Ona Część 44

Laura od tygodnia studiowała trasę do domu Kajetana. Z pamięci potrafiła wymienić wszystkie mijane po drodze miejscowości. Była głęboko przeświadczona o słuszności swojej decyzji, jednak wciąż odwlekała wyjazd. Od Anki dowiedziała się, że nie wrócił do miasteczka. Istniała duża szansa, że zastanie go w rodzinnym domu. Nadal obawiała się tego spotkania. W myślach układała kolejne wersje rozmowy, ale żadna z nich nie brzmiała satysfakcjonująco. Pójście na żywioł nie wchodziło w grę. Po pierwsze nie potrafiła działać spontanicznie, a po drugie przy najmniejszym niepowodzeniu, uciekłaby, gdzie pieprz rośnie. Plan był potrzebny, choć to właśnie przez nadmierne planowanie wpakowała się w tę całą kabałę, którą usiłowała teraz odkręcić. Według nawigacji podróż do rodzinnego miasteczka Kajetana powinna zająć nie więcej niż trzy godziny. Laura postanowiła wyjechać w południe.

 

Obudziła się o świcie. Całą noc nie mogła zmrużyć oka. Podekscytowanie pomieszane z niepewnością skutecznie zakłóciły sen. Otulona w koc wyszła na werandę. Czerwona tarcza słońca dopiero wynurzała się znad linii lasu. Chłodne, wilgotne powietrze owiewało jej twarz i przynosiło zapach siana z pobliskiej łąki. Wieczorem znalazła paczkę papierosów schowaną w bocznej kieszeni walizki. Nie paliła odkąd przyjechała w Bieszczady. Jednak dzisiaj zadziałał stary nikotynowy mechanizm. Potrzebowała odprężenia. Wyciągnęła papierosa i przypaliła zapałką. Ostry zapach siarki uderzył w nozdrza. Zaraz potem zaciągnęła się dymem. Przymknęła oczy i powoli wypuściła szaroniebieski obłok z płuc. Będzie dobrze — pomyślała. — A jak nie, to przynajmniej spróbowałam.

 

Koło południa była gotowa. Nie stroiła się. Przecież wiedział, jak wyglądała. Nie jechała tam, by go oczarować, tylko wytłumaczyć swoje irracjonalne zachowanie. Założyła lniane szorty i oversizową bluzkę. Przed wyjściem zajrzała do pokoju matki.

— Mamo, to ja jadę — odezwała się. — Ania będzie za jakąś godzinę. Przynieść ci coś?

Matka ruchem głowy wskazała na butelkę niegazowanej wody.

— Chcesz pić? — spytała. — Proszę. — Podała jej kubek.

— Gggdee jedesz? — wyartykułowała z trudem matka.

— Mamuś — westchnęła. — Odkręcić głupoty, których narobiłam. Nie wiem, czy mi się uda, ale pierwszy raz od dłuższego czasu, chciałabym zrobić coś, czego chcę, a nie to, co powinnam.

Matka spojrzała na córkę z troską i wyciągnęła do niej zdrową rękę. Ścisnęła dłoń Laury, aby dodać jej otuchy.

— Dzięki — szepnęła wzruszona. — Życz mi powodzenia.

Pożegnawszy się z matką, Laura zabrała małą torebkę, butelkę wody i ruszyła do wyjścia. Kiedy zamykała drzwi na klucz, za plecami usłyszała dźwięk samochodu. Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Doskonale znała ten charakterystyczny pomruk trzylitrowego diesla. Odwróciła się powoli i stanęła oko w oko z białą maską Mercedesa CLS. Z samochodu wysiadł postawny mężczyzna ubrany w jeansy i czarną koszulkę polo. Na jej widok uśmiechnął się szeroko i nieco rozbawionym tonem, odezwał się:

— Widzę, że zrobiłem ci nie lada niespodziankę, kochanie. — Podszedł do Laury i bezceremonialnie pocałował w usta. — Nie przywitasz się z mężem?

— Co ty tu robisz? — syknęła ze złością. — Nie mówiłeś, że masz zamiar przyjeżdżać.

Adam rozparł się na wiklinowym fotelu i patrzył z satysfakcją na zaskoczoną minę żony.

— Gdybyś odbierała ode mnie telefony, to pewnie miałbym szansę cię uprzedzić — odparł. A tak — ciągnął. — Musiałem posunąć się do fortelu i przyjechać bez zapowiedzi.

Laura przełknęła ślinę. Powinna być już w drodze do Kajetana. Miała mu wszystko wyjaśnić, a nie tkwić tu i znosić niezapowiedzianą wizytę Adama.

— Czego chcesz? — spytała wprost. — Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to kurtuazyjna wizyta.

Adam przybrał urażony wyraz twarzy. Widziała, jak świetnie bawi się całą sytuacją. Zbyt dobrze go znała, by uwierzyć w bajeczkę o stęsknionym mężu.

— Aleś ty waleczna się w tych górach zrobiła — żachnął się. — Jak jakaś żona Rumcajsa, czy innego Janosika.

— Adam. Nie mam czasu na podchody… — zaczęła rzeczowo. — Zaraz muszę wyjeżdżać.

— A gdzie, to się moja śliczna żonka wybiera?

— Nie twoja sprawa — burknęła. — Na herbatkę też nie licz.

Mężczyzna wstał i podszedł do żony. Na tyle blisko, by wyczuła znajomy zapach perfum i jego oddech. Spojrzał na nią przeciągle i odezwał się lodowatym tonem:

— Pożartowaliśmy, a teraz do rzeczy — wycedził. — Coraz mniej podoba mi się to twoje przesiadywanie tutaj. Jesteś moją żoną i twoje miejsce jest przy mnie w naszym domu. Od wypadku minęło już wystarczająco dużo czasu, żebyś zaczęła normalnie funkcjonować. Tak jak wcześniej.

Laura gwałtownie odsunęła się od męża. Policzki paliły żywym ogniem. Wzbierająca w niej przez lata fala złości w zastraszającym tempie wypełniała każdy zakamarek ciała. W jednej chwili zdała sobie sprawę, że niebieskooki mężczyzna przed, którym stoi, zmarnował ostatnie dziesięć lat jej życia.

— Nie wrócę do domu! — krzyknęła. — Ani do ciebie! Nie kocham cię.

— Nie kochasz mnie? — wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu. — A jakie to ma znaczenie?

Zbita z tropu Laura nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie spodziewała się takiej reakcji.

— Nie rozumiem… — odparła skonfundowana. — Dla mnie ma. Kluczowe!

— A dla mnie nie — odparł z rozbrajającą szczerością. — Mój ojciec pozwolił uciec matce nie wiadomo gdzie. Ja nie popełnię tego błędu. Pamiętasz, co mi przysięgałaś?

— A ty pamiętałeś o tym, kiedy poddawałeś się wazektomii? — odparowała. — Jak mnie oszukiwałeś, mamiłeś przez lata?

— Nie bądź taka drobiazgowa — uśmiechnął się pobłażliwie. — Było, minęło. Sprawa zakończona. Akta do archiwum.

— Na litość Boską, Adam! To nie jest rozprawa w sądzie, tylko moje życie!

Adam rozejrzał się po podwórku. Od jego ostatniej wizyty nic się tu nie zmieniło. Zupełnie jakby czas stanął w miejscu. Nie mógł uwierzyć, że Laura woli pozostać w tej zabitej dechami dziurze, niż wrócić z nim do ich wygodnego, eleganckiego domu z ogrodem. Po paru minutach ciszy odezwał się znowu:

— Przeczuwałem, że tak zareagujesz. Dobry adwokat musi myśleć wielowymiarowo, dlatego mam dla ciebie propozycję.

— Jaką propozycję?

Adam zszedł po schodkach i udał się do samochodu. Laura obserwowała, jak wyciąga coś ze schowka. Po chwili podał jej białą kopertę.

— Co to jest? — spytała niechętnie.

— Zobacz.

Laura wyjęła zawartość i pobieżnie rzuciła okiem na treść.

Co za dupek — pomyślała rozgoryczona.

— I co myślisz, kochanie? — zagadnął. — Trzytygodniowy intensywny turnus rehabilitacyjny dla osób po udarze dla mamusi. Prywatna klinika, najlepsi specjaliści. I jest nawet bonus — wskazał na drugą kartkę — drugi turnus za pół roku. Wszystko opłacone przez kochającego zięcia.

— To nie fair! — rzuciła. — Nie możesz …

— Owszem mogę — odparł. — Propozycja jest taka: mamusia jedzie na turnus, a ty wracasz do domu. Ty i Anka nie byłybyście w stanie wysłać jej na takie pięciogwiazdkowe lecznicze wakacje. Pomyśl logicznie.

Laura musiała przyznać mu rację. Kiedyś przeglądała ofertę tej kliniki. Trzytygodniowy turnus kosztował grubo ponad piętnaście tysięcy. Perfidia Adama napawała ją obrzydzeniem. Doskonale wiedział, gdzie uderzyć. Matka poświęciła jej i Ance całe swoje życie. Teraz przyszła pora, by się odwdzięczyć. Myśl o Kajetanie drążyła mózg niczym kornik, ale sytuacja uległa diametralnej zmianie. Laura ze smutkiem przypomniała sobie rozmowę z matką. Po raz kolejny musiała zrobić coś, co powinna.

— Zgadzam się — szepnęła. — Wrócę do domu.

— Widzisz? I po co było tak dramatyzować? — skwitował Adam. — Wsiadaj. Pojedziemy do twojej siostry. oznajmić jej radosną nowinę. Mam prezenty dla dzieciaków.

Laura bez słowa wsiadła do auta. Nagrzane skórzane fotele parzyły ją w odsłonięte uda. W aucie, jak zwykle panował pedantyczny porządek. Pod tym względem Adam zawsze był skrupulatny. Wyjechali na główną drogę. Od domu Anki dzieliło ich jakieś dziesięć minut. Wąska dróżka wśród pól i lasów wiła się niczym wąż. Rozliczne zakręty i podjazdy denerwowały Adama, który klął pod nosem za każdym razem, gdy pod kołem poczuł wyboje. Właśnie mijali tabliczkę z nazwą gospodarstwa agroturystycznego Ani, gdy Laura usłyszała dzwonek telefonu. Dzwoniła siostra.

— Halo?

— Jezu, Laura! — wrzasnęła. —Ty żyjesz?

— No żyję. Co się stało?

— Dzwonię do ciebie już chyba dwudziesty raz! — sapnęła do słuchawki. — Wyjechałaś już do niego?

— Nie… — zaczęła, zerkając w stronę męża. — Adam przyjechał. Jedziemy do was.

— Co? —zapiszczała Anka. — Nie możecie!

— Dlaczego? — spytała zdziwiona. — Będziemy za dwie minuty.

— Bo Kajetan też tu jest!

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Ach napięcie znowu rośnie! :-D
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Cieszę się, że i Tobie się udziela 😉
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Oj, Cichoszka🙂↔"Zagrałaś na czytelniku, jak trzeba"↔A cały tekst... no wiesz, nie chce powtarzać tego, co musiałbym powtórzyć, pod każdą częścią. Chociażby scena z papierosem. Zaciągnięcie i odprężenie nieco. Tu wszystko jest na swoim miejscu, choć raczej przeważnie nie jest:)) Na pięcie rośnie, ale co wyrośnie. Oto pytanie?
    Pozdrawiam:)🙂↔%
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    DD, Cichoszka nie lubi łatwych rozwiązań, haha. To super, że nadal odnajdujesz ciekawe sceny, które poruszają nieobyczajnego czytelnika 🤣
    Rośnie, rośnie, a co z tego będzie? Wielkie boom czy niewypał? 🙈
    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichosza🤣↔Żywię nadzieję, iż Sezon 2, też Autorka planuje w zamierzeniu swoim.
    Zaiste, byłbym rad wielce, gdyby rzecz jasna, poziom rzeczonych tekstów, nie spadł znacząco. Aczkolwiek rzec muszę, ze tak czy inaczej, czytać bym czytał, a opinia, którą wyłuszczyłem,
    jeno moim subiektywnym odczuciem, jest🤣
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Dekaos Dondi toż to oczywiste, że czytelnictwo subiektywnymi opiniami stoi 😉
    Sezon 2 powiadasz? Tłucze mnie się pod kopułą pewien zamysł, ale najpierw trzeba skończyć jedno, co by w pełni poświęcić się drugiemu. Pewnie są tacy co się na dziesięciu rozpoczętych historiach nie wykładają, ale obawiam się, że ja do takich nie należę 🤣
  • Trzy Cztery 5 miesięcy temu
    Zamiast jak po nitce, akcja potoczyła się jak po zygzaku... błyskawicy! No to za chwilę usłyszymy grzmot! :)
    Bardzo fajnie zakręciłaś!
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Dzięki! Po tym, co wywinął Adaś to już go chyba żaden czytelnik nie polubi. No chyba że jakiś socjopata 😂😂
  • ... do szuflady 5 miesięcy temu
    DZzPnP🤗
    No aż sobie siarczyście przeklnę - SACREBLEU❗
    Ale 'wysmażyłaś paszteta', a niech Cię cichoniu.
    Było do przewidzenia, że łatwo nie będzie... ale żeby, aż tak, to tego się nie spodziewałam.
    No nic... czekam na rozwój wypadków.

    Buziole
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Ale narobiłam bigosu! Aż se Szufcia zaklela siarczyście w obcym języku 😝
    Buziole
  • ... do szuflady 5 miesięcy temu
    DZzPnP😂😂😂
    No tak mnie się przypomniała Księżna Pani spod Rzacholeckiego lasu, a właściwie z samego Jiczina, bo w tym Rzacholeckim to grasował Rumcajs przecież...

    Zdrowych i spokojnych Świąt Cichoniu😘
    🎄❄️

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania