Ona Część 30

Zima ociągała się z odwrotem. Grube połacie śniegu wciąż zalegały na polach i w lasach. Ulice miasteczek oblepione brudnymi zwałami skamieniałych hałd, z nadzieją wyglądały pierwszych oznak wiosny. Wiejskie domostwa schowane pod puchatymi czapami markotniały w mroźnej aurze. Nieśmiałe, marcowe słońce zdawało się bezradne w starciu z okrzepłymi kopcami śniegowych zasp. Jedynie topniejące na rynnach sople miarowym kapaniem oznajmiały nadejście cieplejszego frontu. Bieszczadzka zima nie dawała się tak łatwo przepędzić. Czaiła się i wciąż walczyła o dominację z wiosennym następcą. Podstępność górskiego klimatu pokrzyżowała szyki Kajetanowi. Od dwóch tygodni posiadał pozwolenie na wyburzenie domu, ale zalegający śnieg wciąż uniemożliwiał rozpoczęcie prac. Właściciel firmy zajmującej się rozbiórkami stwierdził, że znając tutejsze pogodowe anomalie, z ciężkim sprzętem mogliby wjechać najwcześniej na początku kwietnia. Niezrażony piętrzącymi się trudnościami Kajetan uznał, że co się odwlecze to nie uciecze i zajął się poszukiwaniem biura projektowego. Obdzwonił wszystkie w bliższej i dalszej okolicy. Zrobił listę tych, które przedstawiły najkorzystniejszą ofertę i z utęsknieniem wyglądał co rano za okno, sprawdzając, czy zima odpuszcza. Był pełen entuzjazmu. W Internecie odwiedził już wszystkie możliwe strony z projektami domów z bali. Kajetan wymarzył sobie mały, przytulny domek w górach. I choćby się waliło i paliło, postanowił, że dopnie swego.

Nieoczekiwanie pojawiły się też dobre wiadomości. Na początku marca zadzwonił do niego mecenas Kornacki z informacją, że Staszek przegrał sprawę w sądzie rejestrowym i sąd wydał pozwolenie na sprzedaż udziałów. Kajetan czuł się nieswojo, kontynuując współpracę z adwokatem, ale tym razem rozsądek wziął górę. Kornacki był wdrożony w całą sprawę, miał dobre opinie i wysoką skuteczność. To, że nieświadomy niczego Rapacki fantazjował o jego żonie, zdawało się sprawą drugorzędną. Zresztą Kajetan nie miał z nią kontaktu już bardzo długo. L. została gdzieś daleko, stając się jedynie nieistotnym epizodem w jego poprzednim życiu. Czasem zastanawiał się, co stało się z nią po wypadku. Odczuwał dziwny niepokój, może nawet wstyd, że wtedy uciekł ze szpitala jak przestraszony szczeniak. Jednak zawsze, kiedy nachodziły go te myśli, otrząsał się szybko i zajmował czymś innym. Po cóż było tracić energię na bezsensowne rozważania. Przecież i tak jej już nigdy nie zobaczy. Zaraz po telefonie Kornackiego zadzwonił do kilku znajomych, rozpuścić wici, że sprzedaje udziały w warsztatach. Nadal miał żal do Staszka, ale nie chciał, żeby udziały wpadły w niepowołane ręce. Firma stanowiła kawał jego życia i ostatnie, z czego byłby zadowolony, to podrzucenie dawnemu wspólnikowi kukułczego jaja w postaci beznadziejnego współwłaściciela. Udziały w dobrze prosperującym biznesie bez wątpienia stanowiły smakowity kąsek, więc Kajetan był spokojny, że oferty kupna zaczną spływać wartkim strumieniem, a on pozyska środki na dom marzeń. Późnym popołudniem wybrał numer Marka, ale ten nie odbierał. Pomyślał, że zapewne jest w stajni i oporządza konie. Postanowił pojechać do agroturystyki, żeby podzielić się sądowym sukcesem. Po drodze kupił wino i czekoladowe batoniki dla dzieciaków. Anka nie pozwalała im jeść słodyczy, ale on zawsze starał się im coś przemycić. To była ich tajemnica. Nawet prawie dwuletni Julek zdawał się rozumieć powagę sytuacji i chował batoniki do pudełka ze starymi, zapomnianymi zabawkami. Kiedy zajechał na podwórko, nigdzie nie zauważył zdezelowanego jeepa. Zamiast niego pośrodku stał duży czarny SUV. Kajetan wysiadł z auta i wolnym krokiem ruszył w kierunku drzwi. Może jacyś nowi turyści? — pomyślał. Zapukał do drzwi. Nikt nie otwierał, więc wszedł do środka. W ciągu ostatnich miesięcy bywał tu wielokrotnie, dlatego bez obaw zajrzał do środka i zawołał wesoło:

— Ania, jesteś?

Z pokoju dzieci wyłoniła się kobieta, a za nią jak z procy wyskoczyły bliźnięta i Julek.

— Wujek! Masz batoniki? — zaszczebiotali, obłapując go ze wszystkich stron.

— Mam, mam. — roześmiał się serdecznie. — Dajcie mi ich poszukać. — Kajetan przeszukał kieszenie kurtki i podał każdemu po jednym.

— Dzię-ku-je-my! — wyskandowały dzieciaki i już ich nie było. Zniknęły w czeluściach pokoju z zamiarem spałaszowania czekoladowych zdobyczy.

Kajetan dopiero teraz spojrzał na stojącą w progu kobietę. Nigdy jej tu nie widział. Przyglądała mu się uważnie. Wyglądała na zaskoczoną.

— Przepraszam, że tak wszedłem — zaczął. — Ania nigdy nie zamyka drzwi i …

— To u nas rodzinne — zaśmiała się, ukazując rząd białych równych zębów. — Sądząc po reakcji dzieci, nie jest pan złodziejem.

— Nie jestem. Kupiłem dom ciotki Ani i jakoś tak wyszło, że jestem tutaj częstym gościem.

— A więc jest pan nowym właścicielem domu pod lasem? To dobrze, że trafił w końcu na kogoś, kto go doceni. To dom z duszą.

— I duchem — dodał wesoło Kajetan.

— Słyszał pan o duchu? Niech pan w to nie wierzy. To jakieś wiejskie legendy. Dziadkowie padli ofiarą sugestii sąsiadów. Niby że jak się powiesił, to od razu straszył będzie. — Kobieta poszła do kuchni, zostawiając zdezorientowanego gościa w korytarzu. — Ma pan ochotę na kawę? — zawołała z głębi pomieszczenia.

— Chętnie.

Kajetan usiadł w jadalni. Z kuchni dochodziło gwizdanie czajnika i szczęk wyciąganych z szafki kubków. Po chwili do pokoju weszła kobieta, niosąc tacę z parującymi kubkami, cukierniczką i ciasteczkami. Gdy zbliżała się do stołu, nagle jej twarz przeszył grymas bólu i o mały włos nie upuściła tacy. Kajetan zerwał się z krzesła i zdążył złapać ją w ostatniej chwili.

— Przepraszam — jęknęła. — Zaraz zrobię jeszcze jedną.

— Nic pani nie jest? — zaniepokoił się Kajetan. — To coś z ręką?

— Z barkiem — westchnęła. — Miałam wypadek, rehabilitacja trochę pomaga, ale widzi pan — wskazała na rozlaną kawę. — Ciągle mi coś z rąk leci.

— Proszę się nie przejmować. Zaraz pójdę i zrobię. — Mężczyzna podniósł się z krzesła i ruszył do kuchni. Po chwili wrócił z dwoma kubkami kawy.

— Dziękuję — uśmiechnęła się. — Swobodnie się pan tutaj czuje.

— Często tu bywam. Ania i Marek pomogli mi w wielu sprawach.

Kobieta spojrzała na niego dużymi, brązowymi oczami. Krótka fryzura podkreślała jej wydatne kości policzkowe. Oparła się na łokciach, podciągając rękawy kremowego swetra. Kajetan przełknął ślinę. Od razu go zauważył. Dwie złączone ze sobą gałązki lawendy z literą L pośrodku, uwiecznione na wątłym nadgarstku. Siedząca naprzeciwko kobieta, uśmiechnęła się i przeczesała dłonią włosy, nieświadomie prezentując swój niepozorny tatuaż w całej okazałości. W końcu odezwała się:

— Ale ze mnie gapa, przecież nawet się nie przedstawiłam: Laura Kornacka, siostra Ani — wyciągnęła delikatną dłoń, by przywitać się z gościem. Kajetan odchrząknął i odwzajemnił uścisk.

— Kajetan Rapacki.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Och, jakie fajne - swobodne i naturalne - pierwsze spotkanie!
    Lecz co się stanie za moment?
    Czy ta swoboda i naturalność prysną?
    Jak potoczy się c.d. rozmowy przy kawie?

    Weź, dopisz zaraz!

    :)
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Kochana, limit dziennego klepania w klawisze wyczerpałam na dzisiaj. Z żalem, ale muszę zająć się rzeczywistością 😂
    Muszę również przyznać, że sama popadłam w niejaką euforię przy klawiaturze, pisząc tę część na którą moi wierni czytelnicy czekali niemalże od początku publikacji 😁
    Jak potoczy się rozmowa? Szczerze? Jeszcze sama nie wiem
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichosiu🙂
    No widzisz... nie tylko ja się niecierpliwię... Walczyk też przebiera nogami w swoim rytmie😂
    Cześć walczyku/tak przy okazji... dziękuję, że mnie zachęciłaś do czytania.
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Cześć. Proszę bardzo 🙂
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Szufi, nie musiałaś długo czekać, to był tyci tyci zakrecik 😂😂
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    DZzPnP😂
    No faktycznie, żadna 'serpentinka'... już drugi raz przed Tobą klękam... ino siem tak nie przyzwyczajaj/mam Cię na oku😂😂😂
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Coby to tylko nie było na zasadzie 'obiecał Pan kożuch - ciepłe jego słowo'... i na kolejny odcinek przyjdzie nam czekać w formie prezentu pod choinkę😂😂😂
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    ... do szuflady ja jestem zawzięta baba i piszę codziennie, nawet jak na głowie muszę stawać i od bombelkow się dyskretnie opędzać 😂😂 Jedynie w weekendy mam wolne, bo wtedy to naprawdę ciężko o wolny czas.
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichoniu... jak ja Cię dobrze rozumiem🤗
  • rozwiazanie 7 miesięcy temu
    Cicho_sza, jesteś nowelistką na pełnym etacie, w każdym odcinku podrzucasz wątek który trzyma czytelnika w ryzach:)
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Dzięki :) Staram się robić tę historię najlepiej jak potrafię. Często czytałam książki do bladego świtu, bo wciąż byłam ciekawa co wydarzy się potem. Marzy mi się, że może kiedyś sama będę tak umiała kogoś zaciekawić, że zarwie noc, by odkryć co będzie na końcu :)
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Cichonka↔No i mamy epicentrum... ale co za "wybuchem" to jeszcze nie wiadomo:)😂Rozgrywasz nadal wszystko jak trzeba i w ładnym – takim naturalnym stylu😂
    Hmm... chociaż w sumie, można by jeszcze z rozdział pociągnąć
    kończąc na↔"Oparła się na łokciach, podciągając rękawy kremowego swetra.''
    No nie. Bez przesady. Litości dla czytelników:)Pozdrawiam:)↔%
  • Cicho_sza pół roku temu
    Pewnie,że mogłam tak zrobić,haha. Ino rzeczonych czytelników mi było szkoda :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania