Ona Część 51

— Tylko ubierz go ciepło! — napominała matka. — Ta czerwona czapeczka będzie lepsza! No zobacz.

Kajetan spojrzał z politowaniem na matkę i nadal ze spokojem kontynuował ubieranie Stefana. Maluch w ciepłym, nieprzemakalnym kombinezonie powoli nabierał rumieńców.

— Przecież wychodzę z nim tylko do ogrodu! — odezwał się poirytowany. — A ty go stroisz, jakbyśmy co najmniej na Syberię się wybierali. Daj już spokój.

Matka zrobiła obrażoną minę, ale zrezygnowała z wkładania Stefkowi grubszej czapeczki.

— Co się tak rzucasz? — spytała. — Mały nie może się rozchorować. Pamiętasz, co było w święta?

— Pamiętam — przyznał. — Nic mu nie będzie. Nie jest wcale tak zimno. Piętnaście minut i jesteśmy z powrotem.

Kiedy Kajetan otworzył drzwi, Stefan wyszedł na zaśnieżoną werandę i poruszając się z trudem, skierował w stronę ogrodu. Pobieżnie odśnieżone ścieżki stanowiły znakomitą trasę spacerową. Brzdąc chwycił opiekuna za rękę i pociągnął w kierunku huśtawki. Kiedy dotarli na miejsce, Kajetan strzepnął śnieg z siedziska, posadził chłopca i zaczął delikatne bujanie. Stefan złapał za poręcz i zaśmiewał się za każdym razem, kiedy huśtawka frunęła do góry. Gdy bujanie ustawało, kręcił się niespokojnie i machając nóżkami, wołał: Jesce! Rapacki przyglądał mu się z uwagą, a serce ściskał żal, gdy uświadamiał sobie, że to zapewne ostatnie momenty, kiedy Stefan może cieszyć się obecnością matki. Stan Agnieszki pogarszał się z dnia na dzień.

 

Od ślubu minął już miesiąc. Kiedy wrócił w Boże Narodzenie z Bieszczad, czekała na niego w drzwiach. Nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Nie po tym, co wydarzyło się pomiędzy nim a Laurą. Unikał jej całe święta. Wiedział, że klamka już zapadła. Raz podjętej decyzji, nie dało się ot tak zmienić, zwłaszcza kiedy miała ona zaważyć na czyimś życiu. W tym przypadku życiu Stefana. Rozczarowanie i ból, jaki zobaczył w oczach Laury, od tamtej pory śniły mu się po nocach. Zachowała się jak dama. Decyzję, którą podjął, przyjęła z godnością. Nie namawiała do zmiany planów. Po prostu wycofała się i dała mu przestrzeń na realizację zobowiązań. Od powrotu z gór dni ciągnęły się niemiłosiernie. Kajetan nie mógł znaleźć sobie miejsca, czuł się przytłoczony ostatnimi wydarzeniami i decyzjami, które podjął. Agnieszka znała go jak mało kto. Doskonale wyczuwała gorsze nastroje i zamyślenie, w które popadał, kiedy dręczył go jakiś problem. W końcu tuż przed Sylwestrem zapytała:

— Spotkałeś ją, prawda?

— Co mam ci powiedzieć? — spytał przyciszonym głosem.

— Najlepiej prawdę… — zaczęła ostrożnie. — Nie musisz mnie okłamywać dla mojego dobra.

Ze wszystkich sił próbowała zdobyć się na lekki ton, ale w rzeczywistości była przerażona. Co stanie się z jej ukochanym synem, jeśli Kajetan wycofa się z umowy? Wiedziała, że tamta kobieta była dla niego ważna. Kochał ją.

— Spotkałem…

Agnieszka drgnęła nerwowo. To koniec — przemknęło jej przez myśl.

— Chcesz się wycofać z naszej umowy? — spytała drżącym z emocji głosem.

Kajetan spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem. Twarz zasnuł mu dziwny cień, zupełnie jakby chciał ukryć wojnę, którą toczył sam ze sobą od kilku dni.

— Nie — odparł krótko. — Wszystko jest nadal aktualne. Ślub w drugą sobotę po Nowym Roku.

— Dziękuję — szepnęła i wycofała się z pokoju, by nie dojrzał łez, które jedna po drugiej zaczęły cieknąć po jej wychudzonych policzkach.

 

Stefan ześlizgnął się z huśtawki i ruszył w kierunku domu. Po drodze strząsał resztki śniegu z małych, kulistych bukszpanów i tui. Kiedy dotarł do werandy, usiadł na schodach i spojrzał pytająco na Kajetana.

— No co tam? Idziemy do domu, co?

Maluch pokręcił przecząco główką. Stefan niedługo kończył trzeci rok życia. Był rezolutnym i rozgadanym chłopcem, ale kiedy się na coś uparł, to nie było na niego mocnych.

— Zrób bałwana — zażyczył sobie.

— Stefek — zaśmiał się Kajetan. — Babcia Bożena da nam nieźle popalić, jak się rozchorujesz. Może jutro zrobimy?

Mały człowiek gwałtownie zaprotestował, a buźka niebezpiecznie zaczęła wyginać się w podkówkę. Po paru chwilach, gdy zebrał się w sobie, krzyknął:

— Tata, ale ja chcę dzisiaj!

Mężczyzna stanął jak wryty i przed dłuższy czas wpatrywał się w rozżalonego malca. Od miesiąca był jego ojczymem. Od niemalże roku opiekował się nim, najlepiej jak potrafił. Jednak to, z jaką naturalnością Stefan nazwał go po raz pierwszy „tatą” i to, jak wtedy się poczuł, przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Tam, na zasypanych śniegiem schodach dotarło do niego, że zyskał syna. Podszedł do chłopca, przykucnął tak, by jego twarz znalazła się na wysokości dziecięcej buźki i powiedział:

— Jutro tata zrobi ci największego bałwana w okolicy. Ale dziś już musimy wracać. Zobacz, jaki masz zimny nos. — Z czułością dotknął małego noska. — Zobaczmy, co robi mama.

Stefan nieporadnym ruchem objął Kajetana za szyję i wtulił się w kołnierz kurtki. Ten, przygarnął go do siebie i po raz pierwszy odkrył, że w kwestii Stefana, był na właściwym miejscu. Współgrali ze sobą, choć przecież nie łączyły ich więzy krwi.

— Dobra — zgodził się niechętnie malec. — Chodź do mamy.

Weszli razem do środka. Bożena wyłoniła się z kuchni i pomogła rozebrać chłopca. Kiedy Stefan został uwolniony z krępującego ruchy kombinezonu, wzięła go za rękę i poszli zjeść ciepłą zupę. Kajetan ruszył za nimi. Nałożył sobie talerz zupy i usiadł przy stole. Mroźne powietrze zaostrzyło apatyt malca, tak, że wsuwał łyżkę za łyżką, aż ujrzał dno miseczki.

— Jesce! — zawołał, podając Bożenie pusty talerz.

— No, ale jesteś głodny Stefciu — ucieszyła się, napełniając miseczkę aromatyczną pomidorówką.

— Baldzo — przytaknął chłopiec. — Jutlo tata zrobi bałwana, wies?

Matka spojrzała zaskoczona na rozradowanego brzdąca, a później na syna. Kajetan od razu dostrzegł zalążki łez gromadzące się w kącikach matczynych oczu. Odwróciła się do kuchenki i pod pozorem podgrzewania zupy, dyskretnie otarła kapiące ze wzruszenia słone krople.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Trzy Cztery pół roku temu
    Wzruszająca cząstka. Czekam na ciąg dalszy! :)

    Cicho_sza, nie gniewaj się za uwagę, ale pomyślałam, że słowo "utyskiwać" nie jest najlepsze w tej cząstce tekstu. Utyskiwanie to raczej żalenie się, narzekanie (np. na los). Może i marudzenie, ale to nie jest pierwsze skojarzenie. Poszukałabym innego określenia. Przyjrzyj się:

    — Tylko ubierz go ciepło! — utyskiwała matka. — Ta czerwona czapeczka będzie lepsza! No zobacz.
  • Cicho_sza pół roku temu
    Dzięki. Dziś dość krótka, ale myślę, że ważna część.
    Nie gniewam się! Może napominala?
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Cichszka😂↔Nadal jestem pod wrażeniem, jak to wszystko rozgrywasz i w jaki sposób opisujesz. Chociażby ta retrospekcja w ogrodzie. Znowu powtórzę... tak zwyczajnie,
    lecz niezwyczajnie. Na pewno prawdziwie brzmi tekst😂↔Pozdrawiam:)↔%
  • Cicho_sza pół roku temu
    DeDo, dziękuję za miłe słowa. Staram się pisać czytelnie, żeby czytelnik, aż tak bardzo nie musiał główkować, co autor miał na myśli. 🤣 W tej części był poruszany dość emocjonalny temat i nie chciałam przykryć go masą zbytecznych opisów. Bo tu tak naprawdę najważniejsze było jedno słowo - tata 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania