Ona Część 10

Dwa kolejne dni upłynęły Laurze na buszowaniu w sklepach z zabawkami. Chciała kupić idealne prezenty. Lubiła je robić, szczególnie dla dzieci Anki. Zawsze dokładnie sprawdzała etykiety, certyfikaty dopuszczenia do sprzedaży i producentów. Tym razem było tak samo. Długie godziny wędrówek po galeriach handlowych spędziła gównie na czytaniu informacji na opakowaniach. Z nieskrywanym oburzeniem obserwowała klientów, którzy w pół minuty po przyjściu do sklepu już stali w kolejce z wybraną zabawką. Doskonale widziała, że nawet nie zerknęli na informacje umieszczone na pudełku. A jeśli zabawka będzie mieć małe elementy i dziecko je połknie? To kogo będą winić? Producenta. A nie swoją głupotę objawiającą się nieprzemyślanymi zakupami. Laura zdecydowanie nie pozostawiała niczego przypadkowi i po dokładnym przeszukaniu sklepowych półek wybrała odpowiednie do wieku dzieci zabawki. Wszystkie z odpowiednimi certyfikatami, ekologiczne i drewniane. W duchu cieszyła się, że dzieciaki są na tyle duże, że nie musi zahaczać o dział akcesoriów dla niemowląt. Tam nawet zapach był inny. Coś jak połączenie zasypki i szamponu Bambino. Kobieta rozczulała się widokiem maleńkich skarpetek, czapeczek i śpioszków. Czasem, gdy było jej naprawdę ciężko, bo kolejny miesiąc kończył się niepowodzeniem, spacerowała wzdłuż regałów i przyglądała się kobietom, które z uśmiechem na twarzach wybierały malutkie ubranka. Wyobrażała sobie, że to ona krąży sklepowymi alejkami z wózkiem wypełnionym niemowlęcą wyprawką. Wciąż miała nadzieję, że pewnego dnia ona i Adam zostaną rodzicami.

Obładowana torbami wróciła do domu. Nazajutrz wyruszała w podróż w rodzinne strony. Musiała jeszcze spakować walizkę i porządnie podlać ogród. Początek lipca zapowiadał się upalnie. Co prawda wjeżdżała tylko na tydzień, ale prażące słońce mogło dać się we znaki delikatnym bergeniom. Zaraz po przyjeździe ruszyła do ogrodu. Ciepły, letni wieczór kładł się cieniami pomiędzy krzakami i bylinami. Laura idąc wąską, żwirową ścieżką wsłuchiwała się w pohukiwania sowy dobiegające z wysokiej sosny rosnącej tuż za ogrodzeniem. Z oddalonych części ogrodu dało się słyszeć rytmiczne staccata świerszczy. Laura rozejrzała się w około. Z nieskrywaną dumą objęła wzrokiem całe swoje królestwo i usiadła na ławce ukrytej w niewielkiej altanie na tyłach ogrodu. Południowa ściana konstrukcji była porośnięta bluszczem. Po lewej stronie Laura niedawno posadziła glicynię. Już dawno miała to zrobić. Dopiero mail na forum zmotywował ją, by w końcu udać się do ogrodniczego. Adama już nie było. Wyjechał rano. Kobieta od pewnego czasu zauważyła, że gdy mąż jest poza domem, ona czuje się znacznie lepiej. Spokojniej. Jakby ktoś otworzył na chwilę drzwi dusznego pokoju, a ona mogła wysunąć głowę i odetchnąć świeżym powietrzem. Po swojemu. Bez obaw i krytycznych słów. W duchu karciła się za takie przemyślenia. Nie rozumiała sprzecznych uczuć, które wzbierały w niej jak fale na spienionym morzu. Kochała go, ale chyba już nie lubiła. Zapalając papierosa sięgnęła po telefon. Zalogowała się na forum. Tam czekała na nią nieodczytana wiadomość od K.

 

Droga L,

Architektura krajobrazu mówisz. A więc wszystko jasne skąd u Ciebie ta wiedza. Pewnie sama masz ogród jak z katalogów Castoramy. Ja właśnie dostarczyłem rośliny mamie. Nachwalić się nie mogła mojego (Twojego) wyboru. Cały ogród póki co stoi zaorany, ale mam nadzieję, że rodzicielka doprowadzi go szybko do porządku, bo żal patrzeć na taki krajobraz. A tak przy okazji, znasz jakiś sposób jak uratować ciągle usychającą paprotkę? To jedyny kwiatek jaki mi został w mieszkaniu. Wszystkie inne zdechły. Od razu mówię, że ją podlewam!

Pozdrawiam

K.

 

„Z katalogu Castoramy. Dobre”—pomyślała rozbawiona.

 

Drogi K

Przepraszam, że tak późno odpisuję. Ostatnio nie bywam na forum. Nieskromnie powiem, że mój ogród jest dużo lepszy niż te z katalogów Castoramy. Jest całkiem spory, no i studia trochę dopomogły w tym, żeby doprowadzić go do pożądanego stanu. To teraz pozostaje zakasać rękawy, szpadel w dłoń i działać :) Praca nad ogrodem to długi proces. Zupełnie jakby budowało się nowe życie. A co do paprotki. Hmm, a nie przestawiałeś jej ostatnio w jakieś inne miejsce. Paprocie nie lubią zmian i przeciągów. I za dużo wody też im nie pomaga. Lepiej podlewać mniej, a częściej, niż dużo, ale rzadko.

Również pozdrawiam

L.

 

Laura kliknęła „Wyślij” i odkładając telefon ruszyła w kierunku małej szopy na narzędzia. Po chwili wyciągnęła długi wąż ogrodowy i zaczęła podlewać rabaty i krzewy. W drugiej części ogrodu, gdzie rozpościerały się wypielęgnowane trawniki i nieliczne nasadzenia, włączyła zraszacze. Po czterdziestu minutach, kobieta zmęczona, ale zadowolona z siebie usiadła na tarasie. Robiło się już całkiem ciemno, gdy z altany dobiegł ją dźwięk telefonu. Pobiegła, ale nie zdążyła odebrać. Na wyświetlaczu zobaczyła numer najlepszej przyjaciółki. Laura wybrała numer Zyty i wolnym krokiem ruszyła w kierunku domu. Po kilku sygnałach w słuchawce usłyszała znajome szczebiotanie.

— Cześć kochana. Nie śpisz? — Zyta zapiszczała do słuchawki. Była dziwnie podekscytowana.

— Nie śpię, przecież z tobą rozmawiam Zytka — odpowiedziała spokojnie Laura. — Co się stało? Coś taka radosna jak ptaszek? Nowy facet?

— Facet? A od kiedy to źródło szczęścia jest! Skończyłam z tym. Basta! Finito! Mam lepsze wieści. A właściwie propozycję.—zaczęła tajemniczo Zyta.

— Już się boję.

— Ty się nie bój tylko pakuj. Jedziemy na żagle. Jak za starych, dobrych czasów. Maciek ma znajomego na Mazurach, który ma patent sternika. Razem z ojcem mają kilka łódek do wypożyczenia. Termin im się zwolnił w sierpniu. Weź, nie daj się prosić. Chyba sto lat nigdzie razem nie byłyśmy.

Laura doskonale pamiętała ich studenckie wypady na żagle. Zyta i Maciek byli wtedy jeszcze parą. Imprezy do rana, spalona skóra i dwa tygodnie pod namiotem. Piękne czasy. Niedługo potem poznała Adama. On nie chciał spać pod namiotem i codzienne jeść kiełbasek z grilla na kolację. Chcąc nie chcąc Laura wykruszyła się z żeglarskiego składu.

— Zyta. Nie wiem. Musiałabym pogadać z Adamem czy nie ma jakiś planów na sierpień — zaczęła ostrożnie. Oczami wyobraźni widziała minę Adama, gdy mówi mu o wyjeździe z Zytą. Ta mina zdecydowanie nie wyrażałaby zachwytu, ani nawet umiarkowanej chęci porozumienia.

— Kurwa mać! Adam, Adam. Mecenas trzyma cię w klatce. Nie widzisz? Do pracowni wrócić nie możesz, siedzisz całymi dniami w domu. Sama.

— Byłam w kiepskiej formie po poronieniu przecież wiesz — zaczęła Laura. — Adam chciał mi po prostu dać czas żebym doszła do siebie. Stres nie pomaga w zajściu w ciążę.

Zyta sapnęła niecierpliwie do słuchawki.

— Owszem, ale to było prawie dwa lata temu. Teraz mogłabyś wrócić i zacząć budować jakieś swoje życie, a nie kręcić się wokół niego jak wolny elektron. Laura, na litość boską, jesteś mądrą, piękną kobietą. Dałaś mu się stłamsić w imię posiadania dziecka.

— To nie prawda! On nie jest taki zły. Nie lubisz go i tyle. Obydwoje wierzymy, że w końcu zostaniemy rodzicami. — Laura krzyknęła do słuchawki. W tamtej chwili nie wiedziała, czy chce bardziej przekonać Zytę czy samą siebie.

— Ok. Już spokojnie. Wiem, że to drażliwy temat. Ale szlag mnie trafia…

— Zyta, proszę cię. Dajmy temu spokój. Pogadam z Adamem i się odezwę, co?

— Dobra. To czekam na wieści. Buziaki.

Laura opadła ciężko na fotel. Żagle. Na to wspomnienie niemalże poczuła powiew bryzy na twarzy. Przymknęła oczy i wsłuchując się w dźwięki ogrodu oraz miejski szum w oddali, niepostrzeżenie zapadła w sen. Płynęła łódką z Maćkiem i Zytą. Biały żagiel prężył się dumnie na tle lazurowego nieba. Spokojna toń jeziora zwiastowała przyjemny rejs. Cała trójka w doskonałych humorach, co raz wybuchała gromkim śmiechem. Gdy byli na środku akwenu, nagle błękit nieba zasłoniły ciężkie, burzowe chmury. Gwałtowne podmuchy wiatru wzburzyły spokojną taflę wody. Łódź niebezpiecznie przechylała się na boki, tak, że kolejne spienione fale wlewały się do środka. Laura kurczowo trzymała się burty. Obraz zamazywał się przez padający intensywnie deszcz, a później grad. W pewnej chwili kobieta stwierdziła, że jest na łodzi całkiem sama. Wpadła w panikę. Nie chciała umierać na środku jeziora. Nerwowo rozejrzała się wokół. Dostrzegła pomost. Postanowiła wyskoczyć i dopłynąć do brzegu. Gdy była już blisko zauważyła postać. Zaczęła rozpaczliwie wołać o pomoc. Postać na pomoście nie drgnęła ani na milimetr. Laura opadała z sił. Wzburzona woda, która teraz przybrała odcień szkarłatu, zalewała jej oczy i pomimo kapoka, kobieta czuła, że opada na dno. Na brzeg wyciągnął ją mężczyzna z listkami paproci we włosach. A może to były wodorosty? Postać z pomostu pojawiła się znikąd. Od razu rozpoznała ten głos. Szyderczy śmiech i tylko jedno, krótkie zdanie: „Widzisz, trzeba było posłuchać męża”.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Na brzeg wyciągnął ją mężczyzna z listkami paproci we włosach.

    - musiał pięknie wyglądać. Romantycznie...

    (W tym zd. dostaw ogonek w słowie mają: Razem z ojcem maja kilka łódek do wypożyczenia).
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    We śnie to różne cuda się widzi 🤣
  • Raven18 7 miesięcy temu
    O, mamy nowy fakt z życia Laury. Poronienie niewątpliwie wpłynęło na jej charakter. Podziwiam jej ciągłą miłość do męża, mimo tego jakim jest człowiekiem. Ciekawe jak będzie z żaglami. Adaś pewnie nie będzie zadowolony
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Chęć posiadania dziecka tłumaczy trochę irracjonalne trwanie przy mężu. W następnej części pojawia się też inne fakty, które wyjaśnia po trosze dlaczego Laura postępuje tak a nie inaczej. I czy jej to w końcu wyjdzie na dobre.
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cicho_sza↔Znowu zwrot akcji. Jakby cztery części, w jednej: zakupy, przemyślenia, ogród, forum i retrospekcja. Coraz ciekawiej się robi. Nadal fragmenty z "wielu źródeł"
    ale zagubić się nie można. Jeno czytać następne:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Zabawne jest to, że to co najbardziej Ci się podoba, czyli przeplatanie jakby dwóch historii, nie było jakimś mocno przemyślanym zabiegiem. Samo mi się tak napisało, haha.
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    No, elementy ukladanki powoli zaczynają skladac sie na obraz. Zawsze mnie zastanawia co sobie mysla kobiety nie pracujace, ale Ty pieknie to uzasadnilas.
    I ten obrazek - mezcxyzna z wodorostami - piękny. Szkoda ze to mąż 😃😃😃
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Powoli, powoli. 🤷
    Kobiety niepracujące to niewyczerpane źródło na całą masę książek 😂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania