Ona Część 39

Laura siedziała na werandzie i obserwowała biegające po podwórku kury. W duchu dziękowała Kajetanowi, że już nie musiała wychodzić przed dom uzbrojona w drapak. Waleczny kogut został skrócony o głowę i na podwórze powrócił błogi spokój. Przedpołudniowe słońce wznosiło się nad horyzontem i coraz śmielej oświetlało wschodnią część werandy. Światło świdrowało drewnianą balustradę, a toczone tralki rzucały podłużne cienie na wysłużoną podłogę. Kobieta wstała z fotela i ruszyła w stronę ogrodu. Tam, na niewielkim, ogrodzonym siatką, zagonku znajdował się matczyny warzywnik. W tym roku z powodu choroby nie mogła zająć się wiosennym sadzeniem, dlatego Laura postanowiła ją wyręczyć. Małe poletko nie zachęcało do prac. Gleba była gliniasta i przy każdym ruchu lepiła się do motyki. Już po kilku minutach walki z klajstrowatą materią poczuła znajomy ból w barku. Niespodziewany wyjazd w Bieszczady zaburzył proces rehabilitacji. Kilkukrotnie planowała, zagadnąć pana Janka o jakieś ćwiczenia, ale ciągle zapominała. Postępy mamy i początkowe próby pionizacji, zawsze wysuwały się na pierwszy plan. Codziennie wieczorem, gdy wklepywała maść w obolały bark, obiecywała sobie, że następnego dnia zadzwoni do przychodni. Jednak mijał kolejny dzień, a ona wciąż nie umawiała się na wizytę.

 

Zła na swoją niemoc, rzuciła motykę i wróciła do domu. Mogłaby poprosić o pomoc Kajetana albo Marka, ale wtedy musiałaby przyznać, że nie daje rady. Pierwszy pewnie by się za bardzo przejął, a drugi opowiedziałby o wszystkim Ance. Z domowej apteczki wyjęła blister tabletek przeciwbólowych. Zażyła dwie naraz. To powinno pomóc na jakiś czas — pomyślała. Spojrzała na gałązkę forsycji, którą przyniósł jej wczoraj Kajetan. Delikatne, zebrane w pęczki, jaskrawożółte kwiaty wychylały swoje małe łebki z szarego wazonu. Uśmiechnęła się. Kajetan miał w sobie coś z dziecka. Cieszyły go błahe rzeczy. Nie silił się na wielkie i rozdmuchane gesty. Ich znajomość rozkwitała powoli, nieśpiesznie. Odwiedzał ją codziennie po pracy w warsztacie Mazura. Podziwiała go za elastyczność w działaniu. Nie bał się zakasać rękawów i wrócić do pracy mechanika. Wieczorami opowiadał o klientach i naprawach, które wykonał. Oczy mu wtedy błyszczały, a uśmiech nie schodził z twarzy. Zauważyła, że z czasem powroty do pustego mieszkania przychodziły mu coraz ciężej. Wyczuwała to w niecierpliwych dłoniach, które śmielej błądziły po jej ciele i długich, namiętnych pocałunkach. Każda część jej jestestwa pragnęła, żeby został. Marzyła, by zobaczyć go po przebudzeniu. Jednak w rzeczywistości nie pozwalała mu na przekroczenie tej niewidzialnej linii, zza której nie byłoby już powrotu. Za każdym razem, gdy żegnała go w drzwiach, przepłakiwała pół nocy. Przeklinała mechanizm, który wdrukował w nią Adam. Zdeptane poczucie własnej wartości i przeświadczenie o błahości swoich wyborów, nadal tkwiły w niej jak drzazga. Wiedziała, że póki nie uwolni się od męża, relacja z Kajetanem nie rozwinie się tak, jak obydwoje by tego chcieli.

 

Na podwórko zajechał jeep Marka. Z auta wyskoczyły bliźnięta, a potem Anka z Julkiem. Sonia i Rafał zaraz rozbiegli się po podwórku.

— Cześć. Co tu robicie? — zapytała zaskoczona Laura.

— Zapomniałaś?

— O czym?

— Chryste panie! — Anka złapała się za głowę i w teatralnym geście spojrzała w niebo. — Twój facet ma dziś urodziny!

— Mój facet? — stęknęła.

— No Kajetan! A kto? Adama urodzin chyba byśmy tak nie świętowali, co? — parsknęła śmiechem młodsza z sióstr. —Nie patrz tak na mnie. Wiadomo, że macie się ku sobie. Moglibyście już darować nam te dziecinne podchody.

— Ania, to nie tak… — zaczęła. — Bo widzisz… Boję się, że gdy Adam się o nas dowie, to zrobi mi pod górkę z rozwodem.

— I tak ci zrobi. W czym problem? — odparowała. — Kajetan to super facet. Patrzy na ciebie tak, że przechodzą mi po plecach ciarki. Wy już… no wiesz… ten…?

Laura zaśmiała się głośno. Siostra zawsze waliła prosto z mostu.

— Nie.

— Jak to? — wyjęczała zawiedziona. — To może dzisiaj? Tak wiesz, w ramach prezentu — droczyła się Anka.

— Aniu. Myślę, że powinnyśmy zająć się tortem, bo z przyjęcia niespodzianki będzie wielkie gówno — zaordynowała Laura. — I pozwól, że sama zdecyduję, kiedy pójść z Kajetanem do łóżka, ok? — oznajmiła z udawaną naganą w głosie.

 

Anka wyjęła zakupy z bagażnika i zawoławszy maluchy, ruszyli razem do środka. Bliźnięta pobiegły do pokoju babci. Bardzo dobrze radziły sobie z jej chorobą. Kiedy tu przebywały, wdrapywały się na łózko i opowiadały najróżniejsze historie. Zazwyczaj opowieści związane były z ciągłymi kłótniami rodzeństwa. Obrywało się też dwuletniemu Julkowi, który coraz chętniej sięgał po zabawki należące do starszego rodzeństwa. Niestety, maluch miał dziwną predyspozycję do rozkładania wszystkiego na części pierwsze. W taki sposób zakończyła żywot ulubiona, gadająca lalka Soni. Julek wydłubał cały mechanizm z pleców lalki i roztrzaskał drewnianym klockiem. Starsza siostra rozpaczała pół dnia. W odwecie urwała głowę ulubionej małpce Julka. Właśnie tego typu historie snuły wnuki Zofii, która słuchała ich i uśmiechała się serdecznie, szczęśliwa z ich obecności.

 

W kuchni Laura i Ania zabrały się za pieczenie tortu. Biszkoptowe blaty stygły na parapecie, podczas gdy starsza z sióstr ubijała bitą śmietanę. Dzieci krążyły po pomieszczeniu i z zaciekawieniem zaglądały do porozstawianych na stole misek. Co rusz, zanurzały w nich swoje małe paluszki w poszukiwaniu smakołyków. Anka zajęła się przygotowaniem masy z serka mascarpone. Po dwóch godzinach tort był gotowy. Zadowolone z efektu wstawiły go do lodówki i wzięły się za gotowanie obiadu.

 

Około osiemnastej na podwórku pojawił się samochód Kajetana. Laura i Anka obserwowały go z okna w kuchni. Marek, który zadzwonił do niego z domu i poprosił o podwiezienie do domu teściowej, wyszedł z auta i rozejrzał się badawczo. Gdy obaj wchodzili po schodach werandy, drzwi otworzyły się i stanęła w nich rozśpiewana gromadka.

— Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam… — zaśpiewali, zaśmiewając się ze zdezorientowanej miny jubilata.

Kajetan stanął jak wryty i z nieskrywaną radością zdmuchnął świeczkę, gdy Laura podstawiła mu tort pod nos.

— Wszystkiego najlepszego — szepnęła.

— Dziękuję — odpowiedział. — Nie musieliście tego robić.

— Ale chcieliśmy! — zawołał Marek. — Nie mamy prezentów, ale mamy coś innego. — Mówiąc to, postawił na stole dwie butelki wina i piwo. — Dla mojej ukochanej żony

oczywiście bezalkoholowe. Ktoś nas musi odwieźć do domu, prawda kochanie?

Anka mrugnęła do męża porozumiewawczo.

— To co? Zaraz podamy wam obiad, a potem zabierzemy się za ten tort.

— Świetny pomysł — ucieszył się Marek. — Jestem głodny jak wilk.

Siostry zniknęły we wnętrzu domu, a panowie usadowili się na werandzie. Kajetan wyglądał na oszołomionego całą sytuacją.

— Udała się nam niespodzianka? — zagadnął Marek.

— Jak najbardziej. Nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyliście mnie.

— No i bardzo dobrze. Od tego są przyjęcia niespodzianki. Piwo? — zaproponował.

— Chętnie. W warsztacie był dziś istny sajgon — powiedział i pociągnął spory łyk złotego napoju. — Mazur nie ma pojęcia o wydajności i zarządzaniu zasobami.

— A czego się spodziewałeś? Mazur ma już z siedemdziesiąt lat. Ten cały warsztat to chyba już tylko siłą woli ciągnie.

— Wiem. Staram się nie wtrącać. Robię swoje i już — zamyślił się. — Może powinienem coś podpowiedzieć? Jak myślisz?

— Myślę, że mógłby cię źle zrozumieć. Nie przyznałeś mu się przecież, że jesteś właścicielem sieci warsztatów. On widzi w tobie zwykłego robola. — zauważył Marek. — Poza tym, wydaje mi się, że Mazur jest już za stary na takie rewolucje.

— To prawda, ale coraz częściej dostrzegam rzeczy, które zrobiłbym inaczej. I szlag mnie trafia, że nie mogę. — Uśmiechnął się smutno. — W sumie może masz rację. Dam sobie z tym spokój.

 

Wieczór upłynął w niemalże rodzinne atmosferze. Dzieciaki na wyścigi zajadały się tortem. Laura obserwowała je z nieskrywaną przyjemnością. Było tak, jakby nigdy stąd nie wyjeżdżała. Las za domem śpiewał te same melodie, które pamiętała z dzieciństwa. Świergot wieczornych ptaków towarzyszył jej zawsze, gdy kładła się spać. Lubiła wyobrażać sobie, jak fruwa z nimi nad czubkami drzew. Wolna i niezależna od nikogo. Szczęśliwa. Drugi kieliszek wina zaszumiał jej w głowie. Właśnie przekomarzała się z Anką na temat sposobu uprawy pomidorów, gdy nagle poczuła jego dotyk. Siedzieli dość blisko siebie. Na tle, by bez problemu mógł złapać ją za rękę. Schowane pod stołem dłonie prowadziły własny, zmysłowy taniec. Kajetan kreślił leniwe kółka na wnętrzu jej dłoni, a ona gładziła jego długie, smukłe palce. Rozmowa toczyła się dalej, ale umysł Laury wyławiał zaledwie co drugie słowo. Nie potrafiła skupić się na żartach Marka ani na anegdotach opowiadanych przez siostrę. Rozchodzący się po całym ciele ogień, trawił skórę i przyśpieszał puls. Zbeształa się w myślach, ale z marnym skutkiem. Kajetan nadal wodził po jej dłoni. Robił tak nie raz, lecz dziś zareagowała inaczej. Nie wiedziała, co stało się katalizatorem: atmosfera tego wieczoru czy wypite wino.

— Będziemy się zbierać — powiedziała Anka. — Dzieciaki już zasypiają na stojąco.

Wstała od stołu i poszła po dzieci, które oglądały bajkę w gościnnym. Po chwili cała gromadka wyłoniła się z domu. Mały Julek usnął podczas seansu i teraz spał smacznie w ramionach mamy. Marek pomógł żonie pozapinać dzieciaki w fotelikach.

— Bawcie się dobrze gołąbeczki! — krzyknął przez uchylone okno.

Kajetan pomachał mu na pożegnanie, a Laura zaczęła sprzątać ze stołu.

— Pomogę ci. — Poderwał się. — Nie zabierzesz wszystkiego od razu.

— Dzięki.

Stos brudnych naczyń wylądował w zlewie. Laura spojrzała na niego z niechęcią.

— Pozmywam — zaproponował.

— No wiesz! Jubilat nie może robić takich rzeczy — obruszyła się. — Zostaw to. Posprzątam rano. Nalej nam wina. Może leci jakiś ciekawy film — zaproponowała. — Zaraz wracam.

Serce waliło jej jak młotem. Miała trzydzieści cztery lata, a zachowywała się jak pensjonarka. Do diabła z tym — zdecydowała. Z komody wyciągnęła czarną, koronkową koszulkę. Niemal przeźroczysty materiał oplótł nagie ciało. Spojrzała na odbicie w lustrze. Nie jest źle. Może niczego nie zauważy — pomyślała. W dole brzucha rozlewało się przyjemne mrowienie, o którego istnieniu już dawno zapomniała.

Kajetan siedział na kanapie i szukał propozycji na wieczór. Z głębi korytarza usłyszał głos Laury.

— Jest coś ciekawego?

— Chyba nie. Same starocie albo dokumenty — powiedział zrezygnowany. — Chyba pozostaje nam upić się w sztok — zażartował.

— Niekoniecznie — zamruczała, stając w drzwiach. — Przecież jeszcze ode mnie nie dostałeś żadnego prezentu.

— Laura…

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichońku🤗
    Jak zwykle... jednym tchem.
    Ależ subtelnie poprowadziłaś tę ostatnią scenę.
    Jakaż ja jestem ciekawa, jak 'rozwiążesz małżeński supeł', bo co do warsztatu Mazura, budowy domu... to mogę przypuszczać.
    Acha i jeszcze jedno = jaką rolę odegra jeszcze 'rudy lisek' 🤔.
    Czekam...
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Szufi, subtelność ostatniej sceny wynika z faktu, że wciąż się waham, czy pierwsza noc się wydarzy i czy czytelnik ma dostać opis czy wspomnienie. Jak myślisz?
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Cicho_sza Ja bym wolała opis :-D jesli moje zdanie się liczy, ale oczywiscie autor 'wie lepiej' :-)
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    DZzPnP, Ty mnie tutaj 'nie nawijaj makaronu na uszy', że po takim 'antre', nic się nie wydarzy😡Myszko, moim zdaniem subtelnie opisane wspomnienie = toć to nie '50 twarzy Greya', ani '365 dni'... no może w ich bezpośrednich dialogach/ sam na sam, mogłyby być bardziej zmysłowo, ale nie koniecznie. 🤗
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    ... do szuflady coś się wymyśli. Tak żeby wilk był syty i owca cala 😂
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Baba Szora opis też mi chodzi po głowie, ale obawiam się, że to spieprze, haha. 🤣
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Cicho_sza No pressure! Co napiszesz, przeczytamy! Nie daj się wpędzić w jakieś myślenie, że bylo super to teraz boje się, że będzie gorzej. Jak będzie gorzej to na bank ktos na Opowi się znajdzie by powiedzieć Ci to jasno i wyraźnie :-P Poki co pisz dla siebie :-)
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Baba Szora no pressure for sure 😂 Będzie co ma być, a co to będzie? Któż to wie?
    Przymus mam, ale taki swój, wewnętrzny. Chcę skończyć i dać sobie czas na inne sprawy. Również literackie.
    Pozdrawiam
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Pisz, kobieto pisz, bo od tego oderwać się nie można!
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Piszę, piszę póki mogę 😊
    No wybacz Kochana, ale czytasz szybciej niż ja piszę 😝
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Cicho_sza Wczoraj już byłam zmęczona, więc się nie rozpisywałam. Ale chciałam Ci napisać jakie ma wrażenia czytelnik fantasy :-P po przeczytaniu całości Twojej mini powieści z tematyki obyczajowej (romansu?) :-)
    Na temat języka, warsztatu itd nie mam prawa się wypowiadać, jako dyżurny dyslektyk, dysgramatyk i dys-nie-wiem-co-jeszcze Opowi, więc wypowiadać się nie będę (choć mi osobiście nic rażącego w oczy się nie rzucilo :-P ). Fabularnie jest super - budujesz napięcie, dawkujesz informacje, by wzbudzać jeszcze większą ciekawość, postacie psychologicznie są wiarygodnie, cudnie wszystko umotywowałaś, co, gdzie i dlaczego - nie widzę jakiegokolwiek braku logiki (może piszesz pamiętnik? :-D), (o pardon! jedyny zgrzyt jaki mi się nasuwa na myśl to reakcja Adama na jej zemdlenie - to mi nie przypasowało, ale pewnie kwestia moze bardziej opisania, ze zrobil to przez perfidie, albo ze mial takie tam wahania dobrej i zlej mocy w sobie :-P ), więcej - mimo ze jak zaczyna się czytać to dokładnie można się domyślić co będzie dalej (tzn tak nam sie wydaje) , a mimo to tak to rozwijasz, ze nie mozna przestać. Przez pierwsze czesci czlowiek sie zastanawia 'gdzie się spotkaja?, jak się spotkają?' i ' kiedy wreszcie się spotkają?!' :-D, a pozniej mysli sobie ' no nie, pewnie nie bedzie od razu 'zyli dlugo i szczescilwie', co sie stanie? co stanie na drodze?!' :-D. Jednym słowem miałam kupę zabawy czytając Twoją mini powieść, były i nerwy towarzyszące odkryciu zdrady Agi i czułam zdołowanie Laury i ekscytację, gdy 'w koncu się spotkali'.
    Kibicuję Ci całym sercem byś tworzyła dalej! Bo pięknie to wychodzi!

    (I poczekam aż napiszesz kolejne 10 albo 20 odcinków zanim zacznę czytać, bo gdy czyta się całość, to widać wyraźniej i bardziej wciąga ;-) )
  • .Ostwind. 7 miesięcy temu
    Świetne!!!!!!! Ciekawe czy dojdzie do czegoś mocniejszego między nimi...
    Ja czekam na nową część i aż wiercę się z zniecierpliwienia!
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Sprawdź i się dowiedz 😊

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania