LBnP - XVIII - Trupciowa Niespodzianka

~~~//~~~

– Mamo! Klawiatura ulega rozkładowi.

– Masz za dużo miejsca na biurku.

– Nie tak. Jest miękka, wilgotna i śmierdzi. Pisać nie mogę. Jak naduszę palcem, to się przykleja, a klawisz nie wraca do poprzedniego położenia. Jakbym zwłok dotykał.

– Ty mi głupot nie gadaj. W rozkładzie jest Dziadek, ale nie całkiem. Właśnie odjechał przed czasem. Leży zakonserwowany.

– Wiem. Babcia pragnie go wypchać, by codziennie widzieć męża stojącego w jej pokoju. Nawet zawczasu miotełkę kupiła do odkurzania.

– No właśnie. Zaradna jest i schludna. A teraz czas na spanie. Jutro tatuś przyprowadzi znajomego od wypychania wiewiórek. To jest fachowiec. Będzie wiedział jak to zrobić. Tylko musimy pożyczyć wanienki i folię.

– Ależ Dziadek nie jest wiewiórką!

– Co z tego. Kunszt ten sam.

– Wiesz mamo. Planuję pewną niespodziankę.

*

W domu od rana zmieszanie. Jakby święta były. Dziadek leży wybebeszony na kuchennym stole. Wanienki przestały grzeszyć pustymi miejscami, z których szybuje mięsny zapach. Tylko że nikt nie pomyślał, czym Dziadka wypchać. Pan Wypychacz przyniósł tyle wiórków, co do wypchania wiewiórki. Babcia z ręką na podrobie rzekła, że mąż duży nie jest. Ale nie aż taki mały, jak się okazało. Fałdki foli okalają malutkie strumyczki. Żona zwłok, w czasie zwyczajowego poślizgu, myśli usilnie: czym by tu męża wypchać. Ostała się jeno skóra. Żadnego mięsa i żadnych kości wewnątrz. Jak sflaczały balon. Helem nie można, bo jeszcze wzleci do nieba?

 

I nagle doznaje olśnienia. On tak lubił czytać. Szczególnie wesołe horrory. Ma tego typu książek pełną szafkę, w kształcie trumny. Trzeba jeno urwać sztywne okładki, to reszta książek szczelnie wypełni zakamarki ciała. Wystarczy ukształtować na kształt człowieka. Gałki oczne śmiało zastąpią dwa cybuchy od fajek, odpowiednio pomalowane. Co do innych szczegółów... zresztą będzie ubrany. To po co się martwić na zapas. Przecież nie może żywych, martwym tyłkiem straszyć. A nawet gdyby jakiś szczegół umymłany z jednej kartki, był uparty i wyskakiwał, to zawsze można urżnąć!

 

– Babciu! – mówi żywy wnuk. – Już niedługo ten zabawny ''trupi dzień''. Czy mogę w oczodoły dziadka włożyć świeczki. Położę czaszkę w oknie i będzie fajnie.

– Nie, nie. Żadnych takich. Dziadek nienawidził świeczek. Mówił, że mu wosk dłonie atakuje.

– Nie ma problemu, Babciu. Znam dwoje krasnoludków. Są fajni i żyją w przyjaźni. Staną w oczodołach i będą świecić przykładem.

– Świetny pomysł. Dziadek też mi opowiadał bajki. Wierzył, że w nie wierzę. Taki wesoły był. A ty wierzysz w krasnoludki?

– Mój ojciec wierzył. O właśnie tatusiu. Gdyby dziadka kości odpowiednio oczyścić, umyć i przyciąć do właściwej długości, to można by zrobić ksylofon. Chciałbym iść do szkoły muzycznej...

– Synu. Wszystko w życiu ma swój czas. Najpierw skończmy jedno. Później pomyślimy o cymbałach.

– Co jutro zrobimy na obiad? Może czerninę? Albo wątróbkę? Co wy na to?

 

*

W pobliskim parku, śmiechu na całe połacie gęb. Prawie tłum stoi wokół, obserwując spektakularne zjawisko. Nawet ptaki przysiadły na pobliskich drzewach i robią biedne kupki z wrażenia. Małe dzieci klaskają w co popadnie, a starsi po własnych dłoniach. Słoneczko pieści wesoło promieniami swymi, entuzjastycznie nastawione zgromadzenie. Tylko muzyki brakuje, lecz ogólny rozgardiasz tętni miarowo odgłosami, wybijając taneczny rytm.

 

*

W domku żałobnym.

– Och, mój biedny mąż. Tak musi stać w jednym miejscu przy oknie. Czasami go okręcam, żeby popatrzył na świat, a inny razem tak, żeby spoglądał cybuchami w głąb pokoju. Czyli na mnie.

– Mamo, a chociaż dzisiaj odkurzyłaś mojego ojca? Bo wiesz, że czasami zapominasz.

– Ojej! Zapomniałam! Jedynie małego...

– Mamo! No wiesz!

– ... krasnoludka w oczodole. Drugiego odkurzył pierwszy.

 

*

Na środku trawiastej polanki, okolonej rozradowaną publicznością, tańcuje wesoły starszy pan. Wygląda co prawda jakby nie z tej ziemi, ale podskakuje żwawo. Aż mu się skóra marszczy na twarzy. Ta też ma wygląd raczej... niespójnej i roztrzęsionej, ale widoczne oczka są radosne i pełne wigoru. Tułów owinięty kolorowymi wstążkami, ciasno związanymi, po prostu szaleje tajfunowato. Przytula do siebie trochę mniejszą, pionowo śmigającą tekturową trumnę, ubraną w plisowaną mini spódniczkę. W dolnej części, doczepione nóżki ze sznurków z małymi bucikami na szpilkach, wiewają na wszystkie strony parku. A trochę wyżej na bokach, zgrabne rączki z papierowymi dłońmi, obejmują żywotną głowę. Jesień życia, właśnie zwiększa swoją taneczność z tą nietypową panną. Wszyscy wkoło klaszczą i wiwatują z uciechy, gdyż takie zjawisko na tym rekreacyjnym padole, jeszcze miejsca nie miało.

 

Nagle tańcujący, ni stąd ni zowąd, rzuca panną o ziemię, wiekiem do góry i zaprasza młodą żywą, do wspólnych harców.

 

– Ojej! Jak fajnie – kwili wirujące dziewczę. – Tylko czym pan tak dziwnie zalatuje?

– To perfumy panienko. Najnowszy model. Trudno dostać. Jak spod ziemi.

– A to ciało takie luźne. Mnie nic do tego, ale... czuć starą literaturą.

– Bez nerwacji, panienko. Przytulę bardziej.

– Oj, oj, proszę pana. Nie tak mocno. Jakiś zimny pan.

– Ostatnio trochę choruję. Nic zaraźliwego. Bez obaw. Do śmierci się zagoi.

– Oj, oj. Jaki z pana optymista. Tylko mowa nieco przytłumiona. Jak zza grobu.

– Fajnie tańczę, co?

– Mogłabym tak do grobowej deski.

– Musimy kończyć. Mam sprawę niecierpiącą zwłoki.

– Oj, nie kuźwa!! Szkoda! Bo umrę z tęsknoty!

 

Nagle w tłumie poruszenie. Ktoś się drze ja czarna woalka.

 

– Ludzie. Spójrzcie uważnie. Toż to mąż starej Franusi Sztajowej.

– Jak to mąż. Przecież nie żyje.

– Widocznie nie zupełnie.

– Głupoty gadasz! Taki żwawy?

– Łapać go! Wymaga bliższych obserwacji!

 

Niestety. Tłum nie daje rady, gdyż tancerz zawczasu się ulatnia. Lecz cwani zgromadzeni wiedzą, gdzie nieboszczyk mieszka. Biegną kupą w tamtym kierunku. Bynajmniej nie na cmentarz.

 

*

Matka z córką siedzą w kuchni. Babcia właśnie wstaje, by iść odkurzyć męża.

– Słyszałaś mamo. Ktoś wbiegł do mieszkania.

– Chyba nie złodziej?

– Nie. U nas sami uczciwi. Przynajmniej na miejscu.

– Chyba pobiegł do pokoju, gdzie stoi mój mąż.

 

Pukanie do drzwi.

 

– Kto tam?

– Sąsiedzi. Chcemy o coś zapytać.

– To pytajcie.

– Przez próg? Nieszczęście pewne!

– Aaa... już otwieram.

 

Babcia człapie otworzyć.

 

– Witamy szanowną sąsiadkę. Jak zdrowie czcigodnego męża?

– Nie żyje.

– Na prawdę? Proszę przyjąć...

– Nie trzeba. Nie oddam i już!!

– To dlaczego tańczył w parku z trumną w sukience?

– Chwila... on był w sukience, czy trumna?

– Trumna.

– Ojej! Bo już myślałam...

– Ależ sąsiadko. Jak mógł nieboszczyk tańczyć. I to wesoło. Żeby chociaż marsz pogrzebowy.

– To niemożliwe. Stoi przy oknie.

– Jak to: stoi?

– Normalnie. Jak żyw. Zdenerwował mnie i kazałam mu się wypchać.

– Aaa... wypchać... nie kumam jak żaba...

– Żartowałam. Myśmy go wypchali. Jak już nie żył, rzecz jasna. Wesoły był z niego człowiek. Nawet uśmiech został. Dzień bez kłótni, był dniem straconym.

– Nie było cichych dni?

– Owszem. Wtedy na ciche migi.

– Aha! No dobra. Nie nasza sprawa... ale jak mógł tańczyć?

– No przecież nogi ma!

– No tak...

– Oczywiście, że nie mógł. No co wy, panowie? Jest cały czas w moim pokoju. Zgodnie z rozkładem. Zresztą za życia mnie nie zdradzał, to nie chcę wierzyć, że po śmierci. I to jeszcze z byle lafiryndą trumną w niemoralnej sukience!

– Ale to był on. Jak babcie kocham!

– Mnie? Miło mi. Zapraszam do pokoju. Sami zobaczycie, że trup jak żywy.

 

Wszyscy idą do wspomnianego pokoju. Otwierają drzwi. Dziadek siedzi na tapczanie.

– A ki czort – mówi Babcia. – Gdzie mi tu łazisz. Miałeś stać w kącie.

– Proszę pani. Ta osoba nie żyje. Ktoś po prostu pani męża posadził...

– A to co? O tam!

– Sąsiadko! To tylko pomiętoszone kartki i kij od szczotki na solidnej podstawce. Dużo tej makulatury. Ale już nie skupują. Niestety.

 

Wtem na tapczanie poruszenie. Z ciała wychodzi wnuczek. Zdejmuje swoje odzienie, jakby pozbywał się płaszcza. Rzecze wesoło:

 

– Przecież rzekłem, że szykuję niespodziankę.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Literkowa Bitwa na Prozę 9 miesięcy temu
    Witamy pierwsze opowiadanie w Bitwie. Życzymy wygranej
  • kalaallisut 9 miesięcy temu
    Końcówka faktycznie z niespodzianką ;)
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Dzięki Kalilka Pozdrawiam
  • Literkowa Bitwa na Prozę 9 miesięcy temu
    Prosimy o link!
  • Justyska 9 miesięcy temu
    Łooo no no to ci niespodzianka hahaha. superowe:)
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Dzięki Justysko Pozdrawiam
  • pasja 9 miesięcy temu
    Witam
    Taki dziadek to skarb. Żywy trup i jeszcze ta niespodzianka. Szkoda tylko książek.

    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Pasjo Dzięki Pozdrawiam
  • Elorence 8 miesięcy temu
    O matko.
    Znowu jadłam pierniki. Znowu ich nie tknę przez następne kilka godzin.

    DD, rozbraja mnie Twoja wyobraźnia i brak granic. Na taki pomysł w życiu bym nie wpadła. Jeszcze naznaczony odrobiną żartu. No cóż, na pewno było inaczej. Niekoniecznie moje klimaty, bo nie za bardzo lubię czytać o trupach i ich wypychaniu xD Ale za całość mogę spokojnie dać piąteczkę :)
    Pozdrawiam!
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Dzięki Elorence Pozdrawiam
  • Literkowa Bitwa na Prozę 8 miesięcy temu
    Głosowanie rozpoczęte. Zapraszamy na Forum.
  • Francis - Gorzalka 8 miesięcy temu
    DD twoja szeroko pojęta wyobraźnia jest jak petarda, super truposza wypchałeś książkami... bez pozwolenia zmumifikowałeś zwłoki dziadka
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Dzięki FG. Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania