Ona Część 54

Laura opadła bezradnie na łóżko i rozglądnęła się niechętnie po sypialni. Wokół panował niemiłosierny bałagan. Podłoga, łóżko i fotel zasłane były stogami ubrań. Od godziny usiłowała znaleźć odpowiedni strój na wyjście do klubu. Przymierzyła wszystkie posiadane sukienki, ale żadna nie spełniła jej oczekiwań. Kornacka stroniła od nocnych eskapad. Jej jedyne wyjścia wiązały się z pracą Adama. Prawnicze bankiety, lunche i inne formalne spotkania wymagały eleganckich stylizacji. Czarne i granatowe ołówkowe sukienki za kolano nie nadawały się, by założyć je do Amnezji. Wyglądałaby co najmniej śmiesznie. Zerknęła krytycznie na pozostałe w szafie kreacje. Nic z tego nie będzie — pomyślała smętnie. W tym samym czasie usłyszała dzwonek do drzwi. W samym ręczniku zbiegła na dół i wyjrzała przez judasza. W progu stała Zyta.

— Hej, gotowa? — spytała, wchodząc do środka.

Laura rzuciła jej przepraszające spojrzenie.

— Nie — jęknęła. — Nie mam się w co ubrać.

Zyta roześmiała się i podała jej dużą, papierową torbę.

— Przewidziałam taki scenariusz — rzuciła rozbawiona. — Przyniosłam ci kilka kiecek. Przymierz.

Gospodyni westchnęła z ulgą i posłała przyjaciółce pełen wdzięczności uśmiech.

— Boże Zyta, jak ty mnie znasz…

— A kto ma cię znać lepiej niż ja? — spytała z satysfakcją. — No idź już.

Laura podbiegła na górę i po kilku minutach wróciła ubrana w czarny obcisły kombinezon bez ramiączek. Krój podkreślał jej wąską talię, kształtne pośladki i smukłe nogi.

— No! — zapiała z zachwytu Zyta. — Wiedziałam, że będzie na ciebie pasował!

— No nie wiem… — wahała się, spoglądając w lustro. — Nie jest zbyt… wyzywający?

Przyjaciółka podeszła i objąwszy ją w pasie, spojrzała na ich odbicie w lustrze.

— Nie jest — oznajmiła z mocą. — Skończyły się czasy oceniania. Teraz jesteś wolna i możesz robić, co chcesz. A ten kombinezon wygląda jak uszyty na ciebie.

— Jest boski… — przyznała cicho. — Nigdy nie miałam, czegoś takiego na sobie.

— No dobra — rzuciła Zyta. — Bo mi się tu rozkleisz. Idź zrobić make-up, a ja naleję nam wina. Tylko ruchy tam!

 

Laura udała się na górę i stanęła przed wielkim lustrem w łazience. Przez chwilę przyglądała się swojemu odbiciu. Nie poznawała kobiety przed sobą. Zmieniła się. Ostatni rok wywrócił jej uporządkowany świat do góry nogami. Dopiero odkrycie prawdy o kłamstwach Adama pozwoliło jej na dostrzeżenie, że cały czas żyła w stworzonej przez niego bańce. Powoli odgradzał ją od przyjaciół, rodziny i pracy. Jak mogła być tak zaślepiona, by tego nie zauważyć? Osaczył i na każdym kroku wpędzał w poczucie winy. Manipulował emocjami. Stała się bezwolną pacynką w jego pięknych, wypielęgnowanych dłoniach. Aż nagle pojawił się Kajetan. Był jak powiew świeżego powietrza, który bezceremonialnie wtargnął w jej zatęchłe wnętrze. Przy nim rozkwitała energią, radością, by w końcu oddać mu się bez reszty. Nadal go kochała. Myśl, że całe dnie spędzał z Agnieszką, doprowadzała ją do szału. Jednak nie potrafiła wejść między nich. To byłoby zbyt okrutne i egoistyczne. Coraz częściej myślała, że miłość do Kajetana była szczególnym darem od losu, który miał dodać jej sił w walce o lepsze życie. W jakiś dziwny, nadprzyrodzony sposób odnaleźli się w gąszczu miejsc i wydarzeń. A teraz znów była wolna. Z odbicia patrzyła na nią kobieta, którą zawsze chciała być — niezależna i silna. Upięła włosy w niedbały kok, wypuszczając kilka kosmyków, które opadały na nagie ramiona. Mocniejszy niż zwykle makijaż podkreślił jej duże brązowe oczy, a czerwona szminka uwydatniła pełne usta. Była gotowa, by zacząć nowy rozdział.

— Ile mam czekać? — zawołała zniecierpliwiona Zyta. — Chodź, bo zaraz nam klub zamkną.

— Idę — krzyknęła z góry. — Nie bój się! Nie zamkną! — dodała, schodząc po schodach.

Na widok przyjaciółki Zyta gwizdnęła z uznaniem.

— Rany! Dziewczyno, ale wyglądasz!

Laura uśmiechnęła się zażenowana gwałtowną reakcją koleżanki.

— Daj spokój. Chodźmy już.

Ubrawszy płaszcze, wyszły na zewnątrz. Po kilku minutach na podjeździe zaparkowała zamówiona przez Zytę taksówka. Rozanielone przyjaciółki wgramoliły się na tylne siedzenie, a Zyta podała adres Amnezji. Po piętnastu minutach były na miejscu. Pod klubem zebrał się spory tłum. Kolorowa plątanina ciał tłoczyła się przy wejściu, którego pilnował postawny osiłek. Laura ustawiła się na końcu kolejki.

— No co ty robisz? — spytała rozbawiona Zyta. — Masz zamiar tkwić w tej kolejce?

— A jak inaczej chcesz się dostać do środka?

Przyjaciółka przewróciła oczami i pomachała w stronę osiłka na bramce. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i gestem dłoni przywołał kobiety do siebie. Zyta pociągnęła zdezorientowaną Laurę przez tłum i stanęła przed wejściem.

— Cześć Kafar — rzucała, całując go w policzek. — Wszystko gotowe?

— Jasna sprawa Złotko — odparł. — Wszystko dla pięknych pań. Wchodźcie!

Kiedy były już w środku, Laura, odzyskawszy głos, szepnęła do przyjaciółki:

— Czy w tym mieście jest jakiś facet, którego ty nie znasz?

Zyta zachichotała i oddając płaszcze do szatni, wyznała rozbawiona:

— E tam, kilku by się znalazło.

 

Laura nie była w klubie od studiów. Adam nie przepadał za głośną muzyką i tańcem, a samej nie chciał jej puszczać. Poza tym, szybko doszedł do wniosku, że Zyta nie była odpowiednim towarzystwem dla jego żony. Na wszelkie sposoby próbował rozdzielić przyjaciółki. W pewnym momencie przyjacielskie relacje nieco się rozluźniły, ale nigdy nie zatraciły wiążącej ich niemal siostrzanej więzi. Zyta była przy niej, gdy poroniła. Wspierała po wypadku, pilnując, by nie wyrządziła sobie jeszcze większej krzywdy. Laura wiedziała, że ma wobec niej spory dług wdzięczności.

— Chodź, tam jest nasza loża — zawołała Zyta, próbując przekrzyczeń muzykę.

Ruszyły w kierunku oświetlonych schodów wiodących na sporych rozmiarów antresolę. Laura z rozbawieniem odkryła, że Zyta czuła się tu jak ryba w wodzie. Przystawała co chwilę, by przywitać się z kolejnymi osobami. Kiedy dotarły na miejsce, rozsiadły się w usytuowanej nieco z boku loży. Po kilku minutach zjawił się kelner z butelką szampana i dwoma kieliszkami. Laura pokręciła z niedowierzaniem głową.

— Wszystko zaplanowałaś, co?

— Pewnie! I wiele więcej… — uśmiechnęła się tajemniczo.

— Wiesz, chyba nie chcę już nic więcej wiedzieć — stwierdziła Laura. — Zaskocz mnie.

Uniosła kieliszek i wzniosła toast:

— Za wolność!

— Za wolność! — zawtórowała Zyta. — I za przyjaźń!

— Za przyjaźń! — powtórzyła Laura i upiwszy spory łyk, dodała. — Dziękuję ci za wszystko. Bez ciebie nie dałabym rady.

— Przestań — żachnęła się. — Wszystko osiągnęłaś sama! Potrzebowałaś bodźca. Ja ci tylko asystowałam.

 

Po kolejnym wypitym kieliszku ruszyły w stronę parkietu. Migoczące światła stroboskopów tworzyły kolorowe witraże na twarzach i ciałach tańczących klubowiczów. Falujący tłum wciągnął je w swoje tętniące wnętrze i porwał, niczym wartki strumień zagarnia rzucone na wodę patyki. Laura pozwoliła ponieść się muzyce. Gorące latynoskie rytmy dudniły w głowie, wypełniały biodra, oplatały ręce i nogi. W jednej chwili cała stała się szaleńczym, nieokiełznanym tańcem. Skrywana przez lata energia wybuchła niczym uśpiony wulkan. Przymknęła oczy i oddała się bez reszty zmysłowej magii salsy. Była jak w transie, z którego wcale nie miała ochoty się budzić. Po kilkunastu minutach nieprzerwanego tańca poczuła, że musi odpocząć. Rozejrzała się wokół, ale Zyta gdzieś przepadła. Przeciskając się przez tłum, dotarła do baru. Usiadła na wysokim stołku i przywołała barmana.

— Co dla ciebie? — spytał.

— A co mógłbyś mi polecić? — zaszczebiotała kokieteryjnie.

— To zależy od tego, czy świętujesz, czy topisz smutki — odpowiedział z uśmiechem barman.

— Pani zdecydowanie dzisiaj świętuje.

Laura odwróciła się gwałtownie i omal nie spadła z wysokiego hokera. Tuż za jej plecami stał około pięćdziesięcioletni, postawny mężczyzna. Ubrany w nienagannie skrojony garnitur i śnieżnobiałą koszulę, sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie. Doskonale wiedziała kim był. Ostatnie miesiące spędziła na wyszukiwaniu każdej, nawet najmniej istotnej informacji na jego temat.

— Pan Biernacki — rzucała oschle. — Co za niespodzianka.

Mężczyzna taksował ją wzrokiem. Usiadł na stołku obok, zamówił whisky z lodem, po czym odezwał się rozbawionym tonem:

— Ależ głupiec z tego naszego Adasia. Taką piękną żonę wypuścić z rąk.

Nachylił się i dotknął jej nagiego ramienia. Laura drgnęła niespokojnie, ale nie zamierzała uciekać w popłochu. Zamiast tego odważnie spojrzała Biernackiemu prosto w oczy i syknęła:

— Czego pan chce?

— Lubię takie zdecydowane kobiety — zamruczał. — Może przejdziemy do mojego Vip Roomu i tam porozmawiamy na spokojnie.

Laura rozejrzała się dyskretnie po parkiecie. Miała nadzieję, że dojrzy gdzieś Zytę. Nie miała najmniejszej ochoty na dyskusje z tym obślizgłym typem. Biernacki dosłownie ślinił się na jej widok. Niestety, Zyta gdzieś przepadła.

— Nie, dziękuję — zaprotestowała. — Jeśli ma mi pan coś do powiedzenia, proszę zrobić to tutaj.

Biznesmen wyprostował się i spojrzał niechętnie na Laurę. Adam wspominał mu, że żona okazała się całkiem sprytnym graczem, ale takie jak ona, Biernacki zjadał na przystawkę.

— A więc dobrze… — zaczął. — Widzi pani, pani Bąk nie tylko pani prowadziła swoje nieoficjalne śledztwo.

— Nie bardzo rozumiem…

— Myślę, że doskonale pani rozumie — wychrypiał. — Pani mąż to biznesowa oferma. Wydaje mu się, że jest kimś, a tak naprawdę niewiele znaczy. Dał się pani podejść jak dziecko. Dobrze to pani rozegrała. Tylko mamy tutaj jeden problem…

— Jaki? — spytała. — Nie chcę mieć nic wspólnego ani z panem, ani z moim byłym mężem. Uważam, że ta rozmowa nie ma sensu — oznajmiła i podniosła się ze stołka.

Mężczyzna złapał ją za nadgarstek, aż syknęła z bólu.

— Pójdziesz, kiedy ja ci na to pozwolę — wycedził przez zęby. — A teraz siadaj i posłuchaj co mam ci do powiedzenia, bo inaczej skończysz jak ta twoja pyskata przyjaciółka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Ulubione słowa odcinka? ;)
    Byłem i czytałem jej tekst ;))
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Wiesz jest taka piosenka Brodki, gdzie w tekście pada:

    Sprawdziłam wszystkie obce alfabety
    By rozszyfrować język, który znam
    Ty ciągle mówisz do mnie krzyżówkami
    A migi zasłoniła gęsta mgła (...)

    No i Ty ciągle do mnie tymi krzyżówkami 😝😝
  • rozwiazanie 5 miesięcy temu
    Część 54 jak Studio - 54 w NY, z lowowatym zakończeniem. Nalepszego 2022:)
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    O jak miło, że wpadłaś! 😉 Dawno Cię nie było. Dziękuję i Tobie też samych wspaniałości w 2022 😊😊
  • rozwiazanie 5 miesięcy temu
    *lodowate i ciekawe zakończenie😝
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichoszka!↔ Tyś kolejny tekst, rozegrała jak trzeba😝→Ho ho jak fajnie, kiecki, śmieszki,
    a na końcu bum... wynikło co wynikło i człek dalej czytać będzie, bo ciekawy jest.↔Pozdrawiam:)↔%😝
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Tak mi się zdaje DeDo, że trochę jakby przynudzam ostatnio, gdyż czuję się jak samolot, co podchodzi do lądowania, a go ciągle na drugi krąg odsyłają. I ja to finiszowe lotnisko widzę, a krążę jako ta ćma i wylądować nie mogę 😝
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichoniu😝↔Tak rzekną zgodnie z moim interesem, że niech Cię odsyłają i na... 3, 4, 5... krąg...
    Mnie tam nudno nie jest, chętnie czytam i czytać będę. Póki mnie.
    Może też dlatego, że znam dotychczasową całość😝↔:)
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    ***** :-)
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    😘

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania