Ona Część 26

Kajetan długo przeglądał nagrane przez L. filmy. Przed oczami wciąż miał kobietę z wypadku. To niemożliwe, by była to ta sama osoba. Jednak fakty zdawały się temu przeczyć. Po raz kolejny odtworzył nagranie, w którym kobieta pokazywała jak układać bukiety z letnich kwiatów. Jej sprawne dłonie wyczarowywały wielobarwną kompozycję z taką łatwością, że pewnie nawet on byłby w stanie ją powtórzyć. W potoku ciętych kwiatów co jakiś czas pojawiał się maleńki tatuaż na jej nadgarstku. Zupełnie niepozorny. Przedstawiał dwie złączone ze sobą gałązki lawendy pośród, których widniała litera L. Kobieta z wypadku miała taki sam symbol, dokładnie w tym samym miejscu. Dochodziła dwudziesta, gdy w końcu postanowił, że musi to sprawdzić. Uruchomił samochód i ruszył w kierunku szpitala na Azaliowej. Nie miał pojęcia, jak ją odszukać. Nie znał jej imienia, nie mówiąc już o nazwisku. Zdawał sobie sprawę, że misja z góry skazana była na niepowodzenie. Jednak jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu, że powinien spróbować. Logiczna część jego jestestwa niemalże namacalnie pukała mu do głowy. Niestety, Kajetan od zawsze był nieco impulsywny i z premedytacją zignorował podpowiedzi rozumu.

Szpital na Azaliowej składał się z kompleksu kilku budynków. Wokół rozciągał się duży parking, na którym przeważnie trudno było znaleźć wolne miejsce. Po drugim okrążeniu w końcu udało mu się zaparkować. Zgasił silnik i westchnął. Co teraz? Po prawej stronie budynku zauważył podjazd dla karetek i napis SOR. Może tam się czegoś dowiem — pomyślał, wysiadając z auta. Ruszył do wejścia. Pchnął szklane drzwi i wszedł do środka. Po lewej na końcu korytarza znajdowała się poczekalnia. Pacjenci w różnym wieku kłębili się w przejściu i okupywali nieliczne niebieskie krzesełka. Matka z płaczącym dzieckiem chodziła nerwowo tam i z powrotem, tuląc malucha i szepcząc mu coś do ucha. Mężczyzna z zabandażowaną głową drzemał oparty o ścianę. Kolejny pacjent kołysał się w przód i w tył rękoma obejmując brzuch. Nieliczni posiadacze miejsc siedzących gapili się bezmyślnie w wiszący na ścianie telewizor. Kajetan stanął w kolejce do okienka. Kiedy przyszła jego kolej, spanikował, ale kobieta z rejestracji zawołała zniecierpliwionym tonem:

— Słucham pana.

— Dziś po południu przywieziono tu kobietę z wypadku… To znaczy potrąconą na pasach…

— Jest pan kimś z rodziny?

— Nie, ale…

— Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji. Do widzenia. Następny proszę!

Kajetan odwrócił się i powlókł do wyjścia. Czego się spodziewałeś, baranie? — ubliżał sobie w myślach. Od wypadku minęło już pięć godzin. Kobieta mogła wylądować na jednym z oddziałów. Rozum podpowiadał mu, że to jak szukanie igły w stogu siana. Pamiętał jak raz zgubił się w gąszczu szpitalnych korytarzy. Poszedł do kawiarenki po wodę dla Staszka, który leżał na Azaliowej po zabiegu usunięcia wyrostka. Odnalezienie drogi powrotnej zajęło mu sporo czasu. Staszek, choć po zabiegu nie mógł się śmiać, nie mógł opanować chichotania. Na myśl o kawiarence nagle poczuł, że zrobił się okropnie głodny. Od rana nie miał niczego w ustach. Może jest jeszcze otwarte? — pomyślał z nadzieją i ruszył do głównego holu. Tam udał się na pierwsze piętro i skręcając w prawo, podążył za strzałkami z nazwą lokalu. Z ulgą odkrył, że kawiarenka czynna była do dwudziestej pierwszej, więc miał jeszcze dobre pół godziny, żeby coś przekąsić. Podszedł do lady i zaczął studiować zawieszone nad głową sprzedawczyni menu. Wybór dań był raczej znikomy, ale w tamtej chwili Kajetan zjadłby nawet ugotowaną podeszwę.

— Co dla pana?

— Poproszę żurek z jajkiem.

— Chleb doliczać?

— Tak, jeśli jest taka możliwość.

— Oczywiście. Proszę to pański numerek. Będziemy wołać.

— Dziękuję.

Odwrócił się i spojrzał na salę. O tej godzinie prawie wszystkie stoliki były puste. W samym kącie pod oknem siedział mężczyzna. Kajetan od razu go rozpoznał, choć widzieli się tylko raz. Wysoki blondyn rozmawiał przez telefon, dzióbiąc widelcem w talerzu. Z końca sali dobiegały go strzępki rozmowy. Nie chciał podsłuchiwać, ale mecenas Kornacki mówił tak głośno, że po prostu nie sposób go było nie słyszeć. Usiadł tyłem, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Pomyślał, że przywita się później, gdy jego pełnomocnik zakończy rozmowę. W oczekiwaniu na żurek wyciągnął telefon i znów odtworzył jeden z filmików L. W tej samej chwili doleciał go fragment rozmowy mecenasa.

— Nie. Operują ją. Daj spokój. Jak można być tak głupim, żeby wleźć pod auto?

Kajetan nadstawił uszu, a Kornacki kontynuował:

— Nie wiem, co ona tam robiła. Dziwne to wszystko. Ale wiesz, jaka jest Laura, pewnie się o tych swoich kwiatkach zamyśliła.

Laura? Kajetan zesztywniał. Kornacki znał L.? Czuł się jak w potrzasku. Tyle zbiegów okoliczności na raz? Miał wrażenie, że bierze udział w jakimś kiepskim filmie, albo, że to wszystko mu się śni. Z zamyślenia wyrwała go kobieta wywołująca już trzeci raz numer jego zamówienia. Podniósł się powoli i ruszył w kierunku lady. Po chwili usiadł z powrotem przy stole. Wpatrywał się w parujący talerz i nagle stracił cały apetyt.

— O! Pan Rapacki! Co pan tu robi? Czy myśmy nie byli dziś umówieni? — Kornacki wyrósł przed nim jak spod ziemi.

— A pan? — zapytał Kajetan. — Przepraszam. To nie moja sprawa. Miałem ciężki dzień. Nie mogłem dojechać na spotkanie, a potem skontaktować się z panem.

— Nic nie szkodzi. Moja sekretarka próbowała się do pana dodzwonić, bo niestety nie mogłem być na naszym spotkaniu. Sprawy rodzinne.

Rodzinne?

— Rozumiem. Coś się stało?

— Żona miała wypadek. Jakiś wariat potrącił ją na pasach.

Żona?

— Mhm. Współczuję. Wszystko z nią dobrze?

— Operują ją, ale powinna z tego wyjść. Tak twierdzi lekarz. No nic, będę uciekał. Pewnie już skończyli. Do widzenia panu. — Kornacki oddalił się szybkim krokiem i zniknął w głębi szpitalnego korytarza. Kajetan odniósł nietkniętą zupę do okienka na brudne naczynia. Wyszedł ze szpitala i ruszył do samochodu. Nie miał siły dłużej o tym myśleć. L. ma męża? To dlatego nigdy o sobie nie mówiła? Dlaczego w swojej naiwności założył, że jest wolna?

— A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! — powiedział do siebie, wyjeżdżając na trasę wiodącą do jego bieszczadzkiego domu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Piecuszek 2 tygodnie temu
    To się nawyprawiało. Oby tylko Laura szybko wyzdrowiała i oczywiście natychmiast wystąpiła o rozwód, który po tym co zrobił Adam, będzie tylko kwestią czasu.
    A Kajetan trochę się nie zachował... Kobietę właśnie operują, a on myśli tylko o tym, że jest mężatką, czego wcześniej nie zakładał, i jest tym zbulwersowany. Ech...
    Kolejny dobry odcinek. 🙂
  • Cicho_sza ponad tydzień temu
    Przestań mnie tak chwalić, bo w piórka obrosne, haha. Kajetan faktycznie nie zachował się za bardzo, ale może był w szoku, że przeznaczenie go osacza 😂
  • rozwiazanie ponad tydzień temu
    Kajetan faktycznie może się poczuć jakby wpadał w potrzask.
  • Cicho_sza ponad tydzień temu
    Coś w tym jest. Może zbyt wiele odkrytych nagle tajemnic go przytłoczyło.
  • Trzy Cztery ponad tydzień temu
    Mi się podoba, że Kajetan, tknięty przeczuciami, postanowił swoje przeczucia sprawdzić, że wybrał się do szpitala, żeby odszukać kobietę z delikatnym, oryginalnym tatuażem na nadgarstku. Marzyciel z niego.
  • Cicho_sza ponad tydzień temu
    Trochę marzyciel, to prawda. Jest skołowany, nie wie co jest prawdą, a co tym co tylko mu się wydaje.
  • ... do szuflady ponad tydzień temu
    W potrzask/ nie w potrzask... koszula w gacie i do 'roboty'... twardym trza być, a nie miękiszonem.
  • Cicho_sza ponad tydzień temu
    Haha, muszę mu to koniecznie przekazać, specjalnie od Ciebie, Szufi 😂
  • ... do szuflady ponad tydzień temu
    😂😂😂
    Buziaki i proszę się nie obcdzyndzalać... ino popierdzielać migusiem po klawisikach.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania