LƁղƤ↔49↔Ƙաҽsեíɑ ƤմzzƖí

Dawny tekst mi przypasował do tematów, ale nie linkuję... gdyby mnie napadł inny

--------------------------------------------------------------------------------------------------

 

κ ω ε $ † ι α... ρ u z z l ι

 

Jak to codziennie zazwyczaj bywa, znowu kolejny wieczór, lecz jutro raniutko, słoneczko zaświeci wesoło.

 

*

Zdrzemnął się w swoim pokoju na własnym krześle. Widok, który ujrzał po podniesieniu żaluzji ślizgających się na gałkach ocznych, nie wyprowadził go z równowagi. Może jedynie nieco zdenerwował banalnością obrazu. Aczkolwiek przypuszczał, że to tylko zwidy niezupełnie rozbudzonego umysłu. Tym bardziej, że był człowiekiem myślącym przeważnie o sobie, a zatem jakiekolwiek: poza, nie przykuwało specjalnie jego uwagi. Sytuacja uległa zmianie, gdy zwidy przemówiły.

  

~ Już nigdy nie wstaniesz z tego krzesła.

 

Oczywiście chciał wstać, ale nie mógł.

 

~ Nawet nie próbuj. Tyle razy miałeś szanse w życiu, żeby dźwignąć dupę i spojrzeć na to co wyprawiasz, z tak zwanej: szerszej perspektywy. Wyniosą ciebie dopiero wtedy, gdy zwłoki zaczną cuchnąć, a twój smród, który wlókł się za tobą i był zakałą dla innym, zacznie gęsto wyciekać przez szpary na korytarz. Może trochę przesadziłam, ale cóż... czas umierać.

 

~ Jak to czas umierać? Czy ciebie normalnie pogięło? Właśnie teraz, kiedy jestem taki szczęśliwy i taki młody? Gdy wszystko przebiega zgodnie z moim planem.

~ Właśnie! Zgodnie z twoim. Po trupach do celu.

~ Wiem kim jesteś. Banalnym widokiem. Nie wierzę, że tu stoisz. To nie może spotkać właśnie mnie. Nie masz prawa tego robić. To niesprawiedliwe. Dlaczego kogoś innego nie zabierzesz? Mam jeszcze tyle życia przed sobą!

~ Nic nie masz przed sobą. Tylko mnie!

~ Ale dlaczego?

~ Tak na mój rozum, coś mi się widzi, że układałeś te twoje szczęśliwe puzzle, nie bacząc na to, jaki obraz tworzysz dla innych, po drugiej stronie układanki. Nic więcej nie wiem. Ja tu tylko sprzątam.

~ Ale...

~ Nie ma żadnego: ale. Już nie. Drzwi do tego świata, zostaną zamknięte za tobą, a ty zostaniesz na zewnątrz zupełnie sam. Bez możliwości powrotu. Twoje gdybanie, co mogłem lepiej, inaczej, już nic nie pomoże. Stamtąd już nie naprawisz tego, co tu nabroiłeś. Co dalej będzie... no cóż. Tego nie wiem.

~ Przecież próbowałem. Nawet zepsułem...

~ To stanowczo za mało. Obejrzyj po raz ostatni pokój, pomyśl o przeszłości, że nie znałeś dnia...

~ Wiem, wiem... ale...

 

Ostatnim widokiem, który ujrzał w życiu, był oślepiający, wcale nie łagodny, blask srebrnego ostrza. Obraz ów kołował w mózgu, gdy odcięta głowa leciała na podłogę, w kojącym szumie czerwonej fontanny. Ślizgnęła się na kałuży i znieruchomiała przy ścianie, obok nietykającego zegarka. Czas minął.

 

*

Położył budzik na stole i nastawił budzenie. Jego sąsiedzi mieszkający piętro niżej, mieli wrócić o tej godzinie z miasta, o której planował ich odwiedzić. Niestety. Gdy go wyrwał ze snu dźwięk dzwonka, zepchnął przyczynę z rozmachem ze stołu i spał dalej. Obudził się tylko po to, żeby umrzeć.

  

*

~ Słyszałeś? Coś stuknęło o sufit.

~ Ale tylko raz, czy dwa.

~ Sam wiesz, ile razy żeśmy go błagali, żeby chociaż w nocy, nie walił piłką o podłogę.

~ No tak. Może teraz się zmieni. Na lepsze.

~ Jakoś w to nie wierzę.

~ Nigdy nie wiadomo. Jest młody. Wiele życia przed nim.

~ Mówisz? Tylko patrzeć, jak zapuka do drzwi, by powiedzieć...

~ Było by miło. Nawet placek dzisiaj kupiłam. Miałam przeczucie, że coś się wydarzy ważnego.

~ Wiesz... my to już starzy. Nie mamy zbyt wiele czasu na poprawę. Ale on.

~ Wstawię wodę i nakryję do stołu. Dla trzech osób.

 

*

~ Coś go nie słuchać ostatnio. Może wyjechał.

~ Albo nie chce nam przeszkadzać.

~ Aż tak by się zmienił?

 

*

Po otwarciu niezakluczonych drzwi i wejściu do mieszkania, oprócz ciała w dwóch częściach oraz rozmazanej krwi, zauważono na stole porozrywaną doszczętnie piłkę.

Była owiązana żółtą kokardką, na której widniały błękitne słowa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Żaluzje szeleszczące na gałkach ocznych, super.
    Pozdrawiam 🙂
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Pobóg Welebor↔Dzięki:)→Te owe "super" nie jest aż tak istotne, w kontekście całości tekstu, lecz miło mi, iż dostrzegłeś🙂:)↔Ozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Pozdrawiam*→Oczywiście🙂:)
  • Pobóg Welebor 2 miesiące temu
    Wiesz, fabuła mało mnie zajmuje, bardziej liczy się szczegół. Ten dostrzegłem jako bardzo fajny 🙂
  • Piotrek P. 1988 2 miesiące temu
    Bardzo ciekawa, przebojowa, dobrze napisana, surrealna i uderzająca w głowę opowiastka.
    Zakończenie zaskakujące, co w Twoich opowiadaniach jest często spotykane, a to bardzo dobra sprawa.

    5, pozdrawiam 🙂
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Piotrek P. 1988↔Dzięki:)↔No nie chciałem tak iście, jednoznacznie zakończyć🙂↔Pozdrawiam:)
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Nie znamy dnia i godziny.
    Fajne opoko
    5
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Józef Kemik↔Dzięki:)↔Ano. Nie znamy. Jeno samobójca, ma większą szansę znać.
    🙂↔Pozdrawiam:)
  • słone paluszki 2 miesiące temu
    Samobójstwo jest aktem największej odwagi,
    albo totalnej depresji.
    Szkoda tych wszystkich ludzi.
    A najdziwniejsze wśród gwiazd, celebrytów i innych sław.
    Biedacy nie mają depresji. Chociaż i w tej warstwie społecznej zdarzają się samobóje.
    Ech, ciężki temat...

    Pozdrawiam Dekaosie!
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Słonkowe paluszki↔Dzięki:)↔No ech... bywa nieprzewidywalny w czymkolwiek, człek:)
    Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania