaglądnął do małej szopy, gdzie matka trzymała narzędzia i jakieś rupiecie. Nikogo. Kajetan zaniepokoił się nie na żarty. Otwarty dom? Matka panicznie bała się złodziei. A teraz, gdy mieszkała sama zawsze ryglowała się na cztery spusty. Z upływem czasu w głowie pojawiały mu się coraz czarniejsze scenariusze. Jednak po około trzydziestu minutach usłyszał brzdęk otwieranej furtki. Wyskoczył na werandę i zobaczył matkę. Szła rozanielona pod rękę z jakąś kobietą. Kajetan przystanął na schodach i zbladł. W jednej chwili cała troska o matkę wyparowała. Bolesny ucisk w żołądku zaskoczył go tak nagle, że niemalże zgiął się w pół. Matka zauważyła go pierwsza. Przez ułamek sekundy zdawało mu się, że przez twarz matki przebiegł cień zdenerwowania. Szybko jednak przejęła przymilny, fałszywy uśmiech. Druga kobieta spojrzała na niego zaskoczona. Naprawdę była? Czy tylko tak dobrze udawała?

— Kajtuś, kochanie. Jak dobrze, że już jesteś — zaszczebiotała matka. — Już myślałam, że nie przyjedziesz. Upiekłam jabłecznik i ciasteczka z konfiturą — trajkotała dalej. — A co to za pakunki?

Kajetan starał się odzyskać głos i odwrócić wzrok od towarzyszki matki. Szło mu nie najlepiej. Kobieta o fiołkowych oczach stała i uśmiechała się blado.

—Kupiłem ci kilka roślin do nowego ogrodu. Radziłem się fachowca. Mam nadzieję, że znajdziesz dla nich miejsce w tym…

— Ogrodzie francuskim — dokończyła za niego Agnieszka.

Dźwięk jej głosu wprawił go we wewnętrzny spazm. Zastanawiał się gorączkowo po jaką cholerę matka przyprowadziła tę kobietę. Dobrze wiedziała, że się spotkają. A on wcale nie chciał się z nią widzieć. Nie po tym co zrobiła. Czy matka tego nie rozumie? Po czyjej jest stronie? Rapacka niezrażona niezręcznością sytuacji udała się do domu, zostawiając ich samych. Agnieszka zrobiła krok naprzód. Spojrzał na nią, choć Bóg mu świadkiem, że wcale tego nie chciał. Zmieniła fryzurę. Teraz jej włosy były krótsze i o parę odcieni ciemniejsze. Pod cienkim materiałem letniej sukienki dostrzegł pełniejsze biodra i wydatniejszy biust. „Zaokrągliła się” — pomyślał. Jedyne co się nie zmieniło to jej oczy. Nadal skrzyły się niespotykanym połączeniem niebieskiego i fioletu.

— Co tu robisz? — odezwał się oschle Kajetan.

— Pani Bożena zaprosiła mnie na ciasto. Spotkałyśmy się ostatnio i jakoś tak… — Agnieszka spuściła głowę. — Nie wiedziałam, że tu będziesz. Naprawdę!

— Zdaje się, że moja matka doskonale o tym wiedziała. I celowo cię tu sprowadziła.— Mężczyzna uśmiechnął się ironicznie. — Nie mam nic przeciwko twoim wizytom tutaj. To co było między nami to zamknięty rozdział.

— Kajetan… — zaczęła kobieta. — Chciałabym żebyś wiedział, że…

— Aga, nie interesuje mnie czego byś chciała. Myślę, że wszystko zostało powiedziane. Jesteśmy dorośli. Czas pójść dalej, prawda?

Agnieszka spojrzała na niego ze smutkiem. Wiedziała, że Kajetan chciał ją zranić swoją obojętnością. Zbyt dobrze go znała. Nie mogła go za to winić. Sama solidnie zapracowała na ten chłód. Po nieznośnej chwili ciszy odezwała się w końcu.

— Chciałabym, żebyś był szczęśliwy. Tak jak ja byłam z tobą. — Agnieszka odwróciła się gwałtownie i bez pożegnania ruszyła w kierunku furtki.

Kajetan nawet nie zdążył zareagować gdy już jej nie było. „Po chuju byłaś ze mną szczęśliwa. Z tego szczęścia wywinęłaś mi taki numer?” — pomyślał wściekły. Usiadł na ławce i odetchnął głęboko. Chwilę potem z domu wyłoniła się matka niosąca tacę z kawą i ciastem.

— A gdzie Agnieszka? Chyba się z nią nie pokłóciłeś? — zapytała podniesionym głosem.

— Nie — skłamał. — Musiała wracać do dziecka.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (17)

  • Raven18 7 miesięcy temu
    Dobrze by było, jakby Kajtek nawrzeszczał na tę irytującą babę xD Dobrze, że akcja rozwija się powoli, w tego typu historiach to chyba nawet wskazane
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Wiesz już czemu się rozstali?
  • Raven18 7 miesięcy temu
    Cicho_sza W sensie, pisząc o irytującej babie miałem na myśli matkę xD a jeśli chodzi o rozstanie, domyślam się, że Aga go zdradziła i zaszła w ciążę, stąd dziecko
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Matka jest kwintesencja nadopiekuńczej, wszystko wiedzącej kwoki. Może trochę ją przerysowuje, ale tak ją właśnie widzę. Tak. Aga go zdradziła i zaszła w ciążę. W jakich okolicznościach tego zdradzić nie mogę 😉
  • Raven18 7 miesięcy temu
    Cicho_sza Dobrze, chociaż ty nie zdradzaj tak jak Aga xD
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Mam już swoją teorię, z kim Agnieszka zdradziła Kajetana. Oczywiście - nie powiem. Poczekam i zobaczę, czy miałam dobre przeczucie.

    Co do odnośników do kolejnych odcinków - może spróbuj użyć myślnika w tytułach? I przy okazji wydłuż te tytuły?

    Spróbuj zapisać (zmienić) dwa, czy trzy np. tak:

    Moja opowieść - Ona Część 6
    Moja opowieść - Ona Część 5
    Moja opowieść - Ona Część 4

    i zobacz, czy pojawią się "wzmianki" o cz. 4 i 5 w okienku z cz. 6.

    U Baby Szorej wyglądało to tak:

    https://www.opowi.pl/tkaczka-czesc-18-a67048/
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Podejrzewam o kim myślisz. Ale oczywiście sytuacja rozwiąże się za jakiś czas 😊
    Odnośniki udało mi się utworzyć. To była kwestia wpisania słowa "część" w tytule. Pewnie algorytm wyłapuje to słowo i sam tworzy odnośniki.
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    "Dziewczyno z ptakiem na plecach" 🙂
    Przyznaję się bez bicia, że nie przeczytałam żadnej z poprzednich części, ale nadrobię, obiecuję, bo ta zaintrygowała mnie bardzo.
    No to lecę czytać, pa🙂
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    ... do szuflady, polecam:) Ja przeczytałam wszystkie, i będę czytała dalej:)
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Cieszę się, że Cię zaintrygowało. Koniecznie napisz co myślisz, jak przeczytasz resztę 😊
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Trzy Cztery🙂
    No poważka... zainteresowało mnie "na cacy"... Chciałam tylko skomentować do końca "rusałkę", bo bardzo mi przypadł tekst do gustu... a teraz idę nadrobić wspomnianą lekturę.

    Miłego dnia "walczyku"... no tak Cię nazywam hahahaha.
  • Justyska 7 miesięcy temu
    Fajnie wplatasz kolejne elementy układanki. Znając mnie nie zjadłabym tego ciasta od matki. Twardy chłop.
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichosza↔Kolejny zwrot akcji. I jeszcze przez chwilę, ta pewna doza niepokoju, kiedy wszedł do mieszkania i nawet chwile potem, niedopowiedziane, dlaczego owa kobieta tak go "spłoszyła" No i fragment z małym Kajtusiem. Dziwne też, że nie lubię narracji dialogowej, ale tu mi nie przeszkadza.
    Potrafisz "mieszać przejrzyście" ↔Pozdrawiam:)
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Mieszam, by wiele wątków spotkało się w pewnym miejscu i czasie.
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cicho_sza↔Ale Ty "mieszasz" odpowiednio. Człek się w tym nie gubi, więc może domniemywać, jak dalej się akcja potoczy, chociaż niekoniecznie słusznie. I to też jest piękne:)
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Ach, budujesz napięcie 😃 to terax kazdy sie zastanawia, co to 'numer' wykrecila Agnieszka i co knuje matka Kajtka - wciagajace 👍
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Matka ma swoją wizję i duży margines tolerancji, haha.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania