Ona Część 17

W dwa tygodnie od rozmowy ze Staszkiem Kajetan kończył pakować walizkę na wyjazd. Ze względu na Henia zdecydowali, że najlepiej będzie, gdy wyruszą wieczorem, tak by malec nie odczuł za bardzo niedogodności długiej trasy. Mężczyzna sprawdził skrupulatnie spakowane rzeczy i odstawił walizkę na półkę w korytarzu. Rozejrzał się, sprawdzając, czy czegoś nie zapomniał. Zadzwonił do Karoliny, która od tygodnia przebywała na urlopie w Grecji. Kobieta szczebiotała zachwycona greckimi krajobrazami i co nuż wyrażała ubolewanie, że z nią nie pojechał. Owszem, złożyła mu propozycję wyjazdu, ale Kajetan nie miał ochoty na dalekie wyprawy. Dodatkowo nie był pewien czy wytrzyma towarzystwo Karoliny przez całe dwa tygodnie. Obawiał się, że nie byłby w stanie dotrzymać jej kroku.

Około dziewiętnastej pod blok zajechał samochód Staszka. Ze środka dobiegał żałosny płacz dziecka. Henio zdecydowanie nie był zachwycony perspektywą wyjazdu. Kajetan zamknął drzwi mieszkania i ruszył w kierunku auta. Zdecydowali, że pojadą dwoma samochodami, bo Staszkowe kombi ledwie pomieściło wszystkie rzeczy potrzebne dla Henia. Kajetan z entuzjazmem przyjął tę propozycję. Siedmiogodzinna jazda przy akompaniamencie płaczącego dziecka była ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował.

Droga okazała się dużo spokojniejsza. Zatrzymywali się tylko trzy razy. Henryk pomimo początkowych protestów okazał się całkiem spokojnym pasażerem. Przespał większość trasy. Na miejsce dojechali o świcie. Najpierw skierowali się do domu rodziców Kaśki. Duży budynek znajdował się przy samej drodze. Ogrodzony był wysokim, białym płotem zza którego wyglądały strzeliste modrzewie. Sierpniowa zieleń ich miękkich igieł kontrastowała z bielą ogrodzenia. Gdy wjechali na podwórze, ich oczom ukazała się niewielka łódź stojąca na przyczepie. Łódka była w połowie pomalowana na niebiesko, druga połowa straszyła odrapaną farbą i zaschniętymi wodorostami. Kajetan wysiadł z samochodu i spojrzał pytająco na Staszka.

—Teść co roku robi renowację. I co roku nie może jej skończyć — zaśmiał się. — Matka Kaśki twierdzi, że tą łódką chyba za życia nie zdąży popływać.

— Fakt, za dobrze to nie wygląda. A już połowa sierpnia. Może nie zdążyć w tym roku.

— Chłop z Mazur zawsze zdąży. O! Kaśka wraca.

— Mam klucze — zawołała. — Możemy jechać.

— Daleko ten domek? — zapytał Kajetan.

— Nie. Jakieś pięć kilometrów stąd.

Wszyscy troje wsiedli do samochodów i ruszyli w drogę nad jezioro. Po kilkunastu minutach dotarli do niewielkiego zagajnika. Skręcili w boczną, szutrową drogę. Pomiędzy drzewami przebijała niebieska toń jeziora. Im byli bliżej, odcień stawał się wyraźniejszy, aż w końcu ukazał im się w całej okazałości. Spokojna tafla wody kołysała się łagodnie, obmywając porośnięty tatarakiem brzeg. Wysiedli z samochodów i skierowali się do położonego nieco dalej domku. Staszek obładowany dziecięcymi akcesoriami dreptał jako ostatni. Heniek z zaciekawieniem rozglądał się po okolicy. Kajetan przyglądał mu się ukradkiem. Był taki podobny do Staszka. Miał nawet takie samo znamię na prawym ramieniu. Stanisław często powtarzał, że to rodowy znak rozpoznawczy. Wszyscy chłopcy w rodzinie Pająków takie mieli.

— Kaśka — sapnął Staszek. — Więcej się nie dało tego zabrać?

— Spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Henio potrzebuje wielu sprzętów, prawda synuś? — Kaśka przytuliła syna, obdarowując go głośnym buziakiem. — No, już nie marudź. Wnieś to do środka, a ja ogarnę jakieś śniadanie.

Mąż z miną cierpiętnika podniósł się z ławki i wtoczył do środka. Kajetan ruszył za nim. Wnętrze domku okazało się całkiem spore. Kuchnia połączona z jadalnią i niewielkim salonem stanowiła centrum parteru. W głębi wąskiego korytarza znajdowała się łazienka. Na górę wiodły drewniane schody. Na piętrze zaplanowano trzy, niewielkie sypialnie. Całkiem spory ten domek letniskowy — pomyślał Kajetan. W środku unosił się specyficzny zapach. Coś jak połączenie wysuszonego drewna i wiatru znad jeziora. Dziwny, ale przyjemny. Po śniadaniu Heniek udał się na drzemkę. Kaśka krzątała się w kuchni, a Kajetan ze Staszkiem wybrali się na obchód okolicy. Szli wydeptaną ścieżką wzdłuż jeziora. Po prawej stronie rozciągał się gęsty grąd. Okazałe dęby i graby prężyły się dumie ku górze, rzucając cień na pozostałe rośliny w podszycie. Po lewej zaś jezioro przechodziło w niewielką zatoczkę z płyciznami i łachami piasku tworzącymi maleńkie wysepki. Na jednej z nich przycupnął kormoran, który z wytrwałością spoglądał w wodę, zapewne w poszukiwaniu śniadania. Mężczyźni szli w milczeniu już jakiś czas, w końcu Staszek zapytał:

— Z tą Karoliną to coś poważnego?

Kajetan przystanął i spojrzał na przyjaciela.

— Nie wiem. Chyba nie. Zresztą ona i tak wyjeżdża niedługo.

Staszek w duchu odetchnął z ulgą. Karolina to nie była kobieta dla jego przyjaciela.

— To dobrze. Już myślałam, że cię całkiem opętała.

— Nie bój się — zaśmiał się Kajetan. — Jakoś sobie radzę. Wiem, że ona nie jest materiałem na żonę. Ale ja żony nie szukam. Wyleczyłem się z takich mrzonek.

— Acha — odparł Staszek. — Czyli wszystko pod kontrolą?

— Tak, myślę, że tak. Staszek, daj spokój. Nie martw się tak o mnie. Duży jestem, poradzę sobie.

— Wiem, wiem. Po prostu tak jakoś…

— Chodź, wracajmy. Kaśka pewnie już klnie na nas.

Trzy dni spędzone nad jeziorem minęły, jak z bicza strzelił. Kajetan był wdzięczny Kaśce i Staszkowi, że wyciągnęli go z domu. Chyba faktycznie potrzebował chwili niczym nieskrępowanego lenistwa. Nawet Henio nie dawał się rodzicom we znaki. Ostatniego wieczoru Staszek zaproponował wyjście do baru po drugiej stronie jeziora. Kajetan zgodził się i zaczęli zbierać się do wyjścia.

— Tylko grzecznie mi tam — zaśmiała się Kaśka.

— Jak zawsze — odpowiedział Staszek, przytulając żonę.

Kiedy dotarli na miejsce, bar nad przystanią był już wypełniony po brzegi. Kolorowa masa ludzkich głów kłębiła się w środku i na zewnątrz. Mężczyźni z trudem znaleźli wolny stolik na niewielkim, drewnianym tarasie. Zamówili po piwie i usiedli na podniszczonych taboretach. Niewygodne siedziska nie sprzyjały długim posiedzeniom, ale widok, jaki się przed nimi rozciągał, rekompensował niedogodności. Słońce chowało się za horyzontem, rzucając czerwone smugi na taflę jeziora. Nieliczne łodzie zacumowane przy pomoście, kołysały się rytmicznie. Na środku akwenu skrzyły się migocące światła, pływających wciąż jachtów. Kajetan jak zaczarowany przyglądał się malowniczej scenerii. Z zadumy wyrwał go głośny śmiech. Po schodach wdrapywały się dwie kobiety. Zaśmiewały się do rozpuku, co chwila, zasłaniając usta. Jedna z nich, wysoka szczupła brunetka, szeptała coś tej drugiej do ucha, po czym obydwie znów wybuchły histerycznym śmiechem. Po chwili weszły do środka. Staszek zerknął na przyjaciela. Kajetan wciąż wpatrywał się w drzwi, za którymi zniknęły kobiety.

— Nieźle się bawią, co? — zagadnął.

— Na to wygląda.

Po kilku minutach kobiety wyłoniły się z baru, niosąc butelkę wina i plastikowe kubeczki. Podśpiewując szanty, ruszyły w stronę pomostu. Tam rozsiadły się wygodnie i zdjąwszy buty, zanurzyły stopy w wodzie. Kajetan obserwował, z jakim mozołem usiłują otworzyć zakorkowane wino bez użycia korkociągu.

— Trzeba by pomóc niewiastom w potrzebie — zachichotał Staszek.

— Tak myślisz?

— Tak właśnie myślę. Weź mój scyzoryk.

— Chyba masz rację, aż żal patrzeć jak się męczą z tym winem. — Kajetan podniósł się i wolnym krokiem ruszył w stronę pomostu.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (12)

  • Piecuszek 8 miesięcy temu
    Kajetan rozruszany, więc teraz czas, żeby poznał Laurę. 🙂
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Faktycznie, Kajetan ma ostatnio nieco więcej rozrywki. I na pewno pozna Laurę, ale czy teraz?
  • Piecuszek 8 miesięcy temu
    Cicho_sza
    Tak jakoś splot wydarzeń na spotkanie wskazuje , ale to fajnie, jeśli zaskoczysz innym zwrotem akcji. 😉
  • Trzy Cztery 8 miesięcy temu
    I oto zbliża się dobry moment, żeby Laura wpadła do wody, a Kajetan, wplątawszy w swoje włosy kilka paprotkowych listków, szybko wskoczył za nią. Żartuję. Przecież sny spełniają się na odwrót. To Laura musi mieć listki we włosach... 🙂
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Trzy Cztery, a skąd ta pewność, że to akurat Laura jest kobietą z pomostu? 😉
  • Trzy Cztery 8 miesięcy temu
    Cicho_sza, to tylko czytelnicze wyobrażenia. Pewności nie mam.
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Trzy Cztery wiesz, to mega miłe, że ktoś czytając tę historię ma "czytelnicze wyobrażenie" :)
    Znaczy, że obrazowanie daje radę.
  • Raven18 8 miesięcy temu
    A mnie się jakoś wydaje, że to nie będzie Laura, choć myślę, że ona również jest w barze. No zobaczymy, czy moje przypuszczenia okażą się słuszne. Przyjemny rozdział
  • Cicho_sza 8 miesięcy temu
    Zobaczymy, co się wydarzy. A coś się wydarzy na pewno.
    Pst. Kolejna część dziś wieczorem 😝
  • Raven18 8 miesięcy temu
    Cicho_sza O, na pewno zajrzę 😅
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Cicho_sza↔Znowu inaczej i znowu ciekawiej. No i jak zwykle↔zakończenie? ↔Kto zacz?😝
    Jeno taki szczególik, a może cosik, źle zrozumiałem.
    Na początku stoi, że Karolina w Grecji... a zaś Kajtek rzecze... że dopiero ona wyjedzie?
    Pozdrawiam:)↔%→Czytać będę dalej:) 😝
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Karolina ma wyjechać na Teneryfę i pracować tam jako manager (rozmowa kiedy przyszła do niego z winem) i wyjeżdża za pół roku. Teraz jest na urlopie 😉
    I kto to zaś? Kombinuj 😂

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania