Ona Część 53

Obudził go hałas. Poderwał się na równe nogi i wyjrzał na korytarz. Uśpiony dom spowijała ciemność. Odruchowo spojrzał na zegarek. Dochodziła trzecia. Kątem oka dojrzał smugę bladego światła, która sączyła się przez szparę pod drzwiami od pokoju Agnieszki. Podszedł bliżej i nasłuchiwał. W środku znów rozległo się szuranie. Kajetan zapukał i nie czekając na odpowiedź wsunął głowę do środka.

— Aga, co ty wyprawiasz? — spytał cicho.

Kobieta podskoczyła przestraszona. Odwróciła się w stronę drzwi i uśmiechnęła przepraszająco.

— Obudziłam cię?

— Pytałem, co ty u diabła wyczyniasz po nocy?

— Sprzątam — odparła, odkładając do szafy poskładane w równiutką kostkę ubrania. — Chciałam wykorzystać swoje lepsze samopoczucie. Wiesz, od paru dni lepiej się czuję i tak pomyślałam…

Kajetan wszedł do środka i rozejrzał się zdezorientowany po pokoju. Rzeczywiście panował tu większy porządek. Z niedowierzaniem spojrzał na ustawioną w rogu pokoju deskę do prasowania.

— Czyś ty zupełnie oszalała? — zawołał stłumionym głosem. — Prasujesz? Po co?

Agnieszka stanęła przed nim i odparła hardo:

— Bo mogę! Daj mi spokój. Chcę, to sprzątam. Specjalnie w nocy, żebyś nie marudził.

— Nie powinnaś lepszego samopoczucia marnować na sprzątanie!

— A na co mam marnować? — spytała z wyrzutem. — Na patrzenie, jak usychasz z tęsknoty za Laurą?

— O co ci chodzi?

— O nic! — syknęła. — Mnie o nic nie może chodzić! Przecież nie mam prawa! To tylko układ. Zrobiłeś to z litości i jestem ci za to wdzięczna. Niedługo umrę i skończą się twoje katusze!

Porażony siłą jej emocji cofnął się o krok i złapał za klamkę z zamiarem opuszczenia pomieszczenia. Nie chciał się kłócić, ani tłumaczyć z zawiłości własnych uczuć. Jednak Agnieszka już czekała z gotową ripostą.

— Pewnie, uciekaj — ironizowała. — Po co strzępić język na taką jak ja. Żona na papierze. Wielkie mi coś!

Kajetan nie wierzył własnym uszom. Co w nią wstąpiło?— zastanawiał się gorączkowo.

— Aga, ta rozmowa prowadzi donikąd. Uspokój się, a najlepiej idź już spać i zostaw to przeklęte sprzątanie.

— Nie chcę spać! — krzyknęła z pasją. — Nie chcę przespać tych chwil, kiedy mogę jeszcze z tobą być!

Z wyrazu jej twarzy odczytał, iż zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Momentalnie odwróciła się do niego plecami i usiadła na łóżku. W tamtej chwili jej drobne, wyniszczone chorobą ciało wydawało się jeszcze bardziej mizerne. Kajetan bardzo powoli odkrywał znaczenie dopiero co wypowiedzianych słów. Agnieszka nadal go kochała. W fikcyjnym ślubie upatrywała czegoś więcej, aniżeli tylko prawnych ułatwień w przysposobieniu Stefana. Pragnęła być jego żoną, w całym znaczeniu tego słowa.

— Agnieszka… — zaczął. — Dlaczego mi nie powiedziałaś, że nie chodzi tylko o Stefana.

— Bo byś się nie zgodził — westchnęła i ukryła twarz w dłoniach. — Miałam nadzieję, że z czasem poczujesz do mnie to, co kiedyś. Ale ja nie mam dużo czasu… Nie mogę czekać… Wiesz o tym.

— Wiem… — przytaknął. — Ale nie mogę cię oszukiwać. Tamtych nas już nie ma.

Podszedł do łóżka i usiadł obok. Milczeli pogrążeni we własnych ponurych myślach. Dwoje niegdyś bliskich sobie ludzi znalazło się w pułapce, którą sami własnoręcznie zbudowali.

— Nadal cię kocham Kajtek — szepnęła ledwie słyszalnym głosem. — Nic na to nie poradzę. Wiem, że teraz ona jest dla ciebie najważniejsza. Usunęła się w cień, ale wciąż o niej myślisz. Tęsknisz… Widziałam, jak przeglądałeś jej zdjęcia w telefonie. Oddałabym wszystko, żebyś znów tak na mnie patrzył…

Mówiąc to, oparła głowę na jego ramieniu. Małe, drobne dłonie szczelnie oplotły męską ciepłą rękę. Kajetan pozwolił jej na tę chwilę bliskości, choć czuł się podle. Nie chciał dawać Agnieszce złudnych nadziei. Była ważną częścią jego życia, ale niczego już do niej nie czuł. Jednak w tamtej chwili postanowił ofiarować choćby namiastkę czegoś, o czym marzyła. Tak po prostu. Po kilku minutach odsunęła się i poprosiła:

— Idź już. To mi wystarczy.

 

Podniósł się z łóżka i bez słowa wyszedł z pokoju. Kotłujące się myśli nie pozwoliły mu zasnąć do rana. Czuł bolesną bezradność wobec jej oczekiwań. W myślach wyrzucał sobie własną naiwność. Agnieszka znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Chciał pomóc, wesprzeć, ale nigdy niczego nie obiecywał. Nie rozmawiali o tym, co wydarzyło się między nimi. Poza tym Aga doskonale zdawała sobie sprawę z obecności Laury. Wypytywała, a nawet popychała go w jej stronę. Nie zdradziła się ani jednym słowem. Całą uwagę skupiła na Stefanie. Kiedy zaproponował ślub, nie myślał o tym, że zyska żonę. Nawet przez sekundę nie zawahał się, choć zauważył z jaką radością przyjęła jego propozycję. Przecież chodziło o dobro dziecka. Stan jej zdrowia nie pozwalał na długie dywagacje w tej sprawie. Kilka dni po ślubie złożył dokumenty w sądzie o przysposobienie chłopca. Plan nie uwzględniał sercowych rozterek byłej narzeczonej. Kajetan miał wrażenie, że kolejny raz postawiła go przed faktem dokonanym.

 

Z samego rana do pokoju wbiegł Stefan. Umościł się na łóżku i spoglądając na Kajetana, wyszeptał:

— Mama śpi.

Przyłożył palec do ust i schował się pod kołdrę. Te poranne wizyty zawsze rozczulały Rapackiego. Zaspany Stefek wskakiwał na łóżko, zagrzebywał się w pościeli i przeważnie jeszcze zasypiał. Jednak dziś, chłopiec wyglądał na wyspanego i żądnego zabawy. Wyjrzał ukradkiem spod kołdry i zawołał:

— Szukaj mnie!

Kajetan zaśmiał się serdecznie, podniósł kołdrę i złapawszy malca, oznajmił:

— Mam cię! Słabo się schowałeś!

Stefek zachichotał i wspiął się na kolana towarzysza porannych harców. Po kilku minutach szaleńczego łaskotania nagle spoważniał, spojrzał na Kajetana i spytał:

— Ty mnie też zostawisz?

Mężczyzna spochmurniał. Strach, jaki malował się w oczach chłopca, niemal złamał mu serce. Kilkakrotnie rozmawiał z Agnieszką na ten temat. Uważał, że powinna przygotować chłopca na jej odejście. Stefan niedawno skończył trzy lata, ale był bystrym i rozgarniętym dzieckiem. Kajetan wiedział, że rozumiał więcej, niż mogło im się wydawać. Aga nie podejmowała rozmowy, zazwyczaj zbywała go ciszą. Nie dziwił się jej. Niby jakich można było użyć słów, by przegotować ukochane, małe dziecko na własną śmierć. Jednakże zadane przez Stefka pytanie, mogło świadczyć, że zmieniała zdanie.

— Dlaczego miałbym cię zostawić? — dociekał. — Jesteś moim… synkiem. Nigdzie się nie wybieram.

Maluch wlepił smutny wzrok w zatroskaną twarz opiekuna.

— Mama mówi, że idzie do aniołków.

— To prawda… — zaczął ostrożnie, ważąc każde słowo. — Mama jest bardzo chora. Wiesz, że często nie może się tobą opiekować, bo wszystko ją boli.

— Wiem. Płacze wtedy. Widziałem…

Kajetan westchnął ciężko i usiłował zebrać myśli. Nie czuł się kompetentny w meandrach dziecięcej psychiki. Jednak wiedział, że to, co teraz powie, może pomóc bądź zaszkodzić Stefankowi.

— Mama bardzo cię kocha… — kontynuował. — Kiedyś przestanie z nami mieszkać. Pójdzie w miejsce, gdzie już nic nigdy nie będzie ją bolało. Rozumiesz?

Maluch kiwnął głową, ale zaraz spytał:

— A będzie to nas przyjeżdżać?

— Nie będzie — odparł, siląc się na beztroski ton. — Ale będziemy mogli z nią rozmawiać. O tutaj. — Dotknął klatki piersiowej chłopca i dodał. — Ona na pewno zawsze będzie nas słyszeć.

— Jak duch? — zawołał zaskoczony Stefan.

— No trochę jak duch — uśmiechnął się Kajetan. — A my się duchów nie boimy, co Stefek?

Mówiąc co, objął malucha, przewrócił na plecy i chcąc odwrócić jego uwagę od przykrego tematu, zaserwował Stefanowi koleją porcję solidnych łaskotek.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Zapraszamy do zabawy ze słowem. Jeszcze do pólnocy można napisać wiersz (a nawet jeszcze po -jutro)
    Tematy to:
    1) Biuro rzeczy znalezionych
    2) Ostatni toast
    Można poruszać się w jednym temacie, lub w drugim, albo połączyć obydwa.
    Liczymy na Ciebie!
    Literkowa
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Cichosza↔No nie wiem, co napisać, tak napisane odpowiednio i... naturalnie.
    Jak kiedyś powtórzyłem, nie chcę powtarzać, tego samego.
    Jam na tak, bez zmian:)↔Pozdrawiam:)😉
    P.S↔Zajrzałem:)
  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    Powiem szczerze, że kryzys twórczy pełną gębą mam 😂😂 No, ale wytrwałością i pracą, a diabłu ogarek, więc ciągnę ten wóz, co by go do mety dowlec w dobrym zdrowiu.
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Cichoszka↔No wiesz Ty co!↔Chciałbym umieć tak pisać, z pełną gęba kryzysu. Nie miałbym nic przeciwko temu😂↔Nawet diabełek poszedł by z kwitkiem na nic.O!
    A zdrowia Ci życzę, bo chce czytać dalej:))😂
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    — ''A będzie do nas przyjeżdżać?''
  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    Smutne pytanie, no nie?
  • satyrekrol 2 tygodnie temu
    Cóż ja mogę tu napisać, Cicho_sza, ja jestem zawsze pełen podziwu dla osób, które piszą takie długie historie, masę pracy to wymaga, czasu itd.
  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    Dzięki, a cóż ja mogę odpowiedzieć? Chyba tylko słowni masochisci 😂 Miło, że wpadłeś 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania