Ona Część 38

Spotkanie z architektem okazało się niezwykle pouczające. Kajetan nie miał pojęcia o budownictwie ani o potencjale posiadanej działki. Do tej pory patrzył na nią przez pryzmat widoków i słabej drogi dojazdowej. Dopiero przygotowane przez architekta wizualizacje otworzyły mu oczy. Biuro projektowe wzięło pod uwagę czynniki, na które Rapacki nawet nie zwróciłby uwagi, między innymi: kąt nachylenia terenu, orientację względem stron świata, zaśnieżenie i rodzaj gruntu. Spadek był dość duży, dlatego gotowy projekt odpadał już na starcie. Marzenia o parterowym, niewielkim domu również zostały brutalnie zdeptane przez pragmatycznego architekta.

— Proszę spojrzeć na ten projekt. To dom z poddaszem. Na takim terenie prezentowałby się najlepiej. Nie jest zbyt duży. Ma tylko sto dwa metry kwadratowe powierzchni.

— Wygląda nieźle — odparł Kajetan. — Na projekcie zawsze wszystko dobrze się prezentuje.

— To prawda — uśmiechnął się architekt. — Jednak, to tylko przykładowa wizualizacja. Pański projekt będzie musiał być nieco zmodyfikowany i dostosowany do warunków na działce.

— Na kiedy byłby pan w stanie go zrobić?

— Postaram się jak najszybciej — zapewnił.

— Świetnie — ucieszył się. — Mam nadzieję, że formalności i kontakt z urzędami również leży w państwa kompetencjach.

— Tak. Na życzenie klienta możemy zająć się formalnościami. Za dodatkową opłatą.

— Oczywiście.

— W takim razie jesteśmy w kontakcie. Proszę uzbroić się w cierpliwość. Projekt, to dopiero początek pańskiej drogi. Przy dobrych wiatrach za dwa lata będzie już pan, mieszkał w tym urokliwym zakątku.

— Za ile? — wykrzyknął z niedowierzaniem Kajetan. — Dwa lata?

Architekt spojrzał na niego z dziwnym wyrazem twarzy.

— Tyle trwają urzędnicze procedury. Niestety, taki mamy klimat, panie Rapacki.

— Byłem przygotowany na jakiś okres oczekiwania. Ale dwa lata? — jęknął zawiedziony. — Przecież to cała wieczność.

— Nie jest łatwo wybudować dom w Polsce. Dziwne to, ale tak jest. Moja żona ma znajomości w starostwie. Może uda się trochę coś przyśpieszyć, ale nie liczyłbym na wiele.

— Dobre i to — odparł smętnie. — W takim razie czekam na wieści.

Kajetan pożegnał się z architektem i odprowadził go wzrokiem do samochodu. Sam usiadł na pieńku, klnąc pod nosem. Miał nadzieję, że zimę spędzi w swoim górskim domu. Słowa architekta boleśnie przywołały go do rzeczywistości. Trochę dziwił się własnej naiwności. Prowadząc firmę, często użerał się z urzędnikami i instytucjami, które pomimo że zostały stworzone dla dobra obywatela, wcale o tegoż nie dbały. Dlaczego w kwestii budownictwa miałoby być inaczej? Powoli wypuścił powietrze z płuc. Nieoczekiwanie znalazł się w dość niekomfortowym położeniu. Przez najbliższe miesiące budowa nie ruszy. W jednej chwili zdał sobie sprawę, że przez ten okres musi się czymś zająć. Tylko czym?

Po południu pojechał do agroturystyki Anki i Marka. Od początku znajomości dobrze rozumiał się ze szwagrem Laury. Ich relacja momentami przypominała mu o Staszku. Czasami rozmyślał, jak mu się wiodło. Pieniądze, które wciąż wpływały na konto świadczyły, że biznes miał się dobrze. W interesach Stanisław zawsze był uczciwy. Dopóki Kajetan figurował jako współwłaściciel warsztatu, miał prawo do połowy dochodów i tego dawny przyjaciel zdawał się nie kwestionować. Kiedy zajechał na podwórko, Marek właśnie wychodził ze stajni. Poranne obrządki koni należały do jego ulubionych zajęć. Parskające klacze kochał prawie tak samo, jak swojego starego, rozklekotanego jeepa. Kajetan wysiadł z auta i podszedł do gospodarza.

— Co masz taką minę? — zagadnął Marek. — Szwagierka cię przepędziła, czy jak? — zarechotał rozbawiony.

Mężczyzna westchnął głęboko i przysiadł na schodach tarasu.

— Gorzej.

— Gorzej? — zdziwił się. — Co się stało?

— Miałem dziś spotkanie z architektem. I wiesz, co mi powiedział?

— Co?

— Że zanim będę mógł zamieszkać w domu pod lasem, minie co najmniej dwa lata! Rozumiesz? — sapnął ze złością. — Całe, pieprzone, dwa lata!

Marek oparł się o balustradę i spoglądając z góry na zmartwionego przyjaciela, odparł:

— Takie życie. Nie przeskoczysz tych urzędniczych dyrdymałów. Nic się nie bój. Znajdziemy ci zajęcie. — Poklepał go po ramieniu. — Poza tym, będziesz miał więcej czasu dla Laury.

— Niby dlaczego miałbym mieć dla niej czas? — zapytał, próbując ukryć zażenowanie.

— Niby dlaczego, niby dlaczego… — przekomarzał się Marek. — Co ty? Za durnia mnie masz? Ślepy by zauważył, że ci w oko wpadła.

— Może tak, a może nie. — Uśmiechnął się tajemniczo. — Daj już spokój. Chodź, zrób mi kawę.

— Ja tam swoje wiem — odparł zaczepnie gospodarz. — Ale mam radę. Zupełnie gratis.

— Jaką?

— Uważaj na Adama. To nie jest dobry człowiek. Laura wiele przez niego wycierpiała, choć nigdy się do tego nie przyznała. Jeśli ją skrzywdzisz, to sam osobiście skopię ci tyłek.

 

Kajetan tylko skinął głową. Nie było sensu zaprzeczać. Marek doskonale zorientował się w sytuacji. Rapacki niechętnie myślał o konfrontacji z Kornackim. Miał nadzieję, że do spotkania nie dojdzie zbyt szybko. Widział, że Laura nie była gotowa. Paraliżował ją jakiś wewnętrzny strach. Kiedy pojawiał się temat Adama, twarz jej tężała, a ciepłe, brązowe oczy stawały się niemal czarne. Nadal nie wiedział, co między nimi zaszło. Nie dopytywał. Czekał, aż sama wyzna prawdę.

Od progu przywitał ich zapach świeżo mielonej kawy. Maluchy oglądały bajki w salonie, a Anka krzątała się w kuchni.

— Cześć. Dawno cię nie było. — odezwała się. — Coś rzadziej do nas zaglądasz. — Mrugnęła porozumiewawczo do męża. — I Laura też nie przychodzi…

— Tak, tak — wtrącił Marek. — Bardzo to wszystko podejrzane.

Spojrzał na rozbawioną dwójkę, która w najlepsze jawnie sobie z niego drwiła. Postanowił nie odpowiadać na zaczepki Ślusarzów. Niech sobie myślą co chcą. Obiecał Laurze dyskrecję i zamierzał dotrzymać słowa. W końcu to była jej rodzina. Ona powinna się przed nimi tłumaczyć. Nie on.

— To co z tą kawą? — zagadnął, aby zmienić temat.

— Twardy jest. — Marek konspiracyjnie powiedział do żony. — Nada się.

— Pewnie. A co miałby się nie nadać — zachichotała. — Nasz chłop.

— I auto umie naprawić i koguta zabić. Nie wspomnę już o domu, co go za dwa lata postawi.

— Nie to, co ten mecenas od siedmiu boleści — westchnęła teatralnie Anka.

— Słyszałaś, że Mazur szuka pracownika do warsztatu? Wiesiek nogę złamał. Ale gadają, że już nie wróci. Pewnie płaci mało. Sam nie wiem.

— Tak? — zapytała przeciągle. — Ale on będzie chciał? Przecież szefem był, to w smarze się grzebał będzie?

— Nie wiem. Miałby, co robić.

Zdezorientowany Kajetan przysłuchiwał się wymianie zdań. Anka i Marek rozprawiali w najlepsze i zupełnie ignorowali jego obecność.

— Halo! Proszę państwa. Ja tu nadal jestem. I słyszę wszystko! — zawołał, wymachując rękami, by przyciągnąć ich uwagę.

Gospodarze jednocześnie odwrócili się w stronę gościa i obrzuciwszy go pełnym zaskoczenia spojrzeniem, oznajmili:

— Przecież wiemy.

Mężczyzna pokręcił z niedowierzaniem głową. Tych dwoje tworzyło zgrane duo. Już nie raz dziękował opatrzności, że to właśnie ich spotkał w bieszczadzkiej głuszy.

— To gdzie jest ten warsztat?

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • rozwiazanie 7 miesięcy temu
    Codzienny przystanek na Laurę i Kajetana, dobrze się czyta.🧐
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Dzięki :) Mam nadzieję, że wytrwałości Ci starczy, by dotrwać do końca :)
  • ... do szuflady 7 miesięcy temu
    Cichoniu🙂
    Dzisiaj taki bardziej techniczny odcinek... co nie znaczy, że mniej interesujący/absolutnie nie/, bo przecież korzyści /jak się domyślam/ będą z tego płynąć odpowiednie i jestem tego baaardzo pewna❗
    Boże, mnie od zakupu rudery, poprzez plany, różnych konserwatorów i inne nieżyciowe przepisy - po odpowiednie przystosowanie do stanu używalności... zajęło 6,5 roku.

    Czekam na c.d... 🤗
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Szufi, tak dziś bardziej technicznie. W końcu budowa domu to również ważny aspekt fabuły. Nie mogą być same ochy i achy non stop :P
    6,5 roku? Matko jedyna! Kawał czasu.
    Pozdrowionka
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Cała Cichoszka nadal. Mimo, że ciut mniej się dzieje, to jednak się dzieje🙂
    W sumie, nie lubię też seryjnych tekstów, no ale...:))
    Prawie gotowy scenariusz. Nie tylko naturalne dialogi, ale jeszcze opisy tła i różne inne, tego tam🙂↔
  • Cicho_sza pół roku temu
    Ta część nie jest porywająca i zgadzam się w całej rozciągłości. Powstała w głównej mierze, by urealnić to całe "budowanie domu", żeby nie było, że mu chałupa z nieba spadła, haha.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania