Pokaż listęUkryj listę

Demon Odrodzenie II - 2

Rozdział 1 – „Cytadela kwiatów”

Republika Finicka

544 rok nowej ery – 1905 rok imperialny

15 Maja

Pociąg „Serce ze Stali” w drodze z Hektur do Zervy

 

Miarowy rytm jadącego pociągu uspokajał umysł, a delikatnymi wibracjami, kołysał łagodnie ciało. Ewelina musiała przyznać, że „Serce ze Stali” jest wspaniałym pociągiem. Bardzo szybkim, eleganckim i funkcjonalnym. Wyposażonym we własną kuchnię, jadalnię i sypialnię. Wielu mogłoby uznać, że był to pociąg królewski, a jednak byliby w błędzie.

Pociąg należał do rodziny Kruppów. Jednego z rodów Imperialnej Wielkiej Trójki.

Przedstawiciel i następca tegoż to rodu siedział po drugiej stronie pociągu, czytając jakąś książkę. Stephen von Krupp był znacząco niewyróżniającym się człowiekiem. Typowa budowa ciała, żadnych charakterystycznych cech, nawet spokojne piwne oczy ukrywały jego prawdziwą naturę. Miał na sobie elegancki, ale dość minimalistyczny strój, wystarczająco elegancki by widać było, że należy do elity, ale nie na tyle, by rozpoznać, jak wysoko jest w hierarchii. Spotkała go osobiście w przeszłości, ale była wtedy młodsza i niezapamiętana niewyróżniającego się osobnika, dopiero teraz siedząc z nim w jednym wagonie i prowadząc co jakiś czas rozmowy, zrozumiała, z jak wielki intelekt posiada ten człowiek.

Krupp uniósł wzrok znad książki i zerknął w stronę Eagla, który spał siedząc na pobliskim krześle. Następnie jego oczy zwróciły się ku Ewelinie.

- Za niedługo pora obiadu – stwierdził cichym głosem. – Czy powinniśmy obudzić pani rycerza?

Ewelina uśmiechnęła się lekko, smakując delikatny sarkazm w głosie Kruppa.

- Wkrótce sam się obudzi. Ma genialne wyczucie środowiska i wyczucie.

- Pewnie to pozwoliło mu przeżyć tak długo – Krupp raz jeszcze spojrzał na Eagla zafascynowany. – Pomyśleć, że ktoś tak młody był w stanie zabić wilkołaka. Prawdziwie fascynujące – tu spojrzał na Ewelinę. – Proszę wybaczyć moją ekscytację, domyślam się, że to nie najmilsze wspomnienia. Szczególnie po śmierci Pana Everhausta.

Obraz umierającego ekonomisty przemknął Ewelinie przed oczami. Był to obraz smutny, ale nie bolesny, kiwnęła więc uspokajająco głową.

- Proszę się o to nie martwić. Sama mam czasem trudności z zaakceptowaniem tego, co tam zobaczyłam – uniosła wzrok na Kruppa. – Czy miał pan kiedyś nieprzyjemność zobaczyć zabitego człowieka? Obraz jest… szokujący.

- Mam niewielkie doświadczenia, niestety, ale żadna ze śmierci, jakie widziałem, nie były efektem potyczki. Byłem za młody, by wziąć udział w III Wojnie z Socjalistami, więc nigdy nie widziałem bitwy, jednakże byłem w świecie i już spory jego kawałek zobaczyłem – Stephen odłożył książkę i sięgnął po papierosa. – Ofiary głodu na Perrze, powodzi na Yokehamie, kilka wypadków w fabrykach i oczywiście, napady na ulicach – odpalił papierosa i zaciągnął się dymem. – Zawsze, fascynowało mnie to, że kiedy jest tak wiele sposobów, by zginąć, jak w powodzi, trzęsieniu ziemi, z powodu głodu czy zarazy… nasz gatunek zwyczajnie uznaje, że jest ich za mało i wymyśla nowe – zaciągnął się raz jeszcze. – Fascynujące. Za prawdę, fascynujące.

Eweliną wstrząsnął delikatny dreszcz. Postać Stephena von Kruppa, kogoś tak bardzo nieprzyciągającego uwagi, wypowiadające takie słowa, była dla niej nowym doświadczeniem. Zaczynała rozumieć, dlaczego ojciec rozmawia z tyloma ludźmi, zwyczajnie poszukując talentu, który skrywa się pod szarą maską.

- Nie wiem, czy użyłabym takiego słowa – odpowiedziała Ewelina. – Powiedziałabym raczej, że jest to przerażające.

Krupp zmrużył brwi.

- Przerażające? – mężczyzna mruknął pod nosem. – Czemu uważa pani, że jest to „przerażające”?

Jego pytanie, nią wstrząsnęło. Wydawało jej się, że było to pytanie retoryczne, a Krupp, mimo to zadał dość, cóż – przerażające pytanie. Kątem oka zauważyła, że Eagle się obudził i bez słowa przysłuchuje się dyskusji. Przełknęła ślinę i zebrawszy myśli, odpowiedziała.

- Ponieważ jest to złe – odpowiedziała. – Ludzie nie powinni zabijać siebie nawzajem.

Stephen uśmiechnął się delikatnie.

- Ma Pani dobre serce, panienko Ewelino – stwierdził, a następnie westchnął. – Sam dawniej wierzyłem w podobne ideały.

- Wierzył Pan?

- Tak. Niestety stałem się realistą, a może co nawet gorsze, mam w swoich żyłach krew kapitalisty. Nawet, samemu wierząc w pokój, wiem jakie zyski przynosi wojna oraz jak często ona wybucha – zaciągnął się i wypuścił obłok dymu. – Rozwinąłem się wraz z tą świadomością, a wraz z tym zmieniło się moje postrzeganie świata.

- Czyli nie uważa Pan, zabijania siebie nawzajem, jako coś złego? – zapytała Ewelina.

- Nie – Krupp zgasił papierosa, zgniatając go w popielniczce. – Obawiam się, panienko Ewelino, że jest to naturalna kolej rzeczy.

Nastąpiła chwila zimnej ciszy. Ewelina poczuła chłód, skradający się po jej plecach, wraz z wizją, jaką przedstawił siedzący przed nią mężczyzna. Stephen zerknął na Eagla i uśmiechnął się szeroko.

- O! Widzę, że już Pan wstał. W takim razie wypadałoby zjeść obiad – spojrzał na Ewelinę. – Proponuję przejść do wagonu jadalnego, czy może pragnie pani zjeść tutaj?

Ewelina otrząsnęła się z zamyślenia i odpowiedziała ciepłym uśmiechem.

- Ach, tak, obiad. Wagon jadalny powinien być odpowiednim miejscem.

- Wyśmienicie – Krupp wstał i zatarł ręce. – Chodźmy więc, słyszałem, że kucharz ma zamiar się dzisiaj popisać swoimi umiejętnościami.

 

Po chwili siedzieli już przy zastawionym stole. Polędwiczki w głębokim sosie, podsmażana zielona fasolka, młode ziemniaki i wiele innych smakołyków stały tuż przed nimi, jako zapowiedź uczty. Stephen jadł z szerokim uśmiechem, widocznie rozkoszując się każdym kęsem, Eagle jadł natomiast, prawie nie zmieniając wyrazu twarzy. Zamyślona Ewelina natomiast jadła powoli, radując się jedzeniem, lecz myśli ciągnęły ją w inne strony. Stephen spojrzał na nią pytająco.

- Coś się stało, panienko Ewelino?

- A, nie, nic się nie stało – odpowiedziała pospiesznie. – Zwyczajnie myślałam nad tym, jakie problemy musimy sprawiać, korzystając z tego pociągu.

- Jesteśmy bardzo wdzięczni, że nam go udostępniliście – odezwał się Eagle, po raz pierwszy od dłuższego czasu.

Stephen uniósł brwi, a następnie zachichotał i machnął ręką.

- Ależ, panienko Ewelino! Proszę się tym nie przejmować. Kiedy mój ojciec dowiedział się o śmierci pana Everhausta, chwycił mnie i wskoczył momentalnie do pociągu i ruszył prosto do Finicji. Kiedy natomiast dowiedział się o ataku, o bohaterstwie szanownego Eagla i o tym, że to Pani była ich celem! – Uniósł oczy do góry. – Nie mógł pozostawić was bez żadnej pomocy. Zresztą, sam mam interesy na wschodzie kraju, więc jedziemy w tym samym kierunku.

- Nie wydaje się Pan zbytnio przejęty śmiercią Everhausta – stwierdził Eagle.

Ewelina chciała go skarcić, za tak bezczelne słowa, ale ku jej zaskoczeniu Stephen kiwnął potwierdzająco głową.

- Lubiłem go i szanowałem, ale wiedziałem też, że ten stary człowiek nie będzie chciał umrzeć naturalną śmiercią – oznajmił. – Jeśli mam być szczery, kiedy dowiedziałem się, że zginął w walce, poczułem ulgę. To znacznie lepsza śmierć niż powolne zestarzenie się w łóżku. Godna śmierć dla kogoś takiego jak on.

Eagle zacisnął pięści.

- Powiedział to samo…

- Co? – Krupp spojrzał na niego zdezorientowany.

- „To znacznie lepsza śmierć niż powolne zestarzenie się w łóżku”… Adam Everhaust powiedział dokładnie takie same słowa, tuż przed swoją śmiercią.

Ewelina drgnęła, przypominając sobie tamten moment. Faktycznie. To były jedne z ostatnich słów starego polityka. Krupp uśmiechnął się smutno w odpowiedzi.

- Czyli rozumie Pan moje podejście – odłożył sztućce na pusty talerz. – Zawsze mi imponował, szczególnie w czasie jego ostatniej kadencji.

- Ach, tak… - Eagle przytaknął. – Rozumiem Pana podziw.

Ewelina spojrzała na nich, lekko zdezorientowana. Nie chciała wyjść na ignorantkę, ale chciała też, wiedzieć, o czym rozmawiają.

- O co wam, dokładnie chodzi?

Krupp spojrzał na nią, mrużąc groźnie brwi, ale po chwili jego twarz się uspokoiła.

- A tak. Nie było Pani jeszcze na świecie, kiedy doszło do Epidemii Białej Krwi. Everhaust ożenił się w 1883, rok później urodził mu się syn, a w połowie III Wojny Socjalistycznej, córka – Stephen sięgnął po papierosa i go zapalił. – A następnie w 1889 przyszła Epidemia Białej Krwi i zarówno jego żona, jak i córka, były częścią żniwa, jakie zebrała ta choroba – Stephen zaciągnął się, spoglądając spokojnie na Ewelinę. – Mimo straty tak wielkiej, która złamałaby niejednego człowieka, sześć lat po tragedii raz jeszcze został ministrem gospodarki i wprowadził jeszcze większą modernizację twojej ojczyzny.

Ewelina schyliła głowę, zirytowana swoją własną ignorancją. Powinna znać tak ważne informacje. Stephen uśmiechnął się uspokajająco.

- Proszę się nie wstydzić swojej niewiedzy, a doceniać moment, kiedy wiedzę zdobywasz – oznajmił z lekkim uśmiechem. – A teraz, opuszczając niemiłe tematy, chciałbym poinformować was, że niestety będę musiał was opuścić na najbliższym przystanku.

Ewelina spojrzała na niego zaskoczona.

- Jak może Pan mówić, że pańskie opuszczenie naszego towarzystwa nie jest czymś „niemiłym”?!

Stephen uniósł brew, a następnie przeskoczył wzrokiem między nią, a Eaglem.

- Macie widocznie rozmowę do przeprowadzenia, a ja jestem przeszkodą.

Eagle spojrzał na niego zaskoczony, a Ewelina zarumieniła się lekko. Stephen uśmiechnął się chytrze i zaciągnął się głęboko.

- Zresztą, jak mówiłem, mam ważne interesy na wschodzie, a nie wszystkie będą omawiane na widoku – poprawił się w siedzeniu. – Właśnie dlatego, na trzy tygodnie, dostajecie „Serce ze Stali” jako swój prywatny pociąg.

- TRZY TYGODNIE? – Ewelina aż wstała, ale szybko się opanowała i usiadła raz jeszcze. – Ależ, Panie Krupp, trzy tygodnie to bardzo długi czas. Dziesięć razy dotarlibyśmy do Valentii i z powrotem.

- Ma Pani uczyć się w Szkole wyższej Valentii, nieprawdaż? – Kiedy Ewelina przytaknęła, kontynuował. – Jest przecie środek lata. Zajęcia się nie odbywają. Proponuję wykorzystać ten czas, by pozwiedzać Walencję i nacieszyć się widokami i odpocząć przed początkiem roku szkolnego – wypuścił kolejny obłok dymu. – Wymagam jedynie by za te trzy tygodnie, „Serce ze Stali” stało już w Valentii. Do tego czasu, ja załatwię swoje interesy, a ojciec swoje, związane z młodym Adamem Everhaustem – końcówkę zdania powiedział ciszej niż pierwszą. – Pojadę z Valentii do Finicji, odbiorę ojca i powrócimy na południe Imperium, gdzie czekają nas kolejne interesy…

- Ale co możemy robić, przez trzy tygodnie? – zapytała Ewelina.

- Wszystko. Najbliższy przystanek, miasto Zerva, mimo że w regionie rolnym, jest miastem kultury, jest tam kilka teatrów, opera, a nawet organizowane są pokazy sztuki. Miasto słynie też ze swoich słodyczy, możecie spędzić tam kilka dni, a następnie, pojeździć po Walencji, tam i z powrotem. Są jeziora, stare zamki… o Kwiatowa Cytadela! To powinniście odwiedzić!

- Kwiatowa Cytadela? – Ewelina zamyśliła się, słysząc znajomą nazwę.

- Stara cytadela na północy kraju, strzeże jednej z przełęczy – odezwał się Eagle. – Nazywana jest kwiatową, ponieważ pobliskie pola i łąki rodzą bardzo dużo kwiatów, a sami żołnierze, teraz w czasie pokoju, dbają o kwiaty, a nawet podobno sadzą je, tworząc wzory widoczne tylko z perspektywy Cytadeli.

Ewelina patrzyła na niego w szoku, a następnie prychnęła rozbawiona.

- Coś takiego robią żołnierze? Czemu?

Eagle uśmiechnął się lekko.

- Cóż, z jakie pogłosek słyszałem, podobno to trening.

- A! Też o tym słyszałeś! – Krupp uśmiechnął się szeroko.

Ewelina przewróciła oczami.

- Oświećcie mnie, panowie, o czym mówicie. Widać pogłoski z cytadel, omijają damy szerokim łukiem.

Eagle uśmiechnął się szerzej i odpowiedział.

- W Cytadeli siedzi garnizon artylerii, a jest tylko jeden element, w jednostce artylerii cenniejszy od samego działa…

- Jaki? – Zapytała Ewelina.

- Umiejętności matematyczne – odpowiedział Stephen.

- Dokładnie – przytaknął Eagle. – Artylerzyści muszą wiedzieć jaki tor lotu będzie miała kula, by trafiła tak, żeby nie zranić sojuszników. Podobno dowódca jednostki, który w cywilu jest kwiaciarzem, wymyślił, że jego żołnierze będą tworzyli wzory z kwiatów widoczne z cytadeli, by ćwiczyć swoje umiejętności kalkulacji, bez używania dział.

Ewelina spojrzała na niego niedowierzająco. Był to co najmniej bezprecedensowy sposób treningu umiejętności.

- I jaki był efekt?

- Są dumą Walenckiej Armii – odpowiedział Krupp. – Podobno cechują się niesamowitą precyzją. Proszę też pamiętać, sadzą kwiaty, ale też trenują na działach. Trzy lata temu zorganizowali publiczne wydarzenie, gdzie ogniem artyleryjskim zniszczyli wszystkie obrazy z kwiatów, jakie stworzyli.

- Toż to straszne! Tyle włożonej pracy, zniszczone!

- HA! Żeby tylko – Stephen zaśmiał się rozbawiony. – Byłem tam i widziałem. Kiedy pył opadł, ukazały się nowe kształty i symbole. Cholernicy strzelali tak celnie, że lejami i rozerwaną ziemią, tworzyli nowe obrazy… - zaciągnął się. – Dość „wybuchowa” sztuka, nie powiem, ale nadal niesamowicie imponująca!

 

Zaśmiali się i kontynuowali rozmowę dotyczącą samej Walencji, planując miejsca, które będą chcieli odwiedzić, na swojej drodze. Serce Eweliny wypełniła radość.

W końcu będzie sam, na sam, ze swoim rycerzem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Nefer 23.07.2019
    Zaczynasz więc nową serię, a raczej kontynuację poprzedniej opowieści. Ponieważ nie została ona w sumie w jakiś wyraźny sposób zakończona, nie bardzo rozumiem, po co zmiana tytułu? Może to tylko wprowadzić niepotrzebne zamieszanie, tym bardziej, że serii z "Demonem" w tytule jest już kilka. Sama scena dialogu w pociągu zręcznie poprowadzona, dostarcza nowych informacji o świecie i bohaterach. Zwróć jednak uwagę na stylistykę, tutaj można pewne sprawy podciągnąć. Przykładowo, w zapisie dialogu nie używa się zaimków ani tytułów grzecznościowych z dużej litery, tylko z małej (tobie, panu itp.). Wyjątek stanowi sytuacja, gdy osoba niżej postawiona zwraca się do kogoś stojącego nieporównanie wyżej w hierachii (władcy, boga) i podkreślamy w ten sposób, że okazuje nadzwyczajny szacunek. Z dużej litery zaimki oraz tytuły grzecznościowe piszemy natomiast w listach (w opowiadaniu w sytuacji, gdybyś zamieszczał tekst listu). Ogólnie, miło widzieć, że wracasz do "Demona".
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik 23.07.2019
    Witam serdecznie
    Nie wiem czy czytałeś już prolog
    Miałem pewien kryzys twórczy i zacząłem ogarniać wielkość mojej opowieści - ostatni odcinek Demona Odrodzenie - równie dobrze może być uznany za epilog - a to drugi tom.
    Jeden główny powód czemu zdecydowałem się na zmianę nazwy - to że opowi nie ogarnia zbytnio jeśli seria ma ponad 20 części i po prostu zaczyna je gubić w odnośnikach
    Zastanowię się nad tymi dużymi literami i pewnie poprawię - zobaczymy
    Demon Powstanie będzie się raczej regularnie pojawiał - bo mam wszystko zaplanowane i historia powinna pójść całkiem przekonująco i trochę innym stylu niż poprzednia
    Raz jeszcze dzięki za wpadnięcie
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 24.07.2019
    Dobrze, kontynuacja. Widzimy dalszą rozbudowę świata. Cały czas mnie ciekawi do czego to ostatecznie zmierza? Czekam na kolejne teksty :)
    (znów pojawiły się błedy edycji)
  • Ozar 08.08.2019
    Tu jak widzę uspokojenie akcji taka mała sielanka. Czasami tak trzeba żeby akcja nie była zbyt szybka. Jednak jak myślę to taka cisza przed burzą. No i Krupp hahahaha bez niego nie byłoby Bismarcka ani niemieckich czołgów. Kolejna znana postać przynajmniej dla takiego historyka jak ja. 5 jak zwykle.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania