Dzień w którym zakwitły konwalie

{To jest dawny tekst. Jeden z moich pierwszych}

 

Odeszła nagle. Nie było go przy niej, gdy umierała. Trzy dni temu wyjechał z miasta, załatwiać swoje sprawy. Zawiadomiono go telefonicznie. Przyjechał najszybciej jak mógł. Wracał pociągiem. W czasie podróży nie widział świata, przepięknych krajobrazów, nie dostrzegał ludzi. Po prostu nic go nie obchodziło. W jego głowie kołatało się tylko jedno pytanie: dlaczego mi to zrobiła? Było to z jego strony podejście egoistyczne, ale zarazem takie ludzkie. Nie potrafił w danej chwili inaczej myśleć. Jakby utracił cząstkę samego siebie. Zaczęły mu się przypominać różne wspomnienia z nią związane: jej delikatny uśmiech, kosmyk włosów spadających na czoło, jej nagie stopy w lekko postrzępionych bucikach, które najbardziej lubiła. Nie chciał uwierzyć, że to wszystko już nigdy nie powróci, że nie ujrzy jej żywej. Miał pretensje do siebie, że nie powiedział wszystkiego, co pragnął jej przekazać. Szansa na tego typu wyznania, skryła się przeszłości niewypowiedziana. Teraz nie miał do niej dostępu. Minęła bezpowrotnie. Słońce prażyło niemiłosiernie, nie zasłonięte najmniejszą chmurką. Ta słoneczna, piękna pogoda, była zupełnym zaprzeczeniem tego wszystkiego, co działo się w sercach ludzi, którzy ją kochali. Może nie zawsze potrafili to okazać, nie byli wobec niej sprawiedliwi. W takich chwilach przychodzą różne myśli do głowy. To prawda, że nie była święta. Na ołtarz raczej nie trafi. Ale była i istniała. Dla innych i dla siebie. Tak jak potrafiła, tak jak umiała. Pomyślał sobie, że tam, gdzie teraz jest, być może jest szczęśliwa. Wybaczono i zaakceptowano ją taką, jaką chciała być. Nie chciał uwierzyć, że w ogóle jej nie ma. To było dla niego zbyt trudne.

 

Kilka godzin przed rozpoczęciem pogrzebu, pojechał do lasu, nazrywać konwalii. Coś go ściskało za gardło, kiedy to czynił. One tak silnie kojarzyły się z jej osobą. Pamiętał, jak dostawała od niego te kwiaty. Widział wtedy jej delikatny uśmiech oraz oczy skore do łez. Przypomniał sobie pokój, który był dla niej cząstką świata. Te wszystkie maskotki, kwiaty, pocztówki, tak silnie były z nią związane. Przypomniał sobie, jak ona siedziała na kanapie, a on na krześle, jak ona nie chciała, żeby się na nią glapił jak sroka w gnat, a lampa świeciła mu prosto w oczy, jakby był na przesłuchaniu. Myślał sobie, że ładna z niej dziewczyna, ale postrzelona, zagubiona a poza tym trochę cwana. Mimo tego, lubił ją. Taką jaką była. Czuł się jej przyjacielem. Ale nie wiedział, czy jest kimś więcej.

Teraz już nigdy nie wejdzie do tego pokoju, nigdy nie zrobi tam bałaganu ani porządku, nie popłacze cichutko w kącie, nie połapie się w tych swoich zapiskach i mu nie przywali, jak się zdenerwuje. Nie będzie też miała ochoty porozbijać mebli.

 

Wrócił z kwiatami prosto do kościoła. Miał w sobie mieszane uczucia. Tak jakby trzymał w rękach cząstkę jej istnienia. Właściwie nigdy jej do siebie nie przytulił. Może postępował głupio jak ostatni osioł. Nie wiedział, czy tego pragnęła, czy nie. A był na tyle pokręcony, że nawet o to nie zapytał lub po prostu tego nie zrobił. Wtedy by wiedział, co i jak. Zdał sobie sprawę z tego, że ona mogła to tak odczuwać, jakby ją poniżał, traktując ją w ten sposób. Mówił teraz w myślach: przepraszam, nie wiedziałem, a może nie miałem o czym wiedzieć, tak czy inaczej, wybacz.

 

Msza pogrzebowa zaczęła się w samo południe. Przybyli wszyscy co ją znali, lubili, kochali oraz cała reszta pozostałych, którym wypadało przyjść. Na katafalku stała skromna szczupła trumna. Kryła w sobie jedno wspomnienie więcej. W tej chwili, to najważniejsze. Były w niej także konwalie. Leżały cichutko w ciemności przy jej nieruchomej twarzy. Osobiście położył je w to miejsce. Wierzył, że kiedyś, chociaż teraz zwiędną, odrodzą się w innym świecie, gdzie będzie mogła znowu nasycić się ich zapachem. Lecz ,w tej chwili zapach śmierci, połączył się z zapachem życia, tworząc jakby symboliczną drogę, do innego lepszego świata. Wierzył w to, chociaż nie wiedział, czy słusznie.

 

Kondukt pogrzebowy, posuwał się w kierunku cmentarza, kiedy Słońce prażyło jeszcze bardziej. Pomyślał wtedy: gdyby trumna nie była zamknięta, to byś się ładnie opaliła. Wiedział, że jeśli go słyszy, to się na pewno nie obrazi, bo przecież wie jaki z niego wariat. Przyszło mu na myśl, że człowiek wypływa z jednego portu i dopływa do drugiego, mając do pokonania morze, które jest raz wzburzone, a innym razem spokojne. Dla jednych port jest daleko, a dla innych blisko. Ona dopłynęła do tego bliskiego. A inni sobie jeszcze płyną. Dlaczego właśnie ona, nie mogła popłynąć dalej, dlaczego jakaś siła skróciła jej trasę. A może gdyby płynęła dalej, to dopiero by cierpiała. A gdyby tak nie było. Nie wiedział co myśleć. A nie chciał mieć pretensji do całego świata, bo nie wiedział, co w ostatecznym rozrachunku, jest dla niej lepsze.

 

Na drugi dzień pod wieczór, poszedł na cmentarz. Stanął przed grobem, kiedy było prawie ciemno. Było cicho i spokojnie. Można by rzec romantycznie. Nigdy nie chciała dzielić z nim spacerów w ciepłą noc, lub w czasie dnia w blasku Słońca. Domyślał się dlaczego. Ale były to tylko domysły, które domysłami pozostaną. Cała prawda jest po tamtej stronie. Jeżeli owa strona naprawdę istnieje. Chciał wierzyć, że tak.

Postawił na grobie, mały wazonik z bukietem konwalii.

W świetle znicza, kwiaty stały się jaśniejsze.

To mu dało nadzieję.

Że jeszcze nie wszystko stracone.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Something ponad rok temu
    Hej, Deakos! Ciekawy tekst... "Postawił na grobie, mały wazonik z bukietem konwalii.
    W świetle znicza, kwiaty stały się jaśniejsze.
    To mu dało nadzieję.
    Że jeszcze nie wszystko stracone." - Zakończenie mi się najbardziej spodobało.

    Pozdrawiam :)
  • Dekaos Dondi ponad rok temu
    Dzięki Something. Pozdrawiam.
  • Bożena Joanna ponad rok temu
    Przepiękny tekst o miłości, która odchodzi. Śmierć ukochanej osoby jest okazją do wielu przemyśleń. Zazwyczaj żałujemy, że tak wiele nie zostało powiedziane tej drugiej osobie, która niespodziewanie odeszła. Ostatnia zwrotka sugeruje, że dziewczyna daje znać z tamtego świata, jak wiele dla niej znaczy ten wazonik z bukietem konwalii, dlatego ułudna nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. Serdeczne pozdrowienia!
  • Skryty ponad rok temu
    Pomyślał sobie, że tam gdzie teraz jest, być może jest szczęśliwa.----->Pomyślał sobie, że tam, gdzie teraz jest, być może jest szczęśliwa.

    żeby się na nią glapił jak sroka w gnat a lampa świeciła mu prosto w oczy,---->żeby się na nią gapił jak sroka w gnat, a lampa świeciła mu prosto w oczy,

    Nie będzie też miała ochoty, porozbijać mebli---->Nie będzie też miała ochoty porozbijać mebli

    Tak jakby trzymał w rękach, cząstkę jej istnienia.----->
    Tak jakby trzymał w rękach cząstkę jej istnienia.

    że nawet o to nie zapytał, lub po prostu tego nie zrobił.--------->że nawet o to nie zapytał lub po prostu tego nie zrobił.

    Leżały cichutko w ciemności, przy jej nieruchomej twarzy. -----> Leżały cichutko w ciemności przy jej nieruchomej twarzy.

    Lecz w tej chwili, zapach śmierci, połączył się z zapachem życia, tworząc jakby symboliczną drogę, do innego lepszego świata. ------> Lecz, w tej chwili, zapach śmierci połączył się z zapachem życia, tworząc jakby symboliczną drogę do innego, lepszego świata.
  • Skryty ponad rok temu
    To nie wszystkie błędy, ale już mi się na telefonie nie chcę.

    Cała historia jest naprawdę piękna. Niestety niektóre zdania są bardzo dziwnie napisane. Zostawiam 4.
  • Dekaos Dondi ponad rok temu
    Dzięki Skryty za pomoc. Poprawiłem. Z przecinkami zawsze mam problem, lecz uwielbiam pisać dziwne zdania. Pozdrawiam
  • Skryty ponad rok temu
    Jak wrócę do domu, to poprawię resztę
  • Dekaos Dondi ponad rok temu
    Dzięki.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Bardzo ładne... Smutne, melancholijne.
    "Wracał pociągiem. W czasie podróży nie widział świata, przepięknych krajobrazów, nie dostrzegał ludzi. Po prostu nic go nie obchodziło. W jego głowie kołatało się tylko jedno pytanie: dlaczego mi to zrobiła?" - czuję to. Zgadzam się, że to bardzo ludzkie emocje.
    Nasuwa się wiele pytań dotyczących ich relacji. Ale to dobrze, że brakuje wyjaśnienia. Mam wrażenie, że sami nie umieliby na nie odpowiedzieć.

    Nie zawsze tak samo odbieramy czyjeś intencje. To chyba jeden z najtrudniejszych aspektów w relacjach międzyludzkich. Możesz mieć szczere i dobre intencje, które mogę zostać odebrane zupełnie opacznie. Z mojej perspektywy dajesz do myślenia tym tekstem.

    Tak mi się skojarzyło... Może Ci się spodoba (o ile to ja się nie narzucam).
    pkropka.wordpress.com/2018/12/01/cierpliwosc/
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    pkropka→Przeczytałem, co wskazałaś. Szczerze, bardzo mi podszedł, tylko za krótki. Ma swoisty klimat. Dopóki żył... ale gdy Go zabrakło.Cierpliwie pierścionek powiększał. Ale za życia się nie doczekał, żeby ujrzeć jej radość. A ona... cóż... też się dziwić nie można. Miała Go na co dzień. Dopiero, jak go zabrakło. Takie moje subiektywne odczucie. Niekonieczne po myśli Twej:)
    Jeszcze inaczej można rozumieć. Pozdrawiam.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Nie ma po myśli, lub nie. Już ustaliliśmy, że każdy odbiera subiektywnie ;)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Wiem. Postaram się o tym pamiętać:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania