Opowwi *** LBnP↔46↔Dziesięć i Pół

Inna wersja dawnego tekstu.

W pewnym sensie, przypasował do tematów

------------------------------------------------------

 

 

Mam piętnaście lat i tyleż kilogramów cząstek depresyjnych na sobie. Przygniatają do łóżka z którego ani myślę wstać. Za oknem złociste słońce rozbudza ziewający poranek. Pewnie pragnie przytulić ciepłymi promieniami, pożegnać kolejną istotę ludzką. Ukołysać w błękitnej kołysce pod chmurkową kołderką i wyświetlić pod sklepieniem umysłu: „Jutro o tej samej porze.”

 

Akurat. Nie będzie żadnego jutra. Tylko ostatnie dzisiaj. Stara baba ze mnie, a takie sentymenty w głowie. Po co głupiej takie pierdoły przed śmiercią. Dla mnie już nie ma ratunku na tym pokręconym świecie. Nie chce rozprawiać dlaczego, bo i tak nie zmienię decyzji.

 

Dzisiaj ostatni raz wyjdę na zewnątrz popieprzonych myśli. Z psychicznego wirtualu, do realu. Obejrzę ludzkość po raz ostatni. Pożegnam pozostawione ślady, jeżeli jakiekolwiek zauważę. Chociaż wątpię. A później… no cóż… sama nie wiem w jaki sposób to załatwię. Chociaż szczerze mówiąc, jest mi jakoś dziwnie nieswoje. Mam w końcu naście lat.

 

Idę ulicą, niczym do kata na ścięcie. Nawet za bardzo na boki nie patrzę. Bo niby co ma cieszyć. Tyle razy już to wszystko widziałam. Tych ludzi, te sklepy, ławki, lampy, ptaszki na drzewach i kłótliwe sąsiadki. Nie mam pojęcia, dlaczego zawędrowały tak daleko od swoich domów. Widocznie ta cała konwersacja pomyliła im kierunki i namieszała w baniach. Siedzą na wzajemnych animozjach, jak na latającym dywanie. Aż w końcu ktoś ten dywan spod tyłków wyciągnie i spadną nie wiadomo gdzie. Doprawdy. Ten świat jest przygnębiający.

Wtem zupełnie niespodzianie, spotykam człowieka. Zagradza drogę zaplanowanego przeznaczenia. Chcę go ominąć, lecz słyszę słowa:

 

– Mam na sprzedaż sukienkę utkaną z marzeń. Chcesz kupić?

– Niby z czego? – pytam odruchowo naburmuszona.

– No z marzeń. Mówię przecież.

 

Co to za dziwny typ. Jakich marzeń? A przede wszystkich: czyich? Nie dosyć, że mam wątpliwą przyjemność, być duszoną szponami zdołowania, to jeszcze jakiś głupek marzeniowy, dupę zawraca niedorzecznym pytaniem. Przepaliło mu oporniki, czy co? Gdyby jechał na takim zakręcie dziejów, co ja w tej chwili, to już by dawno leżał, jak sfajczony placek w piekarniku, z którego już nic nie wyrośnie, oprócz kupy dymu i smrodu.

Znowu słyszę słowa:

 

– Twoich marzeń. Nie proponowałbym cudzych.

– A skąd znasz moje marzenia? Jaja sobie ze mnie robisz, świrusie? A poza tym i tak nie mam czym zapłacić. Spadaj człowieku, bo odejść muszę.

– Niech mnie panienka po starodawnemu nie zagaduję. Proszę chociaż sukienkę obejrzeć.

– Sukienkę. A niby gdzie?

– Na sobie.

 

O cholera! Rzeczywiście mam ją na sobie. Jak on to zrobił. Leży idealnie, jakby była szyta na miarę. A na dodatek dostrzegam dziesięć świecących punktów. Białych jak czysty śnieg, na zielonym materiale. Gwiazdki podniebne, na matce głupich.

 

– No i... – słyszę słowa.

– Co no i… no ładna, to prawda… ale jak wspomniałam, zapłacić nie mogę.

– Nie szkodzi. Oddam z darmo.

– Coś pan nawijałeś o marzeniach, jeżeli dobrze jarzę. Zgadza się?

– Owszem.

– W takim razie biorę. Już nic gorszego spotkać mnie nie może, jak spełnienie marzeń, zachwalanych przez wariata. To znaczy…

– … to znaczy, że muszę tobie coś wytłumaczyć.

– No… słucham. Streszczaj się, bom ciekawa bardzo, a spóźniona wcale.

 

– Masz do spełnienia dziesięć marzeń.

– Tylko dziesięć?

– Inne nawet tyle nie mają.

– No dobra. Słucham. Nawijaj makaron na uszy.

– Wszystkie światełka są: białe. Za jakiś czas, pierwsze zmieni się na: żółte.

– A dlaczego akurat na żółte? Coś mi insynuujesz?

– Jakbym śmiał. Nie wiem, czemu żółte. Tak po po prostu jest.

 

– Aha. No i…

– … no i tak będzie błyszczeć jakiś czas. Można to nazwać: oczekiwaniem.

– Na co, że zapytam? Na kowadło z nieba?

– Na zapis twojego marzenia. Dopiero jak rozbłyśnie na niebiesko, będziesz świadoma, które spełnisz… o którym nawet nie wiedziałaś lub zapomniałaś… to znaczy, że masz takie pragnienie w sobie. A kiedy zgaśnie… realizacja marzenia dobiegnie końca.

– Nie kumam za bardzo. Gadaj jaśniej, a nie jak w nocnej dupie.

 

– Tak myślałem. Posiadam w sobie znaczną moc, ale w sensie wytłumaczenia komuś czegoś, to jestem: dno. Zresztą nie ważne. To nie jest takie istotne. Po jakimś czasie, sama będziesz wiedzieć, co i jak.

– Póki co mam kołomyjkę w głowie, lecz sądzę, że o tym doskonale wiesz, proponując taki… odlot.

– To tylko dowód na to, że właściwie wybrałem.

– To znaczy… niby mnie? Zdołowaną wielkim dołem?

– Na to wychodzi. Aha, bardzo ważna sprawa. Nie możesz komukolwiek pożyczyć sukienki. Pamiętaj o tym.

 

Mija jakiś czas. Dotrzymuje słowa. Każde jest spełnione. Właśnie dostrzegam: dziewiąte żółte. Wszystkie poprzednie już dawno zgasły. Czekam cierpliwie. W końcu niebieskie.

 

Jestem w lustrzanej komnacie. Na pryzmatowych podstawkach i srebrzystych kulkach, ramy szczerozłote zaistniały, co w rzeźbie znalazły wieczne ukojenie i w tysiącu powtórzeniach, migoczą w świetlistych falach na promieniach jasności. Ozdobne świeczniki, ze świeczkami iskrzącymi jak jutrzenki tajemnicy, na posadzce marmurowej, białej lśniącej nieskazitelnej. Doskonale czystej.

 

To budzi pewne obawy. Odbiega od realu. Tym bardziej, że umysł – skołowany, niczym diamentowy samolocik, na bursztynowy pas startowy – nie zna tajemnic lotniska. Słyszę głosy. Szepcą jakieś przypominające słowa. Nie wszystkie rozumiem. Chyba o czymś, co niedawno usłyszałam.

 

Widzę echo iskrzące w lustrach i płomieniach świec. Słyszę wianuszek barw. Mogę przebywać między splotami. Tylko czy to wszystko prawdziwe? Co mam przez to pojąć i zrozumieć? A może nic? Po prostu zwyczajnie odczuwać radość. Na żyrandolach podwieszonych u sufitu, gaśnie nagle milion złotawych świetlików. Otwieram drzwi. Wychodzę na zewnątrz. O mało co… prosto pod samochód.

  

Nagle zauważam przyjaciółkę. Nie widziałam jej od dawna. Może gdybyśmy były razem, to bym nie popadła w takie przygnębienie. Chociaż w tej chwili, mam samopoczucie znakomite. Odzyskałam wiarę we własne siły. Chyba już nie chce umierać.

Podchodzi do mnie. Widzę, że ma łzy w oczach. Pytam co jest grane. Nie chce nic mówić. Gadam do niej o sukience, dzięki której fajnie w życiu. Wszystko poszło ku dobremu. Ona tylko patrzy i kiwa głową, niczym pastuszek na bożonarodzeniowej skarbonce. Mam wrażenie, że nic do niej nie dociera. A jeżeli nawet, to nie daje znaku, że rozumie.

Wiem, co muszę zrobić. Zadaję pytanie:

 

– Jeżeli zechcesz, to odstąpię ci moje marzenie. Co ty na to?

– Czyja wiem…

– No coś ty. Nie pękaj. Przeżyjesz na pewno coś wspaniałego. Tak samo jak ja. Zostało mi jeszcze jedno. No nie bądź taka. Pozwól sobie pomóc. Będzie mi lżej na duszy, wiedząc ciebie uśmiechniętą.

– No dobrze. Skora tak mówisz… ale co to za marzenie?

– Niestety nie wiem. Taki układ. Zabieraj sukienkę do domu i tam ją załóż. Gdy zabłyśnie żółte, to po prostu czekaj. A gdy ujrzysz niebieskie, to wtedy będziesz wiedziała, co na pewno zdołasz zrealizować. Zrozumiałaś?

– Niby tak.

– No to zmiataj do domu. Za jakiś czas opowiesz mi jak było.

 

***

Niestety. Nie miała takiej okazji. Spadła z wysokiej skały. Mojej ulubionej zresztą. Weszła na marzenie. Teraz wiem, że moje. Może ja bym nie spadła, ale ona tak. Jestem załamana, roztrzęsiona, nie mogąca powstrzymać łez. To przeze mnie zginęła. A przecież ostrzegał, lecz wolałam o tym zapomnieć. Uszczęśliwić na siłę. Po swojemu. Świat wokół nie wie, że przez moje zadufanie, odeszła z niego na zawsze. To żadna pociecha. Najchętniej bym wykrzyczała swoją winę. Tylko kto uwierzy. No przecież chciałam dobrze.

W głowie słyszę słowa, od których paradoksalnie, wcale nie pragnę uciec. Dobrze mi tak.

 

„No i co z tego, że chciałaś. To zupełnie nie ważne. Liczy się skutek. A on jest taki, że przyjaciółka leży teraz w trumnie i już nigdy do ciebie nie powróci. Zapewne pomyślisz, że skończyły się dla niej wszystkie problemy. Że po drugiej stronie, będzie miała o wiele lepiej. Może i tak. Ale to żadne pocieszenie. Ani dla ciebie, a tym bardziej dla jej rodziny, która została bez niej. Odebrałaś im na zawsze, jedyne ukochane dziecko. Było ich marzeniem. Są teraz jak ptaki, którym wyrwałaś skrzydła. To ty ją zabiłaś".

 

*

Uczestniczę w pogrzebie.

Na sukience gaśnie dziesiąte światełko...

lecz po chwili… lśni połowa jedenastego.

Skąd nagle … czyżby mi przebaczyła, gdziekolwiek jest?

Ciekawe, co to za marzenie?

Gdy przeżyje, to będę wiedzieć… więcej?

Chociaż niekoniecznie.

Przecież to tylko połowa światełka.

Na dodatek, nadprogramowe.

Inne.

Muszę natychmiast tam iść...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (15)

  • Literkowa Bitwa na Prozę 7 miesięcy temu
    Witamy kolejny tekst w Bitwie i życzymy ciekawej zabawy.

    Literkowa
  • BarbaraM Sadowska 7 miesięcy temu
    Świetnie napisane. Dialogi genialne. Pomysł uwodzicielski. Bardzo dobrze mi się czytało, a jest piąta nad ranem. Gratuluję
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Barbara Sadowska↔Miło czytać taki komentarz, ale to jednak spora przesada:))↔Szczerze tak uważam:)
    Pozdrawiam:)
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Marzenia = nadzieja = matka głupich. Zrealizowane marzenia tracą na wartości.
    Niebezpieczne jest wejście w cudze marzenie.
    A realizacja wspólnego? O tak, to ma sens.
    Pozdrawiam, Dedusiu :)
    Weny i zdrówka w kolejnym roku!
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Wrotyś↔Dzięki że zajrzałaś:))↔Ano różnie się układa:)↔Ja też Tobie zdrówka i weny życzę:)↔Pozdrawiam:)
  • Fanagann Hartelion 7 miesięcy temu
    Bardzo fajne opowiadanie. Trochę jak bajka - i przestroga i morał płynący z jej niewysłuchania są podane na tacy.

    Ubawił mnie ten opis: "(...) Tym bardziej, że umysł – skołowany, niczym diamentowy samolocik, na bursztynowy pas startowy – nie zna tajemnic lotniska."

    Brakuje mi jednego akapitu, w którym bohaterka spełnia te osiem marzeń. Tak, żebym chociaż miał pogląd o czym mogła sobie marzyć. Ale to w sumie detal i nie wpłynąłby na resztę opowieści.

    Nie zmienia to faktu, że opowiadanie mnie urzekło.
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Fanagann Hartelion↔Dzięki:)↔No wiesz... gdybym się rozpisał, o tych ośmiu.
    Na początku, raczej wiadomo, o czym marzy... ale po spotkaniu wszystko się komplikuje... zapomina jakby... oddaje koleżance...ale na końcu 1/2 nadprogramowe? ... i gdzieś musi iść... :))
    Ale inaczej też można rozumieć😉↔Pozdrawiam:)
  • Fanagann Hartelion 7 miesięcy temu
    W sumie przypomniałeś mi - zastanawiałem się jak można mieć pół marzenia? Co to za marzenie, którego można mieć pół?
  • Literkowa Bitwa na Prozę 7 miesięcy temu
    Zapraszamy do głosowania na Forum:
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
    Czytają i pozostawiamy komentarze! Naradzamy według zasady: 3 - 2 - 1 plus uzasadnienie; dlaczego?
    Głosowanie potrwa do 25 stycznia /wtorek/ godz. 23:59
    Literkowa pozdrawia i życzy przyjemnej lektury.
  • Urszula Pieńkowska 7 miesięcy temu
    Uśmiałam się, wzruszyłam, zaniepokoiłam. Pełna gama uczuć. Gratuluję :)
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    Urszula Pieńkowska↔Dzięki:)↔Miło mi:))↔Pozdrawiam:)
  • Pasja 7 miesięcy temu
    Marzenia jak ptaki. Jednak nasze pozostają dla nas i to my powinniśmy je realizować. Tekst jest właściwie jednym marzeniem i zarazem przemijaniem. Dziewczyna wychodzi z domu ostatni raz i na drodze spotyka sprzedawcę sukienek z marzeń. Ubrana w jedną ze sukienek nie dotrzymuje słowa i zamienia się marzeniami i śmiercią z inną dziewczyną. Czy wolno zabierać komuś marzenia?

    Pozdrawiam
  • Cicho_sza 7 miesięcy temu
    Bardzo fajny tekst. Po przeczytaniu jakoś mi się smutno zrobiło. Nie można obdarowywać innych swoimi marzeniami. Wiesz, to tak jak z rodzicami, którzy ubierają własne dzieci w swoje sukienki. Prawie zawsze kończy się to fatalnie... Pozdrowionka 😉
  • DiPoint Ragoon 7 miesięcy temu
    Nie każda koszula dobrze leży na człowieku, co dopiero sukienka. Zwłaszcza taka utkana z cudzych marzeń. Taka sukienka tak naprawdę stała się sukienką Dejaniry, która, naprawdę, zatruła osobę nią obdarowaną. Czy było warto?
    Przyjaciółka przybrała wyobrażenie o swoim marzeniu przygotowane jej przez bohaterkę. To się nie mogło udać...
    Usłyszałem kiedyś taką myśl: Jeśli gonisz za swoim marzeniem przestaje ono być marzeniem. Staje się celem, do którego dążysz tym bardziej po trupach, im gorętszym było uprzednio marzeniem. Nie wolno nam rezygnować z marzeń, ale też nie powinniśmy spełniać każdego. Zostawmy sobie tych kilka, aby mieć o czym marzyć. Jest na to szansa, a właściwie jej cień, fragment, połowa...

    Ciekawe opowiadanie, bardzo miło mi się je czytało.
  • Dekaos Dondi 7 miesięcy temu
    DiPoint Ragoon↔Dzięki za obszerny komentarz:)↔Każdy ma swoje przemyślenia, ale słusznie zauważyłeś z tymi marzeniami.
    Zycie, to chyba proste i zawiłe jednocześnie jest↔to taki skrót myślowy:)↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania