Ona Część 36

Bieszczadzki kwiecień dopiero nieśmiało zielenił się na drzewach, podczas gdy w rodzinnym miasteczku Kajetana, wiosna zdawała się wylewać z każdego zakamarka. Rosnące wydłuż głównej drogi topole, dumie prezentowały nowe soczysto-zielone listowie. W oddali na podmokłych łąkach brodziły bociany, które zaledwie kilka dni wcześniej wróciły z zamorskich wojaży. Gdzieniegdzie odznaczały się złote plamy rosnących kępami kaczeńców. Powietrze pachniało świeżością i nadchodzącymi zmianami. Cud odrodzenia po zimowym śnie właśnie się rozpoczynał i bez względu na okoliczności, nikt ani nic nie mogło go powstrzymać. Kajetan zaparkował samochód na podjeździe. Matka siedziała na tarasie i obserwowała go zza okularów. Teren wokół domu wyglądał znacznie lepiej. W przeciągu niecałego roku stał się zupełnie inną przestrzenią. Zniknęły przypadkowe rabaty i nasadzenia, a zastąpiły je skrupulatnie rozplanowane klomby, trawnik i wyściełane białymi kamyczkami ścieżki. W rogu stała kremowa ażurowa altana, a po drugiej stronie ogrodu okazała huśtawka. Wzdłuż ścieżek rozlokowano małe lampki, które nocą tworzyły świetlny korytarz, oświetlając rośliny rosnące w pobliżu. Kajetan musiał przyznać, że całość prezentowała się imponująco. Wyszedł z samochodu i ruszył w kierunku tarasu.

— Cześć!

— Dzień dobry Kajtuś — odpowiedziała cicho matka. Była wyraźnie zmartwiona śmiercią niedalekiej sąsiadki. — Chcesz coś zjeść?

— Nie. Zjadłem po drodze. — Kajetan usiadł na ławce. — Już czternasta. Powinnaś się zbierać.

— Ja nie idę. — Bożena ściągnęła okulary i otarła wilgotne oczy. — Chyba nie dam rady. Idź sam.

— Co ty, żeś znowu wymyśliła?

— Nic. Po prostu jak sobie pomyślę, że Agnieszka ze Stefankiem zostali teraz całkiem sami, to taki mnie żal ogarnia… Nie dam rady! — Matka sięgnęła po chusteczkę i ocierając łzy, dodała:

— Oni już nikogo nie mają. Bronek umarł, jak Aga dzieckiem była. Ani on, ani Hanka nie mieli żadnego rodzeństwa.

— A ta kuzynka?

— Kuzynka — fuknęła. — Jaka to tam kuzynka? Dziesiąta woda po kisielu. Zresztą ona sama ma problemy. Czworo dzieci i chłopa pijaka.

Kajetan spojrzał uważnie na matkę. Miał nieodparte wrażenie, że Bożena bada grunt pod jakąś nową intrygę. A może był przewrażliwiony?

— Wiesz, Hanka długo chorowała. Miała raka. Boże, jak ona się męczyła. Agnieszka nawet z pracy zrezygnowała, żeby się nią opiekować. — Mówiąc to, znowu zaniosła się płaczem.

Kajetan poruszył się nerwowo. Nie miał ochoty wysłuchiwać tej całej historii. Przyjechał tylko na pogrzeb. W Hajdunach czekała na niego Laura, a matka mieszała mu w głowie tymi łzawymi opowieściami.

— Nie wiem. Rób, co chcesz. Skoro już przyjechałem taki kawał, to pójdę na ten pogrzeb. — Wstał i wszedł do domu.

Po namyśle Rapacka wybrała się na mszę. Razem z Kajetanem stanęli w tylnej części cmentarnej kaplicy. Każde z nich z innego powodu. Bożena, żeby nikt nie widział, jak ukradkiem ociera łzy, a syn, by pozostać anonimowym. Nie miał ochoty na ciekawskie, pełne współczucia spojrzenia. Wszyscy wiedzieli, że on i Agnieszka mieli się pobrać. Aż tu nagle, ona wróciła do miasteczka z brzuchem i w dodatku sama. Kajetan ze smutkiem stwierdził, że tutejsza bogobojna społeczność musiała dać jej nieźle popalić. Z odległego miejsca nie widział jej dokładnie. Stała zgarbiona, a trzęsące się co nuż plecy świadczyły o tym, że płacze. Ubrana w czarną, prostą sukienkę wyglądała, jakby przybyło jej z dziesięć lat. Kajetan nie był pewny, ale chyba też wyraźnie schudła. Nagle ogarnęła go niezrozumiała fala współczucia. Zaczął zastanawiać się nad słowami matki. Ona rzeczywiście została sama ze Stefanem. Bez pracy i wsparcia. Ciekawe czy Staszek płacił alimenty? Jednak zaraz potem skarcił się w myślach. Co mnie to obchodzi? Teraz Laura jest najważniejsza — usiłował wyperswadować sobie te irracjonalne rozważania.

Kiedy niewielki tłum żałobników rozproszył się, podszedł do obłożonego kwiatami grobu. Agnieszka stała nieruchomo, wpatrując się w stertę różnokolorowych wiązanek. Obok kręcił się zniecierpliwiony Stefan, co chwila, pociągając za róg jej sukienki. Kajetan uśmiechnął się do niego, a zawstydzony chłopiec schował się za matką i wyglądał zza jej nóg, sprawdzając, czy nieznajomy nadal był w pobliżu.

— Moje kondolencje — wydusił, choć głos grzązł mu w gardle.

Agnieszka odwróciła się nieśpiesznie i spojrzała na niego zaczerwienionymi od płaczu oczami. Uśmiechnęła się blado.

— Dziękuję, że przyjechałeś. — Złapała syna z rękę i ruszyła w kierunku wyjścia. Kajetan towarzyszył jej w milczeniu. Nie potrafił znaleźć słów pocieszenia. Uznał, że wszystko, co mógłby powiedzieć i tak w tej sytuacji zabrzmiałoby banalnie. Na parkingu dołączyła do nich matka. Objęła Agnieszkę serdecznie i tuliła dłuższą chwilę.

— Może pojedziesz do nas? Zrobię jakiś obiad. Pewnie nic nie jadłaś — zagadnęła.

— Nie, dziękuję. Stefan jest zmęczony. Muszę położyć go na drzemkę.

— Rozumiem. Gdybyś czegoś potrzebowała, wiesz gdzie mnie szukać.

— Wiem. Dziękuję pani Bożenko.

Agnieszka zapięła marudzącego malca w foteliku. Wsiadając do samochodu, spojrzała jeszcze na Kajetana. Od razu odczytał jej nieme podziękowanie. Skinął głową na znak, że rozumie. Matka stanęła obok i pomachała na pożegnanie. Po chwili auto Agnieszki zniknęło za cmentarnym ogrodzeniem.

— Jedźmy stąd — powiedział do matki. — Mam dość.

Kobieta posłusznie wsiadła do samochodu i zapinając pasy, odezwała się:

— Pięknie się zachowałeś. Niewielu zdobyłoby się na taki gest.

— To nic takiego. Życie toczy się dalej.

Matka zamyśliła się, ale zaraz potem, dodała:

— Masz kogoś w tych Bieszczadach?

— Jeszcze nie wiem — zaśmiał się. — Ale gdy się dowiem, to będziesz pierwszą osobą, której o tym powiem.

— Czyli jest coś na rzeczy? — drążyła. — Doczekam się wnuków?

— Mamo! Daj już spokój. Poznajemy się. Jest miło, a ty od razu z grubej rury.

— Tak tylko pytam, bo nie po to robiłam tę huśtawkę…

— Tak, wiem. Mówiłaś. Wnuki będziesz na niej kołysać.

Kajetan postanowił nie wtajemniczać matki w kulisy jego znajomości z Laurą. Gdyby Bożena dowiedziała się, że wybranka syna jest mężatką, pewnie dostałaby ataku apopleksji. Ich relacja była jeszcze zbyt delikatna, by opowiadać o niej światu. Czasem miał wrażenie, że jeśli ktoś się o nich dowie, to cały czar pryśnie jak bańka mydlana, a on obudzi się i stwierdzi, że dotyk jej warg tylko mu się śnił.

— Wracasz dzisiaj? — zniecierpliwiony głos matki wyrwał go z rozmyślań.

— Tak. Jestem umówiony. Poza tym jutro mam spotkanie z architektem.

— Mhm. — bąknęła.

— No i co to za ton?

— Jaki? — obruszyła się kobieta.

— Właśnie taki. Chwila, chwila. Zaraz będzie coś o starej matce, o której wyrodny syn zapomniał, tak? — ironizował.

— Przesadzasz!

Kiedy podjechali pod dom, Bożena wysiadła i pożegnała się z synem. Nie zaproponowała kawy ani obiadu. Po prostu weszła do domu i tyle jej widział. No tak, pewnie się obraziła — pomyślał rozbawiony, ruszając w powrotną drogę.

Hajduny przywitały go wiosennym deszczem. Całą okolicę spowiła gęsta mgła, która niczym woalka nakryła pola i wdzierała się w głąb lasu. W świetle reflektorów rozpierzchała się na chwilę, by zaraz znów otoczyć jadący powoli pojazd. Kajetan był zmęczony, ale wizja spędzenia wieczoru w towarzystwie Laury jakoś pchała go do przodu. Około dwudziestej pierwszej był na miejscu. W oknie paliło się światło. Zapukał do drzwi. Laura wyszła na werandę i uśmiechnęła się szeroko.

— Jesteś.

— Jestem. Mówiłem, że będę.

— Zmęczony? Zrobiłam kolację. Wejdź już. Nie stercz tak na tym chłodzie.

Kajetan wszedł do środka i podążył za gospodynią. Od progu wyczuł zapach ziół i smażonych pomidorów, co wywołało gwałtowne ssanie w żołądku. Rzeczywiście, dziś nie jadł za wiele.

— Mam nadzieję, że lubisz spaghetti? — zapytała.

— Uwielbiam. — zaśmiał się.

Laura odetchnęła z ulgą. Nałożyła dwie porcje makaronu, polała esencjonalnym sosem i udekorowała listkiem bazylii. Starty parmezan ustawiła na środku stołu w niewielkiej miseczce. Dawno nikt nie przyrządzał dla niego kolacji. I równie dawno nie doświadczał tego, co teraz — uczucia, które napełniało go ciepłem i dawało przeświadczenie, graniczące niemal z pewnością, że zawinął do właściwego portu.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (24)

  • .Ostwind. 7 miesięcy temu
    Bardzo fajne! Daje piąteczkę 😁
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Dzięki 😊
  • Akwadar 7 miesięcy temu
    Bardzo duża poprawa w pisowni w porównaniu z pierwszymi częściami, tak trzymaj. :)
    Takie coś rzuciło mi się w oczy:
    "...świetlny korytarz, oświetlając rośliny..." - a jakby jakiś synonim...
    "...a trzęsące się co nuż plecy świadczyły..." - co rusz albo a nuż - w tym wypadku co rusz, gdyż "co rusz" jako z.f. oznacza "co chwilę, itp), a nuż jest wykrzyknikiem lub wyrażeniem, które stosuje mówiący w nadziei na "stanie się" czegoś.
    "...tyle jej widział..." - ją widział (B. odmiana przez przypadki)
    Trochę przecinki brykają, więc kilka przykładów:
    "...co chwila, pociągając za róg jej sukienki."
    "...zaraz potem, dodała:"
    Chyba powinienem przeczytać całość... Tak powinienem.
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Dzięki Akwa za merytoryczne podejście do tematu. Przecinki już trochę ogarniam, choć wciąż zdarzają się takie babole jak w Twoich przykładach.
    Będzie mi bardzo miło jest będzie Ci się chciało przebrnąć przez dotychczasowe części.
    Pozdrawiam
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichoniu🤗
    Piszesz z taką swadą... a stąd wielka przyjemność podczas czytania i ja już wiem, że z tego powodu ta /u mnie/ złuda coraz to krótszych odcinków.
    Przeurocze są Twoje opisy przyrody... a teraz do rzeczy😂
    No właśnie tego się obawia(ła) m = że mamunia nie odpuści i będzie 'mędziła' przy każdej sposobności i oby nie byłoby to - tą przysłowiową kroplą, która drąży skałę.
    Kolacyjka, spagetti... no, no = przez rzołądek do serducha... co daj im Panie. Amen🙂
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Szufi, cieszę się, że dobrze Ci się czyta. Ostatnie czego bym chciała to katować czytelnika.
    Mamunia, cóż... ma swoją wizję, ale myślę, że Kajetan nie jest ciemię bity i będzie potrafił rozgraniczyć pewne rzeczy. Chyba...
    Buziole
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichosiu😂
    Ty mnie tutaj motyla noga... 'nie chybaj' 😂
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    ... do szuflady wizja kolejnych wydarzeń jest już raczej pewna. Mam też zakończenie. Teraz trzeba spiąć poslady i spisać w miarę ułożone myśli. Chciałabym przed końcem roku zdążyć 😁
  • rozwiazanie 7 miesięcy temu
    'Rosnące /wydłuż/ głównej drogi topole' Tutaj pewnie literówka. Jestem pod wrażeniem🤗
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Dzięki, ale ja też jestem pod wrażeniem. Tego, że ciągle jeszcze to piszę, haha.
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Ładny odcinek. Podoba mi się, że Kajetan zmienił nastawienie do Agnieszki. Obserwując ją w kościele dostrzegł już nie tylko kobietę, która go skrzywdziła, ale też istotę samotną, opuszczoną, nieszczęśliwą.
    Pozytywne uczucia, jakie ogarnęły go dzięki sympatii do Laury (sympatii odwzajemnionej) pozwoliły na większe otwarcie się emocjonalnie. Może - na wybaczenie?

    Co do spraw technicznych.

    Uważam, że z przecinkami masz taki problem, że jakaś pani od j. pol. nauczyła Cię, że stawiamy je ZAWSZE przed "że" i przed "który, która. które". A tak nie jest!

    Masz w kolejnych odcinkach przynajmniej dwanaście zapisów typu: "i, że". To jest błąd.

    A tutaj, w tej części 36, też przecinek też do wywalenia:

    "Co ty, żeś znowu wymyśliła?"

    Tu jest kilka zdań na ten temat. Warto przeczytać:

    https://www.ekorekta24.pl/przecinek-przed-ze-czy-aby-na-pewno-zawsze-jest-konieczny/#:~:text=Nie%20stawiamy%20przecinka%2C%20je%C5%9Bli%20sp%C3%B3jnik%20lub%20zaimek%20wzgl%C4%99dny,zdaniem%20wsp%C3%B3%C5%82rz%C4%99dnym%2C%20a%20zdania%20takie%20przecinka%20nie%20wymagaj%C4%85.

    Strasznie długi link, ale - działa. Nie umiem skracać:) A podobno jest sposób na skracanie.

    ........

    I możesz poprawić (w trzeciej linijce od góry) "soczysto-zielone" na "soczystozielone".

    Piszemy "jasnozielone", "ciemnozielone", a więc i "soczystozielone". Gdybyś napisała o dwóch kolorach połączonych "na równych prawach", to wtedy tak, tak byłoby dobrze: biało-zielone, czarno-zielone. Ale już - jasnozielone, ciemnozielone i soczystozielone.

    Jednak gdybyś dała "soczyście" - to już oddzielnie... Haha! Jaka to fajna zabawa!

    A tu porada językowa filolog i językoznawcy, Katarzyny Kłosińskiej z Uniwersytetu Warszawskiego:

    "Piszemy: soczystozielony, krwistoczerwony, a czy przymiotniki soczyście/zielony i krwiście/czerwony są poprawne? Jak je zapisać – razem czy osobno?
    Niemal każdy przymiotnik możemy połączyć z dowolnym przysłówkiem (jeśli tylko pozwala na to semantyka) – takie wyrażenia zapisujemy rozdzielnie. A zatem połączenia soczyście zielony i krwiście czerwony są poprawne".
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Cicho_sza, na Twoim miejscu nie poprawiałabym sama przecinków. Niech tę mrówczą pracę wykona człowiek zajmujący się tym zawodowo, np. pracownik wydawnictwa. Sama zadbaj o inne sprawy.

    Jak będziesz czytała ponownie (gdy już skończysz pisać), dopilnuj innych szczegółów. Przykład:
    masz w jednej z ost. części, że Laura wstawiając kaszę do ostygnięcia, idzie do sąsiedniego pokoju. Nie mogła tego robić jednocześnie - wstawiać, i iść.

    A swoją drogą to jest właśnie ciekawe u Ciebie, ze człowiek dowiaduje się jak posadzić roślinkę, albo jak i z czego przyrządzić posiłek dla osoby, która ledwo przełyka jedzenie.
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Trzy Cztery wiesz co jest zabawne czytając Wasze komentarze? Większość doradza w kontekście wydania, a ja nawet o tym nie myślałam zaczynając pisać. Szczerze, myślałam, że będzie kilka części, zapał mnie opuści i koniec pieśni. Jednak wytworzył mi się taki odruch bezwarunkowy, by codziennie bębnić w klawisze i dzień bez pisania (tak jak dziś) wydaje się niekompletny, a głowa puchnie mi od dialogów, wersji wydarzeń itp. To jest totalne szaleństwo xD
    Dziękuję też za rady techniczne. Z czasem bardziej zauważam niektóre błędy, lub potrafię coś zmienić, bo brzmi nie tak jak bym chciała.
    Sprawdzę linki, wiedzy nigdy nie za dużo.
  • Alienator 7 miesięcy temu
    Trzy Cztery Osoba pracująca w wydawnictwie bardzo szybko odrzuci tekst, w którym roi się od błędów. Lenistwo autora okazuje brak szacunku względem czytającego, co z miejsca dyskwalifikuje tekst.
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Alienator: Cicho_Sza - sama prosiłaś o komentarz Aliego :-))))
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Alienator, wiem, współpracowałam z dwoma wydawnictwami. A pracowitość, jeśli chodzi o przecinki, może się też obrócić przeciwko autorowi. Tu potrzebna wiedza i wyczucie. Intuicja. Trudno opanować zasady poi latach robienia tych samych błędów. Łatwiej jedne błędy zamienić na inne. Dlatego napisałam o innych sprawach, z którymi Cicho sobie poradzi. Z przecinkami niech jej pomoże zawodowiec.
  • Trzy Cztery 7 miesięcy temu
    Jestem w pracy, to i piszę trochę na raty. O co chodzi z moją niewiaŕą, że Cicho poradzi sobie z przecinkami? O to, że wg mnie do własnych "przecinkowych błędów" przyzwyczajamy się. I nawet czytając tekst piętnaście razy możemy je zwyczajnie przegapić. Po prostu nie zapali się lampka, że coś tu nie tak.
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Baba Szora wiem. I nie żałuję żadnego słowa, które do mnie napisał 😉 W zasadzie to pozwoliło mi się zastanowić nad wieloma sprawami, choć nie ukrywam, że pojawił się rozłam w kwestii narracji i teraz sama nie wiem jak to pisać dalej 🙈
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Alienator to nie jest kwestia lenistwa, a niewiedzy. Tekst, który byłby ewentualnie gdzieś wysłany i tak musiałabym przeredagować w jakiś, że tak powiem, zjadliwy sposób. Po naszej wczorajszej wymianie zdań zaczęłam nieco inaczej myśleć o tym tekście. Wiem, że to zabrzmi durnowato, ale do tej pory tekst traktowałam bardzo hmmm... osobiście, a teraz chciałabym zrobić z niego coś, co mogłabym od siebie odlepić i podać w najlepszym wydaniu. xD
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Cicho_sza Bo czasami nadmiar techniki zabija ducha. Choc moze to niebezpieczne w takim miejscu tak mowic 🙂 Z tego co wiem pisarze piszą, a analiza i poprawnoscia zastanawiaja sie krytycy. Cxemu krytycy nie piszą? Bo moze nadmiernie wszystko analizują? Taki przyklad (nie o pisaniu, lecz o czytaniu) kolezanka poszla na polonistyke, bo kochala literature, sama niewiele pisala, ale pisala itd. Gdy poznala wszystkie 'tajniki' co i jak powinno wygladac oraz dlaczego - znienawidzila ksiazki. Zmienila zawod zaraz po studiach. Ja np przy Tkaczce dostalam tyle rad, ze w pewnym momencie mialam dość, opowiesc stracila dla mnie magie. Jakbym zaczela pisac by kogos zadowolic, a nie dlatego ze tak mi sie marzy cxy sni 🙂 i nie chce do niej wracac, bo musialabym wszystko w niej zmienic, zeby jednak bylo po mojemu 😋 Wiec moze pisz, co Ci w duszy gra, a zmienic na 'poprawne jezykowo' jeszcze zawsze zdążysz. Byly juz tu osoby co przepisywaly cale ksiazki, z tego co wiem 🤔
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Baba Szora koncepcja mi się nie zmieni. Jestem mniej więcej w połowie. Wiem co chcę napisać i co się ma wydarzyć. Szczerze, już to gdzieś pisałam, ale powtórzę się. Nie spodziewałam się, że ta historia kogokolwiek ruszy. Pisałam dla siebie, bo pomysł tlił się od dłuższego czasu. Do tej pory były jakieś wiersze gorsze i lepsze, albo krótkie opowiadania. Nie miałam doświadczenia w takich długich formach. Postanowiłam, że nie będę robić tego po łebkach, choć kosztuje to sporo czasu, zarówno na pisanie jak i research (bo ja się na ogrodnictwie wcale nie znam!). I są momenty, że czuję się tym zmęczona (piszę pięć dni w tygodniu, a przynajmniej staram się). Sprawia mi to frajdę i relaksuje, choć czasem okupione jest osobistymi niesnaskami (mój ostatni wiersz Sosna).
    Wiem, że są mądrzejsi. Bardziej świadomi. I dobrze. Sęk w tym, że technika, choć jest bardzo ważna nie pomoże, gdy fabuła się nie klei. A mnie zależy, żeby się kleiła. Upiększać będę, gdy skończę całość.
  • Baba Szora 7 miesięcy temu
    Cicho_sza 👍 no to trzymam kciuki, zeby sie Twoj zamysl powiódł 🙂
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Cichoszka↔Te poetyckie – już któreś – początki, też dodają smaku. Tworzą tło.
    Sytuacja się rozwija, jak wełna z kłębka. Ale do całości swetra, to chyba, jeszcze daleko? Jak zawsze, tak naturalnie. Jedynie zakończenie, bardziej zwyczajne - niezwyczajne jakby:)🙂→Pozdrawiam:)↔%
  • Cicho_sza pół roku temu
    Lubię takie opisy, choć niektórzy uważają za zbyt "kwieciste", haha.
    Do całości swetra już ino mały kroczek

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania