Ona Część 33

— Kiedy przyjedziesz? — Głos matki brzmiał niemal płaczliwie. — Od świąt u mnie nie byłeś. Zaszyłeś się na tym końcu świata i nawet nie zadzwonisz do starej matki!

Kajetan potarł nerwowo czoło. Wiedział, że wcześniej czy później cierpliwość matki się skończy i rozpocznie tyradę narzekań i utyskiwań na jego decyzję o przeprowadzce do bieszczadzkiej głuszy.

— Mamo, przecież dzwonię kilka razy w tygodniu. Chyba przesadzasz — odparł, wkładając kurtkę i szukając kluczyków. Właśnie wyjeżdżał do domu pod lasem. Dziś rozpoczynała się rozbiórka.

— Wcale nie przesadzam. A właśnie, bo ja w innej sprawie dzwonię. — Rapacka zawiesiła na chwilę głos. — Mama Agnieszki zmarła wczoraj wieczorem. Za dwa dni jest pogrzeb. Może byś przyjechał?

Kajetan zawahał się i przystając przed autem, westchnął głęboko. Lubił Hannę, zawsze dobrze życzyła Agnieszce i jemu. Pamiętał, że była serdeczną i ciepłą osobą. Aga była do niej bardzo podobna. Wtedy wydawało mu się, że matka narzeczonej, zupełnie nie pasuje do złośliwych dowcipów o teściowych.

— Nie wiem, czy dam radę. Dziś przyjeżdża ekipa od wyburzania domu.

— Przyjedź. Agnieszka została teraz sama jak palec. Nie ma nikogo. Wiem, że nie będziecie już razem, ale przez wzgląd na lepsze momenty mógłbyś okazać jej trochę wsparcia. I to nie jest żaden podstęp.

Kajetan uśmiechnął się pod nosem.

— W takim razie, postaram się być. Odezwę się jeszcze. Pa.

Od razu ruszył w stronę działki pod lasem. Wiosna rozgościła się na dobre. Na ulicach i przydrożnych rowach zalegały ostatnie, brudne połacie śniegu, które z każdym dniem kurczyły się, aż w końcu znikły zupełnie. W powietrzu unosił się żywiczny zapach świerkowych borów i mokrej ziemi, która pod naporem słońca oddawała zgromadzoną w zimie wilgoć. Kiedy dotarł pod las, ekipa rozstawiała ciężki sprzęt. Dwie wywrotki i koparka zajęły prawie całą szerokość starego ogrodu. Właściciel przywitał się z kierownikiem prac rozbiórkowych, który przedstawił mu harmonogram prac. Chata była niewielka, więc planowano uwinąć się ze wszystkim w dwa dni. Kajetan z ulgą przyjął rozpiskę. Spodziewał się, że będzie to trwało i trwało. Późnym popołudniem, gdy ostatnia wywrotka opuściła teren rozbiórki, spojrzał na wpół wyburzony budynek i poczuł dziwny ucisk w okolicy serca. Sam przed sobą musiał przyznać, że było mu żal tych starych, zmurszałych ścian i dziurawego dachu. Dom dziadków Laury i Anki miał w sobie coś magicznego. A może to była kwestia miejsca, w którym go wybudowano? Oczami wyobraźni zobaczył małą Laurę biegająca wokół domu i wspinającą się na gruszę. Zaraz potem, pojawił się kolejny obraz małej dziewczynki siedzącej na progu domu i wpatrującej się w panoramę gór. Patrzyła dokładnie tak jak Laura, kiedy zastał ją na działce — spokojnie i w zamyśleniu. Tyle chciał jej wtedy powiedzieć. Jednak słowa więzły mu w gardle. Nie miał złudzeń. Przecież ona była mężatką. Żoną mecenasa Kornackiego, którego jasna gwiazda błyszczała najjaśniej wśród całej miejskiej palestry. Często ją spotykał. Parę razy w miasteczku, kilkukrotnie u Anki. Teraz kiedy przywiozły matkę ze szpitala, Laura zazwyczaj większość czasu spędzała z nią. Za każdym razem była miła i roześmiana. Żartowała i dopytywała o budowę. A on odpowiadał. Tyle. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i zobaczył numer Anki:

— Halo?

— Cześć. Gdzie jesteś?

— Na działce. Właśnie zbieram się do domu. Co tam?

— Znasz się na morderstwach? — zaśmiała się do słuchawki Anka.

— Co?

— Trzeba wybawić damę z opresji, a Marka nie ma. Pojedziesz do Laury?

— Ale o co chodzi?

— Ona ci wszystko opowie — Anka aż zachodziła się ze śmiechu. — Pojedziesz?

— Pojadę.

Kilka minut później wysiadł z auta i rozejrzał się po podwórku. Podszedł do drzwi i już miał zapukać, gdy dobiegło go ciche wołanie:

— Tutaj…

Obrócił się gwałtownie i nasłuchiwał, skąd pochodzi głos. Zszedł z werandy i udał się w stronę stodoły.

— Nie tam! W kurniku!

Kajetan dopiero teraz rozpoznał głos Laury. Ostrożnie uchylił drzwiczki kurnika, a tam… Mecenasowa Kornacka w cętkowanych legginsach, w trochę za dużej bluzie i czerwonych kaloszach stała na wysokiej skrzyni, głową niemal zahaczając o sufit. W ręku dzierżyła gruby kij.

— Stój — wyszeptała. — Tam jest! — wskazała na drugi koniec kurnika, gdzie na równych grzędach siedziały zdezorientowane kury.

— Kto? — zapytał, starając się opanować śmiech.

— Kogut!

— Przez niego tu stoisz? Z tym kijem?

— Jak się tylko ruszę to mnie atakuje. Nawet kija się nie boi. Dobrze, że miałam telefon, bo utknęłabym tu na amen.

— Laura, to tylko kogut. Przesadzasz.

— Wcale nie. Od początku mnie gonił. Jak się tylko pojawiłam na podwórku. Musisz go zabić.

— Zabić?

— No tak. Nie zabijałeś nigdy koguta na rosół?

— Szczerze, to nie…

— Matko, ale mi się wybawiciel trafił. Dobra, trzeba go złapać. Dasz radę?

— Chyba tak.

Laura schowała się za plecami mężczyzny i wycofała z kurnika. Pobiegła po siekierę i starą miskę. Kajetan jednak długo nie wychodził, dopiero po dłuższej chwili wyłonił się z kogutem pod pachą. Ptak był ciężki i nie dawał łatwo za wygraną, jakby przeczuwając swój rychły koniec. Laura spojrzała na gościa i bez słowa podała mu siekierę.

— Musisz go przytrzymać — powiedział. — A ja go załatwię. — Mrugnął porozumiewawczo.

— Dobra. Tylko trzymaj go mocno, bo mi na głowę wyskoczy. — Laura podeszła do Kajetana i dotknęła jego rąk. Piękne dłonie, jak u pianisty — przebiegło jej przez myśl. Chwyciła mocno i zamknęła oczy, w tym czasie Kajetan wykonał wyrok na podwórkowym agresorze.

— Już?

— Już. Możesz otworzyć oczy — zaśmiał się.

Pozbawiony łba kurczak wylądował w misce.

— Umiesz go oskubać? I wypatroszyć? — zapytał niepewnie, widząc niewyraźną minę Laury.

— Dam radę. — Przełknęła głośno ślinę i spojrzała na niego z udawaną pewnością.

— Nie wydaje mi się. Wyglądasz, jakbyś miała zaraz puścić pawia. Może zawiozę go do Anki? Ona nie powinna mieć z tym problemu.

— Jeszcze czego! Zaraz zagotuję wodę i go sparzę. Widziałam, jak mama to robiła. — Laura poszła nastawić wodę, a Kajetan przyglądał się martwemu kurczakowi. Wybacz chłopie — pomyślał ponuro. Po chwili Laura była już z powrotem.

— Dziękuję ci. Ja wiem, że to głupio wyglądało — zaśmiała się. — Ale ja już na serio miałam go serdecznie dosyć. Mama nic nie wie. Pewnie nie byłaby zachwycona, że jedynego koguta ubiłam.

— Dla ścisłości to ja ubiłem tego potwora. Przydałaby się jakaś nagroda za ten chwalebny czyn.

Laura wzięła się pod boki i spojrzała wyzywająco na wybawiciela.

— A cóż to za nagroda byłaby odpowiednia dla takiego zacnego rycerza? Czy złota zupa z tego oto kuraka byłaby godną zapłatą? — Laura usiłowała zachować poważny ton, ale pod koniec wypowiedzi wybuchła śmiechem.

— W rzeczy samej, złota zupa brzmi zajebiście.

— To jesteśmy umówieni. Jutro zapraszam na obiad. A może masz ochotę na gulaszową? Podobno dziś rozbiórkę zacząłeś? Pewnie cały dzień nic nie jadłeś.

— Nie chcę robić ci kłopotu…

— Siadaj. Zaraz ci przyniosę.

Kajetan posłusznie usiadł na werandzie i czekał na zupę. W głowie zapaliło się czerwone światło. Podobało mu się to czekanie na zupę, poczucie, że ktoś się o niego troszczy, nawet zabicie niewinnego ptaka mu się podobało, bo wywołało radość na twarzy Laury. Wewnętrzny głos podpowiadał mu, że czas zrobić krok do tyłu, zanim będzie za późno. Zanim do niej przywyknie, zanim wszystko się skomplikuje, gdy ona wróci do męża, a on zostanie sam z tym dziwnym czymś kłębiącym się w trzewiach. Laura postawiła przed nim talerz i uśmiechając się, wróciła do kuchni. Po chwili wyszła z garnkiem pełnym gorącej wody. Poderwał się fotela i upomniał:

— Nie powinnaś dźwigać. Daj ten gar. — Przejął od niej ciężkie naczynie i zalał truchło leżące w misce.

— Dzięki — bąknęła zirytowana.

— Nie wściekaj się. Przecież wiesz, że powinnaś uważać na bark. Sama mówiłaś, że…

— Wiem.

Kajetan wrócił do zupy. Obserwował, jak nieporadnie usiłowała wyrywać pióra z twardej skóry. Skupiała się na każdym ruchu, próbując odtworzyć działania matki. Nie szło jej najlepiej, ale zaciskając zęby, metodycznie usuwała kolejne rudości z korpusu, a później ze skrzydeł martwego ptaka. Po pół godziny uporała się z opierzeniem. Teraz pozostało jedynie patroszenie i kogut mógł trafić do garnka. Laura postanowiła odpocząć i usiadła na werandzie.

— Nieźle ci poszło — pochwalił Kajetan. — Całkiem sprawienie jak na pierwszy raz.

— Mam nadzieję, że ostatni — westchnęła zmęczona.

— Pomóc ci z tym? Może ja go wypatroszę?

— Mógłbyś? — zapytała z nadzieją w głosie.

— No mógłbym. — Kajetan podszedł do miski i sprawnym ruchem rozciął brzuch kuraka. Po kilku minutach było już po wszystkim.

— I co teraz?

— Zaniosę go do kuchni — odparła, wstając z fotela. — Łazienka jest na wprost wejścia, możesz się umyć po tej masakrze.

Kajetan poszedł umyć skrwawione ręce, a potem udał się do kuchni. Laura ćwiartowała korpus wielkim tasakiem i pokrojone części wkładała do dużego garnka.

— Będę już leciał — odezwał się.

— Już? — Laura podniosła oczy znad rozczłonkowanego kurczaka. — Myślałam, że napijemy się kawy. No, ale jeśli musisz już iść…

Co ona u diabła wyprawia? — przeleciało mu przez myśl.

— W sumie to nie muszę. — Oparł się o framugę drzwi i przypatrywał się jej sprawnym poczynaniom. Sprzątnęła stół i po drobiowym morderstwie nie było już śladu. Nastawiła wodę, wyjęła kubki z kredensu i nasypała kawę.

— Zalejesz? Pójdę zobaczyć co z mamą.

— Jasne.

Woda zaczęła bulgotać. Czajnik oznajmił to świdrującym mózg gwizdem, który zapewne dało się usłyszeć nawet na podwórku. Kajetan zalał kawę i obserwował, jak maleńkie drobiny unoszą się i opadają na dno kubka. Laura pojawiła się chwilę potem. Przebrana w dopasowany dres. Dół opinał jej szczupłe nogi i podkreślał okrągłe pośladki. Luźniejsza góra opadała na ramię, odsłaniając ramiączko czarnego stanika. Kajetan przełknął ślinę. Przetarł nerwowo dłonie. Laura zdawała się nieświadoma tego, jak bardzo prowokowała go tym niepozornym strojem. Kręciła się po kuchni, szukając czegoś w szafkach. Parokrotnie przypadkiem otarła się o niego, a on niemalże podskoczył jakby rażony prądem. Śmiała się i opowiadała, jak musiała przez dwa tygodnie walczyć o przetrwanie w kurniki i na podwórku, ale Kajetan nie potrafił skupić się na jej słowach.

— Hej, słuchasz mnie? — Laura spojrzała na niego pytająco.

— Tak. Słucham.

— Pytałam, czemu kupiłeś ten dom na końcu świata?

— Musiałem coś zmienić w swoim życiu. Przypadkiem zobaczyłem ofertę sprzedaży i postanowiłem, że to teraz będzie moje miejsce na ziemi.

Laura słuchała i świdrowała go brązowymi oczami, zupełnie jakby chciała prześwietlić go na wylot. W końcu odezwała się:

— Mamy podobne powody. Ja przyjechałam opiekować się mamą, ale to był tylko pretekst.

— Pretekst? Do czego?

— Miałam wypadek. Moje małżeństwo okazało się farsą, a ja wróciłam tam, skąd chyba nigdy nie powinnam wyjeżdżać.

Kajetan poczuł uderzenie gorąca. Laura nie była z Kornackim?

— Nie chce być wścibski, ale co to znaczy, że małżeństwo okazało się farsą?

Laura wzruszyła ramionami i utkwiła wzrok w zawartości kubka.

— Normalnie. Adam okłamywał mnie w bardzo ważnej dla mnie kwestii. W dniu wypadku dowiedziałam się o wszystkim. Chodziłam bez celu po mieście, aż wpadłam pod samochód. Podobno, gdyby nie jakiś przypadkowy mężczyzna, mogłabym nie przeżyć. Ja to mam szczęście w życiu, no nie? — uśmiechnęła się nieznacznie, spoglądając na gościa. Kajetan zbladł i zaczął kręcić się nerwowo.

— Co się stało? — zapytała zaniepokojona.

— Laura. Chyba jest coś o czym muszę ci powiedzieć.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Trzy Cztery pół roku temu
    No i po rywalach... Adam okazał się być złym, a kogut wylądował w garnku. Został rudy Wojtek.
  • Cicho_sza pół roku temu
    Kajetan wziął się na odwagę, tylko czy powie o wszystkim?
  • ... do szuflady pół roku temu
    Hmmm Cichoniu🙂... będzie krusię przydługaśnie😂
    Wygląda na to, że wszystko zaczyna układać się dobrze, ale przysłowiowy palec na cynglu - trzymać trza😂
    Mnie trochę zastanawia rudy Wojtek/z pozoru, to On może być niegroźnym, ale czy na pewno(❓)
    Co prawda mało o Nim jeszcze wiemy...
    Nooo i ta mamunia/kombinatorka/, której nawet smutne okoliczności sprzyjają, żeby wdrażać w życie swój 'napoleoński plan'/nieświadoma niektórych faktów.
    Pamiętasz, w ostatnim moim komentarzu, wspomniałam/nie wyjaśniając - o swoim chorym scenariuszu, a Ty mi odpisałaś, że Wojtek może być katalizatorem... no właśnie, tylko jakim = przyspieszy czy spowolni tę 'reakcję chemiczną'.
    Przez moment, w swojej chorej wyobraźni - pomyślałam, że: Wojtkowi uda się zbałamucić Laurę, a mamuśce/mimo, że o niczym nie wie/ z powrotem skojarzyć syna z Agnieszką... no co, przecież w życiu tak bywa, nie❓
    Nooo, ale teraz jest szansa, że Kajetan powie o wszystkim Laurze... tylko czy nie okaże się być - mimo wszystko 'wypłoszem'.
  • Cicho_sza pół roku temu
    O matko, ależ skomplikowany proces mysleniowy mi przedstawilas. Myślę, że Wojtka nie ma co demonizować. To dobry chłop. Chyba nie chce nikomu wchodzić w paradę. Mam nadzieję, że jutro się okaże czy Kajetan ma wystarczająco odwagi, że opowiedzieć jej wszystko.
  • rozwiazanie pół roku temu
    Tych dwoje dobrze się miewa ze sobą, aż miło patrzeć. Cicho_sza, nie komplikuj im życia.😂
  • Cicho_sza pół roku temu
    Ja im nie komplikuję, ino urozmaicam 😂
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Gdzie Ci mężczyźni walczacy z kogutami jak ze smokami 😃 w powiesciach, tylko w powiesciach 😃
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Gdzie Ci mężczyźni prawdziwi tacy... chciałoby się zaśpiewać 😁
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Cichoosza↔A to kokuci zwrot akcji. Aż to wszystko widziałem jakby, tak napisane😁
    Chyba jednak z tego rosołu, będzie nie tylko rosół, który okazał się, czynnikiem scalającym, w sensie biegu zdarzeń. No i zakończenie, to wiadomo😁
    Pozdrawiam:)↔%
  • Cicho_sza 5 miesięcy temu
    Złota zupą nie jest zła. A z koguta z wolnego wybiegu to już na pewno 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania