Pokaż listęUkryj listę

Demon Odrodzenie II - 5

Republika Finicka

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

18 Maja

Miasto Zerva – Zachodnie granice Walencji

 

Wiatr śpiewał radosną piosenkę, kiedy wspinali się po schodach do starego zamku. Wczorajszy dzień spędzili, podziwiając dzieła sztuki, a wieczorem raz jeszcze słuchali muzyki, ale tym razem w filharmonii. Adler był miło zaskoczony ciepłem, jakie okazywało im miasto i mieszkańcy. Ulice czyste, muzyka piękna i jedzenie, istnie wspaniałe. Miasto jak z bajki, trudno mu było zaprzeczyć. Ewelina była pełna energii, jak zwykle, uśmiechnięta w nowej sukience, którą zakupiła poprzedniego dnia. Cieszył się, że po dość trudnych doświadczeniach i ze świadomością, że ktoś na nią poluje, może się nadal uśmiechać.

„Kto jest jednak łowcą?” – odezwał się głos 001 w jego głowie.

„Chciałbym wiedzieć” – odparł Eagle, uśmiechając się do Eweliny. – „Nie chce mi się wierzyć, że zginął w potyczce. Ktoś naprowadził tych partyzantów prosto na nas, tamtego dnia”.

„Jestem przywiązany krótko, do Eweliny” – stwierdził 001. – „Nie mogę powęszyć, równocześnie nie łamiąc rozkazu” – cień jego drugiej świadomości pokręcił głową zrezygnowany. – „Irytujące.”

„Na razie poczekajmy. Łowca prędzej czy później się pokaże, a będę wtedy na niego gotowy”

Cień 001 uśmiechnął się zadowolony i spojrzał mu głęboko w oczy.

„Będę gotowy” – potwierdził zadowolony.

- Franciszku słuchasz mnie? – Ewelina puknęła Eagla w czoło.

Chłopak otrząsnął się i pomasował oczy.

- Wybacz, Ewelino, zagubiłem się w swoich myślach.

- Powinieneś mnie słuchać – naburmuszyła się. – Nie lubię mówić do ściany.

- Wybacz, jestem trochę zmęczony – rozejrzał się, byli już na szczycie schodów. – Wejdźmy do środka i tam powtórzysz to, co chciałaś mi powiedzieć.

Ewelina wywróciła oczami.

- Niech ci będzie, tym razem ci wybaczę – oparła się o niego lekko. – Ale ukażę cię za twoją nieuwagę.

Coś w Adlerze drgnęło, kiedy tylko usłyszał słowo „ukażę”, ale powstrzymał zbyteczne emocje i wspomnienia, które by mu przeszkadzały w misji.

Zamek stojący na dość „nienaturalnym” klifie, stojącym tuż przy brzegu rzeki, już od setek lat nie służył jako punkt obronny. Teraz była to miejscowa atrakcja, dobrze zagospodarowana przez mieszkańców miasta. Kilka ładnych restauracji, zadbany plac i niewielkie muzeum wystarczyłoby utrzymać tę budowlę całą i zdrową. Kamienne mury i blizny zrodzone z mijającego czasu, zostały zakryte bluszczem i kwiatami, romantycznie symbolizując, jak to ta budowla wojny, stała się symbolem pokoju.

Ewelina zakręciła się jak w tańcu i zaśmiała się krótko.

- Jest tu naprawdę pięknie – rozejrzała się dookoła, aż jej wzrok się na czymś nie zatrzymał. – Co to takiego? Masz może pojęcie?

Ewelina wskazała dość nietypowy, kamienny stolik umieszczony obok dwóch ławek. Nie należał on jednak do żadnej z restauracji i aktualnie nikt go nie używał. Eagle uniósł brew, lekko zdezorientowany i podszedł z zamiarem przyjrzenia się obiektowi. Po krótkich oględzinach prychnął rozbawiony.

- A to ci dopiero – mruknął.

- Co to takiego? – Ewelina zbliżyła się zaciekawiona.

- To stolik do szachów – Franciszek wskazał na wyrytą szachownicę. – Stary zwyczaj pochodzący z Varsji – stwierdził. – Z tego, co wiem, gra w szachy w carstwie jest bardzo popularna.

- Oho! – odezwał się głos dojrzałej kobiety. – Posiadasz szeroką wiedzę młodzieńcze.

Ewelina i Adler odwrócili się do rozmówczyni. Była to bardzo wysoka kobieta, wchodzący w okres „przekwitania”, ale mimo to jej oczy były czysto niebieskie, a włosy długie i jasne, jakby nie zostały dotknięte czasem. Miała ona też szerokie barki, wyraźne wcięcie w talii i szeroką miednicę, była też bardzo dobrze umięśniona. Miała też jedną bardzo wyraźną cechę charakterystyczną, prawa część jej twarzy, była jedną wielką blizną. Adler założył, że najpewniej po bardzo groźnym poparzeniu, zauważył też bliznę na lekko odsłoniętym obojczyku. Na domiar wszystkiego kobieta ta, oprócz czerwonej sukni, miała zarzucony na ramiona szary płaszcz o znanym mu kroju.

Kroju Varsjańskiej armii.

Ich rozmówczynią była weteranka, nie miał co do tego wątpliwości.

Kilka szybkich spojrzeń potwierdziło obecność kilku wysokich drabów. Varsjańska Mafia, bez dwóch zdań.

Kobieta uśmiechnęła się serdecznie. Zauważyła jego niewielkie ruchy, rozpoznała, że nie jest zwyczajnym chłopakiem. Zaniepokoiło go to lekko, ale na razie nie powinien wykonywać żadnych agresywnych ruchów. Prawdopodobieństwo, że była ona powiązana z polowaniem na Ewelinę, było bardzo niskie, to nie był styl działania Varsjańskiej Mafii.

Uśmiechnął się lekko.

- Słyszy się to i owo – odpowiedział spokojnie.

- Jak masz na imię, chłopcze? – zapytała kobieta, przyglądając się mu uważnie.

- Franciszek Eagle – odpowiedział Adler spokojnie. – Z kim mam przyjemność?

Kątem oka widział zaniepokojenie Eweliny. Widocznie nie podobała jej się postać rozmówczyni. Ta natomiast uśmiechnęła się delikatnie i odpowiedziała słodkim głosem.

- Mówią mi Balalaika.

Adler znał to imię. Zbliżył się delikatnie do Eweliny, zasłaniając ją swym ciałem. Sytuacja, w której się znajdował, bardzo mu się nie podobała. W takiej sytuacji nie mógł grać bezpiecznie.

- Czego chce od nas Hotel Moscov? – zapytał zimno.

Balalaika skamieniała na moment. Jej draby widocznie spojrzały po sobie, równie zaniepokojone. Klimat na zamku się zmienił. Ludzie zaczęli znikać i umykać. Miejscowi domyślali się, że nie powinni tutaj być.

- Wiesz więcej, niż większość ludzi – stwierdziła Balalaika, wyciągając cygaro i zapalając je. – Skąd „rycerz” Eweliny Vazy, wie o kimś takim jak Ja?

- Ojciec robił interesy i to nie zawsze czyste. Możliwe, że pani imię gdzieś zostało wypowiedziane, a ja mam bardzo dobrą pamięć.

Balalaika zachichotała i zbliżyła się o krok, Eagle zniknął, stał przed nią Adler. To jednak nie wszy trzymało ją na długo, podeszła do niego i pochyliła się, by ich oczy były na takim samym poziomie.

Mieli takie same oczy. Taki sam wzrok.

Zimny i profesjonalny.

Balalaika dmuchnęła dymem w bok i dotknęła jego policzka. Nie opierał się, ale wiedziała, jak bardzo jest skupiony.

- Jesteś ciekawym przypadkiem, chłopcze… - szepnęła. – Czy myślałeś kiedyś by zmienić pracodawcę?

„Pracodawcę! HA! Dobre sobie!” – cień 001 zachichotał. – „Gdyby to było takie proste!”

Adler milczał jednak, spoglądając na nią skupiony.

- Łapy precz od mojego rycerza!

Balalaika została nagle odepchnięta w tył przez Ewelinę. Było to tak niespodziewane, że nikt nie zdążył zareagować na ten dość nielogiczny, ale i niegroźny ruch. Balalaika zwróciła swój wzrok na dziewczynę, zaintrygowana. Ewelina się bała, Adler nie potrzebował swoich umiejętności, by to zauważyć, ale mimo to postąpiła naprzód.

- Nie wiem, za kogo się uważasz, ale nikt, ale to NIKT, nie będzie dotykał mojego rycerza, jakby był jakimś produktem, który można kupić!

Serce Adlera zadrżało. Nawet cień 001 patrzył w szoku. Wspomnienie wzroku cesarzowej i jej dotyku wywołało lekkie drżenie, ale i to szybko umilkło, pod wolą Adlera. Skupił się na Ewelinie. Nigdy wcześniej nie okazała takiej dozy odwagi. W czasie ataku wilków została z resztą, a w potyczce, ukrywała się sparaliżowana, tym jednak razem wystąpiła naprzód i to w jego obronie?

Nie rozumiał, do końca co tu się dzieje.

Balalaika uśmiechnęła się lekko.

- Lubisz tego chłopaka… - stwierdziła.

- Nie… ja go kocham – odpowiedziała Ewelina pewnie. – I nie pozwolę byle Varsjańskiej dziwce kłaść dłoń na moim mężczyźnie.

Wszystko milczało.

Adler stał, sparaliżowany. Miał swoje podejrzenia od dłuższego czasu, ale nie zakładał, że Ewelina kiedykolwiek zdobędzie się na powiedzenie tych słów na głos.

Balalaika uśmiechnęła się szeroko i zaciągnęła się powoli. Dym z cygara sugestywnie wypływał z boków jej ust. Już miała się odezwać, kiedy na plac wpadł jeden z drabów.

- Problem szefowo! – krzyknął.

- Co jest Dimitri? – zapytała, skupiając całą swoją uwagę na towarzyszu.

- Problem w mieście. Mikołowicz chce z tobą porozmawiać, powiedział, że to bardzo ważne.

Balalaika skrzywiła się zirytowana.

- Ten bezużyteczny durak – wymamrotała pod nosem, mieszając kilka języków. – Daj mi chwilę.

Drab kiwnął i zniknął w wyjściu. Balalaika odwróciła się do Adlera i Eweliny i uśmiechnęła się przyjaźnie.

- „Uratowani przez dzwonek” – mruknęła rozbawiona. – Jesteś odważną dziewczyną Ewelino Vazo. Jesteś znacznie ciekawszą osobą, niż mogłam zakładać – zachichotała i spojrzała na Eagla. – Jeśli kiedykolwiek będziesz miał okazję, popytaj tu i tam, Hotel Moscov daje wiele możliwości… a na razie, żegnajcie, mam sprawy, którymi muszę się zająć.

Po tych słowach Balalaika odeszła, a wraz z nią jej ochrona.

Ewelina i Adler stali sami na środku placu. Adler nie wiedział do końca co powiedzieć, był szkolony w wielu scenariuszach, ale nie takim jak ten. Przełknął ślinę.

- Ewelino… - zaczął. – Ja…

- Nic nie mów – Ewelina odezwała się roztrzęsiona. – Nie patrz na mnie! Zamknij oczy!

Adler posłusznie zamknął oczy. Wiedział, że Ewelina jest zawstydzona, ale czy musi na niego krzyczeć?

Naraz coś poczuł – otworzył oczy.

Ewelina pocałowała go w usta, kiedy miał zamknięte oczy.

Coś w nim zapłonęło, chciał ją pochwycić, przytulić, utonąć w namiętnym pocałunku, ale tego nie zrobił. Stojący z tyłu świadomości cień 001 trzymał jego uczucia na wodzy. Więc jedyne co zrobił, to się nie opierał, pozwolił Ewelinie mieć swój moment.

Po dłuższej chwili Ewelina odsunęła się i spojrzała mu w oczy.

- Przyjemniejsze uczucie niż się spodziewałam – oznajmiła spokojnie.

- Ewelino, ja…

- Cii… - położyła mu palce na ustach. – Nic nie mów. Nie musisz odpowiadać teraz… domyślam się, że był to bardzo samolubny czyn – wyszeptała. – Obiecaj mi jedynie, że się zastanowisz i dasz mi swoją odpowiedź… dobrze?

Adler patrzył na Ewelinę, nie wiedząc, którą nosi maskę. Uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.

- Obiecuję.

Było to kłamstwo. Dobrze wiedział, jaką poda odpowiedź. Ewelina jednak tego nie wiedziała i uśmiechała się, pełna nadziei.

- Dobrze.

Stali tak, wpatrzeni w siebie, raz jeszcze otoczeni magiczną bańką, która odcinała ich od reszty świata. Mogliby tak stać całe milenia, spoglądając na siebie nawzajem.

Niestety raz jeszcze ta bańka została zniszczona.

Doszedł do ich uszu odgłos eksplozji.

Instynktownie, Adler pochwycił Ewelinę i przypadł do ziemi, zasłaniając ją. Minęła sekunda, dwie, nic nie nastąpiło. Adler i Ewelina wstali i podbiegli do romantycznego balkonu, spoglądającego na miasto w całej swojej okazałości.

W pewnej odległości dało się widzieć słupy ognia i wznoszący się pod niebo czarny dym. Syreny strażackie zawyły na cały głos, a z oddali dało się słyszeć okrzyki przerażenie ludności cywilnej. Ewelina zasłoniła usta w szoku i spojrzała na Adlera.

- Boże, co się tam stało?

Adler przełknął ślinę.

- Pewnie awaria gazu, wypadek – powiedział, nie wierząc w to, co mówi.

- Jesteś pewny?

- Nie – przyznał, przełykając ślinę. – Nie jestem. Jeszcze dziś wyjeżdżamy – oznajmił. – Dobrze?

- Dobrze – Ewelina przytaknęła.

Spoglądali z niepokojem na wznoszące się obłoki dymu.

***

Chwilę wcześniej Balalaika weszła do niewielkiej budki telefonicznej i przyłożyła słuchawkę do ucha.

- Oby to było ważne Mikołowicz – warknęła groźnie.

Chwila ciszy, a następnie przytłumiony chichot.

- Mikołowicz nie może teraz rozmawiać – odezwał się sugestywny głos.

Nie znała tego głosu. Dostała wczoraj raport, że kilku drabów zniknęło, ale nie spodziewała się otwartego ataku tak wcześnie. Odetchnęła.

- Chyba nie wiesz, z kim zadzierasz – oznajmiła chłodno.

- Ależ wiem, Balalaiko! – odezwał się radosny głos. – Mam świadomość siły Hotelu Moscov oraz twojej Lubmiło Rezmanov.

Nie drgnęła.

- Nie wiem, skąd znasz moje imię, ale-

- Ależ wiem znacznie więcej, moja droga – przerwał jej rozmówca. – Wiem, że masz na sobie dzisiaj płaszcz swojego dziadka oraz sukienkę, którą dostałaś w spadku po matce. Podoba mi się też twój dzisiejszy wybór bielizny… - zniżył głos. – Czarne jak moje serce…

Balalaika zadrżała wściekła. Palce pobladły, kiedy mocniej ścisnęła słuchawkę. Młody głos nie przestawał.

- Wiem o tobie, tak dużo, najdroższa. Powiem nawet, że mam o tobie sny.

- Czego chcesz? – Balalaika warknęła, starając się nie stracić zimnej krwi.

- Chcę twojej uwagi – odezwał się. – Tak bardzo chcę, by twój wzrok był skupiony TYLKO na MNIE – jego głos był silny i sugestywny. – Wiesz, co kocham w tym mieście?

- Co?

- Tę ciszę, tę harmonię, ten spokój – rozmarzony głos doszedł ze słuchawki. – Ale najbardziej kocham muzykę. Kocham ją tak bardzo, że specjalnie dla ciebie przygotowałem specjalny utwór.

- Ho…? – Balalaika próbowała grać w jego grę. – Chętnie go wysłucham.

- Nastaw więc uszu…

Nagła eksplozja rozdarła niebo. Odwróciła się i nad dachami zobaczyła ogień i obłok dymu. W kierunku jednego ze składów bimbru Hotelu Moscov. Ze słuchawki doszedł ją rozbawiony śmiech.

- HA! Piękne muzyka, nieprawdaż? Jej tonacja wypełnia mocą, nie zgodzisz się?

Balalaika milczała, wściekła. Kimkolwiek był jej rozmówca, był na tyle głupi, albo na tyle potężny, by rzucić jej wyzwanie. Chciała go znaleźć i zabić go, najszybciej jak będzie to możliwe.

Jakież było jej zaskoczenie, kiedy słuchawka odezwała się raz jeszcze.

- W odległości dwudziestu metrów stoi samotna dorożka, dwa czarne konie. Podejdziesz do woźnicy i odbierzesz od niego kartkę, na której jest zapisane miejsce spotkania. Nie pożałujesz, gwarantuję. Będę czekał na ciebie, z niecierpliwością, najdroższa.

Słuchawka wydała z siebie ciche buczenie. Rozłączył się. Dimitri otworzył Balalaice drzwi. Stała pochłonięta przez zimną furię. Uniosła wzrok. Dorożka była bardzo blisko. Bez słowa ruszyła naprzód i zatrzymała się dopiero przy dorożce. Był to człowiek lekko po pięćdziesiątce, pomarszczony i spalony przez słońca, a na domiar wszystkiego rudy, jak marchewka. Dobrze mu z oczu patrzyło, widać było, że to ciężko pracujący człowiek, szanujący swój fach, swą dorożkę i konie. Uśmiechnął się do niej szeroko i podał niewielki skrawek papieru.

- Pani Balalaika, jak mniemam? – nie czekał na odpowiedź. – Nasz wspólny znajomy jest człowiekiem szlachetnym. Będzie na Panią czekać. Zawołanie: Setka oczu, odpowiedź: dwieście mrugnięć.

Balalaika podniosła na niego wzrok i lekko odsłoniła bok, ukazując rączkę pistoletu. Mężczyzna nie przestawał się szeroko uśmiechać.

- Daj mi, jeden powód czemu nie miałabym cię teraz zabić.

- Bo Mikołajowicz żyje – odpowiedział bez mrugnięcia okiem dorożkarz. – A Ty, nie możesz sobie pozwolić na zbyt dużą porażkę, nieprawdaż?

Balalaika zazgrzytała zębami. Ręka ją świerzbiła, ale ostatecznie odwróciła się na pięcie i odeszła w jedną z przecznic. Woźnica natomiast zadowolony położył dłoń na siedzisku i klikając ukryty przycisk, przesłał odpowiedni komunikat dalej.

 

Wszystko szło zgodnie z planem.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Kapelusznik, oto Twój zestaw:
    Postać: Jednoręki stalker
    Zdarzenie: Tysiąc głów, jeden głos

    Gatunek (do wyboru): Opowiadanie przygodowe/drogi lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 18 sierpnia (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Kapelusznik 04.08.2019
    dzięks
  • Nefer 05.08.2019
    A ja o opowiadaniu. Kolejny, dynamiczny odcinek. Bardzo dobrze wychodzą Ci sceny konfrontacji silnych postaci, coraz więcej dialogów i wspomnianej dynamiki. Fabuła zaciekawia i wciąga, wszystko to z pewnością ma związek z naszymi bohaterami, jaki konkretnie, z pewnością się okaże, a tymczasem możemy snuć przypuszczenia. Za to wszystko ogromny plus. Minus za niedopracowanie techniczne tekstu. Mamy błąd ortograficzny ("każę" w sensie wymierzenia kary piszemy przez "rz", przez "ż" to albo gdy wydajemy komuś polecenie, albo gdy pokazujemy jakiś widok, perspektywy, możliwości: "ukażę"). Opis postaci Balalaiki zawiera bardzo dużo powtórzeń, zwłaszcza słów "być" i "mieć", ale nie tylko. Dobra opowieść warta jest tego, by popracować nad jej językiem.
    Pozdrawiam i czekam na cd.
  • Kapelusznik 05.08.2019
    dzięki - dziś, albo jutro zrobię poprawki
  • Pontàrú 07.08.2019
    Na początku tylko powiem, że pojawia się sporo powtórzeń. Tak to jest ok.

    Postacie Balalajki jest interesująca. Jeszcze nie wiemy skąd się wzięła i jakie ma plany. W sumie jest kolejnym elementem ubarwiającym świat. Dobrze zrobiony ten fragment dialogu, gdzie posługuje się dwoma językami na raz. Jest to naturalne dla osób dwujęzycznych, że gdy chcą podkreślić coś w swojej wypowiedzi, zastępują jej fragment odpowiednikiem z innego języka. Także tutaj plusik za ten aspekt językowo-kulturowy.

    Pojawia nam się też coraz więcej postaci i coraz więcej niewiadomych które, mam nadzieję, dobrze zostaną później opisane a niejasności wyjaśnione. Na razie nie pozostaje nam nic innego jak brnąć dalej przez ten wykreowany świat
  • Kapelusznik 07.08.2019
    Miło że się pojawiłaś
    Oczekuję twego komentarza pod 11 częścią Wroga Republiki
  • Ozar 09.08.2019
    Kolejny odcinek. Nie ma rozgrywki wewnątrz mafii. To zawsze ciekawe tematy. Fajnie ci wychodzą dialogi między mafiozami. Generalnie zapowiada się ciekawie. 5 i oczywiście czytam dalej. U Ciebie przynajmniej nie ma opowijskiej wojny polsko-polskiej.
  • Ozar 09.08.2019
    Nie ma jak rozgrywki miało być ale pisze x komórki
  • Ozar 09.08.2019
    A do tego jak widzę potrafisz najpierw pokazać jak Adler i księżniczka bawią się w mieście nie zdając sobie sprawy z tego że ktoś już snuje nici jak się do nich dobrać. Fajnie się czyta.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania