Pokaż listęUkryj listę

Demon Odrodzenie - 22

Rozdział 6 – „Anioł życia i śmierci”

Nie-rzeczywistość

Czas nie ma tu władzy

Koncept dnia - nieznany

Nie-świat

 

Pusta. Siedział samotnie. Pośrodku pustki. Był tu całkowicie sam. Nie było tu nikogo i niczego. Jego skóra zamieniła się w skorupę, która zlała się z otoczeniem. Odrzucił zbędne myśli i w ciszy zastanawiał się nad swoim istnieniem. Dusza Francisa Adlera siedziała skulona, uwięziona w śpiącym ciele, nie mogąc odgadnąć, czy warto się budzić.

 

Nagle dało się poczuć lekki powiew. Zupełnie jakby ktoś otworzył drzwi i wkroczył do wymiaru, w którym nic nie istniało.

- Ciężki dzień? – Odezwał się znajomy głos, potwierdzając przypuszczenia.

Adler odwrócił się, po to, by ujrzeć znajomą mu już postać we fraku i cylindrze. Paradoks zbliżył się o kilka kroków i rozejrzał widocznie zaciekawiony.

- Więc tak to wygląda w twoim przypadku… - oznajmił.

Adler uniósł brew, nie do końca rozumiał co tajemniczy, byt miał na myśli. Paradoks jednak na niego nie patrzył, a dalej się rozglądając, kontynuował.

- Fascynujące. Widziałem już to tak wiele razy i dla każdego jest inne… moja natura sprawia, że jestem równie zawiedziony co zachwycony – dokończył, spoglądając na Adlera.

Ten odetchnął i powstał powoli, krusząc pancerz z innej skóry.

- Czemu tu jesteś?

- Ponieważ musisz się obudzić, a mimo to nadal śpisz.

- Czy warto się obudzić… skoro odrzuciłem moją szansę na zostanie człowiekiem?

- Zaledwie pierwszą szansę – odpowiedział Paradoks.

- Nie będzie więcej.

- Jestem pewny, że nie, choć mam wątpliwości co do własnych słów– zachichotał.

- Kpisz sobie z mojego losu?

- Nie do końca. Twój los jest zwyczajnie ciekawy. Pomiędzy ciekawy, a zabawny natomiast, nie ma tak dużej różnicy – odpowiedział Paradoks rozbawiony, raz jeszcze rozglądając się dookoła. – Twoje wnętrze jest ciekawe – stwierdził, rozglądając się dookoła. – Pustka. Nie widzę tu twoich towarzyszy, nie widzę twojej miłości, wiary, bólu, nadziei ani marzeń – spojrzał na Adlera. – Dlaczego?

Adler rozejrzał się dookoła. Jego twarz nie wyrażała emocji. Była równie pusta, jak świat który ich otaczał. Otworzył powoli usta, pozwalając by, nieistniejące powietrze wypełniło jego płuca.

- Jestem narzędziem… narzędzia nie mają uczuć, nie znają miłości, nie mają bogów, nie posiadają marzeń… a Ja jestem narzędziem. Bronią w dłoniach Imperium.

Paradoks przyjrzał mu się widocznie rozbawiony.

- Czyżby? Jesteś pewny, że narzędzia nie mają bogów? Mój drogi, jako narzędzie masz opiekę wielu boskich opiekunów. Na przykład Archanioł Jan, opiekun wojowników i broni – w Pustce nagle pojawił się pomnik archanioła o sześciu skrzydłach, przybranego w zbroję, trzymającego włócznię i tarczę w dłoniach. – Jest to opiekun z twojej ojczyzny, a jest przecież wielu innych. Zachir, bóg postępu – pojawił się pomnik dziwacznej mieszanki człowieka z ośmiornicą. – W twoich żyłach płynie… jad postępu, bóg ten nie odmówiłby ci pomocy. Dalej mamy…

- Bogowie to fikcja – przerwał mu Adlera, a pomniki zaczęły się kruszyć. – Proste wyobrażenia. Wytworzony przez ludzi obraz nadziei, że jest coś ponad nimi… żałosne kłamstwo stworzone dla dzieci, w które uwierzyli dorośli.

Paradoks przechylił głowę na bok, spoglądając na Adlera żywo zaciekawiony, zirytowany i rozbawiony równocześnie. Jego zwyczajna maska komedii, zaczęła przybierać to coraz to dziwniejsze i bardziej zróżnicowane formy. Odezwał się jego własnym głosem.

- A mimo to Ja istnieję… czemu?

- Nie istniejesz – odpowiedział Adler. – Jesteś jedynie iluzją, wytworzoną przez twój umysł.

Paradoks stanął nieruchomo i cofnął się o krok. Jego głos się zmienił.

- Zabawne… minęły stulecia, odkąd ktoś powiedział mi, że nie istnieję. Boli równie mocno, jak za pierwszym razem – oznajmił, zbliżając się do pokruszonych pomników. Uniósł wzrok na dwie boskie postaci z dwóch różnych religii. – Oni istnieją Adler. Są jak najbardziej realni, choć widocznie, nie dla ciebie - zaczął krążyć dookoła Adlera. – Czyli wiara w bogów, nie jest twoim wyjściem z tego świata.

Adler milczał, spoglądając na martwe marmurowe odbicia, bogów, w których nie wierzył.

- Nie jest wystarczającym powodem, by żyć? – Dopytał Paradoks.

- Nie. Nie ma żadnej wartości… w życiu dla iluzji.

Paradoks przesunął się kawałek, rozmyślając przez moment.

- Więc co z twoimi braćmi i siostrami z Sekcji X? Z Twoim mentorem? – Za Adlerem pojawiła się postać jego mentora, z papierosem w ustach i z tym ironicznym uśmiechem na twarzy. – Czy oni nie są dobrym powodem, by żyć?

- Są narzędziami, zupełnie jak ja, a Tipiz uczył mnie, ponieważ dostał taki rozkaz.

- Faktycznie – przyznał Paradoks. – Taki był początek, ale przecież cię polubił. Można by nawet powiedzieć, że cię przygarnął…

- Zamienił w swojego pupila – odpowiedział Adler. – Nie jestem w jego oczach człowiekiem. Jedynie bronią, narzędziem, pupilem. W praktyce ma do mnie zbliżone podejście co Herr Doktor.

- Aaaa, tak. Jeden z twoich „twórców”. Człowiek bawiący się w boga… nie warto by było żyć, tylko i wyłącznie by pokazać, że się mylił?

Adler pokręcił głową.

- Nie ma takiej potrzeby. Tacy ludzie się nie zmieniają. Są do samego końca pochłonięci przez swoje marzenia i wizje chwały. Nie zauważyliby prawdy, nawet kiedy stałaby tuż przed ich nosem.

Paradoks zachichotał.

- Cóż… z tym mogę się zgodzić – wskoczył na niewielką głową herr doktora, która wysunęła się z ziemi. – A więc co z twoją przysięgą do Everhausta? – Zapytał, a ziemia zaczęła pękać. Z czeluści wyłoniła się rzeźba Everhausta z dubeltówką w dłoni. – Czyżbyś kłamał, kiedy odprowadzałeś go na drugą stronę?

Adler zazgrzytał zębami i zacisnął pięści. Paradoks zachichotał.

- Patrzcie państwo… a mówiłeś, że narzędzie nie ma uczuć.

- Jestem specjalnym narzędziem – odpowiedział Adler. – I nie. Przysięga, którą składa się martwym, jest nic niewarta.

- Przysięgałeś jednak wśród żywych. Przysięgałeś też żywych bronić. Czy i taka przysięga jest nic niewarta? – Zapytał Paradoks, spoglądając mu głęboko w oczy.

- Narzędzie nie składa przysiąg, wykonuje jedynie zadanie – Adler uciekał wzrokiem.

- Jak masz zamiar je wykonać, kiedy śpisz? – Uderzył Paradoks.

Adler cofnął się o krok, kiedy z kolejnego pęknięcia w Strzelinie wysunął się złoty pomnik Eweliny. Biło od niego światło i kojące ciepło.

- Wykonam je… ponieważ...

- Ją kochasz? – Zapytał Paradoks rozbawiony.

- Nie! Ponieważ dostałem takie zadanie – próbował zaprzeczyć. – Taki dostałem rozkaz.

- Czy dostałeś również rozkaz, by ją w sobie rozkochać i pokochać ją? Bo tego elementu historii nie pamiętam, ale przypomnij mi, jeśli się mylę. Pamięć jest przecież tak krucha.

Paradoks tańczył i skakał wokół niego, śmiejąc się w najlepsze, jakby był świadkiem najzabawniejszej komedii.

- Nie kocham jej. Jej uczucia mnie nie obchodzą. Nie będę dla niej żył! Jestem narzędziem! Numer 001, Francis Adler, broń Imperium! – Krzyknął.

Paradoks roześmiał się jeszcze głośniej.

- Twoje imię to Franciszek Eagle, rycerz Eweliny Vazy i jej wierny kochanek.

- NIE! Nie jestem jej kochankiem! Jestem bronią! Narzędziem! Nikim!

Paradoks zamilkł nagle. Stanął w miejscu i obrócił się w stronę Adlera.

- Świetnie… to dobry początek – oznajmił. – Jesteś nikim. Nikogo nie kochasz i nic nie czujesz… nie masz domu, przyjaciół, mentorów, wrogów… prawda?

Adler cofnął się o kolejny krok. Nie rozumiał w pełni, o co mu chodziło. Kiwnął jednak głową. Paradoks zachichotał i zbliżył się o kilka kroków.

- Widzisz… to jest najlepszy powód, dlaczego warto żyć!

Adler pokręcił głową, nierozumiejąc.

- O czym Ty mówisz.

- Jesteś nikim! Straciłeś swoją szansę, by zostać człowiekiem, ale przestałeś być też narzędziem i bronią. Stałeś się… NIKIM.

Adler rozszerzył oczy zaskoczony, zaczynając, rozumieć, o co mu chodzi.

- Jesteś nikim, a jednak masz imię. Jesteś nikim, a jednak masz braci. Jesteś nikim, a jednak masz umiejętności. Jesteś nikim, a jednak zaznałeś miłości. Będąc nikim, nie masz nic do stracenia, a wszystko do zyskania. To jest najlepszy powód, by żyć…

Adler rozejrzał się po swoim świecie, który teraz zaczął pękać, rozsypywać się i niknąć w czarnej otchłani. Uśmiechnął się lekko.

- Czy, aby na pewno...? Czy bycie Nikim… naprawdę jest warte tego bym się… Odrodził?

Paradoks zachichotał, postępując krok w tył, stanął nieruchomo, mając pod sobą otchłań. Kiwnął głową.

- Tylko ci którzy upadli. Tylko ci, którzy zginęli. Tylko ci, którzy stracili wszystko, mogą się odrodzić.

Adler uśmiechnął się, a ostatni kawałek jego rzeczywistości zniknął mu pod nogami.

Bezdenna otchłań pociągnęła go w dół, lecz on spadał bez strachu. Rechotająca postać, stojąca nad otchłanią, dodawała mu otuchy, kiedy został raz jeszcze pochwycony przez macki rzeczywistości.

 

Obudził się z krzykiem, dysząc. Siedział na łóżku, pół nagi, cały w bandażach. Znana mu już pokojówka Herria podskoczyła do niego wystraszona.

- Spokojnie Panie. Nadal jesteś osłabiony.

Adler zakaszlał. Miał sucho w gardle.

- Wody… - nakazał.

Pokojówka podała mu szklankę, a on momentalnie opróżnił naczynie. Odetchnął głęboko.

- Co… co się stało, kiedy spałem…? – Zapytał pokojówkę.

Ta otworzyła usta, lecz zacisnęła je, z widocznym strachem i obawą. Adler wiedział, że nie oznacza to nic dobrego. Chwycił dziewczynę za ramię i przyciągnął ją ku sobie. Dziewczyna zaczęła drżeć. Strach i smutek dało się z łatwością wyczytać w jej pięknych oczach. Oczy Adlera natomiast płonęły. Płonęły najprawdziwszym ogniem życia.

 

- MÓW.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Nefer 10.05.2019
    Rozdział raczej statyczny. Odsłania "filozofię życiową" bohatera (czy również Autora?). Co prawda, tego rodzaju rozterki miewał już uprzednio, może wiec nie trzeba poświecać im aż tyle miejsca? Tym niemniej, zostały ciekawie przedstawione w formie dialogu. Pod względem językowym rozdział prezentuje się przyzwoicie, tu i tam kilka literówek i jedno rzucające się w oczy powtórzenie: na początku rozmowy w dwóch kolejnych zdaniach Paradoks nieustannie"rozgląda się dookoła". :-)
  • Kapelusznik 10.05.2019
    Właśnie jak analizowałem to doszedłem do wniosku że to takie przedłużenie
    Ale na razie pozostaje
  • Pontàrú 10.05.2019
    Fragment bardzo dobry. Ode mnie 5. Podoba mi się ukazanie przemyśleń; świata bohatera. Podczas paradoksalnej rozmowy Paradoksu i Adlera dowiadujemy się całkiem sporo o samym bohaterze.
    Wybacz moją nieobecność. Mam jak widzę sporo do nadrobienia. Lecim na kolejną część
  • Ozar 07.08.2019
    Cóż ten paradoks to ciekawa postać. Coś niby Bóg ale nie do końca. Jednak potrafi obudzić w Benie Adlera i jakby powołać go od nowa do życia. To iście boski zamiar i się udał. Fajny pomysł podoba mi się. 5 i lecę dalej.
  • Kapelusznik 07.08.2019
    Terry Pratchett - w swoich książkach wskazał że wiara sprawia że nawet idee się ożywiają - u mnie jest podobnie
    Prawa natury i ludzka wiara, a właściwie, jej wpływ na świat "duchowy" sprawia że wszystko może być personifikacją danej idei - właśnie tak w moim uniwersum rodzą się bogowie - z natury i wiary.
    Choć jest w tym więcej - ale tajemnicy nie zdradzę :)
    Jedyne co warto wiedzieć - że Paradoks to PIERWSZY BÓG w moim uniwersum - ale dalekim od dominującego
    Pozdrawiam
    kapelusznik
  • Ozar 07.08.2019
    No właśnie to taki dziwny Bóg który nawet że śmiercią rozmawia jak równy z równym.
  • Kapelusznik 07.08.2019
    Może źle to określiłem - Paradoks jest pierwszym bytem "jak bóg" - bogowie to podsekcja tych istnień/presonifikacji, na które nie mam jeszcze nazwy i nazywam ich na razie bogami
    Tak czy inaczej - w tej logice - Śmierć też jest Boginią w takim samym sensie jak Paradoks
  • Ozar 07.08.2019
    Hm tlumaczysz to równie ciekawie jak piszesz. Może wymyśl dla nich jakieś określenie i tak ich nazywaj.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania