Ona Część 29

— I co teraz zrobisz? — zagadnął Marek.

— Nie wiem. Pewnie trzeba będzie wyburzyć dom. Rzeczoznawca jasno powiedział, że budynek nie nadaje się do remontu. Pęknięte ściany nośne, duże zawilgocenie, zarwany strop. — Kajetan jednym tchem wyliczał mankamenty jego przyszłej siedziby. Opinia zamówionego rzeczoznawcy mówiła jasno, że konstrukcja domu jest naruszona, a fundamenty kruszeją od wilgoci. Urzędnik zasugerował, że najlepszym rozwiązaniem będzie wyburzenie starego budynku i postawienie nowego. Rapacki nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Wiedział, że czekać go będzie duży i kłopotliwy remont, ale budowania od postaw nie brał pod uwagę.

— Myśleliśmy, że dom jest w lepszym stanie. Głupio nam, że masz teraz takie kłopoty — odezwała się Anka, stawiając przed mężczyznami talerze z zupą grzybową. Kajetan od pewnego czasu był częstym gościem w Agroturystyce u Ani. Polubił ich. Bardzo pomogli mu odnaleźć się w bieszczadzkiej rzeczywistości. Choć pochodził z niewielkiego miasteczka, wiejskie, surowe życie momentami go przytłaczało. Samotne noce w wynajmowanej kawalerce w popegeerowskim bloku spędzał na robieniu planów i kosztorysów. Miał doświadczenie w zarządzaniu firmą, a swoje bieszczadzkie życie traktował jak nową inwestycję, którą trzeba skrupulatnie zaplanować i rozwinąć.

— Ania, przecież to nie jest wasza wina. Sam mogłem o tym pomyśleć, zanim pobiegłem do notariusza. Teraz to już nie ma co gadać, tylko trzeba działać. Jutro jadę do Gminy złożyć wniosek o pozwolenie na rozbiórkę. Dopiero styczeń to może do wiosny zdążą wydać jakąś decyzję. — Kajetan zanurzył łyżkę w zupie i włożył do ust. — Dawno nie jadłem takiej grzybowej — pochwalił gospodynię. Anka roześmiała się i zdzieliła go ścierką. — Moja grzybowa jest dobra, ale mama gotuje taką, że klękajcie narody. Moja siostra potrafi upichcić taką samą, a ta — wskazała na parujące talerze. — To tylko marna imitacja.

— Masz siostrę? — zainteresował się Kajetan.

— Mam, ale mieszka w mieście. Rzadko nas odwiedza. Właściwie to La… — Anka przerwała w pół słowa, bo do kuchni wbiegły rozgorączkowane bliźniaki. Sonia i Rafał zaczęli przekrzykiwać się jedno przez drugie, walcząc o uwagę matki.

— Mamo, Rafał zniszczył mój obrazek. — Czerwona od płaczu buźka dziewczynki wykrzywiła się w dramatycznym grymasie.

— To ty mi popsułaś tor wyścigowy. Ja nic nie podarłem! — wykrzyczał oburzony Rafał.

— Dobrze już. Spokój! Chodźcie do pokoju, opowiecie mi wszystko na spokojnie. — Anka wzięła naburmuszone bliźnięta za ręce i razem poszli do pokoju. Mężczyźni jedli w milczeniu. Kajetan lubił tu przychodzić. Anka i Marek tworzyli zgrany duet. Bliźnięta i mały Julek również przywykli do jego wizyt. Traktowali go jak swojego. To było miłe uczucie.

— Pojechać jutro z tobą? — odezwał się Marek.

— Nie, dzięki. Poradzę sobie. Byłem już w Gminie. Dobra będę się zbierał, zanim mi drogę do miasteczka zasypie — zaśmiał się i wstał od stołu. Nakładając grubą kurtkę i czapkę, dodał:

— Mam nadzieję, że szybko wydadzą decyzję. Zacząłem rozglądać się już za biurem projektowym.

— I dobrze. Lepiej mieć wszystko połapane — przytaknął Marek.

— Uciekam. Cześć. Podziękuj Ani za zupę.

— Tak zrobię. Cześć.

Dwugodzinna wizyta wystarczyła, by cały samochód okrył się grubą warstwą śnieżnego puchu. Kajetan odgarnął zasypane szyby i dach. Zima nie odpuszczała. Siarczysty mróz szczypał w policzki i wibrował w powietrzu niczym rój tańczących noży. Ostre powietrze wdzierało się do płuc. Okoliczne świerkowe lasy przystrojone w śnieżnobiałe czapy, pod naporem śnieżnej masy, chyliły iglaste gałązki ku ziemi. Kajetan ruszył w drogą w dół. W duchu cieszył się, że zastąpił swojego miejskiego sedana starym Land Roverem. Po kilku naprawach, które wykonał sam w garażu u Marka, okazało się, że dwudziestoletnia terenówka to niezniszczalny sprzęt. Parę razy wybawiła go z opresji. Kiedy dojechał do miasteczka, udał się do małego sklepiku i kupił kilka podstawowych produktów: chleb, masło, szynkę i litr mleka. Następnie brnąc przez zasypane chodniki, dotarł do mieszkania. Maleńka kawalerka mieściła się na drugim piętrze. Składała się z niewielkiej kuchni bez okna, pokoju, który spełniał funkcję salonu i sypiali oraz mikroskopijnej łazienki. Wnętrze zdecydowanie nie nadawało się dla osoby z zaburzeniami klaustrofobicznymi, ale Kajetan czuł się w nim zaskakująco dobrze. W rozmowach z Markiem często żartował, że może mieszać w garnku stojącym na kuchence, leżąc na sofie.

Nazajutrz z samego rana wybrał się do Gminy. Na wielkiej tablicy informacyjnej odnalazł Wydział Architektoniczny i ruszył po schodach na pierwsze piętro. Pod gabinetem tłoczyło się kilku mężczyzn. Starsi panowie dyskutowali podniesionym głosem. Kajetan nie chcąc wyjść na gbura, zapytał:

— Przepraszam, panowie czekają w kolejce do ósemki?

— Tak, a co? — zagadnął dziarski staruszek. — My so tu już od siódmy, a tej cholery dalej ni ma! — dodał drugi z oczekujących.

— Rozumiem. Czyli jeszcze nikt nie przyszedł? Nie przyjmują?

— Nie. A psia krew by ich wzięła. Człek przyłazi, przez te zaspy się czoporgo, a tu nikogo!

— Spokojnie. Zima. Może drogę zasypało albo coś. — Kajetan postanowił nieco uspokoić krewkich staruszków. Jeden z nich przyglądał mu się przez chwilę.

— A pan to chyba nie nasz?

— Wprowadziłem się niedawno. W Hajdunach dom kupiłem.

— O! W Hajdunach. A gdzie?

— Pod lasem, na końcu wsi.

Staruszkowie spojrzeli po sobie i pokiwali głowami w niemym porozumieniu.

— Znaczy się po Bąkach?

— Tak. Właścicielką jest Aldona Bąk. Z tego, co mi wiadomo to w Stanach mieszka.

Rozmówcy znów wymienili znaczące spojrzenia i usiedli na krzesłach ustawionych pod ścianą.

— Pan się nie boi?

— Ale czego się mam bać?

— Tam duch Józka Tereśki straszy.

— Co? Jaki duch? Co też panowie opowiadają — roześmiał się Kajetan.

— To było niedługo potem, jak Aldona do Hameryki pojechała — zaczął staruszek. — Wszyscy wiedzieli we wsi, że Józek za nią był, a ona to za mąż pójść nie chciała. Tańcować lubiła, na zabawy przychodziła, a Józek za nią oczy wypatrywał. Jak się dowiedział, że ją ojciec nad morze na statek powiózł, to poszedł i się w ich sadzie powiesił. Na jabłonce pod jej oknem.

Kajetan nie wierzył w opowieści o duchach, ale wisielec na jego posesji dość mocno przemówił mu do wyobraźni.

— I co z tym duchem?

— Godajo, że przychodzi pod okno w każdą rocznicę wyjazdu i puka, żeby mu otworzyła. Ojce Aldony, jak jeszcze żyli, to trzy światy z nim mieli. I księdza wołali i msze odprawiali. Nic nie pomagało. W końcu pomarli, a tam nikt nie chodzi. Tutejsze się bojo.

W tym momencie na korytarzu zjawiła się zdyszana urzędniczka.

— Przepraszam. Drogę zasypało, musiałam czekać na pług. Kto z panów pierwszy?

Początkowo oburzeni spóźnieniem kobiety staruszkowie spuścili głowy i oparli czoła na trzymanych w dłoniach laskach.

— Pan idzie pierwszy — odezwał się starszy pan. — My se poczekamy.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • ... do szuflady pół roku temu
    DZzPnP🙂
    Dziń dybry... pierwsza❗😂😂😂
    No to się troszkę znowu namiesza...
    Julian/tragicznie zmarły i Zofia Bąkowie to rodzice Laury i Ani... Aldona, to ciotka dziewczyn... pewnie następne rozdziały wyjaśnią tajemniczy/póki co/ wyjazd ciotki do Ameryki i związek z Józkiem Tereśki... ino nie wim czi Tereśka to je od jakejś Teresy, czy po prostymu take naźwisko hmmm.
    A to daleko jeszcze do spotkania L. z K. ❓
    Siem ociungasz... jo Ciebie chibo ściongnem ze z pleców tem ptaszynę, coby Ciebie psyśpieszyć to pysanie, nooo... bez kitu😘😂
  • Cicho_sza pół roku temu
    Szufi, wszystkie rodzinne koligacje rozszyfrowalas bez pudła. Aldona to siostra Juliana Bąka - męża Zofii. Józek Tereśka kochał się w niej na zabój, ale ona go nie chciała i pojechała szukać szczęścia za wielką wodą.
    Dom stał się świadkiem tragedii z nieszczęśliwą miłością w tle. Może duch odpuści, gdy w domu pod lasem pojawi się inna, szczęśliwsza? 😁
    Kochana, spokojnie. Spotkanie tuż za zakrętem
  • ... do szuflady pół roku temu
    Cichoniu🤗
    Jestem prawie pewna, że w domku pod lasem - pojawi się ta szczęśliwsza... tyłków jakiej konfiguracji hmmm.
    Mam nadzieję, że ten zakręt to nie kilometrową górska serpentyna😁
  • rozwiazanie pół roku temu
    Opisy natury kapitalne, salony trochę straszą, pasują u dilerów samochodowych, albo naprawdę w wykwintnych wnętrzach, tutaj raczej gościnny i sypialnia. Ale strachy na lachy:) podoba mi się stary dom z przeszłością.
  • Cicho_sza pół roku temu
    Staruszkowie zabili niezłego klina Kajetanowi z tym duchem, haha.
  • Trzy Cztery pół roku temu
    "— Pan idzie pierwszy — odezwał się starszy pan. — My se poczekamy".

    I oto jakim poważaniem można się cieszyć, gdy kupi się nawiedzony dom. Właściciel nawiedzonego domu sam staje się w oczach społeczności "nawiedzonym"...
  • Cicho_sza pół roku temu
    To prawda! Staruszkowie pewnie tak właśnie pomyśleli - nawiedzony!
    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichoszka😁↔Czytam dalej i nie żałuję. Fajna zagrywka z tą niecałą La... ucięte, jak trzeba. I znowu trochę zamieszania z owym domem. I duchem. I pyskate staruszki, na dodatek:)↔Pozdrawiam:)↔%😁
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Dzięki,no robim co możem :p

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania